Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 26 lipca 2015
Smak miodu – Salwa an-Nu’ajmi



Smak miodu – Salwa an-Nu’ajmi
Przełożył Marek M. Dziekan
Wydawnictwo W. A. B. , 2011 , 157 stron
Literatura syryjska


Lubię takie kryptotytuły!
A ten jest wybitnie niewinnie zaszyfrowany. Jego tajemnicę znaczenia odkryłam dopiero po tym zdaniu – Zawsze najpierw zanurzał swą dłoń między moimi udami i naznaczał ją moim miodem. Następnie oblizywał palce i całował mnie, wdzierając się głęboko w moje usta. Ten erotyczny, a momentami pornograficzny, wymiar opowieści ocierający się o poezję, nie służył tylko przyjemności odbioru. Opowieść głównej bohaterki i jednocześnie narratorki nie epatowała seksem uprawianym z wieloma mężczyznami, by spełnić tylko potrzebę estetyczną i rozrywkową.
Bohaterka miała w tym dobrze przemyślane powód i cel!
Opowieści, będące jej częścią życia seksualnego i historią cudzołóstwa (była mężatką) oraz rozpusty, były pretekstem i zarazem protestem wobec hipokryzji syryjskiego społeczeństwa. Niezgodą na kastrujące wychowanie seksualne, a właściwie jego brak, którego uważała się za ofiarę.
Pozbawiona ducha, stała się tylko ciałem.
To ono było jej inteligencją, świadomością i kulturą. Pozbawione uczuć wyższych, a przede wszystkim miłości, znało tylko pożądanie, przyjemność, rozkosz, orgazm, pragnienie, zaspokojenie i seks. To jedyny wymiar miłości jaki znała. Wszystko inne stało się dla niej tylko literaturą. Wymiarem metafizycznym, którego nie była w stanie ani poznać, ani poczuć.
Pieprzę, więc jestem! – stało się jej dewizą.
Swoją seksualną praktykę wzbogacała, podpierała i uzupełniała teorią, poszukując w starych księgach potwierdzenia dziedzictwa seksualnego swoich rodaków. Miała ułatwione zadanie. Jako pracownica uniwersyteckiej biblioteki bez problemu docierała do ukrytych arabskich, zakazanych i wyklętych ksiąg rozkoszy, odkrywając ogromne bogactwo sfery seksualnej życia przodków. Powołując się na fragmenty traktatów znanych w tradycji pisarzy i filozofów, a nawet samego proroka Mahometa, cytowała całe fascynujące ustępy dotyczące współżycia, pozycji, higieny, wzajemnego traktowania się partnerów, afrodyzjaków, zdrady, rozwodów, a nawet przepisów na powiększenie penisa. Jeden z nich przytoczę w całości, pozostawiając jego użycie odwadze zdesperowanym mężczyznom – Weź ciepłej wody i polewaj penisa aż zesztywnieje i stanie się czerwony. Potem weź kawałek cienkiego pergaminu, rozrób na nim gorącej smoły i owiń tym członek. Zrób to kolejno kilka razy, a twój instrument znacznie się powiększy. Podejrzewam trochę, że z powodu pewnej, jak w banku, opuchlizny. W każdym razie, bohaterka zapobiegliwie radzi mieć ewentualnie pod ręką numer do najbliższego szpitala. Jak widać, podchodziła do tematu również z humorem, ukazując hipokryzję społeczności muzułmańskiej i pragnąc jednego – wyciągnąć te teksty na światło dzienne z zakurzonych bibliotek i spod lady księgarenek w ślepych zaułkach arabskich miast i miasteczek. Trzeba się zacząć nimi chwalić, zamiast się ich wstydzić, aby świat poznał nas z całkiem innej strony. W ten sposób próbowała zostać kronikarzem hipokryzji muzułmańskiego społeczeństwa.
Zarówno dla bohaterki, jak i dla autorki, próba ta zakończyła się fiaskiem.
Bohaterka w powieści nadal pozostawała w ukryciu, a książka o niej została oficjalnie zakazana w większości krajów muzułmańskich – jak przeczytałam na okładce. Natomiast na świecie bije rekordy popularności. Moje wydanie jest drugim z kolei. Pierwsze, z inną, ale równie zmysłową okładką, ukazało się w Serii z Miotłą:

A potem pojawiła się druga powieść autorki, z podobnie erotyczną grafiką:

Nie dziwię się reakcji rodaków autorki, bo zawiera nie tylko śmiałe sceny erotyczne, ale promuje, wbrew normom społecznym, własny system wartości oparty na wyłącznie cielesnej przyjemności, który nie ma nic wspólnego z przyjętą moralnością świata zewnętrznego. Teksty mistrzów ars amandi traktuje wybiórczo, powołując się tylko na te opisujące seks i wyłącznie te, które pasują do wolności seksualnej bohaterki. A zdania typu – małżeństwo monogamiczne jest sprzeczne z naturą, że słowa takie jak „wierność” to wielkie kłamstwo i że pożądanie seksualne musi być swobodne – przemawiały tylko na niekorzyść lansowanej teorii. Nie przekonywały nawet mnie - kobietę wolną z wolnego kraju.
Każda ze stron miała swoje racje.
Jednak moją uwagę zwrócił jeden wątek, jak się okazuje, uniwersalny dla większości krajów, a który ma swoje odzwierciedlenie również w moim polskim społeczeństwie – wychowanie seksualne młodzieży. Mimo że żyjemy w demokratycznym państwie, niczym nie różnimy się w tym zakresie od syryjskiego.
I tu, i tam seks to tabu w rodzinie i w szkole.
Przytaczane pierwsze doświadczenia seksualne syryjskiej młodzieży w niczym nie różniły się od polskiej. Teoretyczną wiedzę w zdecydowanej większości czerpią z książek, filmów i opowieści kolegów i koleżanek, a seksuolodzy rwą sobie włosy z głowy z powodu braku świadomości i niewiedzy na temat własnego ciała i jego fizjologii. Głód miłości emocjonalnej zastępowany jest seksem. Identyczny problem wśród Niemców przed i po wojnie opisywała niemiecka autorka w publikacji Seks w III Rzeszy.
I jak wyjaśnić ten kuriozalny fenomen wspólnego problemu dla tak różnych kulturowo i wyznaniowo krajów?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Smak miodu [Salwa an-Nu’ajmi]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tutaj fragment do posłuchania.
sobota, 12 kwietnia 2014
Niebezpieczne związki kulinarne – Andreas Staikos



Niebezpieczne związki kulinarne – Andreas Staikos
Przełożyła Ewa T. Szyler
Wydawnictwo Greckie Klimaty , 2014 , 136 stron
Literatura grecka


Całuśna i smakowita ta opowieść!
A może najpierw smakowita, a potem całuśna? Trudno mi rozstrzygnąć ten dylemat, bo z jednej strony mnóstwo na niej i w niej ponętnych ust,

ale też i smakowitych potraw. Jednego tylko jestem pewna, że perwersyjna przyjemność czerpania przyjemności z seksu i jedzenia przez trójkę głównych bohaterów powieści sięgała zenitu, Księżyca, a może nawet Kosmosu. Przez żołądek do, tym razem kobiecego, serca próbowało dotrzeć dwóch mężczyzn – Damokles i Dimitris. Dwaj namiętni Grecy zakochani w Nanie, dla której wspinali się na wyżyny sztuki kulinarnej, by usłyszeć zmysłowy pomruk zadowolenia kochanki wkładającej do ponętnych ust kęsy owoców morza, doprowadzający ich do ekstazy emocjonalnej i ostatecznie seksualnej. Gra w trójkącie o względy ubóstwianej kochanki, dla której tworzyli wymyślne dania, z delikatnej przeistoczyła się powoli w bardzo niebezpieczną, w której bronią było jedzenie. Myśl jednego z nich - Wykończyć rywala trucizną w deserze? – w pełni oddawało zasadność tytułu. Tę przewrotną i podstępną walkę dobrze dokumentował spis treści:

Zniewoleni przez przebiegłą kochankę, sprytnie brylującą między ich sypialniami i kuchniami, dla której nie miłość, a tylko miłosna gra była źródłem szczęścia, nie potrafili jej zakończyć. Odejść z honorem i godnością, ratując resztki męskiej dumy.
I ja tę postawę bardzo dobrze rozumiem.
Autor połączył w tej powieści dwie największe przyjemności człowieka – seks i jedzenie. Zwalczyć w sobie łakomstwo jest sztuką godną podziwu, ale uwolnić się od seksu – niemożliwością. Chociaż już słyszę głosy protestu – że można żyć bez seksu, ale bez jedzenia nie. No właśnie taka przewrotna w treści jest ta historia o nas samych. Autor nie pozwala litościwie współczuć bohaterom. Obsadził ich w roli komediowej, w której mąż śmie mieć większe prawa niż kochanek! Wyposażając ją w ironię, absurd i kpinę wytyka ludzkie słabości. Nasze miotanie się po klatce zbudowanej z emocji, przyjemności i pożądania w poszukiwaniu z niej wyjścia, które tak naprawdę okazuje się dla większości uchem igielnym dla wielbłąda, by w ostateczności skapitulować, sycąc się jedną myślą o szczęściu niewolnika, który za żadne skarby świata nie zrzuciłby słodkiego jarzma.
Nie dałam się jednak zwieść rozerotyzowanej atmosferze tej powieści.
Zaklasyfikowanie jej wyłącznie do powieści erotycznej byłoby ogromnym nieporozumieniem i półprawdą. Już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że mam przed sobą również poradnik wyrafinowanego komponowania smaków i zapachów w sporządzaniu wysublimowanych potraw, którego poszczególne przygody miłosne, zamknięte w kolejnych rozdziałach, kończyły się przepisami na potrawy konsumowane przez bohaterów. Powiem krótko – kuchnia grecka! Ale tutaj zdradzę tylko jeden, najprostszy, który chcę mieć pod ręką:

Tym samym wiedziałam też, że na pewno złamię zasadę nieczytania podczas posiłków. Nauczona doświadczeniem wyniesionym z powieści Marshy Mehran Zupa z granatów o podobnej atmosferze kulinarnej, kiedy podczas czytania uprawiałam jogging do lodówki i z powrotem, tym razem przezornie przygotowałam sobie michę tego, co w niej znalazłam (stąd rukola, ogórek i truskawki w jednym) i ucztowałam razem z bohaterami.

Syta wrażeń, dosłownie i w przenośni, nie zgodziłam się jednak na zakończenie tej miłosno-kulinarnej historii. Autor pozwolił bohaterom swoją niekończącą się miłość do Nany i apetyt na jej ciało, przekuć na wiersze, poematy i powieści na jej cześć i ku jej pamięci.
Nudny (a nawet przejedzony, używając kulinarnego języka powieści) banał!
A tak pięknie mogłoby być, gdyby swoje emocje przełożyli na nowe kompozycje smaków i zapachów w daniach nazwanych imieniem idealizowanej wybranki. Przybyłoby w książce kilka przepisów z greckiej kuchni więcej ku radości czytelników, a i wymiar uniwersalny tej opowieści mogłabym zakończyć piękną i przewrotną myślą – seks i jedzenie to znaczące, choć niedoceniane, czynniki wpływające na rozwój ludzkości. A tak pozostaje mi przytoczyć banalne powiedzenie – bądź mądry i pisz wiersze.
Kucharze światowej klasy zamienili się w domorosłych wierszokletów.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
sobota, 05 kwietnia 2014
Candy – Terry Southern , Mason Hoffenberg



Candy – Terry Southern , Mason Hoffenberg
Przełożył i posłowiem opatrzył Maciej Świerkocki
Wydawnictwo Officyna , 2014 , 173 strony
Seria Twarze Kontrkultury
Literatura amerykańska


Redaktorzy serii Twarze Kontrkultury dbają, bym podczas czytania kolejnej jej pozycji nie popadła w schematy i linearne myślenie. Tym razem zaskoczyli mnie przesłaniem krytycznym (w odróżnieniu od poprzednich pozycji) ukrytym w tej powieści.
Ale zanim zorientowałam się, w którym obozie poglądów na temat kontrkultury znalazłam się, przeżyłam erotyczno-intelektualną przygodę przyswajania, analizowania, a potem syntetyzowania wniosków. Dwa pierwsze etapy były dla mnie wchodzeniem w rzeczywistość początkowo mocno irytującą, a potem gorzko-zabawną. Moją przewodniczką była tytułowa Candy. Jak samo imię sugeruje (i bardzo słusznie!) – przesłodkie dziewczę. Uosobienie seksualnych marzeń większej części płci męskiej. Długowłosa blondynka o dużych, niebieskich oczach (również w tym perwersyjno-przewrotnym znaczeniu, przy którym mężczyźni wymownie przed sobą kształtują powietrze), o idealnej figurze, w której wszystko było kochaniutkie (albo słitaśne, używając współczesnego kolokwializmu) – od uroczego paluszka u nogi poprzez kształtne kolanka z dołeczkami na ślicznym lewym uszku skończywszy. Obiekt westchnień, po którym ręce przesuwałyby się pieszczotliwie po cudownym łuku ciała dziewczyny, po jej bokach i wewnętrznej stronie ud, by wreszcie połączyć się w złocistym puchu, pod którym wyśmienita muszelka zaczynała już wypełniać się słodyczą.
Któryż z mężczyzn by nie skorzystał?
Zwłaszcza że ten ideał kobiecości dopełniało litościwe serce siostry miłosierdzia, niosącej pomoc w zaspokajaniu ich „nabrzmiałych i pulsujących” potrzeb. Candy nie potrafiła odmówić żadnemu, tłumacząc swoje postępowanie tym, iż całkowite oddanie się drugiemu człowiekowi nie jest po prostu obowiązkiem, narzucanym nam przez anachroniczne przesądy, lecz pięknym i wzruszającym przywilejem. W powodzi „bolesnych potrzeb” płci brzydkiej nie mogła, a nawet nie potrafiła być samolubna, więc rozdzielała swoje ponętne wdzięki pomiędzy potrzebującymi. A potrzebowali prawie wszyscy (poza zwolennikami masturbacji) z jej otoczenia – profesor, wujek, garbus, ogrodnik, ginekolog, doręczyciel telegramów, guru duchowy czy ledwo poznani znajomi/nieznajomi. Swoje „nabrzmiałe” potrzeby ubierali w alternatywne słowa, w których erekcja, orgazm i ejakulacja były aktem woli pobudzającym skomplikowany proces tworzenia i wydzielania płynu ustrojowego, a seks heteroseksualny to źródło wszystkich neuroz, nikczemne złudzenie, które wprowadza jaźń w błąd. Najlepszy jako pomoc i dodatek do masturbacji.
I tutaj włączył mi się system krytycznego myślenia i opinia o bohaterce kołacząca mi się po umyśle – oj naiwna, tyś naiwna!
Za dużo było dla mnie tej naiwności, przewrotnego myślenia, szarlatanów wykorzystujących seksualnie Candy, rozbieżności między słowami a ich postawami i obłudy. Ale nie tej wyposażonej w beznadziejnie głupie, absolutnie tandetne, mieszczańskie i materialistyczne przesądy, ale tej wyposażonej w „postępowe” myśli i idee kontrujące zastaną rzeczywistość. Zaczęłam się zastanawiać, kto i w czym jest tak naprawdę obłudny? A kiedy doszłam do wniosku, że nie tylko stare zasady i normy społeczne, ale i te nowe, ubrane w inne słowa, często mistycyzmu, którymi szafowali kochankowie Candy. Tak zwani postępowi z duchem czasu i nowymi nurtami ideologicznymi, reprezentujący poszczególne środowiska społeczne od uczonych poprzez mistyków na zwykłych ludziach skończywszy. Szarlatani wykorzystujący dobre intencje i czystość myśli Candy.
Wtedy zrozumiałam, jaką wyjątkową pozycję mam przed sobą.
Jeśli wziąć pod uwagę konteksty dopiero pojawiającej się kontrkultury w początkowych latach sześćdziesiątych (mam tutaj na myśli okres pojęciowy a nie czasowy), kiedy ukazała się powieść i nie funkcjonowało jeszcze pojecie „kontrkultura”, to można nazwać tę pozycję proroctwem jej rozwoju w formie pastiszu rzeczywistości. Krytyką nie tylko kontrkultury, ale i szerszą krytyką społeczną, którą autor posłowia Maciej Świerkocki nazywa jeszcze celniej - satyrą społeczną. Znalazł się ktoś, a dokładniej dwóch pisarzy, którzy wprawdzie napisali książkę dla pieniędzy (według Masona Hoffenberga), ale za to szczerą do bólu. Wykorzystali do tego skuteczny nośnik informacji, jakim jest powieść pornograficzna. Natomiast, aby uzyskać efekt komediowy wyposażyli ją we wszystkie środki literackie budujące satyrę – absurd, wyolbrzymienie, karykatura, kontrast, paradoks, przerysowanie czy metafora. Zarówno nowych idei, ich zwolenników, jak i przeciwników. I znowu powtórzę to, co napisałam o poprzedniej pozycji z tej serii - Wspomnieniach bitniczki. Tę powieść można odebrać jako powieść pornograficzną, ale również odczytać zakodowane w niej przesłanie zarówno w kontekście czasów, kiedy ją po raz pierwszy opublikowano w 1958 roku, jak i w kontekście czasów mi współczesnych. Ta ponadczasowość jest jej największą zaletą dla przeciętnego, współczesnego odbiorcy, ale i również dla odbiorcy w kolejnych pokoleniach ludzkości. Dla wszystkich, którzy nie chcą tak, jak Candy, przejrzeć na oczy dopiero wtedy, gdy poczują penis własnego ojca w sobie. Nie dałam się zwieść tej komedii. Mimo zaliczenia jej do klasyki literatury zupełnie poważnie i nadal aktualnie przemawia do czytelnika – włącz krytyczne myślenie, nie daj się zwieść współczesnym tobie oszustom wykorzystującym twoją dobrą wolę i szczere intencje, pomyśl zanim przyjmiesz podsuwaną tobie myśl, nurt, modę za swoją.
Nie bądź Candy! – mówili autorzy sobie współczesnym. Bądź asertywnym! – prawdopodobnie tego ostatniego zwrotu użyliby, gdyby żyli w moich czasach.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Obsada kultowego dziś psychodelicznego filmu Candy Christina Marquanda z 1968 roku (...), mogłaby zaimponować każdemu reżyserowi: Marlon Brando, James Coburn, John Huston, Charles Aznavour, Ringo Star - zauważył autor posłowia.
sobota, 30 listopada 2013
Wspomnienia bitniczki – Diane di Prima



Wspomnienia bitniczki – Diane di Prima
Przełożył Jędrzej Polak
Wydawnictwo Officyna , 2013 , 157 stron
Seria Twarze Kontrkultury
Literatura amerykańska


Druga publikacja w serii Twarze Kontrkultury wprawiła mnie w lekkie zakłopotanie i niemały dylemat. Swoje wrażenia polekturowe zawsze przepuszczam przez moje emocje, doświadczenia i wiedzę. A jak mam podzielić się nimi na temat powieści pornograficznej publicznie, skoro sama na temat seksu rozmawiam tylko z partnerem współtworzącym i dzielącym go ze mną? A tutaj 90% fabuły składało się ze scen erotycznych i pornograficznych z udziałem kobiety, a właściwie nastolatki (od utraty dziewictwa w wieku 17 lat do poczęcia dziecka) bardzo aktywnej seksualnie, dla której noce, kiedy nic się nie wydarzyło lub nikt się nie nadarzał, były stosunkowo rzadkie. Od siebie dodam, że dni również. Jedna przygoda się kończyła, by bez zbędnej, nomen omen, gry wstępnej przejść do drugiej, tworząc seksualny łańcuch nadarzających się okazji, z których absolutnie nie można było zrezygnować, bo przecież podniecenie przychodziło tak szybko i łatwo. Niekoniecznie z tym samym partnerem lub partnerką.
W różnych konfiguracjach.
Heteroseksualnych, homoseksualnych czy biseksualnych. Grupowych, kilkuosobowych czy kameralnych w duecie. Z dorosłymi lub niepełnoletnimi. Dozwolonych przez normy społeczne albo zakazanych, bo kazirodczych. Czynnych, z pełnym, bardzo dynamicznym udziałem autorki lub biernych, w roli podglądającej. W pomieszczeniach i w plenerze. W nastroju metafizycznym albo realistycznym, jeśli nie naturalistycznym. W ujęciu ogólnym, panoramicznym lub w ogromnym zbliżeniu, z włączonym zoomem udostępniającym szczegóły i detale głębi odbytu, pochwy aż do szyjki macicy czy migdałków w jamie ustnej. Opisy były tak wiarygodne, że w pewnym momencie przyłapałam się na delikatnym i ostrożnym rozchylaniu kartek, by nie ubrudzić palców spermą, śluzem kobiecym i śliną, których ilość kapiąca, tryskająca, cieknąca, rozmazująca i wydzielająca się wprowadzała uczucie lepkości stron. Podejrzewam, że gdybym ujęła w dwa palce górny róg grzbietu tej książki, nie byłabym zdziwiona, przyjmując to za stan naturalny, kapiącymi z niej płynami fizjologicznymi wszystkich bohaterów. Ale największym zaskoczeniem wprawiającym mnie w konsternację był kiwający na mnie palec autorki, mówiący – podzieliłam się z tobą rodzajami pocałunków i intymną myślą, że nikt nie całuje się tak samo, podobnie jak tak samo się nie pieprzy (to próbka stylu przekazu narratorki, który jednak nie raził wulgaryzmami), więc teraz twoja kolej, kochana i proszę:

Osłupiałam na moment, bo skoro to był początek, zaledwie czwarta strona pierwszego rozdziału tej nieskrępowanej orgii, czy jak nazwała ją autorka,„gry cool”, to co będzie dalej!?
Jak widać miejsce pozostawiłam puste z dwóch powodów. O pierwszym napisałam na początku, a drugim był pomysł podarowania tej książki mojemu znajomemu. Typowemu mężczyźnie, który o seksie myśli co 5 minut i nieskrępowanie, w rozbrajający sposób, komunikuje o tym dookoła, z permanentnym nawiązaniem do niego, komentując z dwuznacznym podtekstem każdy, nawet najbardziej niewinny temat. Książka w tym sensie idealnie pasuje do tego typu odbiorcy. I tak też można ją odebrać, nie wnikając w podteksty, przesłania i nie zawracając sobie głowy jej tłem kulturowym czyli pozostałymi 10% treści czyli dokładnie jako powieść pornograficzną (dla mnie) czy powieść konfesyjną (w sensie metaforycznej spowiedzi intymnej) lub erotyczną, jak proponuje również autor posłowia – Jerzy Jarniewicz. Wybór zależy od standardów czytelnika. Można też ją odebrać jako przewodnik o charakterze poradnikowym dla tych, którzy świat seksu dopiero odkrywają (świetny instruktaż pocałunku, i nie tylko, w wielu wydaniach) lub chcą go urozmaicić, wzbogacić czy uatrakcyjnić. Ale wszystko w ramach seksu standardowego w powszechnym rozumieniu. Bez odchyleń w preferencjach seksualnych.
Autorka jest w tym bardzo dobra! Nie bez powodu dostawała zlecenia na pisanie scen erotycznych do powieści, bo nie każdy pisarz to potrafi.
Ale mnie zaciekawiło te pozostałe 10% fabuły, które żeby w niej dostrzec w pełni, trzeba by tak naprawdę przeczytać powieść dwa, jeśli nie więcej, razy. A to z powodu bardzo absorbującej warstwy seksualnej, która nie daje się skupić na procentowej mniejszości, a to właśnie ona decyduje ostatecznie o wyjątkowej i unikalnej wartości tej pozycji. Już choćby dlatego, że napisała ją kobieta-bitniczka (pamiętajmy, że są to czasy, w których mężczyźni twierdzili, że kobiety nie są w stanie napisać powieści erotycznej), ukazująca swoją subkulturę przez sfeminizowany pryzmat. Radykalnie wyemancypowana, walcząca z zastanym ładem społecznym i dominującą w nim rolą mężczyzny. Również wewnątrz ruchu bitnikowskiego. Silnie zmaskulinizowanym – jak pisze Jerzy Jarniewicz – wypełniony alkoholem, papierosami i narkotykami, podszyty nie tyle seksem, ile seksizmem. Stąd pozwala sobie dalej na przytoczenie za innymi określenia autorki - „arcybitniczka”. Okrzyknięta przez jej współczesnych równą Allenowi Ginsbergowi czy Jackowi Kerouacowi, nie tylko w łóżku (jest i taka scena z tymi realnie istniejącymi bohaterami – ciekawostka dla ich fanów), ale i na płaszczyźnie literackiej. Autorka jest znaną, uznaną i docenioną poetką w USA, chociaż akurat ta powieść (napisana dla pieniędzy, ale o tym cicho i ani mru-mru tym czytającym ją jako powieść pornograficzną) była cenzurowana. U nas do tej pory nieobecna, pojawiła się dopiero teraz i jest to jedyna pozycja z jej twórczości na polskim rynku wydawniczym, nie licząc pojedynczych wierszy ujętych w antologii zbuntowanych poetów amerykańskich. Kobieta, która rozumiała, że stawką w jej życiu jest ona sama, a walkę o swoją wolność i tożsamość wyrażała również w sferze seksualnej, odrzucając zastane normy i będąc przekonaną z autopsji, że bycie kobietą dla wielu mężczyzn jednocześnie jest zazwyczaj dobre, podobnie jak bycie jedną z wielu kobiet dla wielu mężczyzn, co sprawia, że środowisko nieustannie się zmienia i jest niejednoznaczne. Dla niej nabiera wielowymiarowości, czego nie daje małżeństwo, które neguje zdaniem – To, co nie jest dobre, co jest klaustrofobiczne i śmiercionośne, to regularny związek jeden na jeden. W dążeniu do totalnej wolności odrzucała nawet antykoncepcję pisząc wprost, kolokwialnie i nieskrępowanie, a co lepiej pokażę, bo przez klawiaturę nie chce mi przejść:

A najciekawsze z tego wszystkiego jest to, że może właśnie tylko te 10% jest prawdą z tej fabuły. Wspomnieniami autentycznymi z tylko ( a nie przede wszystkim) hiperseksualną nadbudową, co szczerze ujawnia po wielu latach w posłowiu O pisaniu wspomnień, a co potwierdza Jerzy Jarniewicz przytaczając jej wyznanie – wszystko jest w tej powieści prawdziwe, tylko seks wymyślony. Nie ufałabym jednak autorce do końca.
Prawda, jak zwykle w takich przypadkach, wypada gdzieś pośrodku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tutaj garść podstawowych informacji o autorce u nas znanej tylko znawcom tematu lub czytającym jej poezję i prozę w oryginale.
piątek, 31 maja 2013
Ciemniejsza strona Greya – E. L. James



Ciemniejsza strona Greya – E. L. James
Przełożyła Monika Wiśniewska
Wydawnictwo Sonia Draga , 2012 , 626 stron
Trylogia Pięćdziesiąt Odcieni , tom 2
Literatura angielska


Ogromne pokłady heroizmu czytelniczego wywołuje we mnie ta trylogia. Przynajmniej od drugiego tomu. Raz, bo w ogóle ją czytam pod oficjalny prąd czytelniczy. Nieoficjalnie z nurtem i to rwącym. Dwa, bo dostrzegłszy w pierwszej części wartości wychowawcze w edukacji seksualnej dziewczyn i młodych kobiet, nie przypuszczałam, że część druga mnie zmęczy monotonią. Trzy, bo zakończenie części pierwszej nawet mnie wzruszyło, a do łez było tyci i ciut, a menisk wypukły przelałby się jak nic. Cztery, bo moja zaprzyjaźniona studentka zaszantażowała mnie – albo ona, albo Grey! Wszystkie powyższe czynniki zewnętrzne. Piąty dołożyłam sobie sama, pakując się między parę bohaterów na piąte koło u wozu albo dziurę w moście. Czasami miałam wrażenie, że im troszkę przeszkadzam. A wszystko przez seks waniliowy uprawiany przez Christiana i Anę na powitanie po rozstaniu, który trwał i trwał, i trwał, przybierając stan permanentny przez większość powieści, a którego końca nie było widać. Ciekawiej zrobiło się pod koniec, kiedy szał ciał minął (ale tylko lekko) i przyszła im ochota urozmaicić doznania. A dokładniej Ana zrobiła tak duże postępy w rozwoju seksualnym, w którym poznała swoje ciało, granice bezwzględne, granice względne, swoją tolerancję, cierpliwość, współczucie i zdolność do kochania, że słodki seks waniliowy już jej się przejadł tak samo, jak mi i zapragnęła czegoś z mrocznej strony sadyzmu seksualnego. I chyba o tej końcówce książki (nie wiem jeszcze, co jest w części trzeciej) pisali z entuzjazmem zagraniczni czytelnicy, wypróbowujący podsuwane pomysły z zabawkami erotycznymi do nowych doznań. Ale do tego momentu musiałam cierpliwie wysłuchiwać zakochanej Any trajkoczącej o pożyciu seksualnym z idealnym kochankiem (była tego pewna, chociaż nie miała żadnego porównania!) na miarę bohatera romantycznego – silny, tajemniczy samotnik – jest także kruchy, wyobcowany i pełen nienawiści do siebie samego. Na mój gust taki, od którego już należałoby uciekać, bo nie ma nic gorszego, jak pokręceni romantycy! Wiem, co mówię, bo do nich należę. Na dodatek widziała w nim jeszcze widok biblijny, jak z barokowego obrazu przedstawiającego scenę ze Starego Testamentu. I pomyśleć, jakie skojarzenia może wywołać jego nagość i ręcznik na głowie u niej! Ale to nie koniec! W swoich daleko posuniętych skojarzeniach biblijnych, zwykłe słuchanie sprzedawcy czyniło go zelotą, dla którego bezpieczeństwo Any było religią! Moja mina w tym momencie zapewne była bezcenna, bo poczułam się taka uboga w skojarzenia.
Dziewczyna była ewidentnie zakochana!
A ja robiłam za jej krytyczną podświadomość, bo o ile jej libido panoszyło się w najlepsze, to zdrowy rozsądek poszedł spać. To dlatego byłam bardzo wyrozumiała dla jej stanu. Rozumiałam, że Ana „oślepła” po powrocie do swojego mężczyzny, którego kochała - według jej wersji. Przeżywała stan oczarowania - według mnie. Różnica, ujmując ją metaforycznie, polegała mniej więcej na tym, że ja widziałam brązową gałązkę, a Ana, skrzący się świetlnymi refleksami, szron pokrywający tę gałązkę. Czekałam tylko, kiedy lód się stopi i obnaży prawdziwy widok, ale na to, niestety, nie zanosiło się, bo podświadomość, która tak intensywnie polemizowała z libido w części pierwszej, tutaj pojawiała się sporadycznie, ostrzegając – W końcu znudzi mu się to całe waniliowe badziewie... będziesz musiała pójść na kompromis. Ale i te sporadyczne działania z góry były skazane na niepowodzenie jej pacyfikującą odpowiedzią – W nosie mam problemy. I co takiej można zrobić? Nic! Do tego jeszcze doszło przekonanie, że jest osobą, dla której Christian wyjdzie z mroku, demony traumy z dzieciństwa go porzucą, a on sam przejdzie na jasną stronę życia. Nawet w tym celu oboje konsultowali się z psychoterapeutą. To nic, że Christian cierpiał na haptofobię, parasomnię, sadyzm seksualny, obsesję na punkcie sprawowania kontroli, zaborczość, zazdrość, nadopiekuńczość, przyznając – Malutka, przerobiłem dosłownie wszystko. Kognitywność, Freuda, funkcjonalizm, Gestalt, behawioryzm... Wymień jakąś nazwę, a na pewno tego próbowałem...
To wszystko NIC!
Patrzyłam na ten stan sceptycznie, nawet wtedy, gdy wątki sensacyjno-kryminalne sprawiły, że wersja Any miała szansę spełnienia się. Bardziej wierzyłam Christianowi, który mówił wprost – Jestem jak leczący się alkoholik, okej?
Tym ironicznym opisem, trochę jestem nielojalna wobec Any, która mi zaufała i opowiedziała dokładnie o swoich przeżyciach, no ale ileż można słuchać w kółko to samo, o tym samym i na ten sam temat? I chyba tak właśnie reagują osoby stojące z boku osoby zakochanej. A jeśli tak, to znaczy, że autorce udało się dokładnie odtworzyć ten stan w tej powieści. Bo dokładnie tak wygląda zauroczenie i związane z nim wahania emocjonalne i dokładnie tak można się irytować, jako odbiorca w roli przyjaciółki lub osoby niezaangażowanej. Podtrzymała też przekonanie, że życie seksualne i jego granice zależą od zaangażowanych w niego kochanków, burząc dotychczasowe wyobrażenia i uprzedzenia na temat sadyzmu seksualnego.
A mnie przybył kolejny gadżet (po zapinkach) greyomanii w postaci zakładki do książki:

Najciekawszy jest tekst na samym jej dole.

Z tymi bibliotekami to nie lekka przesada? Muszę zapytać o to panie bibliotekarki w moich trzech wypożyczalniach.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Ciemniejsza strona Greya [E L james]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


A to muzyka i niezapomniana Eva Cassidy, przy której para spędzała wspólnie czas. Myślę, że każdy ma lub będzie miał takie wspólne utwory o szczególnym znaczeniu emocjonalnym i które nawet po kilkudziesięciu latach będą przywoływały wyjątkowe, intymne wspomnienia.
sobota, 13 kwietnia 2013
Pięćdziesiąt twarzy Greya – E. L. James



Pięćdziesiąt twarzy Greya – E. L. James
Przełożyła Monika Wiśniewska
Wydawnictwo Sonia Draga , 2012 , 606 stron
Trylogia Pięćdziesiąt Odcieni , tom 1
Literatura angielska


Dawno nie doświadczyłam takiej huśtawki nastawienia między czytać a nie czytać tę pozycję. Jeśli w ogóle kiedyś taki dylemat przeżywałam! Droga do sięgnięcia po nią była długa, wyboista i z przygodami. Najpierw wypatrzyłam ją w zapowiedziach na internetowej stronie wydawnictwa na długo przed polską premierą. Zaintrygowała mnie na tyle, że nawet umieściłam ją w bocznej szpalcie mojego blogu, jako wartą zauważenia. Zwłaszcza że od ostatniej czytanej powieści erotycznej, W jego dłoniach Marthe Blau, minęło około ośmiu lat.
Chciałam ją więc przeczytać!
Potem poznałam w jakimś czasopiśmie bardzo pozytywne wypowiedzi czytelników zagranicznych określających ją, jako inspirującą do zabaw erotycznych.
Chciałam ją koniecznie przeczytać!
Potem pojawiły się komentarze polskich czytelników w postaci gromów, że be, że prymitywnym językiem pisana, że nic nowego, ciekawego i w szczególe, i w ogóle.
Zwątpiłam trochę, ale na zasadzie przekory, nadal chciałam przeczytać.
Skusiłam się nawet na zakup książki, ale tylko dlatego, że była w promocji i, co najważniejsze, z zapinkami. O, zapinki chciałam mieć koniecznie! Już widziałam siebie ze znaczkiem w klapie promującą czytelnictwo jakimś prowokującym hasłem. Z moich wyobrażeń pozostała na zapinkach tylko prowokacja. O, taka:

Aż tak prowokować i to w tę stronę, nie chciałam, a i zapoznać się z jej treścią chciałam już też troszeczkę mniej, więc książka powędrowała na półkę oczekujących na kiedyś tam. Moje chęci wygasły zupełnie, kiedy nawiedziła mnie zaprzyjaźniona studentka, która wypatrzyła ją wśród innych świeżo nabytych tytułów. Zrobiła wielkie oczy i zapytała – I tutaj Grey też i TY będziesz TO czytać? Bała się, że drugi tom wyskoczy z kolejnej półki, bo w wielkim świecie greyomania zaczęła ją lekko przytłaczać. W tramwaju wersja papierowa w rękach pasażera, na uczelni elektroniczna w rękach koleżanki, a na ulicach i w metrze szaro od greyowskich plakatów i bilbordów. Nie spodziewała się zastać go również i u mnie. A tu GREY się szarzy na MOJEJ półce! Przy okazji nasłuchałam się znowu, jaka to ona be i w ogóle nie do czytania.
I to był ostatni gwóźdź do trumny z napisem CHCĘ JĄ PRZECZYTAĆ!
Aż któregoś dnia, moja niezawodna młodzież zaprzyjaźniona, zapytała mnie nieśmiało, czy mam pierwszy tom Greya. Z ociąganiem, niepewnością i z ogromnymi wyrzutami sumienia, z przykazaniem - tylko nie mów mamie i tacie od kogo ją masz - pożyczyłam. W zamian dostałam tom drugi, bez proszenia, a przecież jeszcze pierwszego nie czytałam. Mój w czytaniu, więc szybciutko młodzież skombinowała mi tom pierwszy.
I jak nie czytać, skoro był mus i siła wyższa, i wypieki na twarzy, że koniecznie trzeba? I tak, ostatecznie, ja czytałam pierwszy tom pożyczony, drugi już na mnie czekał, mój tom pierwszy był w czytaniu (i nadal jest!) od kilku miesięcy, a trzeci tom młodzież już kombinuje. Czyta więc całe podwórko i kilka kwartałów sąsiednich, łącznie z ciociami i matkami, i ze mną na końcu kolejki A jakbym dobrze podpytała, to i babcia jakaś znalazłaby się.
I tak mniej więcej wygląda sytuacja tej książki w kontekście społecznym – dużo osób wybrzydza, a jeszcze więcej czyta. Moja zaprzyjaźniona młodzież wręcz namiętnie i z uwielbieniem. Wypisz, wymaluj – zjawisko bardzo podobne do trylogii Zmierzch Stephanie Meyer. Nawet ktoś mi powiedział, że autorka inspirowała się wampirzą historią, a źródło tej wiadomości znalazłam w Wikipedii. Nie wiem, czy informacja ta jest prawdziwa, a i daleka byłabym od takich personalnych przypisywań. Wiem jedno. Autorka wykorzystała stary jak świat i bardzo eksploatowany schemat w opowieściach romantycznych, dychotomii przyciągania się i jednoczesnego odpychania w relacjach między kobietą a mężczyzną.
On, Christian, bogaty, zajmujący wysokie stanowisko (czyli wyposażony w najsilniejsze afrodyzjaki – pieniądze i władzę), młody, przystojny, doświadczony erotycznie, z zagadkową przeszłością, skrzywdzony, zimny emocjonalnie i uzależniony od perwersji seksualnej, a przez to tajemniczy, pociągający i będący bardzo dobrym materiałem do „naprawy” i zaopiekowania się dla każdej kobiety o instynkcie siostry miłosierdzia.
Ona, Anastasia, bardzo młoda, studentka, dziewica, niedoświadczona erotycznie, ale otwarta na nowe doznania seksualne, nigdy nienależąca do innego mężczyzny, a przez to pociągająca niewinnością w swojej niewiedzy i czystości psychicznej oraz cielesnej, z lekkim niedowartościowaniem widocznym w jej rozumowaniu – Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że to najprzystojniejszy mężczyzna na Ziemi, zbyt piękny dla tych malutkich ludzi w dole, zbyt piękny dla mnie.
On otrzymał czystą kartę do zapisania, wręcz wychowania sobie kobiety do zaspokajania swoich upodobań erotycznych z nachyleniem sadomasochistycznym.
Ona marzycielka wychowana na powieściach romantycznych Jane Austen, skuszona tajemniczą otoczką niedostępności emocjonalnej mężczyzny, wierząca w powodzenie rozbudzenia w nim uczucia do siebie i ocalenia od koszmarów z przeszłości.
On i ona spotkali się na gruncie seksu, w przestrzeni tylko fizjologicznego zaspokojenia potrzeby bez udziału uczuć, opartego na negocjacjach, zakończonych w przyszłości podpisaniem kontraktu mającego zagwarantować osiągniecie jednego celu – dostarczanie sobie wzajemnej przyjemność. Ich znajomość zaczęła się nietypowo, odmiennie niż w klasycznym romansie, bo od końca naturalnego, psychologicznego procesu zakochiwania się czyli od seksu. To schemat typowego układu, który można uogólnić i uprościć do tego zdania – on jest uzależniony, ale ja go kocham i wyleczę z nałogu, a on chętnie korzysta, nic nie obiecując.
I byłaby to prosta historyjka, kolejny romans jakich wiele, gdyby nie świat erotyki wybiegający poza seks waniliowy, jak pięknie nazwał go Christian. To dlatego tę książkę czytają przede wszystkim nastolatki (nie znam przypadku chłopaka) i młode kobiety, a więc dziewice i dziewczyny rozpoczynające życie seksualne lub stojące na początku tej drogi, znajdując w niej to, czego nie dowiedzą się lub nie dowiedziały w szkole, w domu, od koleżanek (przyjaciółki wszystkiego nie powiedzą, a czasami ubarwią lub skłamią), a tym bardziej, w tak emocjonalny sposób, z książek popularnonaukowych. Mogą identyfikować się z niedoświadczoną bohaterką, jej dylematami emocjonalnymi, podążać śladami pierwszego razu, a potem odkrywać wraz z Anastasią nieznany świat erotyki, poznając towarzyszące temu skrajne emocje. Christian swoją postawą i postępowaniem mówi wprost – zasługujesz na przyjemność! Nie bój się badać granic swoich możliwości doznań seksualnych. Eksploruj odważnie teren, który ma tobie tyle wspaniałego do zaoferowania. Eksperymentuj, by czerpać z niego jak najwięcej przyjemności. Odkrywaj siebie i szanuj partnera – niech uprawianie seksu będzie konsensualne. Specjalnie użyłam wyrażenia „uprawiać seks”, ponieważ w kontaktach intymnych między bohaterami powieści początkowo nie ma miłości. Tyle że psychika ludzka jest nieodgadniona, co wykorzystuje sprytnie autorka, proponując romans nietypowy, od końca – od seksu do miłości. Bohaterowie wbrew sobie lub ku swojemu zaskoczeniu, zakochują się, komplikując fabułę powieści i jej przekaz czytelniczy. Powieść z prostego romansu erotycznego zaczęła z czasem zamieniać się w historię psychologiczną związku dwojga ludzi. Mężczyzny, który zaczyna budzić się emocjonalnie i kobiety, która zaczyna myśleć racjonalnie – To nie bohater, lecz człowiek z poważnymi emocjonalnymi ułomnościami, który pociąga mnie za sobą w ciemność. W powieści pojawiają się uczucia, których nie było na jej początku.
Ba, ja nawet wzruszyłam się zakończeniem!
To bardzo dobra powieść erotyczna (ewentualnie pornograficzna, ale w wydaniu soft) dla młodych kobiet, które mają potrzebę identyfikowania się z bohaterką podobną do nich w sferze intymnej z całym spektrum wiedzy, niewiedzy, potrzeb, emocji i wahań (sprytny zabieg wprowadzenia dialogu wewnętrznego bohaterki między libido a rozumem), opowiedziana w piękny, romantyczny, bezpruderyjny sposób z dawką racjonalnego myślenia i praktycznych umiejętności (łącznie z antykoncepcją i profilaktyką prozdrowotną) tak, jak powinno się mówić o inicjacji seksualnej młodym ludziom. Powieść edukująca i kompensująca braki wychowania seksualnego, uzupełniająca wiedzę posiadaną, odkrywająca przede wszystkim piękno i rolę seksu w życiu człowieka, popychająca do przodu w jego odkrywaniu, pokazująca całe spektrum jego nieuchwytnych, tajemniczych, niejednoznacznych odcieni szarości, a przede wszystkim burząca uprzedzenia i stereotypy na jego temat – ból nie zawsze jest tylko bólem. Na dodatek gwarantująca kameralność intymnego jej odbioru – tylko ja i książka bez konieczności patrzenia drugiej osobie w oczy.
Mogłabym zarzucić tej historii lekki idealizm (bezbolesna defloracja, bezproblemowe orgazmy i to wielokrotnie powtarzane tuż po pierwszym razie, idealny kochanek, ekstaza do utraty świadomości), ale w polskiej rzeczywistości, w której o seksie mówi się nadal, jak o owocu zakazanym albo w ogóle się nie mówi, a jeśli już to najczęściej w sposób wulgarny lub medyczny (nie dopracowaliśmy się w sferze seksualnej pośredniej nomenklatury, jak na przykład Japończycy), a w szkole nadal nie ma wychowania seksualnego (przygotowanie do życia w rodzinie to parodia!), każda taka pozycja jest dobra, zwłaszcza, że pojawia się i miłość niezbędna w rozwoju emocjonalnym człowieka, a jej ważność autorka podkreśla konkluzją bohaterki – Seks jest niesamowity, Christian jest zamożny, jest piękny, ale to wszystko bez miłości zupełnie się nie liczy... I właśnie dlatego i z tych powodów, będę nadal robić krecią robotę i podsuwać tę trylogię młodzieży, zwłaszcza że głód takich powieści przekłada się na jej ogromną popularność. Niech czytają, niech mają takie swoje pozycje na miarę ich potrzeb (czasy książek O dziewczętach dla dziewcząt pisane przez seksuologów już się skończyły), które pomogą im w mądry sposób odkryć i poznać ich sferę intymną.
Dlatego nie zgodzę się, że to prymitywna książka i głupia, bo i takie opinie słyszałam, zgadzając się z głosem młodzieży. A posłuchałam sobie bardzo dużo, w cztery oczy, nierzadko intymnie, bo ona wywołuje potrzebę mówienia, opowiadania, pytania i rozwijania tematu. Tylko kto jej chce słuchać? Kto chce odkrywać z nią granice przyjemności (teoretycznie oczywiście!), które dla każdego są inne? Kto ma odwagę, oprócz seksuologa, rozmawiać z nią o tym bez wstydu i zażenowania? Kto potrafi odkryć się przed nią z dorosłych, bo taka rozmowa tego wymaga?
Myślę, że takich osób w jej otoczeniu jest niewiele.
Dlatego nie deprecjonujmy tej książki w jej oczach, bo w ten sposób unieważniamy ich świat seksualny, a może nawet poniżamy, spychając do zachowań czytania w maskujących okładkach, bo to wstyd czytać Greya. Nie wstyd. Tak jak nie wstyd kochać się i czerpać z tego maksymalną przyjemność, według własnych potrzeb. Bo przecież przytłaczająca większość to robi, a mało kto ma odwagę w sposób mądry i odważny o tym mówić.
Nie każmy więc milczeć również książkom, bo robią za nas, wstydliwych (a może niedojrzałych?) dorosłych, kawał dobrej, nieocenionej i niedocenianej roboty.
I jeszcze jedno. Wszelkie zarzuty jakie można postawić tej książce z punktu widzenia feminizmu, zostały pięknie ukazane w Zmierzchu i filozofii w opracowaniu Williama Irwina , Rebecci Housel , J. Jeremy'ego Wisniewskiego (ten sam model związku), dlatego nie ujęłam ich w swoich wrażeniach polekturowych, bo to temat rzeka.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Pięćdziesiąt twarzy Greya [E L james]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w czerwcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 938 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi