Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
czwartek, 31 stycznia 2019
Nieznane życie lodowców – Bjørn Roar Vassnes

Nieznane życie lodowców: jak lód z kół podbiegunowych wpływa na życie planety – Bjørn Roar Vassnes
Przełożyła Anna Hopen
Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 212 strony
Literatura norweska

   Jesteśmy dziećmi lodu!

   Wszyscy. Bez względu na to, w którym miejscu na Ziemi żyjemy. Nie istnielibyśmy bez wytworzenia się pokrywy lodowej, a przynajmniej nic na to nie wskazuje.

   Tę śmiałą tezę, przypominającą działanie systemu naczyń połączonych i przekaz filmu Avatar o jedności ekosystemu, postawił autor przeciekawych rozważań przypominających bardziej opowieści niż naukowe wywody, na temat kriosfery. Norweski dziennikarz naukowy, który podjął się mało znanego zagadnienia albo w ogóle nieistniejącego w świadomości wielu ludzi. Śledząc badania naukowe nad klimatem i obszarami wokół biegunów, zdobył kompleksową wiedzę dotyczącą powłoki lodowej naszej planety wspartą doświadczeniami dziecka wychowanego w najzimniejszym rejonie norweskiego płaskowyżu – Finnmarksvidda.

Wikipedia

   Tę mieszankę profesji, zainteresowań, doświadczeń zawodowych i wspomnień z dzieciństwa zamienił na przeciekawą opowieść o lodowym królestwie Królowej Śniegu. O jego początkach w wirującym tańcu płaszcza lodowego w czasach, kiedy kula ziemska była śnieżką. Tanga trwającego wiele er, zanim mogło pojawić się życie w wyniku panspermii. Laicki światopogląd nie przeszkodził mu jednak w powoływaniu się na opowieści zaczerpnięte prosto z Biblii, skandynawskich legend, mitów i baśni. Sama opowieść o bogactwie pojęć określających lód i śnieg sięgającym blisko trzystu słów był dla mnie nierzeczywistym światem, o którym nie miałam żadnego pojęcia. Do swoich historii wniósł również sporo sensacji, opisując współzawodnictwo w wyprawach odkrywczych i badawczych na bieguny ziemskie. Nawet nie wiem, kiedy ukształtował we mnie myśl, że główni bohaterowie tych baśniowo-egzotycznych opowieści – lód i mróz – mieli ogromny, a nawet decydujący wpływ na ukształtowanie terenu i krajobrazu, ewolucję człowieka i jego stylu życia, granice państw, kulturę narodów, życie Saamów i ich reniferów, a nawet pierwsze pola kukurydzy, smak sera prowansalskiego czy silnik parowy. Ta zależność istnieje do dzisiaj, chociaż wielu nadal nie zdaje sobie sprawy, że nasza planeta tworzy gigantyczne laboratorium rozwoju życia i jego coraz bardziej złożonych form, a mróz pełni funkcję katalizatora.

   Że żyjemy w raju zbudowanym na kruchych fundamentach z lodu.

   Którego jest coraz mniej i jest coraz cieńszy. Zapasy zamrożonej wody pod postacią lądolodów, lodowców gruzowych, lodu morskiego, czapy śnieżnej na himalajskim „dachu świata” i wiecznej zmarzliny, roztapiają się. Im więcej czytałam, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, jak wiele negatywnych zmian i przerażających skutków (wybuchy metanu, susze, powodzie, pożary), zostało spowodowanych topnieniem mas lodowych. Stąd duża rola nowego typu ekologów – krioaktywistów, którą podkreślił autor, poświęcając ich działaniom osobny rozdział.

   Trochę przeraziłam się!

   Spojrzałam przez okno.

Ten widok z 28 stycznia mówi mi, że to nie jest zima z mojego dzieciństwa i że ten krajobraz powtarza się już od wielu lat. Że „bajka” autora o Krainie Lodu zawiera wiele brutalnej prawdy i morał – nawet małe przedsięwzięcia, jak park epoki lodowcowej tworzonej przez Zimowa czy działania krioaktywistów walczących o ochronę lodowców, są potrzebne, aby zapobiec ziszczeniu się najczarniejszego scenariusza.

Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Nieznane życie lodowców. Jak lód z kół podbiegunowych wpływa na życie planety [Bjørn Roar Vassnes]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

W Polsce również powstają parki epoki lodowcowej pełniące przede wszystkim rolę edukacyjną poprzez zabawę do wiedzy.

wtorek, 29 stycznia 2019
Kazanie ognia – Jamie Quatro

Kazanie ognia – Jamie Quatro
Przełożył Paweł Sajewicz
Wydawnictwo Agora , 2019 , 222 strony
Literatura amerykańska

   Maggie i James!

   Wiele ich łączyło. Czterdzieści pięć lat temu „urodzeni i wychowani na pustynnym południowym zachodzie, uczuleni na orzeszki ziemne, zafascynowani chrześcijańską mistyką i teorią kwantową.” Oboje trwali w małżeństwach od dwudziestu trzech lat. Posiadali po dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę w tym samym wieku. Nawet ich babcie miały po tyle samo lat. Połączyła ich również miłość i zdrada. Teoretycznie stworzeni dla siebie, gdyby nie ich małżonkowie.

   Historia jakich wiele!

   Jednak to, co ich różniło, to wiara Maggie. Była chrześcijanką, prezbiterianką. Popełniony grzech cudzołóstwa uczynił z jej umysłu piekło poczucia winy. Wzniecił burzę gorączkowych, niespokojnych myśli, które trawiły jej sumienie. Zamknął w pułapce wyborów między miłością do Jamesa a chęcią utrzymania małżeństwa. Będąc narratorką swojej konfesyjnej opowieści, pozwoliła mi w nią wejść. Doświadczyć odtwarzania niekończącej się pętli czasu tej jednej nocy w Chicago z Jamesem, by zrozumieć bolesne i jednocześnie przyjemne wspomnienia w poczuciu winy wobec męża i własnych pragnień. Rozmów z samą sobą, szukającej usprawiedliwienia dla swojej postawy i potrzeb. Odczytywać notowane myśli w dzienniku, by wyrzucić z siebie ciążące refleksje. Poznawać treść niewysłanych listów do Jamesa, tłumaczących sens i bezsens ich postępowania. Przeglądać wspomnienia z przeszłości małżeństwa, któremu nie może nic zarzucić i znaleźć chociażby jednego argumentu, który usprawiedliwiłby jej czyn. Śledzić analizę siebie i jej stanu psychicznego podczas spotkań z psychoterapeutą, by zrozumieć swoje położenie i odnaleźć w nim punkt ciężkości. Obserwować walkę Głowy, która mówi – skończ z tym i Serca, które odpowiada – działaj dalej!

    Przede wszystkim jednak byłam powiernikiem jej rozmowy z Bogiem!

   Maggie zadaje mu mnóstwo pytań, z których najważniejsze jest to o istotę pokusy. Zarzuca mu bezwzględność w oczekiwaniu na jej świętość, a nie radość z życia. W przypływie buntu wykrzykuje mu swoją nienawiść za stworzenie wszechświata, wiedząc o jego skłonności do popełniania grzechu. Nie zgadza się na stałe wyrzeczenia w imię nakazów. Powołuje się na żywoty chrześcijańskich mistyków, cytuje myśli chrześcijańskich myślicieli oraz Biblię. Ostatecznie dochodząc do najważniejszego wniosku – „Oto jak bezpiecznie zakochać się w kimś, kto nie jest twoim mężem: wyobraź sobie życie, jakie moglibyście wieść razem po śmierci waszych małżonków.”

   Burząc, buduje nowy światopogląd.

   Sięgający korzeni wiary. Nieświadomie ustala to, co już dawno było ustalone, ale dla niej odkryte na nowo. Odkurzyła prawdę przykrytą patyną wygodnych dla człowieka wypaczonych zasad. Autorka poprzez historię Maggie chciała ukazać istotę i sens pokusy w świecie, w którym cudzołóstwo i rozpusta stały się normą, a argumenty je usprawiedliwiające za prawdę utwierdzającą ten stan rzeczy. Analizując naprzemiennie jej małżeństwo, zdradę i stan psychiczny, pokazuje, po co tak naprawdę zostaliśmy powołani do życia – dla Boga, który dał ludziom Dekalog. Pustkę wyrzeczenia się czegokolwiek, co zabronione, a w przypadku Maggie zakazanej miłości do drugiego mężczyzny, ma wypełniać Bóg, który daje siebie. A biblijny „krzew gorejący, to właściwy symbol stanu, w jakim znajduje się chrześcijanka, gdy ją trawi ogień pokusy.”

   Płonie i parzy, nie spopielając!

   To o tym procesie cierpienia opowiada tytułowe kazanie ognia sformułowane na zakończenie opowieści. Dla mnie to tak naprawdę pochwała wierności, do której droga prowadzi przez ogień i na końcu której istnieją szeroko otwarte drzwi z widokiem na niebo. Dla jednych symbol nagrody po śmierci, dla innych starość pełna miłości.

   Tej Miłości.

   Z treścią tej powieści, z jej myślami można polemizować. I to jest w niej najciekawsze i najwartościowsze! Można dyskutować, wysnuwać argumenty i kontrargumenty. Można korygować błędy w logice rozumowania przytaczanych myśli teologicznych. Można przyłożyć ją jak wzorcową miarę do własnego postępowania, decyzji, wyborów i całego życia, szukając własnych odpowiedzi na pytania takie, jakie stawiała Maggie. Można się na nią gniewać, nie zgadzać z jej prawdami i brutalnością przypominania dlaczego, po co i dla kogo człowiek żyje. Można ją nawet w przypływie desperacji rzucić o ścianę. I będzie to w pełni usprawiedliwione.

   Bo ta książka boli!

   Boli tak, jak łamanie i nastawianie źle zrośniętej kości. Na żywca! Boli przypominaniem, jak daleko człowiek odszedł od ustanowionych wartości. Jak powszechnie zastąpił je atrapami logiką wyparcia i usprawiedliwień. Jak usilnie uprawia „logiczne akrobacje, żeby usprawiedliwić coś, czego należy się wyrzec.” Jak bardzo zagubił się na drodze wolnej woli i Dekalogu wyznaczającego jej kierunek. Paradoksalnie historia dla wszystkich, ale nie dla każdego. Przede wszystkim dla tych, którzy są gotowi poddać się kazaniu ognia. Wejść w gorejący płomień i poczuć ból palącego żaru.

   Gwarantuję, że zawarta w niej prawda będzie bardzo bolała.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Kilka fragmentów powieści czytanych przez Annę Dereszowską.

niedziela, 27 stycznia 2019
Ślepnąc od świateł – Jakub Żulczyk

Ślepnąc od świateł – Jakub Żulczyk
Wydawnictwo Świat Książki , 2015 , 520 stron
Literatura  polska


   W dwadzieścia minut mogę zarobić tysiąc złotych.

   Mówi Jacek, główny bohater i zarazem narrator własnej historii. Diler kokainy w Warszawie. Detalista niepracujący, jak sam siebie określa, ale zarabiający prawdziwe i duże pieniądze na rękę, w gotówce. Mężczyzna niekarany, z kilkoma dowodami osobistymi i różnymi numerami PESEL, przezroczysty i wymazany w realu. Nikt nie wie, jak się nazywa. Miejsce zamieszkania zna tylko jego przyjaciółka Pazina. Pracuje w nocy, śpi w dzień. By utrzymać formę fizyczną po przejechaniu 500 km dziennie, ćwiczy, bo stara się prowadzić zdrowy styl życia. Pełni rolę lekarza, psychologa i pogotowia ratunkowego dla tych, którzy chcą się czegoś pozbyć, uśmiercić coś w sobie. Ktoś chce być mądrzejszy, uważniejszy, chce wytrzeźwieć, chce lepiej pieprzyć, widzieć odrobinę wyraźniej, czy na chwilę zapomnieć o wszystkim. Jego numer, dla jego klientów, jest drugim najważniejszym po ich szefie. A dzwonią po lek złudzenia wszyscy, których na to stać, i dosyć spory procent tych, których na to nie stać. Walą prawnicy. Politycy. Lekarze. Właściciele przedsiębiorstw. Kierownicy przedsiębiorstw. Menedżerowie niższego szczebla. Menedżerowie wyższego szczebla. Gwiazdy telewizji. Pracownicy telewizji. Właściciele agencji reklamowych. Finansiści. Deweloperzy. Pisarze. Malarze. Muzycy. Publicyści. Fotograficy. Dziennikarze. Producenci. Wydawcy. Restauratorzy. Bandyci. Adwokaci. Alfonsi. Kurwy. Hotelarze. Wszyscy, wszyscy bez wyjątku walą kokainę. On, nie.

   On jest zawsze czysty.

   Taki styl życia sobie wykreował z planami wyjazdu na urlop do Argentyny. Dający mu poczucie stania z boku grząskiego bagna i nieangażowania się emocjonalnego. Kontroli nad życiem, w którym ma cel i marzenia, a przede wszystkim przekonanie, że może uciec z miasta. Szybko przekonuje się, że marzenia pozostają tylko marzeniami, a przekonania są tak samo mylne, jak złudzenia sprzedawane swoim klientom. Nieprzewidziane wydarzenia burzą jego rutynę i spokój, a tym samym wciągają powoli w miejskie bagno.

   Proces rozpadu psychicznego i fizycznego Jacka autor rozpisał na tydzień.

   Kilka dni, godzina po godzinie z życia dilera kokainy, który uświadamia sobie, że nigdy nie uwolni się od narkotycznego środowiska mafijno-przestępczego, w które wszedł z przekonaniem tymczasowości. Autor nie buduje jednak tylko prostej fabuły sensacyjnej z bohaterami o mocnym profilu osobowościowym reprezentującymi przekrój społeczny miasta od gwiazdy telewizyjnej po hurtownika kokainy i ścisłymi powiązaniami show-biznesu z polityką i policją. To przede wszystkim opis szeroko pojętego przestępczego środowiska, mającego ukazać uwikłanie jednostki w mechanizmy i zależności, z którymi nie ma szans na życie według własnego, naiwnego scenariusza. Również nocny, brutalny obraz miasta w ciemnej, aktywizującej się po zmroku, strefie. Autor realne opisy stolicy i jego mieszkańców uwikłanych w walkę o stanowisko, mieszkania, kredyty, wygraną, a przede wszystkim pieniądze, które dają super moc i cenną świadomość, gdzie jesteś i ile możesz, uzupełnia wizjami ze snów, marzeń i majaków Jacka. Pełnych metafizycznych scen i fantastycznych obrazów podkreślających zdegenerowanie, zdemoralizowanie i dewaluację wartości świata realnego. Zagubienie człowieka w rzeczywistości, którą przestał rozumieć, nie wiedząc, co się dzieje, głuchnąc od hałasu, ślepnąc od świateł. Operując metaforami, ożywia miasto. Czyni z niego głodną otchłań bez dna, która pożera swoich mieszkańców, jak hodowaną,gnilną masę bioludzką. Miejsce tak depresyjne, bezsensowne, zdegenerowane i beznadziejne, że głównemu bohaterowi pozostaje tylko modlić się do Boga o zesłanie potężnego deszczu, który je zatopi, bo nie zasługuje na nic innego. To ta warstwa przesłania psychologicznego i filozoficznego ukrytego w warstwie magiczno-onirycznej czyni z autora kogoś więcej niż tylko twórcę powieści sensacyjnej. Pisarza wyjątkowego, którego historie za każdym razem są inne, z innej półki gatunkowej, które właściwie trudno jednoznacznie zaszufladkować (Instytut). Dla odbiorcy nie tylko dorosłego (Zrób mi jakąś krzywdę), ale za każdym razem niosącego w sobie artyzm w przedstawianiu otaczającego nas świata silniej oddziałującego na emocje i wyobraźnię niż opowieść wprost, podana linearnie.

   Z książki na książkę jestem coraz bardziej zachwycona twórczością autora i jego możliwościami, które zdradzają ogromny potencjał wyobraźni i umiejętności.

   Po prostu talent!

A przede mną kolejna powieść autora. Jak zwykle cudownie inna!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2019 roku.

Ślepnąc od świateł [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Ślepnąc od świateł [Jakub Żulczyk]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

Na podstawie powieści powstał dobry serial filmowy, w którym totalnie porwał mnie grą Jan Frycz, odtwórca Dario.

poniedziałek, 21 stycznia 2019
Czcigodny kacyk Nanga – Chinua Achebe

Czcigodny kacyk Nanga – Chinua Achebe
Przełożyła Zofia Kierszys
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2012 , 200 stron
Literatura nigeryjska

   W życiu różnie bywa!

   Bywa, że nasz nauczyciel zostaje politykiem. Bywa, że przyjeżdża do naszej rodzinnej miejscowości. Bywa i tak, że zaprasza do rewizyty w stolicy. Ale nie bywa, że uprawia seks z naszą dziewczyną!

   A może bywa!?

   Dokładnie to przytrafiło się Odiliemu. Głównemu bohaterowi i narratorowi własnej historii. Nauczycielowi gimnazjum w niewielkiej miejscowości położonej gdzieś w głębi kraju afrykańskiego, mimo że wykształcenie pozwoliłoby mu pójść drogą swojego nauczyciela. Obecnie Wodza Czcigodnego M. A. Nangi. Przyjąć państwową posadę ze służbowym samochodem i mieszkaniem. Chciał jednak być niezależnym, bo nie potrafił zginać karku w kraju, w którym nieważne jest, co człowiek umie, ważne jest, kogo zna. Kierował się w życiu własną zasadą – Postępuj słusznie i wzdrygaj się przed szatanem.

   Niestety zło znalazło go  nawet w buszu!

   Pod postacią czcigodnego kacyka Nangi, który wziął mu dziewczynę, jak swoją. Przyjaciela ludu, który zaprowadził jego ukochaną do swojego łóżka, a on nie mógł nic mu zrobić, bo był ministrem, figurą napęczniałą od swych nieuczciwie zdobytych bogactw, i mieszka we wspaniałej rezydencji zbudowanej za państwowe pieniądze, i jeździ cadillakiem, i ma straż przyboczną w osobie najętego, jednookiego zbira. Postanowił zemścić się!

   Uwieść kochankę kacyka i zająć jego miejsce.

   W tej historii opowiadanej przez skrzywdzonego mężczyznę autor zawarł krytykę mechanizmów funkcjonujących w krajach afrykańskich tuż po odzyskaniu niepodległości. Satyrę na rządzących pełną absurdu. Mieszanki humoru i goryczy. Krytykę korupcji, nepotyzmu, bezkarności, złodziejstwa, nadrzędności interesów własnych, w których liczą się samochody, kobiety i parcele ziemi oraz mechanizmów społecznych sprzyjających i pozwalających na ich funkcjonowanie. Do budowania patologicznej rzeczywistości wykorzystuje przysłowia, powiedzenia, porównania i przypowiastki z morałem, by ukazać mentalność ludzką, gotową wynosić na prominentne posady złodziei i analfabetów. Ludzi wyklętych rano, a wieczorem wprowadzanych na piedestały.

   Jest przy tym bardzo wnikliwy i analityczny.

   Do tego stopnia, że jego twórczość ma charakter proroczy i spełniający się. Z powodu powieści Nie jest już łatwo, opisującej fikcyjny zamach stanu, do którego w Nigerii rzeczywiście doszło w 1966 roku, musiał uciekać przed ówczesnymi władzami wojskowymi, podejrzewającymi go o udział w spisku. Akurat ta powieść taka nie jest.

   Ma bardzo uniwersalny i ponadczasowy charakter.

   Opisane sytuacje i mechanizmy społeczno-polityczne mogą zaistnieć w każdym kraju świata i istnieją. Zmienia się tylko skala zjawiska i stopień jego widoczności, bo jakiż to rozsądny człowiek wyplułby smakowity kąsek włożony mu w usta przez szczęśliwy los?

   Autor odpowiada.

   Ten, który będzie posłuszny raczej nakazom głowy niż serca i żołądka.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 20 stycznia 2019
Karta nr 97/2018

Karta nr 97/2018
Wydawnictwo Ośrodek Karta
Kwartalnik

   Kolejna porcja głosów z przeszłości!

   Tym razem również w formie sygnałów, które w ostatnim stuleciu miały ogromny lub wręcz kluczowy wpływ na losy Polski. W różnej formie i czasie, w miarę rozwoju technologii.

Przegląd meandrów historii polskiej niepodległości rozpoczyna depesza w 1918 roku, z której świat dowiaduje się o odrodzeniu Polski wyrażonej słowami Józefa Piłsudskiego w telegramie – Państwo polskie powstaje z woli całego narodu. Wódz naczelny znał siłę i doceniał rolę techniki. To praca jego kryptologów w odczytywaniu szyfrogramów w dużej mierze przyczyniła się do „cudu nad Wisłą”, a to Telegram, nie cud, jak brzmi tytuł tego podrozdziału. Wśród sygnałów jest również miejsce dla zasłużonej roli maszyny w II wojnie światowej – Enigmy.

O bombardowaniu Warszawy w 1939 roku świat dowiaduje się dzięki amerykańskiemu fotografowi Julienowi Bryenowi, który apeluje o pomoc do amerykańskiego prezydenta na falach Polskiego Radia. O zgładzie Żydów w Polsce donosi radio BBC, a Polska Rozgłośnia Radio Wolna Europa w czasie stanu wojennego udostępnia Polakom czas antenowy na akcję Telefon do kraju, by ojciec z zagranicy mógł powiadomić syna służącego w katowickiej milicji – Gdybym się dowiedział, że miałeś coś wspólnego z tym pomordowaniem i biciem górników, to nie chce cię widzieć na oczy do końca mego życia. Telewizja również odgrywa znacząca rolę w czasach komuny. Trwa sabotaż wizji i transmisja debaty między Lechem Wałęsą a Alfredm Midowiczem, które zmieniają sytuację w kraju. Wraz z pojawieniem się Internetu, sygnały docierają praktycznie do wszystkich i wszyscy mogą wziąć udział w obronie swoich praw, uczestnicząc w akcji Nie dla ACTA. To co mnie najbardziej zaskoczyło w tym przeglądzie historii Polski z perspektywy rozwoju technologii i jej wpływu na losy kraju i rodaków, to „relikt” z przeszłości, który funkcjonuje do dzisiaj!

   Poczta elektroniczna Donosy.

   Pierwsza gazeta elektroniczna założona w 1992 roku przez fizyków Uniwersytetu Warszawskiego. Początkowo miała szybko informować o najważniejszych wydarzeniach w kraju, świat i polskich emigrantów. W niezmienionej formie, nadal pozbawiona znaków diakrytycznych, w sposób zwięzły, prosty, rzeczowy, bez reklam, żargonu dziennikarskiego, zabarwień emocjonalnych, komentarzy, kryptoideologii i szumu informacji nieistotnych jest antidotum na współczesne media. Korzystam z jej strony, ponieważ świadomie wyrzuciłam telewizor z domu. Szkoda mi czasu na przedzieranie się do sedna rzeczy przez dżunglę sygnałów niemających dla mnie żadnego znaczenia.

   Polecam to źródło informacji zabieganym.

   Księżna Pani to zapowiedź wspomnień Virgilii Sapiehy, amerykańskiej żony księcia Pawła Sapiehy, które z poślizgiem właśnie ukazały się na rynku wydawniczym. Niezwykle wnikliwe spojrzenie w prezentowanym fragmencie na sytuację chłopów i ich dzieci w Polsce międzywojennej, która była republiką, ale nie istniała w niej równość szans.

   Wspomnienia oficera policji Witolda Opałka przypominają, o dobrej karcie w trudnej historii Polski i Litwy. O krótkim czasie neutralności Litwy, w którym pomogła Polakom zagubionym w chaosie pierwszych tygodni wybuchu II wojny światowej. 

   Zaskakują fragmenty poematu Pruskie noce Aleksandra Sołżenicyna, które czytałam niedawno. Są ilustrowane publikowanymi po raz pierwszy w Polsce zdjęciami rosyjskiego fotografa Walerija Faminskiego dokumentującego marsz Armii Czerwonej na Berlin. Oglądałam je z lupą, by nie przeoczyć żadnego drobiazgu!

   O czasach budowania socjalistycznej rzeczywistości na prowincji wspomina komisarz majątku Pławowice - Sławomir Lenartowicz, a o jej kreowaniu poprzez fałszowanie historii - Jerzy Jedlicki.

   Numer zamyka jego imienniczka – Karta '97. Jej historia, działalność opozycyjna i losy jej liderów – Andreja Saunnikaua (Białoruska ruletka), Żmiciera Bandarenki, Natalii Radziny – to historia walki o niepodległość Białorusi oraz ogromnego wysiłku i pracy nad zmianą przekonania Białorusinów, wpajanego przez reżim Aleksandra Łukaszenki, że człowiek jest niczym, władza wszystkim.

   Przede mną numer poprzedni czyli 96.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z kwartalnika.

sobota, 19 stycznia 2019
Narkotyki – przewodnik– Robert Palusiński

Narkotyki – przewodnik: cz. I : Soft-Drugs – Robert Palusiński
Wydawnictwo Total-Trade & Publishers , 1994 , 96 stron
Literatura  polska


   Książka zaaresztowana!

   A jej autor skazany na więzienie i karę grzywny za jej napisanie i wydanie. Zdawałoby się, że początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku to wolność wywalczona we wszystkim. W tym słowa. Okazało się, że nie, bo autor miał przeciwko sobie niepodważalny autorytet Marka Kotańskiego i artykuł 32 ust. 1 ustawy z dnia 31 stycznia 1985 roku o zapobieganiu narkomanii, który naruszył. O czym przeczytałam w artykule Narkotyki jak Mein Kampf.  Postawione zarzuty były na tyle mocne, że autor nie napisał drugiego wydania części pierwszej mającego poszerzyć listę opisywanych narkotyków miękkich, ale i części drugiej o narkotykach twardych, które zapowiadał w tej publikacji.

Swojego prawa do wolności, wyrażania opinii, posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji dochodził w 1999 roku w Europejskim Trybunale Praw Człowieka z negatywnym skutkiem. Wyrok opublikowany w 2006 roku i umieszczony na stronie Trybunału Konstytucyjnego nie pozostawiał złudzeń - trybunał jednogłośnie uznał skargę za niedopuszczalną.

   Sprawa, książka i autor byli jednogłośnie przegrani.

   Przyjrzałam się tej pozycji z dystansu ponad dwóch dekad. W dobie powszechności dopalaczy, o których ówcześnie jeszcze nie słyszano. W mojej rzeczywistości, w której uzależnić można się od wszystkiego, a dowolny środek psychoaktywny znaleźć chociażby w syropie na kaszel. W czasach bezgranicznej dostępności do nieograniczonych źródeł informacji na każdy temat i dla każdego. Włącznie z dziećmi.

   I mam mieszane uczucia.

   Z jednej strony przewodnik jest dopełnieniem informacji, które na początku lat 90. były i musiały być tylko negatywne. I tak było, bo sama ich szukałam i w żadnej nie dowiedziałam się, że narkotyki dostarczają przyjemnych odczuć, bo to było przemilczane. Tego można było dowiedzieć tylko ze wspomnień narkomanów takich, jak My, dzieci z Dworca ZOO Christiane F. czy Pamiętnik narkomanki Barbary Rosiek. To na okładce tej książki przeczytałam o tym innym spojrzeniu po raz pierwszy i dlatego ją wtedy kupiłam. Była novum w podejściu do problematyki na rynku wydawniczym. Jak sam autor zauważa – Zamierzeniem niniejszej publikacji jest wypełnienie zatrważającej luki informacyjnej, z jaką mamy do czynienia w naszym kraju oraz wynikającej z tego, powszechnej ignorancji i nieznajomości podstaw zagadnienia noszącego nazwę (mylącą i często opacznie używaną): narkomania. Wychodzi z założenia, że mówienie o narkotykach tylko i wyłącznie źle, to kłamstwo, którego młodzi ludzie nie przyjmą. Chcąc zmienić to podejście, mówi prawdę przemilczaną, bo metoda zastraszania młodzieży wyłącznie krańcowo negatywnymi skutkami uzależnienia od narkotyków, przekazująca informacje o tym, że jeden wypalony joint jet nieuchronnym skokiem w przepaść bez dna, bazuje na ludowym porzekadle „od rzemyczka do stryczka” i nadaje się definitywnie na śmietnik. Dzisiaj możemy to nazwać zwalczaniem dysonansu poznawczego, który nie jest wskazany w wychowywaniu. Stad chęć autora obszernego, rzetelnego i obiektywnego przedstawienia substancji psychoaktywnych będących w ówczesnym użyciu – marihuany, LSD i grzybów.

   Faktycznie robi to obszernie i rzetelnie.

   Niezwykle ciekawie od strony historycznej, w której przedstawia rolę halucynogenów w wierzeniach, praktykach religijnych, kulturze, a także w medycynie. Opisuje ich produkcję, sposoby i okoliczności zażywania, efekty psycho-fizyczne oraz niebezpieczeństwa ich używania.

   Ale czy obiektywnie?

   Jak sam zaznacza, uzupełnia negatywny obraz pozytywnym ich wymiarem do tej pory przemilczanym. Odnosi to odwrotny skutek do zamierzonego, bo zachęcający do przeżycia cudownych wizji i stanów psychodelicznych, w których nieliczne wymieniane skutki negatywne gubią się. Zwłaszcza że autor powołuje się na przeżycia pisarza Aldousa Huxley’a, propagatora psychodelicznej rewolucji Timothy’ego Leary’ego (Osaczyłem Amerykę), chemika Alberta Hofmana eksperymentującego działanie LSD na sobie i wielu innych wyrażających się w podobny, optymistyczny sposób. Słabością tej pozycji jest brak bibliografii cytowanych pozycji.

   Z drugiej strony przewodnik przybiera formę poradnika.

   Mimo wyraźnej deklaracji we wstępie – Korzystając z okazji, chciałbym oświadczyć, że nie jest w najmniejszym stopniu moim zamiarem nakłanianie, zachęcanie czy propagowanie spożywania środków psychoaktywnych. Odpowiada jednak na pytania – jak przechowywać marihuanę, by nie straciła na skuteczności, jak eksperymentować z grzybami, by nie ulec zatruciu czy jak zwiększyć doznania seksualne za pomocą narkotyków. Jednocześnie, przedstawiając autora delegalizacji narkotyków w USA Henry’ego J. Aslingera jako człowieka obsesyjnego z idee fixe. W przyczynach swojego postępowania podobnego Hitlerowi. Swoje rozważania kończy wnioskiem rewolucyjnym nawet, jak na współczesne mi czasy – Jedynym docelowym rozwiązaniem „problemu narkotyków", moim zdaniem, jest kontrolowana społecznie dystrybucja środków psychoaktywnych, jak najpełniejsza informacja o wszystkich tego typu substancjach i rzetelna edukacja od najmłodszych lat. Dokładnie tak, jak dzieje się z alkoholem, który uważa za o wiele groźniejszą substancje uzależniającą i niszczącą, a alkoholizm powszechniejszy niż narkomania.

   To bardzo ciekawa pozycja, której postulaty skazujące ją na areszt z czasem zostały zrealizowane.

   Informacje mówiące o przyjemnych stronach zażywania substancji psychoaktywnych są już powszechnie dostępne, a ich obraz nie jest już tylko i wyłącznie jednostronny. Lecznicze właściwości, o których się ówcześnie nie mówiło, a na co zwracał uwagę autor, są już przedstawiane w publikacjach (A w konopiach strach – Jerzy Vetulani, Maria Mazurek), a marihuana medyczna zalegalizowana. Pojawiły się również głosy (Dzieci alkohol narkotyki – Ruth Maxwell) popierające zdanie autora, burzące mit groźniejszych narkotyków od alkoholu. Pozostałe postulaty przed nami, włącznie z cytowanym wnioskiem o dystrybucji.

   Książka wyklęta i nadal aktualna, której „proroctwa” z biegiem lat powoli się spełniają.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Przeczytaj fragment książki.

środa, 16 stycznia 2019
Zamiana – Rebecca Fleet

Zamiana – Rebecca Fleet
Przełożyła Aga Zano
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 320 stron
Literatura  angielska

   Paradoksalnie wyciszający thriller!

   Oczywiście napięcie było od początku. Towarzyszyła mu ciekawość powoli snutej intrygi. Zwłaszcza że rozpoczął ją narrator, którego nie potrafiłam zidentyfikować. Mógł być zarówno kobietą, jak i mężczyzną. W każdym wieku. Tajemnica tej postaci przewijała się między głównymi bohaterami tragedii – małżeństwem Caroline i Francisa. Ich związek właśnie powstawał z gruzów, więc postanowili wyjechać. Zamienić się mieszkaniami na tydzień z chętnymi ludźmi, by z dala od trosk, problemów, cieni przeszłości, mrocznych myśli, rutyny i dziecka, w nowym miejscu i otoczeniu, spojrzeć na siebie z dystansu. W londyńskim domu, do którego trafili dzięki firmie pośredniczącej w zamianie, Caroline bała się przede wszystkim własnych reakcji i pułapek swojej osobowości, które mogłyby naruszyć kruchość odbudowanej stabilizacji.

   Dwa lata wysiłku od zakończenia romansu Caroline.

   W tym obcym domu okazało się, że nie siebie powinna się obawiać, ale... No właśnie – kogo? Przypadkowe skojarzenia, dobrze znane jej przedmioty, zapachy, nazwy, zawoalowane wskazówki pozostawione i powoli odkrywane w obcym domu, odgrzebywały w pamięci to, co starała się przez te dwa lata głęboko zakopać w świadomości. Byłam przekonana, że tajemniczą postacią był jej były kochanek, a wszystko kręciło się wokół banalnego romansu.

   Nic z tego!

   Autorka w fabule ukryła drugie dno, a wraz z nim przesłanie, które całe w swojej treści wybrzmiało dopiero na końcu historii. W ostatniej, zaskakującej i jednocześnie szokującej scenie. To ona sprawiła, że rozładowanie budowanego napięcia pozostawiło we mnie ciszę dobrze opowiedzianego dramatu trojga ludzi z morałem. Tragedii, która może przytrafić się każdemu w dowolnej obsadzie. Ten spokój czułam również w trakcie czytania. Niosły go głosy nieśpiesznie relacjonujące naprzemiennie teraźniejszość i przeszłość sprzed dwóch lat. Szczegółowo analizujące sytuacje, w której tkwiły i własne na nie reakcje. Skupione przede wszystkim na sobie, na własnej psychice. Uspakajała mnie również mieszanka depresyjnego nastroju Francisa uzależnionego od leków i erotyczne uniesienia Caroline z kochankiem, jako antidotum na beznadziejną sytuację w domu. Dopełnieniem tego był zrównoważony ton wypowiedzi tajemniczej postaci.

   Znałam je wszystkie bardzo dobrze!

   Właśnie o to chodziło autorce, bo tak dobrze zarysowani bohaterowie z wnikliwym profilem psychologicznym powstrzymywali mnie przed osądem ich czynów. Raczej skłonili mnie do zadania sobie pytania – czy zawsze mam odwagę ponosić konsekwencje swoich wyborów?

   Zakończenie czytania wcale nie gwarantuje zdjęcie ostrzeżenia z klamki, które ktoś miał dobry pomysł dołączyć do książki.

   Polecam użyć!

niedziela, 13 stycznia 2019
Mrówka w słoiku – Polina Żerebcowa

Mrówka w słoiku: dzienniki czeczeńskie 1994-2004 – Polina Żerebcowa
Przełożyła Agnieszka Knyt , wiersze Michał B. Jagiełło
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2018 , 616 stron + 16 stron zdjęć
Seria Oblicza XXI Wieku
Literatura  czeczeńska

   Posłuchaj księżniczki Budur ze strasznej bajki o Groznym...

Nie, dawno, dawno temu, ale tu i teraz. Nie za siedmioma morzami, ale kilkaset kilometrów dalej na południe. O mieście ruin wzniesionych przez wojny. Pójdziesz na prawo: zginiesz! Pójdziesz na lewo: nic nie znajdziesz! A jak zostaniesz: stracisz wszystko! Gdzie najeźdźcy popełniają zbrodnie, kierując się przykazaniem – wojna zmyje wszystkie winy, a obrońcy z kolei – zemsta, zemsta i jeszcze raz zemsta!. Gdzie głód zmusza do jedzenia trawy i dzikiego czosnku zbieranych obok leżących trupów, obgryzionych do bielejących kości przez równie głodne psy, koty i szczury. Gdzie nienawiść pożera przyjaźń, współczucie i życzliwość, aż wszyscy sąsiedzi, znajomi, a nawet bliscy stają się wrogami. Gdzie śmierć bez znieczulenia wycina z teraźniejszości ostrym nożem przyjaciół, bo bywa i tak, że jedni zabijają drugich. Za nic. Tak po prostu. Gdzie „wszystko jest płynne. Każdy może być i nikczemny, i szlachetny (jednocześnie!).” Gdzie od kuli, bomby, odłamka, noża, siekiery można umrzeć na targu, ulicy lub we własnym mieszkaniu albo być porwanym, pobitym lub zabitym, bo twoje organy mogą się przydać innym, a ciało zaspokoić żądze. Gdzie pośród gruzu domów i wraków dusz ludzkich rósł piękny, wrażliwy i delikatny kwiat, chroniący w sobie to, czego nie było już wokół – miłość, dobroć, współczucie, sprawiedliwość i prawdę.

   Tym bajecznym kwiatem była dziewczynka.

Polina, która zaczęła snuć swoją „bajkę o Groznym” mając 9 lat tuż przed rozpoczęciem pierwszej wojny rosyjsko-czeczeńskiej w 1994 roku. Dorastała w w trakcie drugiej w 1996 roku i trzeciej, która przyszła jesienią 1999 roku. Miała wtedy 14 lat. Grozny udało jej się opuścić w 2014 roku mając lat 19, nerwicę, chore serce, żołądek, wątrobę i rany nóg po odłamkach bomby. Wszystko, co widziała i przeżyła zapisała w zeszytach, które zabrała ze sobą.

Początkowe wpisy były rejestracją otaczającej ją rzeczywistości. Najważniejszych wydarzeń z życia miasta, bloku i własnej rodziny oraz potrzeby pokoju. Ten temat przewijał się w wyrażanych pragnieniach, wymyślanych bajkach, życzeniach mających odczarować świat wokół oraz we własnych wierszach, które również zapisywała w dziennikach:

Przez całe życie chcę

Jak w bajce

Przestrzenie oceanu pruć,

I wolną być,

I wolność czuć.

 

Do tajemniczej dotrzeć wyspy,

Co szmaragdowe brzegi ma,

Gdzie przyjaciółmi są mi wszyscy

I pokój, zawsze pokój trwa!

A to jego, na przekór rzeczywistości, kolorowy oryginał - Marzenie.

Z czasem z etapu pytań o sens wojny wraz z wiekiem przeszła do pytań o własną, skomplikowaną tożsamość, pisząc – Z powodu nazwiska wielu uważa nas za Rosjanki. Ale czy można to jednoznacznie rozsądzić? Matka mojej mamy była Rosjanką. Ojciec mamy - Kozakiem dońskim. Matka mojego ojca – polską Żydówką. Ojciec ojca – Czeczenem. W rodzie mamy byli Tatarzy, Gruzini, Osetyńcy, Ormianie, Ukraińcy, Czerkiesi. W rodzie ojca byli Francuzi, Hiszpanie, Polacy, Czeczeni. Kto sprawdzi skład mojej krwi kropla po kropli? Zaczęła podważać podziały w swojej ojczyźnie - Czeczenii. Unieważniała granice wyznaczane przez nazwisko, narodowość, rasę, pochodzenie. Miała ochotę krzyczeć – Ja nie jestem ani z wami, ani z nimi! Jestem zwyczajnym człowiekiem! Wszystko mi jedno do jakiego należycie narodu! Ważna jest dla mnie sprawiedliwość, a nie długość nosa czy kolor skóry! Uznając śmierć za swoją nieodłączną towarzyszkę, chciała chronić życie i je ratować, bo ochrona życia to najlepsze. Co można robić na Ziemi. Nikt nie ma prawa zabijać! Zaczęła również rozumieć, że wszystko to służy walce o dostęp do ropy. W morzu nienawiści próbowała wydeptywać własne ścieżki prawości, życzliwości, miłości, uczciwości, prawdomówności i wstrzemięźliwości seksualnej. W wieku 13-14 lat jej koleżanki stawały się żonami i matkami. Narażała się przez to na ciągły ostracyzm społeczny i niebezpieczeństwo śmierci.

   A mimo to była w tej postawie niezłomna i bezkompromisowa.

   Czytając dzienniki tej wyjątkowej dziewczynki, a potem dorosłej w ciele nastolatki, próbowałam znaleźć czynniki, które uchroniły ją przed powszechną w jej środowisku  demoralizacją młodzieży. Wręcz wzmocniły nietypową postawę dobroci, wrażliwości i współczucia dla ludzi i zwierząt. Brałam pod uwagę cudowną zdolność przystosowawczą dzieci do warunków zastanych i zmiennych, ale inne dzieci, zdeprawowane i powielające negatywne wzorce dorosłych, takie nie były. Matka również nie była dla niej wsparciem. Sama zniszczona psychicznie przez wojnę, z nerwicą i depresją, dostarczała dodatkowych cierpień dziewczynie. Bita, wyszydzana, poniżana, wyganiana z domu, rozumiała agresywne zachowanie matki i opiekowała się nią, handlując, zdobywając żywność, pracując i w międzyczasie... ucząc się!. Mimo że zabijała w córce to, co Polina miała najcenniejszego – przebogaty świat wewnętrzny, który potrafiła opisać słowami.

   W tym sensie była przeraźliwie samotna.

   Tym, co ratowało piękno duszy i myśli Poliny okazała się literatura. Dziewczyna od najmłodszych lat dużo czytała. Autorytetów i drogowskazów w wyborach i postępowaniu szukała w twórczości Osipa Mandelsztama, Aleksandra Błoka, Michaiła Lermontowa, Aleksandra Dumasa, Romaina Rollanda i wielu, wielu innych. Twórczość Lwa Tołstoja i Williama Szekspira znała na pamięć! Uciekała w ten świat podczas kanonady ogniowej. Recytowała w myślach wiersze, powieści i dramaty podczas chwil zagrożenia. W koszmarnym huku ostrzału jej mieszkania rodziła się jej własna poezja. Między innymi ten wiersz z 31 października 1999 roku:

Pamiętasz nasz Grozny w dniach bitwy,

Gdy strzelał śmigłowiec seriami,

A dzieci nad kotkiem zabitym,

Wśród kul zalewały się łzami?

Próbowała również w swojej rzeczywistości odnaleźć Boga, czytając Biblię, Koran i literaturę na temat buddyzmu, by dojść do wniosku, że religie, które tak bardzo dzielą ludzi, wszystkie one są na swój sposób dobre, tylko ludzie źle wypełniają przykazania Boże.

   Czytała i pisała, by uratować się.

   Początkowo notowanie dawało jej poczucie bezpieczeństwa, pisząc – Nie wiem, w jaki sposób przyjdzie po mnie śmierć, i nie boję się tylko wtedy, kiedy piszę. Z czasem nabrała przekonania o sensie swojego istnienia właśnie w Groznym, odnotowując – Na planecie Ziemia pojawiłam się, żeby być świadkiem. Widocznie to moja karma. Jestem świadkiem, nie uczestnikiem. W takiej roli jest mi trudniej. To znaczy, że powinnam wszystko zapisywać. Utrwalać historię. Nie wiem, czy czytelnicy zrozumieją sens tych moich zapisków: tych, którzy czynią zło, okalecza ono bardziej niż tych, którzy są jego ofiarami.

   To jedno w wielu przesłań tych dzienników.

   To spojrzenie dziecka o starej duszy z epicentrum piekła wojny jest dla mnie uzupełnieniem obrazu Czeczenii poznanej z opowieści dorosłego mężczyzny Jestem Czeczenem Germana Sadułajewa i czeczeńskiego lekarza Khassana Baieva Przysięga. Chirurg na wojnie. W Polsce wspomnienia Poliny ukazały się po raz pierwszy w 2017 roku w formie spektaklu teatralnego Dziennik czeczeński Poliny Żerebcowej w wykonaniu Andrzeja Seweryna, w reżyserii Iwana Wyrypajewa.

Teraz jest możliwość poznania całego dziennika dzięki opublikowaniu go przez Ośrodek Karta w serii Oblicza XXI Wieku, która przybliża „punkty zapalne” świata współczesnego widziane oczami ich świadków.

   Dzienniki Poliny to nie bajka, to nasz świat tu i teraz.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Warto wysłuchać wywiadu z Andrzejem Sewerynem, wykonawcą spektaklu.

sobota, 12 stycznia 2019
Słowa, które zmieniły Polskę - Katarzyna Bock-Matuszyk i in.

Słowa, które zmieniły Polskę – komentarze do tekstów źródłowych napisali Katarzyna Bock-Matuszyk, Monika Piotrowska-Marchewa, Barbara Techmańska, Joanna Wojdon, Leszek Ziatkowski
Wydawnictwo Dolnośląskie , 2018 , 224 strony
Literatura  polska
  

   Słowa mają siłę!

   Słowa mają moc! O ich potędze budowania, tworzenia i zmieniania przekonaliśmy się, kiedy Jan Paweł II wypowiedział jedne z najbardziej znanych i zapamiętanych – Niech zstąpi Duch Twój. I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi! Dlaczego autorzy tego opracowania wybrali akurat te, a nie, da mnie dużo ważniejsze – „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali”? Ponieważ wprowadzili kryteria ich wyboru. Musiały pochodzić z przemowy, przemówienia, odezwy lub przysięgi oraz posiadać decydujący wpływ na dzieje i losy Polski. W ten sposób, spośród wielu ważnych myśli, jakie wygłosiło wielu, wybrali 32 najbardziej znaczące i ważne.

   Słowa, które zmieniły Polskę.

   Najpopularniejsze są księdza Jerzego Popiełuszki – Zło dobrem zwyciężaj czy Lecha Wałęsy – My, naród! Najmniej te, które sięgają początków naszego państwa przytaczane nie przez mówców, ale ich kronikarzy – Wincentego Kadłubka i Jana Długosza. Wiele z nich nie straciło nic ze swojej aktualności, jak Kazania sejmowe, tutaj przytoczone O zgodzie narodowej, czy mowa posła Wincentego Niemojewskiego, który apelował – Konstytucja jest ogień poświęcony ludu. Ułożone chronologicznie tworzyły swoistą sztafetę losów Polski w pigułce od XV wieku do przemówień ministra Bronisława Geremka podczas ceremonii podpisania aktu przystąpienia Polski do NATO oraz prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej, w których obaj użyli wyrażenia – Dla naszej i waszej wolności.

   Wśród nich były również słowa destrukcyjne i niszczące.

   Przede wszystkim ducha narodowego i nadzieję na niepodległość. Zniewalające cara Aleksandra II – Przede wszystkim porzućcie nadzieję czy grożące premiera Józefa Cyrankiewicza – Władza ludowa rękę odrąbie. To była dla mnie okazja nie tylko do przypomnienia sobie ważnych wypowiedzi, ale również ich oryginalnego brzmienia i pisowni, pozostałej treści mowy oraz historycznego kontekstu ich powstania. Zadbali o to autorzy, historycy i wykładowcy w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy każdy rozdział poprzedzili wizerunkiem mówcy z omawianą frazą, a oryginalną wypowiedź opatrzyli komentarzem i krótkimi biogramami postaci historycznych będących bohaterami treści.

Najtrudniej, ze względu na staropolszczyznę, czytało mi się przemowę Mikołaja Sienickiego wygłoszoną na sejmie w 1553 roku ze znaczącymi słowami – To egzekucją zowiemy, a skierowaną przede wszystkim do króla Zygmunta Augusta. Już pierwsze zdanie totalnie rozłożyło moją logikę rozumowania na łopatki – Na tym nie mało a snać wszystko nam należało zawżdy, iż to było wżdy wolno Polakom domówić się u Pana swego swobody i sprawiedliwości swej, k temu był ten, kto się tego domówić miał. Potem wcale nie było łatwiej, bo autor słów słynął ówcześnie ze swojej nieprzeciętnej erudycji i oratorstwa.

   Również wzruszyłam się!

   Słowa prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego – Chciałem, by Warszawa była wielka, wyjęte z kontekstu, nie niosą takiego ogromu ładunku emocjonalnego, jak cała przemowa radiowa z 23 września 1939 roku. Pojawia się on w nawiązaniu do jego dokonań dla Warszawy do wybuchu II wojny światowej, w kontekście uciekającego rządu i jego decyzji o pozostaniu i w pięknie użytej metaforze, która w beznadziejnej sytuacji buduje nadzieję w mieszkańcach bombardowanej stolicy.

   Publikacja nie ma charakteru pomocy dydaktycznej.

   Autorzy kierują ją do wszystkich, licząc jednak, że może zainteresować i zainspirować nauczycieli i uczniów, a także studentów, dziennikarzy i wszystkich innych zainteresowanych historią Polski i historią polskiej retoryki. Zastanawiam się kto, co powie i w jakich okolicznościach zapisze się w narodowej pamięci jako kolejny „złotousty”.

   Mam nadzieję, że tylko i wyłącznie w budujący sposób.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Siła słów człowieka, który mówił i czynił.

niedziela, 06 stycznia 2019
Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie – Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert

Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie: korespondencja 1955-1966 – Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert;  opracowanie edytorskie Ryszard Krynicki
Wydawnictwo a5 , 2018 , 168 stron
Literatura  polska
   

   Frywolitki!

   Od frywolnego stylu. Żadne inne określenie nie pasuje mi do oddania charakteru korespondencji między Księciem Poetów a Noblistką.

Lekkiej, żartobliwej, autoironicznej, serdecznej, uprzejmej, delikatnej i przede wszystkim kokieteryjnej. A zaczęła się od pierwszego, oficjalnego listu W. Szymborskiej jako redaktorki Życia Literackiego, w którym prosiła Szanownego Kolegę o wiersze do rozkładówki poświęconej poetom. A potem było coraz cieplej i Kolega stał się Drogim, miłym bardzo, Najmilszym, Uroczym, by awansować do Tamaryszku, źrenicy jej oka, Poety z Bożej Łaski, Popiersiem Kochanym i Kochanym Wspaniałym Frąckowiakiem, pod którego adresat czasami się podszywał. A on do niej nie mniej serdecznie i z uwielbieniem – Śliczna moja; Wisełko droga, roztomiła; Mój Księżycu Luno moja; Wisła, Ty moje życie; Ty która jesteś miłości profilem i najpiękniejszy zwrot – Jezioro Łabędzie mych dzikich snów, Kolumno i Różo mej tęsknoty.

   Równie ciekawie i zabawnie kończyli swoje listy.

   Kochana Wisełka ściskała serdecznie, kochając Jego i Ojczyznę. Wyrażała cześć i ogólnoludzkie współczucie, a nawet tarzała się w pyle. Kochany Herbert zapewniał, że do nóżek się ścieli, do stóp kornie się chyli, całując ręce, szyję, łokcie, uszy, alabastrowe palce oraz wszystkie inne wypukłości.

   To tylko wyimki z obfitości zwrotów, którymi się obdarzali.

    Sama treść listów krótka lub bardzo krótka. Czasami w formie wiersza.

Ograniczona do pozdrowień, zaproszeń, życzeń, próśb czy spraw zawodowych, w których redaktorka najczęściej prosiła poetę o przysłanie wierszy do publikacji. Czasami odręcznie ilustrowanych.

Pisane na papierze firmowym, pocztówkach, kartkach papieru, kartonikach, stronach tytułowych tomików poezji wzajemnie sobie darowywanych.

By z czasem kreślić słowa na słynnych wyklejankach wykonywanych ręcznie przez W. Szymborską. Uwielbiałam je oglądać, podziwiając pomysłowość i humor.

I tylko od czasu do czasu, z krótkiej wzmianki, znając biografię obojga, domyślałam się ukrytego za nią braku pieniędzy, alkoholizmu czy depresji Z. Herberta. Jednak ta znajomość nie jest konieczna, by czerpać przyjemność z korespondencji, która, wbrew ówczesnym, siermiężnym czasom niedostatku wszystkiego, niesie ogrom optymizmu. Autor opracowania Ryszard Krynicki zadbał o czytelność przekazów w treści listów. Każdy opatrzył opisem wyglądu, czasami dołączając zdjęcie oryginału. Dodatkowo umieścił krótkie informacje o wspominanych w treści wydarzeniach, osobach czy faktach z życia korespondentów. Pozostało we mnie uczucie wzajemnej fascynacji i przyjaźni trwającej kilkadziesiąt lat. Jak zadeklarował Z. Herbert w jednym ze swoich listów – aż po smętarz.

 
1 , 2
| < Styczeń 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w lutym w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1152 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi