Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
środa, 16 stycznia 2019
Zamiana – Rebecca Fleet

Zamiana – Rebecca Fleet
Przełożyła Aga Zano
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 320 stron
Literatura  angielska

   Paradoksalnie wyciszający thriller!

   Oczywiście napięcie było od początku. Towarzyszyła mu ciekawość powoli snutej intrygi. Zwłaszcza że rozpoczął ją narrator, którego nie potrafiłam zidentyfikować. Mógł być zarówno kobietą, jak i mężczyzną. W każdym wieku. Tajemnica tej postaci przewijała się między głównymi bohaterami tragedii – małżeństwem Caroline i Francisa. Ich związek właśnie powstawał z gruzów, więc postanowili wyjechać. Zamienić się mieszkaniami na tydzień z chętnymi ludźmi, by z dala od trosk, problemów, cieni przeszłości, mrocznych myśli, rutyny i dziecka, w nowym miejscu i otoczeniu, spojrzeć na siebie z dystansu. W londyńskim domu, do którego trafili dzięki firmie pośredniczącej w zamianie, Caroline bała się przede wszystkim własnych reakcji i pułapek swojej osobowości, które mogłyby naruszyć kruchość odbudowanej stabilizacji.

   Dwa lata wysiłku od zakończenia romansu Caroline.

   W tym obcym domu okazało się, że nie siebie powinna się obawiać, ale... No właśnie – kogo? Przypadkowe skojarzenia, dobrze znane jej przedmioty, zapachy, nazwy, zawoalowane wskazówki pozostawione i powoli odkrywane w obcym domu, odgrzebywały w pamięci to, co starała się przez te dwa lata głęboko zakopać w świadomości. Byłam przekonana, że tajemniczą postacią był jej były kochanek, a wszystko kręciło się wokół banalnego romansu.

   Nic z tego!

   Autorka w fabule ukryła drugie dno, a wraz z nim przesłanie, które całe w swojej treści wybrzmiało dopiero na końcu historii. W ostatniej, zaskakującej i jednocześnie szokującej scenie. To ona sprawiła, że rozładowanie budowanego napięcia pozostawiło we mnie ciszę dobrze opowiedzianego dramatu trojga ludzi z morałem. Tragedii, która może przytrafić się każdemu w dowolnej obsadzie. Ten spokój czułam również w trakcie czytania. Niosły go głosy nieśpiesznie relacjonujące naprzemiennie teraźniejszość i przeszłość sprzed dwóch lat. Szczegółowo analizujące sytuacje, w której tkwiły i własne na nie reakcje. Skupione przede wszystkim na sobie, na własnej psychice. Uspakajała mnie również mieszanka depresyjnego nastroju Francisa uzależnionego od leków i erotyczne uniesienia Caroline z kochankiem, jako antidotum na beznadziejną sytuację w domu. Dopełnieniem tego był zrównoważony ton wypowiedzi tajemniczej postaci.

   Znałam je wszystkie bardzo dobrze!

   Właśnie o to chodziło autorce, bo tak dobrze zarysowani bohaterowie z wnikliwym profilem psychologicznym powstrzymywali mnie przed osądem ich czynów. Raczej skłonili mnie do zadania sobie pytania – czy zawsze mam odwagę ponosić konsekwencje swoich wyborów?

   Zakończenie czytania wcale nie gwarantuje zdjęcie ostrzeżenia z klamki, które ktoś miał dobry pomysł dołączyć do książki.

   Polecam użyć!

niedziela, 13 stycznia 2019
Mrówka w słoiku – Polina Żerebcowa

Mrówka w słoiku: dzienniki czeczeńskie 1994-2004 – Polina Żerebcowa
Przełożyła Agnieszka Knyt , wiersze Michał B. Jagiełło
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2018 , 616 stron + 16 stron zdjęć
Seria Oblicza XXI Wieku
Literatura  czeczeńska

   Posłuchaj księżniczki Budur ze strasznej bajki o Groznym...

Nie, dawno, dawno temu, ale tu i teraz. Nie za siedmioma morzami, ale kilkaset kilometrów dalej na południe. O mieście ruin wzniesionych przez wojny. Pójdziesz na prawo: zginiesz! Pójdziesz na lewo: nic nie znajdziesz! A jak zostaniesz: stracisz wszystko! Gdzie najeźdźcy popełniają zbrodnie, kierując się przykazaniem – wojna zmyje wszystkie winy, a obrońcy z kolei – zemsta, zemsta i jeszcze raz zemsta!. Gdzie głód zmusza do jedzenia trawy i dzikiego czosnku zbieranych obok leżących trupów, obgryzionych do bielejących kości przez równie głodne psy, koty i szczury. Gdzie nienawiść pożera przyjaźń, współczucie i życzliwość, aż wszyscy sąsiedzi, znajomi, a nawet bliscy stają się wrogami. Gdzie śmierć bez znieczulenia wycina z teraźniejszości ostrym nożem przyjaciół, bo bywa i tak, że jedni zabijają drugich. Za nic. Tak po prostu. Gdzie „wszystko jest płynne. Każdy może być i nikczemny, i szlachetny (jednocześnie!).” Gdzie od kuli, bomby, odłamka, noża, siekiery można umrzeć na targu, ulicy lub we własnym mieszkaniu albo być porwanym, pobitym lub zabitym, bo twoje organy mogą się przydać innym, a ciało zaspokoić żądze. Gdzie pośród gruzu domów i wraków dusz ludzkich rósł piękny, wrażliwy i delikatny kwiat, chroniący w sobie to, czego nie było już wokół – miłość, dobroć, współczucie, sprawiedliwość i prawdę.

   Tym bajecznym kwiatem była dziewczynka.

Polina, która zaczęła snuć swoją „bajkę o Groznym” mając 9 lat tuż przed rozpoczęciem pierwszej wojny rosyjsko-czeczeńskiej w 1994 roku. Dorastała w w trakcie drugiej w 1996 roku i trzeciej, która przyszła jesienią 1999 roku. Miała wtedy 14 lat. Grozny udało jej się opuścić w 2014 roku mając lat 19, nerwicę, chore serce, żołądek, wątrobę i rany nóg po odłamkach bomby. Wszystko, co widziała i przeżyła zapisała w zeszytach, które zabrała ze sobą.

Początkowe wpisy były rejestracją otaczającej ją rzeczywistości. Najważniejszych wydarzeń z życia miasta, bloku i własnej rodziny oraz potrzeby pokoju. Ten temat przewijał się w wyrażanych pragnieniach, wymyślanych bajkach, życzeniach mających odczarować świat wokół oraz we własnych wierszach, które również zapisywała w dziennikach:

Przez całe życie chcę

Jak w bajce

Przestrzenie oceanu pruć,

I wolną być,

I wolność czuć.

 

Do tajemniczej dotrzeć wyspy,

Co szmaragdowe brzegi ma,

Gdzie przyjaciółmi są mi wszyscy

I pokój, zawsze pokój trwa!

A to jego, na przekór rzeczywistości, kolorowy oryginał - Marzenie.

Z czasem z etapu pytań o sens wojny wraz z wiekiem przeszła do pytań o własną, skomplikowaną tożsamość, pisząc – Z powodu nazwiska wielu uważa nas za Rosjanki. Ale czy można to jednoznacznie rozsądzić? Matka mojej mamy była Rosjanką. Ojciec mamy - Kozakiem dońskim. Matka mojego ojca – polską Żydówką. Ojciec ojca – Czeczenem. W rodzie mamy byli Tatarzy, Gruzini, Osetyńcy, Ormianie, Ukraińcy, Czerkiesi. W rodzie ojca byli Francuzi, Hiszpanie, Polacy, Czeczeni. Kto sprawdzi skład mojej krwi kropla po kropli? Zaczęła podważać podziały w swojej ojczyźnie - Czeczenii. Unieważniała granice wyznaczane przez nazwisko, narodowość, rasę, pochodzenie. Miała ochotę krzyczeć – Ja nie jestem ani z wami, ani z nimi! Jestem zwyczajnym człowiekiem! Wszystko mi jedno do jakiego należycie narodu! Ważna jest dla mnie sprawiedliwość, a nie długość nosa czy kolor skóry! Uznając śmierć za swoją nieodłączną towarzyszkę, chciała chronić życie i je ratować, bo ochrona życia to najlepsze. Co można robić na Ziemi. Nikt nie ma prawa zabijać! Zaczęła również rozumieć, że wszystko to służy walce o dostęp do ropy. W morzu nienawiści próbowała wydeptywać własne ścieżki prawości, życzliwości, miłości, uczciwości, prawdomówności i wstrzemięźliwości seksualnej. W wieku 13-14 lat jej koleżanki stawały się żonami i matkami. Narażała się przez to na ciągły ostracyzm społeczny i niebezpieczeństwo śmierci.

   A mimo to była w tej postawie niezłomna i bezkompromisowa.

   Czytając dzienniki tej wyjątkowej dziewczynki, a potem dorosłej w ciele nastolatki, próbowałam znaleźć czynniki, które uchroniły ją przed powszechną w jej środowisku  demoralizacją młodzieży. Wręcz wzmocniły nietypową postawę dobroci, wrażliwości i współczucia dla ludzi i zwierząt. Brałam pod uwagę cudowną zdolność przystosowawczą dzieci do warunków zastanych i zmiennych, ale inne dzieci, zdeprawowane i powielające negatywne wzorce dorosłych, takie nie były. Matka również nie była dla niej wsparciem. Sama zniszczona psychicznie przez wojnę, z nerwicą i depresją, dostarczała dodatkowych cierpień dziewczynie. Bita, wyszydzana, poniżana, wyganiana z domu, rozumiała agresywne zachowanie matki i opiekowała się nią, handlując, zdobywając żywność, pracując i w międzyczasie... ucząc się!. Mimo że zabijała w córce to, co Polina miała najcenniejszego – przebogaty świat wewnętrzny, który potrafiła opisać słowami.

   W tym sensie była przeraźliwie samotna.

   Tym, co ratowało piękno duszy i myśli Poliny okazała się literatura. Dziewczyna od najmłodszych lat dużo czytała. Autorytetów i drogowskazów w wyborach i postępowaniu szukała w twórczości Osipa Mandelsztama, Aleksandra Błoka, Michaiła Lermontowa, Aleksandra Dumasa, Romaina Rollanda i wielu, wielu innych. Twórczość Lwa Tołstoja i Williama Szekspira znała na pamięć! Uciekała w ten świat podczas kanonady ogniowej. Recytowała w myślach wiersze, powieści i dramaty podczas chwil zagrożenia. W koszmarnym huku ostrzału jej mieszkania rodziła się jej własna poezja. Między innymi ten wiersz z 31 października 1999 roku:

Pamiętasz nasz Grozny w dniach bitwy,

Gdy strzelał śmigłowiec seriami,

A dzieci nad kotkiem zabitym,

Wśród kul zalewały się łzami?

Próbowała również w swojej rzeczywistości odnaleźć Boga, czytając Biblię, Koran i literaturę na temat buddyzmu, by dojść do wniosku, że religie, które tak bardzo dzielą ludzi, wszystkie one są na swój sposób dobre, tylko ludzie źle wypełniają przykazania Boże.

   Czytała i pisała, by uratować się.

   Początkowo notowanie dawało jej poczucie bezpieczeństwa, pisząc – Nie wiem, w jaki sposób przyjdzie po mnie śmierć, i nie boję się tylko wtedy, kiedy piszę. Z czasem nabrała przekonania o sensie swojego istnienia właśnie w Groznym, odnotowując – Na planecie Ziemia pojawiłam się, żeby być świadkiem. Widocznie to moja karma. Jestem świadkiem, nie uczestnikiem. W takiej roli jest mi trudniej. To znaczy, że powinnam wszystko zapisywać. Utrwalać historię. Nie wiem, czy czytelnicy zrozumieją sens tych moich zapisków: tych, którzy czynią zło, okalecza ono bardziej niż tych, którzy są jego ofiarami.

   To jedno w wielu przesłań tych dzienników.

   To spojrzenie dziecka o starej duszy z epicentrum piekła wojny jest dla mnie uzupełnieniem obrazu Czeczenii poznanej z opowieści dorosłego mężczyzny Jestem Czeczenem Germana Sadułajewa i czeczeńskiego lekarza Khassana Baieva Przysięga. Chirurg na wojnie. W Polsce wspomnienia Poliny ukazały się po raz pierwszy w 2017 roku w formie spektaklu teatralnego Dziennik czeczeński Poliny Żerebcowej w wykonaniu Andrzeja Seweryna, w reżyserii Iwana Wyrypajewa.

Teraz jest możliwość poznania całego dziennika dzięki opublikowaniu go przez Ośrodek Karta w serii Oblicza XXI Wieku, która przybliża „punkty zapalne” świata współczesnego widziane oczami ich świadków.

   Dzienniki Poliny to nie bajka, to nasz świat tu i teraz.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Warto wysłuchać wywiadu z Andrzejem Sewerynem, wykonawcą spektaklu.

sobota, 12 stycznia 2019
Słowa, które zmieniły Polskę - Katarzyna Bock-Matuszyk i in.

Słowa, które zmieniły Polskę – komentarze do tekstów źródłowych napisali Katarzyna Bock-Matuszyk, Monika Piotrowska-Marchewa, Barbara Techmańska, Joanna Wojdon, Leszek Ziatkowski
Wydawnictwo Dolnośląskie , 2018 , 224 strony
Literatura  polska
  

   Słowa mają siłę!

   Słowa mają moc! O ich potędze budowania, tworzenia i zmieniania przekonaliśmy się, kiedy Jan Paweł II wypowiedział jedne z najbardziej znanych i zapamiętanych – Niech zstąpi Duch Twój. I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi! Dlaczego autorzy tego opracowania wybrali akurat te, a nie, da mnie dużo ważniejsze – „Wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali”? Ponieważ wprowadzili kryteria ich wyboru. Musiały pochodzić z przemowy, przemówienia, odezwy lub przysięgi oraz posiadać decydujący wpływ na dzieje i losy Polski. W ten sposób, spośród wielu ważnych myśli, jakie wygłosiło wielu, wybrali 32 najbardziej znaczące i ważne.

   Słowa, które zmieniły Polskę.

   Najpopularniejsze są księdza Jerzego Popiełuszki – Zło dobrem zwyciężaj czy Lecha Wałęsy – My, naród! Najmniej te, które sięgają początków naszego państwa przytaczane nie przez mówców, ale ich kronikarzy – Wincentego Kadłubka i Jana Długosza. Wiele z nich nie straciło nic ze swojej aktualności, jak Kazania sejmowe, tutaj przytoczone O zgodzie narodowej, czy mowa posła Wincentego Niemojewskiego, który apelował – Konstytucja jest ogień poświęcony ludu. Ułożone chronologicznie tworzyły swoistą sztafetę losów Polski w pigułce od XV wieku do przemówień ministra Bronisława Geremka podczas ceremonii podpisania aktu przystąpienia Polski do NATO oraz prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej, w których obaj użyli wyrażenia – Dla naszej i waszej wolności.

   Wśród nich były również słowa destrukcyjne i niszczące.

   Przede wszystkim ducha narodowego i nadzieję na niepodległość. Zniewalające cara Aleksandra II – Przede wszystkim porzućcie nadzieję czy grożące premiera Józefa Cyrankiewicza – Władza ludowa rękę odrąbie. To była dla mnie okazja nie tylko do przypomnienia sobie ważnych wypowiedzi, ale również ich oryginalnego brzmienia i pisowni, pozostałej treści mowy oraz historycznego kontekstu ich powstania. Zadbali o to autorzy, historycy i wykładowcy w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, którzy każdy rozdział poprzedzili wizerunkiem mówcy z omawianą frazą, a oryginalną wypowiedź opatrzyli komentarzem i krótkimi biogramami postaci historycznych będących bohaterami treści.

Najtrudniej, ze względu na staropolszczyznę, czytało mi się przemowę Mikołaja Sienickiego wygłoszoną na sejmie w 1553 roku ze znaczącymi słowami – To egzekucją zowiemy, a skierowaną przede wszystkim do króla Zygmunta Augusta. Już pierwsze zdanie totalnie rozłożyło moją logikę rozumowania na łopatki – Na tym nie mało a snać wszystko nam należało zawżdy, iż to było wżdy wolno Polakom domówić się u Pana swego swobody i sprawiedliwości swej, k temu był ten, kto się tego domówić miał. Potem wcale nie było łatwiej, bo autor słów słynął ówcześnie ze swojej nieprzeciętnej erudycji i oratorstwa.

   Również wzruszyłam się!

   Słowa prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego – Chciałem, by Warszawa była wielka, wyjęte z kontekstu, nie niosą takiego ogromu ładunku emocjonalnego, jak cała przemowa radiowa z 23 września 1939 roku. Pojawia się on w nawiązaniu do jego dokonań dla Warszawy do wybuchu II wojny światowej, w kontekście uciekającego rządu i jego decyzji o pozostaniu i w pięknie użytej metaforze, która w beznadziejnej sytuacji buduje nadzieję w mieszkańcach bombardowanej stolicy.

   Publikacja nie ma charakteru pomocy dydaktycznej.

   Autorzy kierują ją do wszystkich, licząc jednak, że może zainteresować i zainspirować nauczycieli i uczniów, a także studentów, dziennikarzy i wszystkich innych zainteresowanych historią Polski i historią polskiej retoryki. Zastanawiam się kto, co powie i w jakich okolicznościach zapisze się w narodowej pamięci jako kolejny „złotousty”.

   Mam nadzieję, że tylko i wyłącznie w budujący sposób.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Siła słów człowieka, który mówił i czynił.

niedziela, 06 stycznia 2019
Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie – Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert

Jacyś złośliwi bogowie zakpili z nas okrutnie: korespondencja 1955-1966 – Wisława Szymborska, Zbigniew Herbert;  opracowanie edytorskie Ryszard Krynicki
Wydawnictwo a5 , 2018 , 168 stron
Literatura  polska
   

   Frywolitki!

   Od frywolnego stylu. Żadne inne określenie nie pasuje mi do oddania charakteru korespondencji między Księciem Poetów a Noblistką.

Lekkiej, żartobliwej, autoironicznej, serdecznej, uprzejmej, delikatnej i przede wszystkim kokieteryjnej. A zaczęła się od pierwszego, oficjalnego listu W. Szymborskiej jako redaktorki Życia Literackiego, w którym prosiła Szanownego Kolegę o wiersze do rozkładówki poświęconej poetom. A potem było coraz cieplej i Kolega stał się Drogim, miłym bardzo, Najmilszym, Uroczym, by awansować do Tamaryszku, źrenicy jej oka, Poety z Bożej Łaski, Popiersiem Kochanym i Kochanym Wspaniałym Frąckowiakiem, pod którego adresat czasami się podszywał. A on do niej nie mniej serdecznie i z uwielbieniem – Śliczna moja; Wisełko droga, roztomiła; Mój Księżycu Luno moja; Wisła, Ty moje życie; Ty która jesteś miłości profilem i najpiękniejszy zwrot – Jezioro Łabędzie mych dzikich snów, Kolumno i Różo mej tęsknoty.

   Równie ciekawie i zabawnie kończyli swoje listy.

   Kochana Wisełka ściskała serdecznie, kochając Jego i Ojczyznę. Wyrażała cześć i ogólnoludzkie współczucie, a nawet tarzała się w pyle. Kochany Herbert zapewniał, że do nóżek się ścieli, do stóp kornie się chyli, całując ręce, szyję, łokcie, uszy, alabastrowe palce oraz wszystkie inne wypukłości.

   To tylko wyimki z obfitości zwrotów, którymi się obdarzali.

    Sama treść listów krótka lub bardzo krótka. Czasami w formie wiersza.

Ograniczona do pozdrowień, zaproszeń, życzeń, próśb czy spraw zawodowych, w których redaktorka najczęściej prosiła poetę o przysłanie wierszy do publikacji. Czasami odręcznie ilustrowanych.

Pisane na papierze firmowym, pocztówkach, kartkach papieru, kartonikach, stronach tytułowych tomików poezji wzajemnie sobie darowywanych.

By z czasem kreślić słowa na słynnych wyklejankach wykonywanych ręcznie przez W. Szymborską. Uwielbiałam je oglądać, podziwiając pomysłowość i humor.

I tylko od czasu do czasu, z krótkiej wzmianki, znając biografię obojga, domyślałam się ukrytego za nią braku pieniędzy, alkoholizmu czy depresji Z. Herberta. Jednak ta znajomość nie jest konieczna, by czerpać przyjemność z korespondencji, która, wbrew ówczesnym, siermiężnym czasom niedostatku wszystkiego, niesie ogrom optymizmu. Autor opracowania Ryszard Krynicki zadbał o czytelność przekazów w treści listów. Każdy opatrzył opisem wyglądu, czasami dołączając zdjęcie oryginału. Dodatkowo umieścił krótkie informacje o wspominanych w treści wydarzeniach, osobach czy faktach z życia korespondentów. Pozostało we mnie uczucie wzajemnej fascynacji i przyjaźni trwającej kilkadziesiąt lat. Jak zadeklarował Z. Herbert w jednym ze swoich listów – aż po smętarz.

sobota, 05 stycznia 2019
Miasto utracone – Michael Wieck

Miasto utracone: młodość w Königsbergu w czasach Hitlera i Stalina – Michael Wieck
Przełożyła Magdalena Leszczyńska
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2018 , 336 stron + 20 stron zdjęć
Seria Świadectwa XX Wiek: Niemcy
Literatura  niemiecka

   Königsberg – Kaliningrad, a po polsku Królewiec.

   Już ta zmienność nazw miasta najpierw w Prusach Wschodnich, potem w ZSRR, a obecnie w Rosji, sugeruje jego niespokojne dzieje.

Świadkiem tych zmian był chłopiec, który urodził się w 1928 roku w Königsbergu, a opuścił Kaliningrad w 1948 roku jako nastolatek. Z tego okresu aż piętnaście lat życia określił mianem piekła z kręgami schodzącymi w dół skali coraz dotkliwszego cierpienia, eskalacji zniewolenia, prześladowań, dyskryminacji, nędzy i zagrożenia życia.

   Pierwszy krąg to był narastający nacjonalizm i antysemityzm przedwojenny, a potem okupacja niemiecka. Od tych najwcześniejszych wspomnień autor rozpoczął opis lat dziecięcych, będących kontrastem dla czasów zniewolenia zarządzeniami niemieckimi. Podkreślał przede wszystkim absurdalność własnego położenia i sytuacji z tym związanych. Był dzieckiem ewangelika i Żydówki, wychowywany w wierze mojżeszowej. Jego kuzynkę, znaną aktorkę, gościł u siebie Hitler, odwiedzał go przyrodni brat, oficer Wermachtu, a on sam nosił żydowską gwiazdę wykluczającą go ze społeczeństwa. Piętno wskazujące go na wyeliminowanie z ludzkości w ostatecznym rozwiązaniu „kwestii żydowskiej”. Jak sam napisał – Dla mnie, lubiącego zabawę i cieszącego się życiem chłopca, była to sytuacja paradoksalna – z jednej strony byłem krewnym podziwianych osobistości, z drugiej zaś należałem do osób oficjalnie wyklętych. Przeżył ten krąg osaczenia, głodu i śmiertelnego niebezpieczeństwa pomimo kilkuset antyżydowskich zarządzeń, z których tyko 250 wprowadzono zanim wybuchła wojna. By wejść głębiej w piekło i znaleźć się w kręgu drugim – walk o Königsberg. Oskarżając bezsensowność obrony pochłaniającej tysiące ofiar, przeżył straszliwe naloty bombowe, w których Rosjanie użyli bomb zapalających wywołujących burze ogniowe, a które pozostawiły po sobie setki tysięcy trupów i 50% zgliszczy.

   Jeszcze głębiej, w krąg trzeci wkroczył wraz z zajęciem przez sowietów miasta. Pod ich zarządem nie był Żydem, lecz Niemcem. I tak też go traktowali. Z nienawiścią i pogardą. Podekscytowani do granic, rozswawoleni w swojej radości ze zwycięstwa, zadziwieni pełną luksusowych urządzeń cywilizacją, pijani, bez kontroli i bez żadnych hamulców szli za głosem popędów, obojętnie, czy chodziło o seks, władzę, posiadanie, żarcie, chlanie czy mord; nie obawiali się przy tym żadnej kary czy innych konsekwencji. Przez przypadek trafił do obozu koncentracyjnego, w którym nie był w stanie udowodnić, że nie jest nazistą, nie służył w niemieckim wojski i nie należał do Werwolfu. Nic poza tym ich nie interesowało, o Żydach i żydowskim losie nie chcieli słuchać. Obóz opuścił w koszmarnym stanie, nie mogąc przejść nawet 500 metrów do miejsca zamieszkania rodziców. By przeżyć, kradł, włamywał się, handlował skradzionym towarem, poszukiwał resztek jedzenia w ruinach i wykonywał prace nakazaną – stolarza, elektryka i grabarza zmarłych znajdywanych w ruinach. Musiał pokonać też choroby – tyfus, świerzb, złamania, a nawet malarię.

   Był zaszczutym zwierzęciem wśród drapieżników czasu kanibalizmu.

   Jego wspomnienia, ułożone rozdziałami chronologicznie, koncentrowały się na jednym, ważnym wydarzeniu, wokół którego budował obraz przeżyć. Mając świadomość, że nie do końca wyczerpał tą metodą zasoby pamięci, uzupełnił je luźnymi skojarzeniami i nawiązaniami umieszczonymi na końcu książki, pokłosiem reakcji czytelników na pierwsze ich wydanie oraz swoimi odpowiedziami na nie, a także fotografiami. Powoływał się również na raporty i wspomnienia innych świadków tamtych wydarzeń – lekarza, dowódcy obrony Königsbergu czy niemieckich oficerów.

   Autor nie ograniczył się tylko do opisów przeżyć, widzianych obrazów i skrajnych emocji, których był narratorem już jako człowiek dorosły. W wyjątkowych, ważnych dla niego momentach, przechodził do narracji teraźniejszej tak, jakby na nowo przeżywał ich brzemię i wymiar nieszczęść. Bagaż, który musiał dźwigać na kruchych, dziecięcych barkach w trosce o siebie i swoich rodziców, a który rozładowywał muzyką. Pomimo grozy wokół, słuchał jej i ćwiczył grę na skrzypcach. Talent odziedziczył po rodzicach, obojgu zawodowych muzykach. Wrażliwość, którą muzyka go obdarzała, była źródłem wytchnienia i wsparciem psychicznym, ale i wadzenia się z Bogiem. W efekcie tych „rozmów” odszedł od praktykowania wiary mojżeszowej, uznając za swoją filozofię Barucha Spinozy. Przez cały czas weryfikował wartości kodeksu moralny z życiem, w którym ojciec-moralista potępiał jego złe uczynki – kradzieże, oszustwa i włamania. Dla mnie były to bardzo ciekawe momenty i bezpośrednie doświadczenie dokonywania przez człowieka uwikłanego wyborów między teorią skazującą na śmierć a praktyką dającą szansę na przeżycie w warunkach skrajnych. Autor stale poszukiwał odpowiedzi na coraz liczniejsze pytania – Komu jednak bywa dane osiągnąć poziom swoich mistrzów? (...) ...czy wzniosłe ideały mają rację bytu w każdej sytuacji życiowej? Czy w naszym ekstremalnym położeniu nie potrzeba innych wytycznych? Czy było szlachetniej i właściwiej umrzeć, nie robiąc nic, czy przeżyć, kradnąc?

   Cudem przeżył z rodzicami te trzy kręgi piekła.

   Jak każdy świadek tak ekstremalnych  wydarzeń. Trudność autora polegała na podwójnej roli ofiary nazizmu i komunizmu. Sam nie potrafił tego wytłumaczyć, pisząc – Hitler chciał uczynić Europę wolną od Żydów, Stalin – Prusy Wschodnie od Niemców. Jednak i tak nie da się porównać jednego z drugim. To, że zdołałem przeżyć działania ich obu, wydaje mi się niepojęte. Ale to dzięki tym wspomnieniom, ja, człowiek współczesny, mogę być po obu stronach opisywanych wydarzeń – ofiary i kata. Ludności cywilnej i żołnierzy sowieckich, których wspomnienia czytałam wcześniej w Sołdacie Nikołaja Nikulina i Pruskich nocach Aleksandra Sołżenicyna. Ten wspólnie zbudowany obraz pozwolił dostrzec mi bezsilność jednostki uwikłanej w tragizm wydarzeń historycznych. Bezradnej wobec zmian, ale i zmieniającej się pod ich wpływem. Autor w swoich rozważaniach moralnych doszedł do takiego samego wniosku, jak wielu mu podobnych w opisywanych doświadczeniach – ...postulat miłości – tak wówczas, jak i obecnie zbyt rzadko realizowany – także w moim przekonaniu był i pozostanie jedynym kluczem do pokoju. To przede wszystkim przesłanie zmarłych, którym poświęcona jest ta książka.

   Autor użyczył im tylko głosu.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

środa, 02 stycznia 2019
Kreatorki – Julia Pańków , Lidia Pańków

Kreatorki: kobiety, które zmieniły polski styl życia – Julia Pańków , Lidia Pańkówi
Wydawnictwo Muza Sport i Turystyka , 2018 , 432 strony
Literatura  polska
   

   Kreatorki? Też, ale przede wszystkim pionierki!

   Dziesięć najważniejszych kobiet w Polsce, które miały znaczący wpływ na styl życia Polaków. Na to, gdzie i jak mieszkali, jak się ubierali, jakimi przedmiotami się otaczali, co czytali i oglądali. Dziesięć pionierek tworzących polską kulturę zwłaszcza tę powojenną. Zgadzam się z autorkami tego opracowania, które napisały – Choć ich działania miały wpływ na naszą codzienność, nazwiska w większości pozostają nieznane w szerszych kręgach.

Spośród nich znałam tylko dwa. Jadwigę Grabowską z monografii Moda Polska WARSZAWA Ewy Rzehorzek i Xymenę Zaniewską z prowadzonego przez nią w latach 90. teleturnieju telewizyjnego Stawka większa niż szycie promującego projektantów-amatorów. To tutaj z zaskoczeniem dowiedziałam się, że mój Świerszczyk z lat dzieciństwa ilustrowała Danuta Konwicka. Żona dużo bardziej znanego Tadeusza Konwickiego. A dobrze znany Przekrój współzałożyła, prowadziła i tworzyła Janina Ipohorska. Ciekawym jest to, że każda z nich swój talent, zdolności, pomysły i pracę przedkładała nad własne ego artystyczne. Chciały funkcjonalnych, przyjaznych osiedli i mieszkań, piękna przestrzeni tworzonej wokół, gustownego stylu w ubiorze, praktycznych wnętrz i ich wyposażenia, a nawet dobrych obyczajów w zachowaniu, dla wszystkich Polaków. Po wojnie większość odbudowywała kraj, a bohaterki tego opracowania odbudowywały poczucie estetyki i dobre zwyczaje. Po prostu kulturę, która była bardzo potrzebna w czasach powojennego awansu społecznego chłopów i robotników. W czasach siermiężnej komuny, której egalitaryzm objął wszystkie dziedziny życia społeczeństwa, było im bardzo trudno go przezwyciężać.

   Zwłaszcza kobietom.

   Jedne zdobywały przestrzeń i ludzi do swojej działalności silnym charakterem, jak „dyktatorka” Jadwiga Grabowska w Modzie Polskiej, „imperatorka” Zofia Szydłowska w Cepelii czy „żelazna dama” Xymena Zaniewska w telewizji. Nie bez powodu te przydomki autorki uczyniły tytułami rozdziałów im poświęconych. Inne wchodziły w związki z mężczyznami, by ułatwić sobie, w zdominowanym przez mężczyzn świecie, start i działalność tak, jak architektka Barbara Brukalska. Ukrywały się również pod męskimi pseudonimami, jak redaktorka Janina Ipohorska. Pozostałe walczyły o spełnianie marzeń, wybierając drogę samotną i samodzielną, świadomie poświęcając na ich realizację życie osobiste i rodzinne tak, jak projektantka Teresa Kruszewska czy graficzka Wanda Telakowska.

   Tworzyły z pasją!

   Kierowały się przy tym wartościami humanistycznymi. Często w duchu Stefana Żeromskiego czy Cypriana Kamila Norwida. Poza tym różniły się wszystkim – pochodzeniem, stanem majątkowym, przeszłością, wykształceniem czy temperamentem. Każdy rozdział otwierało zdjęcie jego bohaterki.

Przez tę swoistą furtkę wchodziłam do przeciekawej historii nie tylko ich życia zawodowego i osobistego, ale również w dziedzinę, w której spełniały się całkowicie – architekturę, fotografię, wzornictwo, grafikę, ilustrację, scenografię, modę, wyposażenie wnętrz, tworzące przy okazji spójny obraz szeroko pojętej ówczesnej kultury lat powojennych. Bogato ilustrowany fotografiami z ich życia i twórczości.

Szkoda, że wyłącznie czarno-białymi, które gasiły optymistyczny, energetyczny wydźwięk tekstu, a których szarość podkreślały te umieszczone na wyklejkach książki.

Poznałam historie kobiet wyjątkowych i zdawałoby się szczęśliwych, a jednak nie wszystkie miały to poczucie spełnienia. Były wśród nich kobiety zwycięskie zawodowo i wielkie przegrane w życiu osobistym. Najtragiczniejszą dla mnie postacią, której życie autorki opisały niczym wzruszający melodramat, była Janina Ipohorska. Jednak wszystkie mogą być wzorem niezłomności w konsekwencji podążania wybraną drogą i niezłomności w spełnianiu marzeń. Przykładem kreatywnego życia wbrew otoczeniu i czasom, w którym przyszło im dorastać, żyć i działać. Drogowskazem kierunku życia, który Janina Ipohorska ujęła w jednym z napisanych dla młodych Polaków poradników – Samo życie też kiedyś się zakończy, choć macie do tego dużo czasu. O ten czas mi chodzi, żebyście go nie tracili. Macie go dużo, ale żadna jego cząstka nie wraca się. Jednym z najgłupszych powiedzeń ludzkości jest, że jakaś czynność lub sytuacja dobra jest dla zabicia czasu. Jak można zabijać to jedyne, co naprawdę mamy, i to w ilości ograniczonej? Więc nie zabijajcie go, nie marnujcie. Wykorzystajcie każdą chwilę. Brzmi jak przesłanie kobiet z XX wieku do czlowieka wieku XXI, które każdą jego chwilę wykorzystały po to, by nam teraz żyło się lepiej i piękniej.

   Poczułam się zobowiązana do zrobienia rachunku sumienia.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

| < Styczeń 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w styczniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1139 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi