Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 10 grudnia 2017
Jak przeżyć w szkole – Reinhold Miller

Jak przeżyć w szkole: poradnik dla nauczycieli i wychowawców – Reinhold Miller
Przełożyli Ewa Marszał i Jerzy Zakrzewski SJ
Wydawnictwo WAM , 2012 , 260 stron
Literatura niemiecka

   Miało być wesoło z tym dwuznacznym tytułem i humorystyczną grafiką okładkową!

   Miałam nadzieję, że trochę się pośmieję, a autor z przymrużeniem oka pozwoli mi na zdystansowanie się do szkolnej dżungli przetrwania. Poradzi, jak się odnaleźć w niej – jak sugerował podtytuł.

   Nic z tego!

   Było bardzo poważnie, rzeczowo i nowatorsko w porównaniu z poradnikami skupiającymi się na „leczeniu” objawów, a nie przyczyn. Autor na proces nauczania i wychowania spojrzał szerzej. Ba! Stworzył bardzo precyzyjną teorię na temat skutecznego odnalezienia się nauczyciela zrezygnowanego i zagubionego w szkolnej rzeczywistości. Nie miało dla mnie znaczenia, że był niemieckim dydaktykiem i metodykiem wychowania nawiązującym do stanu szkolnictwa w Niemczech, ponieważ to zdanie odnoszące się do nauczycieli upewniło mnie, że mamy ten sam, międzynarodowy problem – Czują się oni pozostawieni na lodzie przez społeczeństwo (brak pozytywnej oceny), przez polityków (nieudane próby reformy, chybione zmiany strukturalne, braki finansowe), przez władze kultury i oświaty (za dużo zarządzania, a za mało pomocy w kształtowaniu szkolnictwa) i przez rodziców (zbyt mało wsparcia i wychowawczej wspólnotowości). W końcu pozostają sami, jakby w szpagacie pomiędzy samotną walką przy zamkniętych drzwiach klasowych a otwartymi przestrzeniami szkolnymi, w kontekście rozwoju szkoły. Sami oko w oko ze współczesnym uczniem.

   W efekcie - bezradność!

   Jej skutki precyzyjnie wymieniał autor, podając konkretne przykłady scenek wziętych z życia szkolnego. Ustalił również tego przyczyny. Słabe punkty w systemie oświaty, których ofiarami są najpierw nauczyciele, a ostatecznie uczniowie. Oprócz propozycji zmian w kształceniu przyszłych nauczycieli i wychowawców oraz w selekcji przydatności kandydatów do zawodu, które uważam za bardzo trafne i wręcz konieczne, omówił również zmiany, które nauczyciel może wprowadzić sam, nie czekając na reakcję z zewnątrz, odgórną.

   Namawia do wypracowania w sobie autonomii.

   Do porzucenia bezradności na jej rzecz. Autor ten proces przemiany omawia bardzo szczegółowo. Jego schemat umieścił w grafice litery „U”.

Osiągnięcie autonomii wymaga niestety ogromnej pracy. Użyłam słowa „niestety”, ponieważ wiem, jak bardzo niewielu nauczycieli chętnie dokształca się z własnej woli w kompetencjach miękkich. A zmiana postawy bezradności na postawę autonomii wymaga bardzo wielu godzin warsztatów, ćwiczeń, pracy nad sobą, by ukształtować w sobie dwie, niezbędne kompetencje, w które nie wyposaża obecny system kształcenia – kompetencje w odniesieniu do samego siebie i kompetencje relacyjne. Autor omawianie swojej propozycji uzdrawiania procesu nauczania i wychowania kończy propozycją kilku warsztatów z modelu komunikowania się.

   Największą korzyść, jaką daje ta pozycja to uświadomienie przyczyn bezradności nauczycieli i obecnego stanu szkolnictwa. Drugą poznanie sposobów wyjścia z tego impasu. Trafnie to ujmuje przytoczona przez autora anegdota o drwalu, którą łatwo przełożyć na język pedagogiki i szkolną rzeczywistość.

   Książkę polecam minister Edukacji Narodowej pod choinkę.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 09 grudnia 2017
Czas ziemiaństwa – wyb. i oprac. Anna Richter

Czas ziemiaństwa: koniec XIX wieku – 1945 – wybór i opracowanie Anna Richter
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 2017 , 296 stron
Literatura polska



   Monografia ziemiaństwa opowiedziana przez jego przedstawicieli.

   Głos zza grobu o świecie, którego już nie ma. Cząstka duszy polskiej na zawsze utraconej. Ostoja tradycji, wartości, kultury, obyczajów i zwyczajów, ale też zobowiązań wobec społeczeństwa i obowiązków wobec ojczyzny, zniszczona bezpowrotnie przez komunistów. Grupa społeczna rozgrabiona z majątków, wykorzeniona, poniżona, zdeprecjonowana w świadomości Polaków do wroga ustroju, obszarnika i kułaka żerującego, krzywdzącego i wyzyskującego chłopa. To ten ostatni, skrajnie negatywny obraz „panów”, zachowałam w pamięci z lat nauki szkolnej. A jak było naprawdę? Ile w nim było szlachetności, a ile podłości ideologicznej podkreślanej przez katów?

   Autorka opracowania spróbowała na nie odpowiedzieć .

   Zebrała w tej monografii wspomnienia i dzienniki ziemian niekoniecznie najważniejszych rodów z całej Polski. Jej intencją było, jak napisała we wprowadzeniu , z olbrzymiego bogactwa tekstów wybrać te, które wyróżniają się wyjątkowym walorem literackim, wyczuleniem na szczegół, sprawnością obserwacji. Różnorodne tematycznie i z różnych okresów dziejowych Polski, których mapkę umieszczono na wyklejce.

Pozwoliło to na ułożenie tekstów w chronologicznie ukazywany obraz historii ziemiaństwa, ponieważ zamysłem autorki opracowania było wieść czytelnika przez dekady, podkreślając specyficzne doświadczenie tej grupy w różnych momentach dziejowych i z różnych punktów widzenia. Stąd też przeszłość  opowiadana była przez dzieci i dorosłych, kobiety i mężczyzn, arystokratów i ziemian niezamożnych, kresowiaków i ludność z Kongresówki, znane osoby publiczne i nieznane nikomu. Opowieść o ziemiaństwie rozpoczyna niemalże sielski obrazek lat dziecięcych i dorastania Łucji Dunin-Borkowskiej oraz Heleny Ostrowskiej z przełomu XIX i XX wieku. Czasu rozkwitu i dobrze prosperujących folwarków, skupiających się przede wszystkim na organizacji pracy w majątku i panujących w nim zwyczajów, obyczajów i zasad wychowania. To najbardziej spokojny, a zarazem nostalgiczny okres w historii ziemiaństwa. Tę stabilizację przerwała I wojna światowa zapowiadająca początek kłopotów, które, po podniesieniu się z upadku w międzywojniu, kontynuowała II wojna światowa, a ostatecznie unicestwił komunizm w czasach PRL. Wspomnienia były pełne emocji spisywanych często na bieżąco, dzień po dniu. Współodczuwałam je szczególnie w dzienniku prowadzonym przez Zofię Dłużewską-Kańską oraz we wspomnieniach Janiny Konarskiej. Tak bardzo podobnych do siebie w opisach doświadczanych najazdów, grabieży i mordów dokonywanych przez wojska niemieckie, rosyjskie, polskie (walki bratobójcze tuż po II wojnie światowej) i zwykłych bandytów, mimo że pierwsza opowiadała o wirze II wojny światowej przetaczającym się przez majątek, a druga o I wojnie światowej. Najciekawszymi natomiast zapiski Edwarda Woyniłłowicza,

relacjonującymi osobiste pertraktacje w sprawie reform agrarnych z Józefem Piłsudskim. Pełne subiektywnych, a przez to oryginalnych spostrzeżeń i opinii na temat Naczelnika Państwa, którego wygląd dla piszącego okazał się daleki od przedstawień oleodrukowych. W dzienniku pod datą 24 czerwca 1920 roku zapisał – Zobaczyłem człowieka średniego wzrostu, prawie bez zmarszczek, raczej z twarzą nalaną, oliwkową, trochę nawet typu mongolskiego z przekonaniem, że był to raczej człowiek partii, a nie prawdziwy mąż stanu.

   Każdy rozdział historyczny poprzedzało krótkie opracowanie dr. Marcina Chorązki, kreślące jego tło społeczno-polityczne kraju, a kończył zbiór fotografii z danych lat.

   Przysłuchując się tym ludziom, tworzącym od stuleci system wartości i postaw mających ogromne i fundamentalne znaczenie dla narodu w czasach zagrożeń jego istnienia, ulegałam coraz silniejszemu przeświadczeniu, że wraz z unicestwieniem ziemiaństwa, na którego majątek składał się nie tylko dwór, folwark i ileś hektarów – był to owoc pracy pokoleń, również gniazdo rodzinne i ośrodek tradycji kultury, naród Polski bardzo dużo na tym stracił. Dobra i wartości, których nie można przeliczyć na pieniądze i których nie odbuduje się za żadne pieniądze. Mam wrażenie, że straciliśmy cząstkę tego, co wchodzi w skład ducha narodu ujawniającego swoją siłę w sytuacjach kryzysowych dla istnienia państwa. Pozostało we mnie kilka pytań – kto współcześnie przejął rolę ziemiaństwa w tym zakresie?,  czy w ogóle ktoś przejął?, a może nam, współczesnym Polakom taka rola nie jest potrzebna? Myślę, że odpowiedzi udzieli nam tylko przyszłość.

   Mam nadzieję, że nie w sposób bolesny.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czas ziemiaństwa. Koniec XIX wieku – 1945 [Anna Richter]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
Autorka o genezie potrzeby powstania książki.

poniedziałek, 04 grudnia 2017
Danke – Dominika Dymińska

Danke: czyli nigdy więcej – Dominika Dymińska
Wydawnictwo Krytyka Polityczna , 2016 , 182 strony
Literatura polska
 


   Mocna poezja! Smutny poemat! Brutalny traktat!

   Mniej więcej w tych granicach odbierałam formę narracji głównej bohaterki. To przekaz trudny do zaszufladkowania. Niepozwalający zamknąć się w schemacie klasycznej poezji. Wymykający się jednoznacznemu zdefiniowaniu. Wprawdzie frapujący, bo na poły kreatywny, na poły odtwórczy. Gromadzący własne myśli i przemyślenia, ale i znane frazy zaczerpnięte z zasobów kulturowych ogólnodostępnych, których autorów trudno ustalić, więc będących własnością wszystkich, jak chociażby ta myśl o biedzie:

Tutaj ujęta w...  No właśnie, w co? Ta swoboda narracji, a właściwie niechęć do tworzenia narracji to największa tragedia mojego życia - jak przyznaje narratorka - tworzy kontrolowany chaos z jedną zasadą – co z serca i myśli, to z języka i z „pióra”. Taki jest właśnie jej charakterystyczny, osobisty, indywidualny sposób na przekaz. Jego skrajną jedyność w inności niemalże, jak linie papilarne. Ten mix form ujętych w kilku rozdziałach w rezultacie stworzył przeraźliwie smutny, bolesny, ostry, wulgarny, dosadny, depresyjny poemat o życiu dwudziestoletniej dziewczyny w wielkim mieście. O rozpaczliwej próbie odnalezienia swojego w nim miejsca, roli, sensu, perspektyw i najważniejszego – celu. Z ostatecznym wnioskiem, że jest to możliwe tylko na emigracji. Najlepiej w Niemczech. W tych desperackich poszukiwaniach była pewna swojej normalności i ponadprzeciętności. To życie było „porąbane”, żeby nie użyć za narratorką dosadniejszego słowa, nie ona. I jeśli w tym momencie spojrzeć na całość wywodów dziewczyny, to okazuje się on traktatem o życiu. Mógł filozof Władysław Tatarkiewicz napisać logiczny traktat o szczęściu? Mógł i zrobił to w Traktacie o szczęściu. Może w takim razie zrobić to pisarka/poetka, tworząc emocjonalny traktat o życiu na swój sposób. Ale nie normalnie, jak większość ludzi, nie jak poetka czy aktywistka, ale tak, jak się mówi, i tak, jak się myśli. Byłabym jednak niesprawiedliwa, gdybym wskazała tylko na emocje, jako wyłączną bazę przekazu.

   Była w nim również logiczna filozofia!

   To od filozoficznego „wykładu” swoich poglądów na temat konkretnych słów i rzeczy pod właśnie takim tytułem – Słowa i rzeczy – zaczęła narratorka. To w nim zawarła rozwinięcia pojęć podstawowych składowych życia – dzieciństwo, ludzie, matki, przyszłość, higiena, dzieci i tak przez 41 stron prawd znanych, słusznych, powszechnie akceptowanych, norm wypracowanych społecznie i samodzielnie lub przyswojonych od wiedzących więcej i żyjących dłużej. To dowód, że dziewczyna posiadała określony, zdrowy, sztywny gorset moralny. Wiedziała, jak powinno być. Jak chciałaby, żeby było.

   A jak było tu i teraz?

   I tutaj zaczynała się ostra jazda bez trzymanki. Skończyła się logika i rozum, a zaczęło negatywnie emocjonalne tsunami opisujące nie życie, a wegetację narratorki. Egzystencję wypełnioną narkotykami, bulimią (najbardziej angażujący mnie epizod), zdradami, rozczarowaniami, nienawiścią, pogardą, wymiocinami, spermą i seksem,  składającymi się na obraz kondycji psychicznej współczesnych dwudziestolatków perfekcyjnie przedstawiony i ujęty w tym fragmencie:

I nienawidzę takiego życia! – dodam swoje podsumowanie. Powinnam przy tym jeszcze siarczyście zakląć za narratorką, by oddać wściekłość oraz podkreślić i uwypuklić to „danke” za takie życie serwowane normalnym, młodym ludziom. Nie zrobiłam tego jednak, bo autorka wyręczyła mnie w tym wizualnie, zapraszając do znanej zabawy łączenia ponumerowanych kropek umieszczonych na okładce tytułowej. Wynik mnie nie zaskoczył.

   Nie polubiłam świata dwudziestolatków tak, jak nienawidziła i gardziła nim narratorka. Jednak tej niechęci nie utożsamiam ze sposobem wywołania tych emocji. Odróżniam wstręt do zawartości od zachwytu nad sposobem jej przekazu. To głos młodego pokolenia drugiej dekady XXI wieku. Właśnie taki wkurzony, wulgarny, bezpośredni, internetowy, a przez to skuteczny, by zostać usłyszanym.

   Bo został!

   Zauważono go i ujęto jako ważny i warty umieszczenia wśród innych nominowanych do 21. edycji literackiej nagrody Nike.  

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Danke [Dominika Dymińska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 03 grudnia 2017
Prawdodziejka – Susan Dennard

Prawdodziejka – Susan Dennard
Przełożyli Regina Kołek i Maciej Pawlak
Wydawnictwo SQN , 2016 , 395 stron
Cykl Czaroziemie , tom 1
Literatura amerykańska
 

   Posiadać zdolności ponadprzeciętne, wcale nie jest dobrze!

   Ciężar tego przeklętego daru najbardziej odczuwała Safi. Dziewczyna nazywana prawdodziejką posiadała dar bezbłędnego odróżniania prawdy od kłamstwa. Podobnymi zdolnościami było obdarzonych wiele osób, w zależności od rzeczy, zjawiska, żywiołu czy materii, nad którymi potrafili panować. Żyli więc w Czarnoziemiach, przedstawionych w książce na mapie, między innymi żelazodzieje, krwiodzieje, wiatrodzieje czy więziodzieje.

   Jednak magia Safi była wyjątkowa z dwóch powodów.

   Po pierwsze – ostatni odnotowany prawdodziej zginął sto lat temu, a po drugie – prawdodziejstwo było idealnym narzędziem do wykorzystania w grach politycznych. Dzięki prawdziwej informacji można było pozbyć się niechcianych przeciwników w wyścigu do władzy absolutnej w Czaroziemiach. Właśnie kończył się wieloletni rozejm pokojowy i przywódcy krain szykowali się do walki o jedynowładztwo. To z tego powodu Safi ukrywała swój dar od urodzenia, ale bezskutecznie. Prawda została odkryta, gdy skończyła osiemnaście lat.

   Polowanie na dziewczynę właśnie się rozpoczęło!

   Nie trudno zgadnąć, że tak skonstruowana intryga pełna sekretów, magii, światów onirycznych, bitew morskich, grot i jaskiń, istot i zwierząt mitycznych, walk na miecze, ucieczek, zdrad, piratów, dworskich intryg, romansu, kradzieży, ucieczek i pościgów, musiała stać się jedną, wielką przygodą. Zawrotnie dynamiczną akcją, w którą wplątały się, trochę na własne życzenia, a trochę wbrew swojej woli, dwie, niepokorne, główne bohaterki, Safi i jej przyjaciółka Iseult, na których życie i zdolności polowali prawie wszyscy. Nawet przyjaciele, którzy okazywali się zdrajcami.

   To nie jedyny, ogromny walor tej powieści!

   Drugim była warstwa psychologiczna licznych postaci. Bardzo wyraźnie, barwnie, szczegółowo i bogato zarysowanych. Niedopowiedzianych moralnie, a przez to zmiennych w swoich postawach burzących sztywny schemat podziału bohaterów na tylko dobrych i tylko złych. W tej opowieści byli przede wszystkim ludzcy czyli pełni zalet i przywar  biorących górę w zależności od sytuacji, w którą zostali wplątani. Tworzyli wokół dziewczyn środowisko niepewności, nieufności i zmienności postaw wobec nich. Poczucie bezpieczeństwa odnajdywały przede wszystkim w przyjaźni. To trzeci, piękny walor charakteryzujący historię dwóch nastolatek. Różnił je wygląd, rasa, sposób myślenia i działania, temperament i zdolności magiczne (Iseult było więziodziejką), ale łączyła wyjątkowa więź – bardzo silne uczucie siostrzane, chociaż nie były spokrewnione. To ono dawało im siły do przetrwania, przeżycia i życia wśród niebezpieczeństw i zasadzek. To ono rzucało do gardła dużo silniejszemu przeciwnikowi zagrażającemu życiu którejkolwiek z nich. To ono bez wahania poświęcało własne życie dla drugiej więziosiostry. To ono ostatecznie pomogło Safi odnaleźć cel i sens życia oraz własną tożsamość.

   Przepiękna i bogata w walory powieść fantasy dla nastolatek!

   Nie jest to slogan, skoro zostałam namówiona do jej przeczytania przez właśnie nastolatkę urzeczoną nią. Również i mnie oczarowała ta pierwsza część cyklu Czaroziemie. W Polsce na razie ukazała się jego druga część Wiatrodziej.

Prawdodziejka [Susan  Dennard]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w grudniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 996 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi