Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
czwartek, 12 lipca 2018
Targi z Bogiem – Waldemar „Zajonc” Panek

Targi z Bogiem – Waldemar „Zajonc” Panek
Wydawnictwo Dlaczemu , 2018 , 386 stron
Literatura polska
 

   Targować się z Bogiem?!

   Dla mnie nie do pomyślenia, a co dopiero do uczynienia. Takiego wyrażenia nie ma w moim słowniku. Byłam jednak ciekawa, dlaczego inni to robią? Skąd czerpią odwagę do stawiania Bogu warunków? Kim są?

   I tak trafiłam do... więzienia!

   Pod celę 206 z klapą i lipkiem, używając więziennego slangu. Przybliżył mi go Walduć Anek, główny bohater i narrator opowieści, abym mogła zobaczyć świat za kratami z jego punktu widzenia.

   Więźnia niewinnego.

   Został oskarżony o czyn, którego nie popełnił. O udział w wydarzeniu, w którym nie uczestniczył. Za tę niewinność przesiedział w areszcie rok. Jeszcze do niedawna wątpiłabym w te słowa, wyjaśnienia i zapewnienia. Przecież wymiar sprawiedliwości nie skazuje niewinnych. Jednak po głośnej w mediach sprawie Tomasza Komedy, który przesiedział za niewinność w więzieniu 18 lat (sic!), zaczęłam wątpić w nieomylność sądów. Mieć świadomość, że w więzieniach przebywa konkretny procent niesłusznie skazanych ludzi, którzy są ofiarami prokuratury, policji lub sądu albo wszystkich naraz. Dokładnie to spotkało autora, który swoje doświadczenia i wspomnienia zbeletryzował, zmieniając tylko imiona bohaterów. Jednak najboleśniejszy jest fakt i jego wniosek, że w tym kraju na tych stanowiskach nie odpowiada się za takie błędy. Można ewentualnie wystąpić o odszkodowanie, co autor zresztą uczynił. Za błędy innych zapłaciliśmy my.

   I nadal płacimy!

   W literaturze zagranicznej spotkałam się z tym zjawiskiem we wspomnieniach Michaiła Chodorkowskiego Portrety z łagru. Wspomnienia autora ujęte w formie powieści to jaskółka nowej tematyki w polskiej, współczesnej literaturze więziennej. Nie zdziwię się, jeśli następne będą Tomasza Komedy. Do tej pory czytałam relacje tych, którzy wiedzieli, za co ich skazano. Mogli jedynie użalać się na niesprawiedliwe traktowanie, o czym pisał Henryk Niewiadomski w Świecie według Dziada. Ewentualnie o przestępczości zorganizowanej w opracowaniu Ewy Ornackiej i Piotra Pytlakowskiego Nowy alfabet mafii. Albo w autobiografii  przestępcy szukającego wsparcia u czytelnika tak, jak Michał Leśniak w Będzie dobrze. Wina bohaterów tych książek była niepodważalna i której sami nie kwestionowali, przy okazji opisując środowisko przestępcze i więzienne od środka. Świat z własnym językiem, normami, hierarchią i wartościami odmiennie interpretowanymi. Rządzący się własnymi prawami. Równoległy do otaczającej go rzeczywistości.

   Walduć Anek pokazał go oczami człowieka niewinnego.

   Do tej pory mąż, ojciec i gospodarz rolny staje się w ciągu jednego dnia więźniem w stanie szoku i zagubienia. Umieszczony w celi dla „frajerów” próbuje odnaleźć się w zupełnie nowej dla niego sytuacji, miejscu i ludzkiej mentalności. Nie skupił się jednak tylko na sobie i własnych przeżyciach (uzależnienie od leków, stany depresyjne, myśli samobójcze), ale kreślił sylwetki i losy mężczyzn przewijających się przez jego celę. Osób pogubionych w życiu i w efekcie trafiających za kraty. Tych, co nie mieli już nic do stracenia jak Kolo, który zabił z użyciem palnika w trakcie kłótni, bo go poniosło. Kakietuś, który zamordował dwie meliniarki, bo zabrakło im towaru, a on był w ciągu. Holownik, który wyczyścił granatem komin swojej babci, bo nie pomyslał o skutkach. Beczka, który porąbał siekierą nagabujących go na picie alkoholu, na co nie miał ochoty. A obok nich ci, którzy mieli dużo do odzyskania w życiu, jak Fieja, który napadł na sklep na głodzie uzależnienia, Zga głuchoniemy i nie do końca zdrowy psychicznie, bezdomny Alec, Eszek wplątany w przemyt narkotyków i kolejny niewinny, Gienio.

   Każda z tych postaci niosła za sobą inną, tragiczną historię.

   Jednak na swój sposób jednakową. Zamykającą się w schemacie drogi prowadzącej za kraty, na której czynnik przypadkowości był najsilniejszy, a o którym Walduć Anek powiedział – rozmyślałem  o zasranym życiu, nie tylko swoim, lecz ogólnie, całym. O przypadkowości cyklicznych epizodów, kształtujących nasz byt. Choć wydaje nam się, że wszelkie podejmowane przez nas decyzje są naszym świadomym wyborem, często jest to jedynie skutek przypadkowych zdarzeń, które w efekcie mają kolosalny wpływ na nasze życie.

   Efekt motyla!

   Ale też obraz zła i dobra ścierających się bez woli i udziału człowieka, chociaż jest podmiotem ich walki. Najbardziej porażający jest wniosek, że każdy może znaleźć się na miejscu Walducia Anka, bo wymiar sprawiedliwości to też ludzie ze swoimi ułomnościami - tchórzostwem, ignorancją i żądzą władzy, które czynią serca podłymi w interpretacji prawa. Można po tej autobiograficznej historii popaść w pesymizm, bo zaprzecza optymistycznej postawie bycia kowalem własnego losu. Jest jednak potrzebna właśnie taka, by uświadamiać społeczeństwo, że w życiu wszystko może się zdarzyć.

   Nawet uwięzienie za niewinność.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Targi z Bogiem [Waldemar „Zajonc” Panek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
wtorek, 10 lipca 2018
Księga Joanny – Lidia Yuknavitch

Księga Joanny – Lidia Yuknavitch
Przełożyła Kamila Slawinski
Wydawnictwo Poradnia K , 2018 ,  344 strony
Literatura amerykańska

   Dystopia, która boli!

   Nic nie zapowiadało skali tego uczucia. Pierwsza część księgi, opisująca nowy, sztuczny świat CIEL w 2049 roku, krążący w kosmosie po geokatastrofie Ziemi, wręcz wprowadzała mnie w świat ciszy białych ścian i ascetycznych pomieszczeń, wśród których żyli ocaleńcy. Zmutowani, bezpłciowi, bezpłodni, bezwłosi, bez przeszłości i przyszłości, głodni miłości, zniewoleni przez tyrana Jeana de Mena. Mogli wyrażać siebie tylko za pomocą graftów. Dalekich krewnych tatuażu i kuzynów alfabetu Braille’a. Nowej formy narracji. Napisów i tekstów wycinanych na skórze, która stała się bezwłosym papierem dla elektrycznego narzędzia. W Krystynie Pizan, której teraźniejszość życia na CIEL rozpoczynała opowieść, narastał bunt. Niczym Christine de Pizan (zbieżność nazwisk bohaterów w powieści nie jest przypadkowa) postanowiła napisać na własnej skórze swoją historię i tego, co się wydarzyło, tytułując ją Księgą Joanny. Kobiety, która miała moc zniszczenia Ziemi, jak i jej odbudowania. Jej opowieść kontynuowała w kolejnych częściach już sama Joanna. Zagrożynka potrafiąca łączyć się z materią i panować nad tellurycznymi prądami natury, która chcąc uratować uwięzioną ukochaną Leonę, musiała dostać się na CIEL. Od tego momentu spokojna narracja nabrała tempa i dynamiki, a brutalne sceny ludzkiego sadyzmu bezlitośnie ukazywały psychopatyczną twarz człowieczej natury.

   Prawdopodobną twarz ludzkości w przyszłości.

   Autorka pod warstwą rozrywkową powieści umieściła tak naprawdę diagnozę społeczno-psychicznej kondycji ludzkości, kierunek jej destrukcyjnego rozwoju, w którym zmierza i wizję smutnego braku przyszłości. Na czele ludzkości nie postawiła silnych osobowości ratujących ludzi, a celebrytę chroniącego tylko elitę. Psychopatę, który skrywał tajemnicę determinującą jego dewiacyjne zachowania i, o zgrozo,  nadal pielęgnującego destrukcyjne zachowania i propagującego seksistowską ideologię, które doprowadziły do wojen na Ziemi – konsumpcjonizm, technologia zbrojeniowa, agresywna eksploatacja zasobów naturalnych, rozpad więzi rodzinnych i roli rodziny w społeczeństwie. Samozwańczy przywódca zastąpił wszystkich bogów, wszelką etykę i naukę potęgą przedstawienia wykreowaną za pomocą mediów i technologii na Ziemi, a spotęgowaną w kosmosie. Człowieka ogarniętego nienawiścią do wszystkiego, co w ludzkości różne i różnorodne oraz patologicznym pragnieniem odrodzenia jej na podobieństwo siebie samego. Joanna Dirt niczym Joanna d’Arc miała uratować Ziemię i tych, którzy na niej pozostali z wyrokiem śmierci. Była uosobieniem nadziei i wiary w dobro tkwiące w człowieku, który niszczy, ale ma również w sobie moc budowania, a miłość jest niezbędnym czynnikiem, który niczym elektryczny impuls, inicjuje życie i je podtrzymuje.

   Mam jednak wrażenie, że cała ta filozofia z nawiązaniami do postaci historycznych i tekstów literackich Williama Szekspira była nośnikiem dużo ważniejszego przesłania, jakie niesie ta opowieść – apel o tolerancję różnorodności płciowej. Nie bez powodu powieść poprzedza takie motto:

To przestroga, a prawdopodobne skutki jej lekceważenia zobrazowała autorka w powieści. Nie była przy tym subiektywna i jednostronna. Uczyniła to zarówno w stosunku do heteroseksualności, jak i homoseksualności. Pokazała obie orientacje seksualne w swoich skrajnych przejawach, prowadzących do wypaczeń i destrukcji, jako wyniku braku dialogu i dominacji którejkolwiek z nich. Tym, co liczy się tak naprawdę i co daje nam szanse na przetrwanie, to miłość.

   Bez względu na płeć.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Księga Joanny [Lidia Yuknavitch]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 08 lipca 2018
Najlepsi – Tom Wolfe

Najlepsi: kowboje, którzy polecieli w kosmos – Tom Wolfe
Przełożył Jan Kraśko
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  512 strony
Literatura amerykańska

   Nie trzeba tej książki już kraść!

   Desperatów namawiał do tego znany publicysta (i nie tylko!) Mariusz Szczygieł w kwartalniku Książki. Magazyn do czytania nr 3/2017 i mam dowód na to „przestępstwo”.  Fragment tekstu (świetnego zresztą!) na temat reportażystów piszących w stylu gonzo.

Na szczęście nie trzeba już bić się z myślami lub sumieniem, czy ulec tej sugestii. Książkę można legalnie po prostu kupić lub wskazać bliskim do sprezentowania, bo właśnie ukazała się na polskim rynku wydawniczym.

   A warto!

   Niekonwencjonalna opowieść o kowbojach podbijających kosmos powstała z wieloletniego czekania autora na literacką, a nie medialną, wersję o pierwszych astronautach tworzących amerykański etos superbohaterów lat 60. XX wieku. Nie doczekał się, więc napisał ją sam, nieświadomie zapoczątkowując tym samym Nowe Dziennikarstwo. Nie bez powodu Mariusz Szczygieł wspomniał o niej w swoim artykule dotyczącym stylu gonzo. Styl przekazu autora jest do niego podobny, ale nie tożsamy. Polega na opisywaniu zdarzeń i wydarzeń na podstawie zebranych materiałów tak, jakby autor w nich uczestniczył osobiście. Jakby był ich naocznym świadkiem, wkładając w to mnóstwo emocji. Stworzenie tego nietypowego spojrzenia zajęło mu sześć lat. A przed tym zbierania wspomnień i wywiadów z pilotami i osobami związanymi z początkiem ery amerykańskich, załogowych lotów kosmicznych, przeglądania akt archiwalnych NASA oraz czytania publikacji naukowych i wspomnieniowych poświęconych tej tematyce.

   Powstała książka niezwykła!

   W Polsce ukazuje się po 30 latach od premiery w USA już jako prekursorka a zarazem klasyka amerykańskiego reportażu Nowego Dziennikarstwa, a ja miałam wrażenie, że została napisana wczoraj. Sprawił to właśnie ten odmienny od oficjalnego i zdystansowanego styl narracji zdominowany przez emocje. To one były najważniejsze, a ich tłem cała (przeciekawa zresztą!) historia początków kosmicznych lotów załogowych, wyścig do gwiazd między ZSRR i USA w kontekście zimnej wojny, początki powstania NASA i stworzenie nowej i bardzo ważnej dziedziny nauki – astronautyki naukowo-doświadczalnej. Jednak dużo ciekawszym było wszystko to, co działo się w bohaterach tych wydarzeń i między nimi – siedmioma uczestnikami pierwszego programu lotów załogowych w kosmos Merkury. Również ich żonami, a nawet szympansami, które przecierały gwiezdne szlaki ludziom. Autora mniej interesował obraz oficjalny, nieobiektywny, wykreowany przez media, które nazywał „układną Hipokrytką” i „wiktoriańskim Zwierzęciem Kolonijnym”, a bardziej to, co kryło się pod tą maską. Dzięki takiemu podejściu stworzył dynamiczny, ekspresyjny, emocjonalny obraz widziany od środka wydarzeń, pełen zmiennych postaw, żywych i spontanicznych reakcji, „zakazanych” myśli i odczuć, cenzurowanych zachowań i dialogów, nienagłośnionych decyzji mających wpływ na kierunek rozwoju oficjalnych wydarzeń, a także sytuacji intymnych oraz osobistych. Obraz pokazujący spektakularne osiągnięcia przez pryzmat czynności i zachowań przemilczanych, które do nich ostatecznie doprowadziły. Najtrafniej charakter książki oddał astronauta Russell Schweickart, uczestnik wyprawy Apollo 9: „Tom Wolfe nosi chyba jakieś specjalne szkła kontaktowe, które filtrują te wszystkie memoranda, spotkania, wspomnienia, protokoły, listy przedstartowe, opisy treningów, symulatorów, etc., etc., i skupiają się na lewatywie Pete’a Conrada czy na enigmatycznej osobowości Ala Sheparda... Nie czytałem książki opisującej historię w sposób bardziej emocjonujący, niż czyni to w swej książce Tom Wolfe. Ja czytałam podobną, ale wspomnieniową - Spaceman, którą napisał trzy dekady później astronauta mi współczesny, Mike Massimino. Ten sam poziom emocji i pryzmat szczegółów pokazujących wydarzenia od środka. Różni je tylko czas akcji - ta pierwsza to początki NASA, ta druga jej aktualny stan rozwoju. To zestawienie i porównanie zawartej w nich wiedzy niesie ze sobą kolejne ciekawe wnioski, z których jeden fakt nie zmienił się pomimo upływu lat – nieokreśloność i nieprzewidywalność czynników decydujących, kto poleci w kosmos. To COŚ w „gwiezdnym żeglarzu” zaliczającym go do elity ludzkości, a co autor nazywał „nienazwanym i nienazywalnym”. Chociaż autor podsumowania o Tomie Wolfie i książce starał się w przybliżaniu to coś określić, jako amalgamat wolności, odwagi, refleksu i junakierii w starym stylu. Coś, jak ułańska fantazja?

   Mam wrażenie, że zaliczyłam lot w kosmos i z powrotem, otrzymując cały bagaż skrajnych emocji, jakie temu towarzyszą!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos [Tom Wolfe]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

czwartek, 05 lipca 2018
Prymityw - Marcin Kołodziejczyk

Prymityw: epopeja narodowaMarcin Kołodziejczyk
Wydawnictwo Wielka Litera , 2018 , 493 strony
Literatura polska
   

   Nie ma nic lepszego dla mnie na zachęcenie do czytania niż tego typu „zniechęcacze”. Zachciało mi się i przeczytałam, a potem westchnęłam z ulgą, zachwytem i zgrozą – Absurdystan! To jedyne podsumowujące określenie rzeczywistości, jakie przyszło mi na myśl po wyjściu ze świata... No właśnie – jakiego? Pięknego, trafnie i inteligentnie odmalowanego słowem czy brzydkiego, patologicznego, bo autor umieścił w nim skrajnie negatywne osobowości i zdegenerowaną rzeczywistość? Antybohaterów reprezentujących wszystkie środowiska społeczne polskiego narodu.

   Był przedstawiciel mniejszości, Cygan vel Bombaj, który po alkoholu do Powstania Warszawskiego poszedłby z miejsca, jak stoi, a na trzeźwo sprzedałby karabin i zdezerterował do Niemiec. Byli przedstawiciele imigracji w osobach ukraińskich pracujących na czarno, więc stwarzających pozory nieobecności. Był przedstawiciel duchowieństwa, ksiądz Tomasz, wykładający interpretację obowiązującego hasła – Każdy Inny Wszyscy Biali. Był prosty chłopak ze wsi, Jan Kwas, którego w sumie lubiało się go za jakąś taką, jakby to powiedzieć, łagodność na pograniczniczu z dobrym sercem, uczynną dłonią i chujowatością w sensie pozytywnym i chociażby dlatego, aż prosił się o łomot. Była przedstawicielka młodych, ambitnych - Ilona spod małego miasteczka podbijająca warszawski rynek pracy własnym ciałem jako i niczym Wiktoria Wiedeńska, oficjalnie pracująca w kryptofirmie błyskawicznych pożyczek Mimowola. Był przedstawiciel lokalnych przedsiębiorców, Tatulo Gruco, właściciel firmy pogrzebowej Sułtan, całodobowo-godnie-bezzwłocznie, który miał jakiś taki, biorący się z dłuższego życia z alkoholem w tle, dar do innych, że czuł mordęgę i mortus. Był też pracownik funeralny tej firmy, Robert Poczęty, który podobno przy porodzie zdobył mocne osiem apgarów, to potem począwszy od domu dziecka wszystko roztrwonił. Był przedstawiciel inteligencji mgr historii Zabraniecki o wiele mówiącej ksywie Żelbet, który uzmysłowił sobie, że jest zarazem i wierzący, i polityczny, a przez to uświęconym barankiem. Był przedstawiciel służb dawnych komunistycznych, Teść, który był zdecydowanie przeciwny spadającym bez powodu samolotom, niepolskiej kuchni, międzymęskiemu uczuciu, ruskim, chinolom, niemiaszkom, targowicy, warchołom, kobietom niegotującym, unii jewriejopejskiej i joggingowi. To nie wszyscy!

   To dopiero początek polskiego korowodu!

   Pełnego ludzkich pragnień, szczerych, metamorfozujących z gorszego na lepsze. Rachityczny, paralityczny, powyginany, zdeformowany, uszkodzony, zniekształcony i zawsze w jakimś sensie prymitywny. To ostatnie pojęcie autor wyjaśnił na początku książki, przytaczając definicję z Wikipedii – rodzaj figur geometrycznych w grafice komputerowej, z których buduje się inne, bardziej skomplikowane. Jeśli tymi podstawowymi figurami w powieści byli tacy bohaterowie, to zbudował z nich skomplikowany obraz polskiego społeczeństwa, na czele którego stoi rząd kierowany przez kilku starszawych gości , którzy chcą się przed śmiercią zaznaczyć u nas i na całym świecie. Takich nawiązań do polityki i polityków napotykałam mnóstwo poprzez celnie sugerujące nazwiska, przytaczane powiedzenia czy charakterystyczne działania.

   Oglądałam Polskę w krzywym zwierciadle!

   Karykaturalnie wypaczony jej obraz wywołujący nieustanny uśmiech podczas czytania, czasami przechodzący w głośny śmiech. Ostatecznie zmuszający do zadumy i smutnego kiwania głową nad tą „epopeją narodową”, jak sugeruje podtytuł. Dla mnie raczej przypominający chocholi taniec z Wesela Stanisława Wyspiańskiego, w trakcie którego od stu lat Polska starała się stracić niepodległość.

   Taniec zombi ludzkich półtrupów!

   To automatyczne życie na sznurku jedynie słusznej ideologii partii rządzącej z aktywistami narkatu (nietrudno rozszyfrować ten skrót) przypominało ludzkie, bezwolne planety krążące po orbitach, które na siebie wpadały, a ich trajektorie od czasu do czasu przecinały się. Tę człowieczą samotność realną i metafizyczną potęgował sposób prowadzenia fabuły przez narratora, która składała się ze scen i aktów niczym w dramacie albo z filmowych stop-klatek. Od jednej sceny do następnej. Z jednego kadru w drugi. Z przyszłości w przeszłość z chwilą spojrzenia na teraźniejszość. Ten pozorny chaos miał nie tylko umożliwić narratorowi swobodę prowadzenia mnie po ulicach, zaułkach i mieszkaniach warszawskiej Pragi i jej prowincji, ale również pozwolić mi na połączenie wątkami wszystkich bohaterów w jeden naród. Pełny, spójny, cały obraz Polski i Polaków. Było w tej powieści również coś, co mnie urzekło, oczarowało i sprawiło czytelniczą rozkosz.

   Język przekazu!

   Obawiam się, że nie jestem w stanie w pełni oddać jego oryginalności. To trzeba pokazać!

Utonęłam w tych słowach-neologizmach, kolokwializmch-zbitkach wyrazów, języku-slangu, pojęciach ujmowanych odmiennie i celowo opacznie, składni – mezaliansu prymitywizmu z górnolotnością. Wplatający w wypowiedzi znane powiedzenia „złotoustych” idealnie pasujących do opisywanych scen. Melodyjny, piękny w wypowiedziach ścieg językowy, który wiódł mnie po subkulturze Prymitywu, wypowiadającej się prosto i dyrdymalnie, a czasami wulgarnie i wykwintnie. Autor perfekcyjnie wykorzystał zawodowe doświadczenie dziennikarza dużo jeżdżącego po kraju i zbierającego materiały do swoich reportaży. Widział, słyszał i słuchał tej Polski B, dzięki czemu stworzył bohaterów fikcyjnych, a jednocześnie boleśnie  i przeraźliwie realnych nas – Polaków. Też tam się odnalazłam w krzyczącej kobiecie domagającej się czystości w polszczyźnie.

   Piękny, zimny prezent otrzeźwienia dla Polaków z okazji nieutracenia niepodległości, mimo że bardzo staraliśmy się o to przez ostatnie 100 lat!

   A tak na marginesie – stoisko wydawnictwa na tegorocznych Warszawskich Targach Książki przyciągało uwagę wielkim banerem, na którym wypatrzyłam również i tę pozycję. Już wtedy wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Tak wygląda chwila, kiedy rodzi się w czytelniku chęć na konkretny tytuł.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród bestsellerów księgarni Tania Książka.

Prymityw. Epopeja narodowa [Marcin Kołodziejczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autor o swoich inspiracjach literackich.

poniedziałek, 02 lipca 2018
Polskie Państwo Podziemne i Żydzi – Joshua D. Ziemmerman

Polskie Państwo Podziemne i Żydzi: w czasie II wojny światowej – Joshua D. Ziemmermann
Przełożyła Magdalena Macińska , redakcja naukowa Martyna Rusiniak-Karwat
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 ,  624 strony
Literatura amerykańska

   Prawdziwa historia zaś nie jest nigdy wyłącznie czysta i piękna, bo nie wszyscy ludzie, którzy ją tworzą, są czyści i piękni.

   Te słowa historyka Andrzeja Friszke w pełni oddają istotę sporu o polski antysemityzm w czasie II wojny światowej, który ostatnio toczy się w mediach. Pełen emocji i skrajności. Postaw za i przeciw, które historię traktują, jak szwedzki bufet, wybierając to, co im pasuje i odpowiada. W dużej mierze na to wybiórcze traktowanie „kwestii żydowskiej” ma wpływ między innymi brak na polskim rynku wydawniczym publikacji całościowej, monograficznej poświęconej tej tematyce. Opracowania, które byłoby wyważonym głosem do dyskusji przedstawiającym pełny obraz postaw Polaków całościowo, a nie fragmentarycznie, jak do tej pory.

   I oto jest!

   Pełna i rzetelna pozycja amerykańskiego historyka. Specjalisty od stosunków Żydów z innymi narodowościami w krajach Europy Środkowo-Wschodniej pod koniec XIX oraz w XX w., jak przeczytałam w biogramie autora umieszczonym na tylnej okładce książki. We wstępie podkreślił on wyraźnie intencje swojej publikacji – Napisałem tę pracę z myślą o tym, żeby przedstawić bezstronny i rzetelnie udokumentowany obraz stosunków między Polskim Państwem Podziemnym i Żydami w czasie II wojny światowej. Zależało mi, aby wnioski wypływały jedynie z analizy przywołanych dokumentów. Do tego celu wykorzystał źródła archiwalne – dokumenty AK, Delegatury Rządu, rządu polskiego na uchodźstwie, żydowskich organizacji podziemnych, relacje i wspomnienia zarówno żydowskich, jak i polskich żołnierzy AK oraz powojenne akta procesowe dotyczące ocalałych z Zagłady, a także członków Polskiego Państwa Podziemnego. To ostatnie pojęcie uściślił do funkcjonujących w okupowanej Polsce organizacji podziemnych uznanych przez rząd Rzeczpospolitej Polskiej na uchodźstwie, które złożyły mu przysięgę na wierność. Pozostałe organizacje podziemne w kraju (komunistyczne i nacjonalistyczne) i niepodległe rządowi na uchodźstwie określał pojęciem – polskie podziemie.

   To początkowe skomplikowanie było dopiero początkiem złożoności problemu!

   Musiałam bardzo uważnie wczytywać się w treść, której zawartość z lat licealnych pamiętałam, jako totalnie zagmatwaną dla nastolatki pod względem politycznym. Okres historii Polski międzywojennej był dla mnie nie do ogarnięcia ze względu na wielość i różnorodność partii politycznych oraz ich złożonych i skrajnych wobec siebie programów w wielu kwestiach. Między innymi wobec Żydów oraz ich pozycji i roli w Polsce – od antysemickich po filosemickie. To w tym szerokim wachlarzu nastawień i uprzedzeń kryje się przyczyna obecnego sporu, w którym każdy z osobna racji nie ma, ale razem już tak. Tę pozorną sprzeczność bardzo dokładnie, rzeczowo, powoli, rok po roku, okres po okresie, wydarzenie po wydarzeniu przedstawił i przeanalizował autor.

   Zaczął od krótkiego rysu historycznego sytuacji politycznej polski przedwojennej, która miała wpływ na polaryzację poglądów i postaw ówczesnych Polaków wobec Żydów, a potem w konsekwencji w trakcie okupacji niemiecko-sowieckiej w latach 1939-1941 i niemieckiej w latach 1941-1945. To całościowe ukazanie tematu w okresie II wojny światowej z powoływaniem się na konkretne źródła historyczne, z licznymi przypisami i cytatami oraz obszerną bibliografią,  pozwoliło mi prześledzić dynamikę kilku zjawisk polityczno-społecznych (antysemityzm, Holokaust, żydokomuna, komunizm, zmienność ówczesnej polityki polskiej oraz państw europejskich, postawa świata wobec eksterminacji Żydów) ukształtowanych przez zmieniające się czynniki takie, jak niemiecka polityka eksterminacyjna, wkroczenie wojsk radzieckich i polityka prokomunistyczna, zmiany personalne w rządzie po tragicznej śmierci Władysława Sikorskiego, niesubordynacja dowódców oddziałów AK w terenie, powstanie żydowskie w getcie warszawskim, Powstanie Warszawskie, ale przede wszystkim czynnik ludzki. Bardzo dobrze tę złożoność w podejściu do  Żydów w AK ujęła jej członkini i Żydówka Franciszka Sawicka – Armia Krajowa była wielką organizacją na rozległym terenie i każda jej sekcja była inna. Nie można jednym zdaniem określić stanowiska AK do Żydów. Było ono zależne od przynależności politycznej jej członków, a szczególnie dowódców oddziałów. Stąd z jednej strony Żegota, Irena Sendlerowa i znane mi z Ucieczki z getta Haliny Zawadzkiej, Karola i Olga Słowik z AK, których zdjęcia wypatrzyłam w części ikonograficznej ilustrującej tekst.

A z drugiej strony Jedwabne, szmalcownictwo, kolaboracja z Niemcami w pogromach Żydów, mordy indywidualne i antyżydowska twarz AK – Władysława Liniarskiego, Komendanta Okręgu Białystok AK. Stąd oficjalne odezwy do Polaków nakazujące ochronę, pomoc Żydom oraz sankcje wobec odmiennych postaw formułowane przez rząd na uchodźstwie i jednocześnie odpowiedź prawicy mówiącej – Wielkim błędem byłoby przypuszczenie, że antysemityzm wśród Polaków należy do przeszłości. Gen antysemityzmu [w oryginale – Zen antysemityzmu] istnieje nadal wśród wszystkich warstw ludności, przybrał tylko inny charakter. Tę złożoność postaw polskiego społeczeństwa autor bardzo dobrze przedstawił, pozostawiając mojej ocenie fakty i wyciąganie wniosków. Pokrywa się ona z ujęciem politolożki Zofii Stempołowskiej – Ocena Armii Krajowej nie może być w żadnym razie jednoznaczna. AK jednocześnie nakazywała powstrzymywanie się od praktyk antysemickich i sama publikowała antysemickie teksty. W jej ramach funkcjonowała „Żegota” czyli organizacja, której misją było ratowanie Żydów, a z drugiej strony, niektóre oddziały mordowały Żydów. AK była odzwierciedleniem reszty kraju: tworzyli ją ludzie z różnych opcji politycznych, które nie zawsze dawało się pogodzić.

   I nadal nie dają się pogodzić!

   Mam wrażenie, że nadal różne opcje polityczne wykorzystują wybiórczo fakty historyczne do własnych celów, angażując w to ludzi nie bardzo zorientowanych w historii Polski i reagujących z braku rzetelnej wiedzy emocjonalnie. Dla własnego dobra, by nie zostać ofiarą ideologicznej manipulacji z obu stron „walki o dusze”, warto sięgnąć po tę rzetelną pozycję. Skorzystać z prawa dostępu do całej prawdy, jaką daje ta wyjątkowa publikacja i spojrzeć odważnie na naszą przeszłość. Nawet jeśli boli, nawet jeśli jest niewygodna, a nawet szokuje, że obok świętych mamy również zbrodniarzy. Jak w każdej rodzinie. Konfrontacja z tą prawdą jest swoistym egzaminem z dojrzałości z demokracji i możliwością odnalezienia siebie w tym sporze.

   Ta książka daje taką szansę każdemu, kto szuka CAŁEJ prawdy.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2018 roku.  

Polskie Państwo Podziemne i Żydzi w czasie II wojny światowej [Joshua D. Zimmerman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w lipcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1074 tytułów
Mój top czytanych w 2017
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi