Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 19 lutego 2017
Diabolika – S. J. Kincaid



Diabolika – S. J. Kincaid
Przełożyła Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte , 2017 , 412 stron
Literatura amerykańska


Wystarczyło to ostrzeżenie umieszczone na odwrocie książki, abym zechciała, a raczej zapragnęła, wejść w tę powieść. Pociągają mnie historie o metamorfozach bestii w człowieka. Wierzę, że w każdym tkwi dobro, któremu trzeba dać szansę zaistnienia. Wydobycia się z mroków duszy i umysłu. Nastoletnia Sidonia, właścicielka diaboliki o imieniu Nemezis, również w to wierzyła. Kiedy otrzymała tę osobistą strażniczkę, zawsze powtarzała jej, że tkwi w niej światło, które jest w stanie uczynić z niej człowieka.
Nemezis w to nie wierzyła.
Była pewna, że jest humanoidem zaprogramowanym na bezkompromisową miłość tylko do Sydonii. Wytworem hodowli człowieka, którego celem i sensem życia jest jej ochrona. Nawet za cenę własnego. Maszyną do zabijania z ludzkim DNA tylko wyglądającą tak, jak człowiek. Istotą zdolną do bezgranicznego okrucieństwa i pełnej lojalności do tylko jednego człowieka. Dla Sydonii gotowa była umrzeć i zabić każdego, kto był dla niej najmniejszym zagrożeniem.
Nawet jej rodziców.
To wymykające się spod kontroli niebezpieczne zagrożenie sprawiło, że diaboliki zostały zdelegalizowane. Nemezis nie została zabita, ale odesłana na dwór cesarza. Miała tam udawać Sydonię, reprezentującą jej rodzinę. Diabolika musiała odnaleźć się w zhierarchizowanym i zdegenerowanym moralnie świecie, w którym droga na szczyt prowadziła po trupach. Musiała zabić cesarza, zanim ludzie odkryją jej prawdziwą tożsamość. Dokonał tego następca tronu – Tyrus, ale nie w tym tkwiło największe zagrożenie dla Nemezis. Tyrus zobaczył w niej coś więcej niż tylko maszynę do zabijania.
Od tego momentu nic już nie było proste.
Ani fabuła, której zmienna dynamika pochłaniała mnie stale zmieniającą się akcją. Ani życie na dworze cesarza, które stało się jeszcze bardziej skomplikowane uzależnieniami, zależnościami i uwikłaniami w sieci intryg dworskich i polityki imperium. Ani życie samej Nemezis, w której powoli zaczęło budzić się dobro i miłość.
Człowieczeństwo.
Historia byłaby zbyt prosta i naiwna, gdyby zakończyła się w momencie przemiany bestii w piękną. Horror istnienia z emocjami dopiero się zaczął. Pojawienie się dotychczas nieznanych uczuć zapoczątkowało chaos w psychice i umyśle Nemezis, która boleśnie przekonywała się, że odczuwać, to znaczy dokonywać trudnych wyborów z ich konsekwencjami, poznać smak zdrady i zawiedzionego zaufania, ale przede wszystkim odczuć pełne spektrum miłości – od szczęścia do cierpienia. Miłości, której zaczyna się nienawidzić, za to, że jest.
A mimo to – warto kochać!
Takie jest przesłanie tej historii. To niesamowite, jak autorka w powieści fantastycznej zawarła opowieść o trudnej miłości, która czyni każdego człowiekiem. Analizuje jej istotę. Pokazuje plusy i minus. Niuanse i odcienie, które niosą zarówno radość, jak i cierpienie. Tłumaczy wszystkim młodym czytelnikom, bojącym się życia i okazywania emocji, pozamykanym w sobie, „zaprogramowanym” przez dorosłych na „bestie”, którym wmawiano od dziecka, że są źli i nic dobrego z nich nie będzie, że to nieprawda.
To o nich i dla nich jest ta historia.
Bo tak naprawdę to opowieść o dziewczynie, która, dorastając, była traktowana jak potwór, więc właśnie tak o sobie myśli, o dziewczynie, która nigdy nie pozwalała sobie na uczucia, bo myślała, że nie powinna... O sile miłości, która potrafi wydobyć z każdego człowieka światło, iskrę bożą, cząstkę DNA (każdy może wstawić sobie tutaj cokolwiek podobnego), by uczynić go człowiekiem. Ale to też opowieść, że bycie człowiekiem to bardzo trudne wyzwanie obarczone odpowiedzialnością za swoje postawy, czyny i decyzje.
Bycie człowiekiem, to ciągła walka o tkwiące w nas dobro.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Diabolika [S.J. Kincaid]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


Amerykański zwiastun książki dobrze oddaje naturę diaboliki.
niedziela, 06 listopada 2016
Zawód: Wiedźma – Olga Gromyko



Zawód: Wiedźma – Olga Gromyko
Przełożyły Marina Makarevskaya i Małgorzata Kaczorowska
Wydawnictwo Papierowy Księżyc , 2016 , 544 strony
Cykl Kroniki Belorskie ; Tom 1
Literatura białoruska


Uśmiałam się!
Dobrze się bawiłam, mimo że sięgnęłam po fantasy. A w niej generalnie mało jest powodów do śmiechu. Moce nadprzyrodzone znikają człowieka. Krew i posoka się leje. Obozy walczące o moce i władzę mielą w swoich trybach mniejsze płotki i większe rekiny. Mniej więcej właśnie taki świat stworzyła autorka.
Krainę ludzi i krainę wampirów.
Jeśli ktoś po ostatnim słowie lekko się skrzywił, to za ripostę posłużę się cytatem, dyskretnie, ale widocznie, umieszczonym przez autorkę przed wprowadzeniem do powieści.

Krainę, w której elfy mają wysokie trawy. Krasnoludy – skały. Wałdacy – kopce wyrzuconej na powierzchnię ziemi. Driady – sięgające chmur dęby. Druidzi – kamienne kręgi. Ludzie – rozsypujące się mury, fosy z zatęchłą wodą i zwodzone mosty, a wampiry bezsensowne, drżące osiki. Był więc ludzki Starmin i była wampirza Dogewa niewchodzące sobie w drogę do momentu pojawienie się dziwnych, a nawet morderczych zjawisk w tej ostatniej. Zaczęli ginąć jej mieszkańcy i , o zgrozo!, przysyłani na pomoc magowie ze Starminu. Ci ostatni niekomfortową sytuację wzajemnych podejrzeń postanowili rozwiązać wbrew logice za pomocą Wolhy Rednej. Osiemnastoletniej adeptki VIII roku Katedry Magii Praktycznej w Starmińskiej Wyższej Szkole Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Nastolatki trochę szalonej, trochę upartej i przekornej, trochę ciekawskiej, a na pewno złośliwej i wrednego, bezpośredniego charakteru. Jeśli nie powiedzieć – bezczelnej. Nic bardziej zastanawiającego – wysyłać tak niedyplomatycznie nastawioną do życia i na dodatek niedoświadczoną w magii praktycznej dziewczynę w paszczę lwa, a raczej pod kły wampira. Wolha też to czuła, zauważając – Summa summarum, wyglądało na to, że wysłano mnie do łapania zagadkowej pomroki z wyposażeniem na wampiry. Coś tu było mocno nie tak.
I to bardzo mocno!
Miała rację, bo to bardzo inteligentna i sprytna osoba była. Na tyle cwana, by nie dać się wypić, rozwiązać zagadkę detektywistyczną z trupami w tle, a na dodatek zdobyć przyjaciół, którzy nie mieli prawa się nimi stać. Kto wie? Może nawet rozkochać w sobie wampira? Jeśli ktoś pomyśli w tym momencie, że zdradziłam koniec powieści, to się myli. To dopiero początek przygód niezwykłej czwórki: wiedźmy Wolhy, wampira Lena, trolla Wala i mantykory Tyśki. Mocnego i morderczego zespołu wywołującego lawinę niebezpiecznych wydarzeń pełnych lesz, mawek, wodników, głuwców, podkamieńców i wielu, wielu innych stworów, dziwadeł i zjaw, z którymi zwykły człowiek nie miał najmniejszych szans. Bo niespokojne czasy nastały. Nie ma ratunku przed wszelakimi potworami. Tu nietoperze dziecko ukradną, tam kleszczec się pojawi w chaszczy. Na moczarach w nocy mawki wyją, drapią w domki strażnicze, a na cembrowinie studni przesiaduje wodnik gotowy topić każdego chcącego się z niej napić. Jak przeżyć w taki ciężki czas? – powiadali chłopi. To im z pomocą szła grupa przyjaciół, rozprawiając się z okoliczną pomroką niewiadomego pochodzenia.
Ale to przy okazji!
Tak naprawdę mieli wspólny cel, chociaż różne pobudki jego osiągnięcia. Usługi ze zdolności wampira, trolla i mantykory oraz bakalarki magii praktycznej, na które czekały uroczyska ze strzygami, zrzędliwe smoki, nieśmiałe bazyliszki i ogólnie naprawianie umiarkowanie przyjemnych sytuacji zlecanych przez umęczoną ludność, były tłem do wielkiej przygody. Dla mnie z kolei tłem była przygoda. Bardzo dynamicznym, zmiennym i tajemniczym, nie przeczę, ale jednak tłem dla skrzącego się w tej historii humoru.
Komizm to największy atut tej powieści!
Wolha Redna to z rozbawieniem i z przymrużeniem oka patrząca na życie dziewczyna. Zawsze z gotową ripostą na zaczepki innych. Zawsze z ciętą uwagą wobec spotykających ją sytuacji. Zawsze z celnym komentarzem do nagle pojawiających się i rozwijających się w tempie geometrycznym wydarzeń. A ponieważ jest narratorką opowieści, jak łatwo się domyślić, świat przygody został dokładnie przefiltrowany przez jej ironiczne, kpiarskie, a czasami cyniczne spojrzenie na rzeczywistość. Często i gęsto posługuje się obrazowymi skojarzeniami, metaforami i porównaniami, by oddać absurd zdarzeń oraz komizm słowny czy sytuacyjny. W efekcie nie tylko uśmiechałam się pod nosem, ale głośno śmiałam. Polubiłam tę wredotę całym sercem, bo w gruncie rzeczy dobra z niej była dziewczyna. Honorowa i wbrew pozorom, wrażliwa dusza. Nie mogłam doczekać się, kiedy znowu otworzę książkę, by pobyć trochę w jej inteligentnie złośliwym towarzystwie. Kiedy razem pośmiejemy się z absurdów jej życia, tak bardzo wspólnych z moim realnym.
Może nawet z siebie samych?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 24 września 2016
Upadające królestwa – Morgan Rhodes



Upadające królestwa – Morgan Rhodes
Przełożyła Kinga Kwaterska
Wydawnictwo Oficyna Gola , 2013 , 509 stron
Cykl Falling Kingdoms ; Tom 1
Literatura kanadyjska


Dawno, dawno temu…
W czasach, kiedy Mytica była jedną, szczęśliwą krainą bez podziału na Królestwo Północy – Limeros, Królestwo Środka – Paelsię i Królestwo Południa – Auranos, wszyscy jej mieszkańcy żyli w dobrobycie i harmonii. Tak przekazują legendy i podania. Wśród nich krąży również przepowiednia o wyjątkowej dziewczynie, która będzie władała potężną, niewyczerpaną magią pochodzącą od czterech żywiołów. Mocą, którymi rządzą Parantele, mityczne kryształy zawierające nieskończoną magię. Podobno zaginęły tysiąc lat temu, przyczyniając się do obumierania wszystkiego w trzech królestwach, a zwłaszcza tego, co z magii powstało. Oficjalnie mało kto wierzył w ich istnienie. Nieoficjalnie każdy chciał je odnaleźć i posiąść. Królowie i przywódcy, by rządzić całą Myticą. Obserwatorzy, by odzyskać swoją własność. Kiedyś byli strażnikami kryształów w swoim Sanktuarium. Mieli chronić świat i ludzi przed ich zgubnymi wpływami. Tylko oni potrafili przywrócić i utrzymać harmonię współistnienia ich magii i mocy z życiem. Jednak kluczem do ich odnalezienia była niepozorna nastolatka.
Księżniczka Limerosu – Lucia.
Dziewczyna z proroctwa, która nie miała świadomości swojej roli w planach dorosłych do momentu objawienia się w niej zdolności nadprzyrodzonych. Jednak nie tylko na niej skupiała się fabuła tej opowieści fantasy skierowanej do nastolatków. W każdym królestwie żyli jej rówieśnicy, którzy wplątani w sprawy dorosłych, musieli odnaleźć się w świecie krwawej i zaciętej walki o władzę. Wartość większą od wiecznej młodości, urody czy magii. Stanąć twarzą w twarz i opowiedzieć się po jednej ze stron.
Autorka pod postacią baśniowej opowieści stawia młodego czytelnika przed trudnymi wyborami. Tworzy skrajne, skomplikowane sytuacje, w których decyzje i opowiedzenie się po stronie światła lub ciemności nie przynosi ukojenia. Każdy wybór, każda decyzja i każda postawa pociąga za sobą nieprzyjemne, a nawet śmiertelne konsekwencje. Nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy czynią to w dobrej wierze i ze szlachetnych pobudek. Wplątuje w nieprzewidywalne i niebezpieczne przygody, w których wróg może stać się przyjacielem, a przyjaciel wrogiem. Każe dostrzegać w najbardziej złym człowieku drobinę dobra, o którą warto powalczyć. Wikła w zakazane relacje przyjacielskie, siostrzane, braterskie i miłosne, by jeszcze bardziej zapętlić powiązania i sieć zależności w fabule życia. Uczy odchodzenia bliskich i kochanych, a także wrogów, by dotkliwiej dać odczuć cierpienie niesione przez śmierć i bezsens zemsty. Tworzy bolesne tajemnice, by pokazać konieczność ograniczonego zaufania do wszystkich i większej wiary we własne możliwości i umiejętności. Wbrew pozorom nie maluje świata czarno-białego i jednego słusznego frontu postępowania.
Obnaża obiektywną, surową i brutalną wiedzę o życiu.
Ani dobrą, ani złą, ale na pewno przydatną w rzeczywistości pozaksiążkowej. To, co dla ciebie nie jest złem, może być nim dla kogoś innego, a wiedza o tym czyni nas potężnymi nawet bez magii – poucza była Obserwatorka jedną z młodych bohaterek. I to jest argument w dyskusji z nieprzekonanymi do fantasy, twierdzących o jej oderwanym charakterze od realiów właśnie z powodu zawartej w niej magii.
Życie to nie bajka – mówi autorka – serwując młodym życie jak z bajki.
To pierwsza część cyklu, której kontynuacją jest Wiosna buntowników.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tutaj obejrzałam zwiastun książki.
piątek, 05 sierpnia 2016
Musimy coś zmienić – Sandy Hall



Musimy coś zmienić – Sandy Hall
Przełożyła Małgorzata Rymsza
Wydawnictwo Pascal , 2015 , 394 strony
Literatura amerykańska


Był sobie Gabe i była sobie Lea.
Żyli osobno, nic ich nie łączyło, a mimo to, w oczach ich obserwatorów, byli stworzeni dla siebie. Oboje studiowali w college’u. Poznali się, a właściwie zobaczyli, na wspólnych zajęciach z kreatywnego pisania. Nie byli narratorami swojej historii, a mimo to wiedziałam o nich wszystko!
Gabe właśnie wrócił do nauki po dłuższej przerwie, ukrywając powód nieobecności. Pełnił funkcję doradcy studenckiego. Bardzo podobała mu się Lea. Nieśmiałość i małomówność przeszkadzały mu w nawiązywaniu bliższej znajomości dziewczyną.
Lea zaczynała naukę jako studentka pierwszego roku. Była sympatyczną i lubianą przez innych przyjaciółką i koleżanką. Podobał się jej Gabe. Nieśmiałość i małomówność przeszkadzały jej w nawiązywaniu bliższej znajomości z chłopcem.
Ich historią miłosną, a właściwie wszystkim tym, co kryło się „między ustami a brzegiem pucharu”, trwającą od września do maja, interesowali się wszyscy ich znajomi, nieznajomi, a nawet wiewiórka i ławka. Przełamywanie nieśmiałości, demaskowanie nieprawdziwych opinii i fałszywych wniosków bardzo komplikowało i opóźniało ich zbliżanie się do siebie, ale to właśnie najbardziej ekscytowało czternastu obserwatorów bardzo wolno zacieśniającej się znajomości. Nie wszyscy byli im przychylni. Każdy opisywał parę i ich perypetie z własnej, osobistej, a przez to odmiennej perspektywy. Dla homoseksualnego Danny’ego, przyjaciela Lei, Gabe był homoseksualistą, zniechęcając ją tym samym do niego. Dla Maxine, siedemdziesięcioletniej kelnerki w studenckiej stołówce, obserwowana para była słodziakami, która koniecznie powinna być razem. Dla Ingi, wykładowczyni kreatywnego pisania, idealnymi osobami do zeswatania. Dla Charlotty, baristki w Starbucksie, chłopak był ćpunem z przypadkową lalą. Dla Boba, kierowcy autobusu, kolejną ciekawą historią opowiadaną po pracy swojej żonie. Dla Victora, studenta kursu kreatywnego pisania, irytującą Wielką Stopą i Żyrafą uporczywie zajmującymi krzesła obok niego. A dla wiewiórki niewyczerpanym źródłem orzeszków.
Każdy widział ich inaczej!
Ale każdy chciał jednego, dla ich lub swojego świętego spokoju, aby zostali w końcu parą. Niektórzy, w mniej lub bardziej dyskretny sposób, próbowali im to ułatwić. Z różnym skutkiem, ale z jednym efektem, który autorka podsumowała w ten sposób – I powstał nieskomplikowany romans opowiedziany przez kilka postaci. Napisała go trochę na życzenie znajomych nastolatków. Zajęło jej to sześć dni, a zadanie ułatwiła jej konstrukcja opowieści – opisywanie zdarzeń z różnych perspektyw. Dodając – Nie musiałam się borykać z żadnymi problemami. Akcja po prostu się toczyła, a ja w każdej chwili mogłam zdecydować: „Następny!”. Nigdy tym „następnym” nie została Lea lub Gabe. Wszystko, co o nich wiedziałam, wyłuskiwałam z naprzemiennych wypowiedzi czternastu narracji.
Próbowałam znaleźć w tej historii, dla mnie trochę naiwnej, prostej, ale na swój sposób słodkiej, dobre strony. Na pewno opowiadana historia przykuwa uwagę zaciekawieniem i chęcią uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytanie – jak to się wszystko skończy? I to byłoby wszystko dla przypadkowego czytelnika szukającego rozrywki. Dla mnie ciekawym doświadczeniem było wcielenie się w rolę piętnastego obserwatora i napisanie narracji z mojego punktu widzenia. Jednak najwięcej możliwości książka odkrywa przed uczestnikami zajęć z biblioterapii „leczącymi” nieśmiałość. Jest świetnym materiałem terapeutycznym i tutaj opowieść może zdziałać cuda! Do tego celu mogą posłużyć gotowe pytania do dyskusji w grupie lub rozważań indywidualnych, umieszczone na końcu opowieści.
Musimy coś zmienić to dobre hasło, inspirująca zachęta, początek nowego i tytuł książki, która może pomóc nieśmiałym nastolatkom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Musimy coś zmienić [Sandy  Hall]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 16 stycznia 2016
Cień i kość – Leigh Bardugo



Cień i kość – Leigh Bardugo
Przełożyła Anna Pochłódka-Wątorek
Wydawnictwo Papierowy Księżyc , 2013 , 378 stron
Trylogia Grisza ; Tom 1
Literatura amerykańska


Charakterystyczne kopuły Cerkwi Wasyla Błogosławionego w Moskwie widniejące na okładce natychmiast przykuły moją uwagę. Nie można ich utożsamić z żadną inną kulturą niż rosyjska. Ta sugestia graficzna miała swoje uzasadnienie. Tworzy bazę fabuły i największy atut tej powieści fantasy dla młodzieży. „Rosyjskość” w strojach, imionach, zwrotach i języku przesiąkniętym rusycyzmami buduje w powieści aurę tajemniczości i egzotyczności carskiej Rosji. Wszystko to, co kojarzy się z dawną Rosją, pełną wierzeń, wpływowych duchownych, książąt, carów, poddanych, walki o władzę, a nawet Syberii, zostało tutaj wykorzystane do stworzenia baśni pełnej czarów. Magii nie do końca niezrozumiałej, bo opartej na wykorzystaniu naturalnych sił natury przez człowieka, potrafiącego nad nimi zapanować i wykorzystać je do określonego celu. Od odpowiednio posiadanych zdolności zależała przynależność mieszkańców Ravki do określonej warstwy społecznej, których hierarchię znalazłam na wewnętrznej stronie okładki:

Najwyżej stali Griszowie. To oni posiadali największą moc i to do nich należała główna bohaterka Alina. Tyle że o swoim darze dowiedziała się dopiero jako nastolatka w skrajnej, przypadkowej sytuacji – ratując życie przyjaciela, Mala. Chłopca, z którym wychowywała się jako sierota na dworze jednego z książąt. Od tego przełomowego momentu dla ich przyjaźni i wspólnego życia rozpoczyna się opowieść o dziewczynie, która musiała diametralnie zmienić i przewartościować swoje dotychczasowe życie.
Upomniało się o nią przeznaczenie.
Wbrew sobie zamieniła trudną służbę dla króla jako kartografka na rolę jednej z Griszów. Trafiła na dwór królewski pełen intryg, zawiści, zależności, koligacji, dyplomatycznej wojny o wpływy i władzę, w której stała się najważniejszą osobą. Bardzo cenną kartą przetargową. Była Przyzywaczką Słońca. Osobą obdarzoną wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju mocą mogącą unicestwić Fałdę Cienia. Tego ukośnego pęknięcia z upiorami w środku pokazanego na mapie umieszczonej na wewnętrznej stronie okładki:

czarną linię, która odcięła Ravkę od jej jedynego wybrzeża i zamknęła ją w pierścieniu lądu. To Niemorze wypełnione martwymi, szarymi piaskami, którego próba przepłynięcia na skifach często kończyła się śmiercią śmiałków w szponach pilnujących go krwiożerczych wilkrów. Byli jednak tacy, którzy upiorną rozpadlinę chcieli poszerzyć. Mogli tego dokonać tylko z pomocą Aliny.
Walka o jej zaufanie, umysł, przychylność i moc nie była prosta.
Nie było łatwo również nastoletniej Alinie zagubionej w wirze ścierających się o jej dar potężnych mocy. Zrozumienie jej zagubienia i próby odnalezienia się w nowej i obcej dla niej sytuacji ułatwiała mi narracja dziewczyny. Wiedziałam i czułam tyle samo, co Alina. Budowałam zaufanie do otaczających nas osób, nie osądzając jej błędnych wyborów. Przedzierałam się przez surowość i oschłość osobowości innych ludzi, nie niecierpliwiąc się jej dystansem. Ulegałam urokowi Darklinga, pierwszym po królu, nie osądzając jej zapomnienia o pozostawionym przyjacielu. Przyzwyczajałam się do blichtru i odmiennego stylu życia na dworze, nie posądzając o wygodę i egoizm.
Rozumiałam ją.
Dokonałabym dokładnie takich samych wyborów i popełniłabym dokładnie te same błędy, jak Alina. Aż tak bardzo można utożsamić się z główną bohaterką, która pomimo odmiennego świata, w którym przeżywała przygody, jest tak bardzo współczesna każdej dziewczynie. Świat fantasy, przedstawiony tutaj z ogromnym wyczuciem nastroju, pełnym plastycznych obrazów malowanych słowem, gęstej warstwy emocjonalnej, jest tylko tłem do ukazania skomplikowanego życia jako gęstwiny trudnych i niebezpiecznych dróg, w której bohaterka szuka własnej drogi do prawdy. Jej busolą jest sumienie kierowane przez dobro, przyjaźń i miłość. O tym, czy nadal będzie prowadziło słuszną drogą, w kolejnych częściach trylogii z grafiką pięknie oddającą rosyjski klimat powieści:

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Fragment książki

Urok opowieści dostrzegli filmowcy. Prawa do sfilmowania powieści wykupiła wytwórnia Dreamworks, a osobą odpowiedzialną za produkcję będzie David Heyman, producent filmów o przygodach Harry'ego Pottera - przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Zanosi się na piękną baśń!
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Tak blisko... – Tammara Webber



Tak blisko... – Tammara Webber
Przełożyła Ewa Bobocińska
Wydawnictwo Jaguar , 2013 , 336 stron
Seria Pastelowa ; Tom 1
Literatura amerykańska


Oj!
Ojej! – jęczałam od pierwszej strony do jakichś stu następnych kartek tej powieści dla młodzieży. To według mnie, bo wydawnictwo kategoryzuje jej odbiorcę jako „młodzi dorośli”. Jak zwał, tak zwał, jedno jest pewne – na początku pomyślałam, że to typowa powieść dla nastolatek poszukujących w książkach historii o miłości. Najlepiej romantycznie trudnej i skomplikowanej z wieloma przeszkodami i zakazanymi granicami ich przekraczania.
I na taką się w tej książce zanosiło.
Jackie, a właściwie, w momencie jej poznania, Jacqueline, była piękną studentką, wokół której kręciło się sporo adoratorów. Tego pierwszego imienia używał jej chłopak, który właśnie ją porzucił. Narobiła sobie z powodu rozstania „trochę” zaległości. Jednak na tyle dużych, że wykładowca polecił jej tutora. Studenta-opiekuna naukowego, z którym miała uzupełnić stracony materiał z powodu nieobecności na zajęciach. I stało się! Dziewczyna zakochała się w swoim mentorze.
A nie powinna!
Bo tutorzy mają obowiązek uczestniczyć w zajęciach studentów, dla których prowadzą sesje, ale nie wolno im, no wiesz, bratać się z nimi. Konflikt interesów. – tłumaczyła jej przyjaciółka – Ograniczenie kontaktów towarzyskich ma chronić studentów przed wykorzystywaniem seksualnym w zamian za oceny, a tutorów przed takimi podejrzeniami. Piękny materiał na równie uroczy romans! – pomyślałam.
I w tym momencie jęknęłam sobie po raz ostatni.
Bo oto podchody, rozterki, załamania i inne piętrzące się trudności na drodze do miłości spełnionej zaczęły schodzić na plan drugi. Powieść zaczęła być dominowana przez zawiłą i tajemniczą intrygę, której chęć zdemaskowania przyciągała moją uwagę. Bohaterowie wyposażeni w skomplikowaną i traumatyczną przeszłość zaczęli przypominać realnych ludzi z problemami, którzy myślą, czują i próbują odnaleźć się w skrzeczącej, bardzo brutalnej rzeczywistości. A fabuła została wyposażona w rozwijające się przesłanie, którego początek przegapiłam w pierwszej scenie otwierającej historię Jacqueline i Londona.
Bo któż przejąłby się próbą gwałtu na pijanej, samotnej studentce?
Przejęła się nią autorka, czyniąc z przemocy seksualnej główny temat tej powieści dla młodzieży. I to tym faktem ucieszyłam się najbardziej. Dobrym i przemyślanym pomysłem z umiejętnie ukrytym dydaktyzmem. W efekcie powstała chytra mądrością powieść, którą nastolatki polecają sobie jako „bardzo dobrą” i jako taką poleciły i mnie. Jest w niej wszystko to, czego szuka dziewczyna – miłość, brutalne życie, bohaterowie, z którymi łatwo się utożsamić i śmiałe sceny erotyczne (to chyba dlatego ta kategoria „młodzi dorośli”) i to, co chcą przekazać im dorośli na temat gwałtu – jak się bronić, jak być asertywną, jak profilaktycznie go uniknąć, co myśleć na temat przemocy seksualnej w domu rodzinnym, gdzie szukać pomocy i jak poradzić sobie z traumą ofiary lub świadka gwałtu. Szerzej temu ostatniemu zagadnieniu autorka poświęciła tom drugi.

Jeśli wszystkie powieści z serii Pastelowa są takie, jak ta powieść, to czyni ona wiosnę na "życiową" serię z przesłaniem.

Mogę się o tym przekonać, sięgając po Morze spokoju, bo akurat i ten tytuł polecają mi moje zaprzyjaźnione nastolatki albo (podoba mi się to określenie) „młode dorosłe”.
Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Tak blisko [Tammara Webber]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 12 września 2015
Gwiazd naszych wina – John Green



Gwiazd naszych wina – John Green
Przełożyła Magda Białoń-Chalecka
Wydawnictwo Bukowy Las , 2013 , 312 stron
Literatura amerykańska


To nasza tylko, nie gwiazd naszych wina.
Nie mógł bardziej mylić się William Szekspir, włączając te słowa w kwestię Kasjusza w dramacie Juliusz Cezar, niż w przypadku tej powieści. Stąd ten przeciwstawny, polemizujący i przewrotny do nich tytuł książki, której treść im całą sobą zaprzecza.
Dwoje bohaterów - szesnastoletnia Hazel i siedemnastoletni Augustus - większość życia miało dopiero przed sobą. Stało na progu dorosłości – chciałam napisać w pierwszym odruchu, ale to stwierdzenie nie pasuje do nich tak, jak nie pasują słowa angielskiego dramaturga. To nie była ich wina, że oboje zachorowali na złośliwe nowotwory i nie ich wina, że musieli stać się dorosłymi, zanim przekroczyli magiczny „próg dorosłości”.
Pomogła im w tym miłość.
Chociaż początkowo wcale się na nią nie zanosiło. Poznali się na spotkaniu grupy wsparcia osób chorujących i zaprzyjaźnili. Kiedy Hazel zorientowała się, że stanie się „granatem”, który wybuchnie po jej śmierci, raniąc boleśnie odłamkami wszystkich ją kochających, w tym Augustusa, zerwała z nim. Chłopak jednak na to nie pozwolił. Powoli budował bliską i silną więź emocjonalną, która pomogła im przeżyć w przyśpieszonym tempie to, co miało być w innej wersji życia dostępne dopiero w dalekiej przyszłości. Miłość we wszystkich jej wymiarach - w zdrowiu i chorobie, emocjonalna i fizyczna. Śmierć przyjaciela i partnera. Ale i spełnienie marzeń w całkowitym poczuciu życia jego pełnią. Tak, jakby nie było choroby i czającej się zaraz za nią śmierci. Albo jakby była, ale nie stanowiła niemożliwej do pokonania przeszkody. Wydawałoby się, że przy takim natłoku intensywnych emocji towarzyszących walce życia ze śmiercią, trudno uniknąć ckliwości.
A jednak!
Autor tak poprowadził fabułę, aby oprócz wątku głównego, dla odmiany skupić moją uwagę na nie mniej ważnych tematach wynikających z położenia bohaterów po to, by oswoić mnie z obecnością ludzi chorych i umierających. Wysłał nastolatków do Amsterdamu, pokazując przy okazji reakcję ludzi zdrowych na osoby w widoczny sposób chore. W przypadku Hazel to były przewody do oddychania (nazywała je wąsami) łączące ją z aparatem tlenowym, przypominającym plecak na wózku.

Umiejętność kontaktowania się i nawiązywania rozmowy z takimi osobami pokazał na przykładzie dzieci, które bez uprzedzeń i zahamowań zaczepiały dziewczynę pytaniami o dziwny bagaż i „wąsy”. Ujawnił, co czują takie osoby, pozwalając zaglądać mi w umysł dziewczyny, która dzieliła się swoimi przemyśleniami – Czułam, że wszyscy się nam przyglądają i zastanawiają się, co jest z nami nie tak, czy to coś nas zabije, i podziwiają bohaterską postawę mojej mamy. Czasami to było najgorsze w chorowaniu na raka: fizyczne oznaki choroby separują cię od ludzi.
Wśród mojej zaprzyjaźnionej młodzieży, a zwłaszcza wśród nastolatek, ta książka robi furorę nie tylko ze względu na piękną historię o miłości w dramatycznych okolicznościach, czyniąc w jej oczach romantyczną, ale również na obecne w niej podstawowe pytania egzystencjalne. Jest ich tutaj bardzo dużo i to dokładnie takich, jakie zadają sobie również zdrowi nastolatkowie. Choroba jest okolicznością skrajną, nadającą opowieści kontrast odnoszony do własnego życia. Osobiste tragedie w obliczu śmiertelnej choroby przestają być sytuacjami bez wyjścia, a świat zyskuje właściwy punkt odniesienia i środek ciężkości.
A co z czytelnikami chorymi? – mógłby ktoś zapytać.
I dla nich ta opowieść niesie pokłady nadziei, pokazując postawę bohaterów czerpiących z życia pełnymi garściami nawet z graniczną datą odejścia. Kochać, dawać siebie i z siebie ludziom bardziej potrzebującym (bo tacy zawsze się znajdą!), spełniać marzenia nie tylko swoje, ale i innych. Czasami drobne, jak wspólna kolacja w restauracji,

obrzucenie jajkami samochodu byłej dziewczyny w odwecie za porzucenie w chorobie,

a czasami szalone, jak wyprawa z USA do Europy. Choroba stwarza nowe możliwości, często niedostępne ludziom zdrowym, które Hazel nazywała skutkami ubocznymi umierania, mówiąc – Niektórych pewnie zdumiałaby dziwaczność tej sytuacji: matka wysyła swoją szesnastoletnią córkę samą z siedemnastoletnim chłopakiem do miasta słynącego z lekkich obyczajów. Ale to też było efektem ubocznym umierania: nie mogłam biegać, tańczyć czy jeść potraw bogatych w azot, ale w mieście wolności należałam do grona jego najbardziej wyzwolonych mieszkańców. W tej powieści każdy dzień jest dobry, pomimo choroby. To świadomy wybór takiego właśnie przesłania autora. Przeciwnika Ostatniego Dobrego Dnia w życiu chorego, który mówi poprzez Hazel – Jeden z mniej bzdurnych elementów fabuły w gatunku literackim, jakim jest opowieść o dzieciaku chorym na raka, to tak zwany Ostatni Dobry Dzień. Wszystkie dni można stworzyć dobrymi! – przekonuje autor.
I to z powodu tych wartości, jakie uwypukla powieść, cieszę się, że młodzież po obejrzeniu filmu, chce również przeczytać książkę.
Film jest wprawdzie wzruszającym wyciskaczem łez (książka tak mnie nie wzruszyła, bardziej zmusiła do przemyśleń), ale bez niego nie byłoby boomu na tę mądrą opowieść. To właśnie dopiero po jej ekranizacji, młodzież masowo zaczęła mnie pytać – czy znam, czy czytałam i czy mam? To dlatego zaopatrzyłam się w jej kolejne, tym razem filmowe wydanie, ilustrowane ujęciami z filmu:

I gdyby nie moja młodzież, pewnie ominęłabym tę książkę, oceniając ją po okładce, która z opisem treści skojarzyła mi się z Love Story Ericha Segala, tyle że z powielonym tematem w wersji dla nastolatków.
A tu takie pozytywne zaskoczenie!
Mądra książka dla młodzieży, w której miłość jest tylko nośnikiem odpowiedzi na bardzo trudne pytania, pośród których najważniejszym jest to o niemoralnie bezsensowny, absolutnie niehumanitarny nihilizm cierpienia, niczym niezawiniony, bo odgórnie zapisany w gwiazdach.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Gwiazd naszych wina. Wydanie filmowe [John Green]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tutaj obejrzałam sobie zwiastun filmu, który już na tym etapie wyciska łzy.
czwartek, 03 września 2015
Przędza – Gennifer Albin



Przędza – Gennifer Albin
Przełożył Łukasz Małecki
Wydawnictwo Literackie , 2013 , 392 strony
Cykl Świat Tkaczy , tom 1
Literatura amerykańska


Arras to wyjątkowe miejsce!
To świat utkany z migotliwych nitek życia. Tak pięknych, prześwietlonych jasnym światłem i mieniących się kolorami tęczy, że granice ich zjawiskowości wyznaczała tylko moja wyobraźnia. Wydawca, aby ułatwić mi tę wizualizację i oddać przynajmniej wrażenie namacalności niezwykłej materii, otulił w nią okładkę.

Rozszczepione światło na jej powierzchni pozwalało mi na oglądanie przynajmniej jej namiastki, która przypominała mi, za każdym razem, kiedy brałam ją do ręki, że mam do czynienia z darem dostrzegania tego zjawiska.

Bo tak naprawdę niezwykłą i niewidzialną formę istnienia tkaniny mogły oglądać tylko Kądzielniczki. Kobiety również z umiejętnością tkania jej, które w wieku 16 lat werbowano do Zakonu Kądzielniczek przez Gildię. Potężną organizację sprawującą nad Arrasem władzę absolutną i totalitarną. To ona dyktowała, co ma być utkane, a co usunięte z tkaniny życia. Dla zwykłych obywateli, zdolnych widzieć tylko szarą rzeczywistość, oznaczało to dyktat tego, co mają jeść, gdzie pracować, ile mieć dzieci, a nawet kiedy umrzeć. Oficjalnie bez Gildii zagrożone byłoby bezpieczeństwo utrzymania fizycznej jakości splotów świata, która zapewniała w ten sposób dobrobyt jego mieszkańcom.
Nieoficjalnie - uśmiercała, kogo chciała.
Niewielu było mieszkańców świadomych zniewolenia. Do nich należeli między innymi rodzice głównej bohaterki, Adelice. Nastolatki posiadającej wyjątkowy dar. Większy od przeciętnej Kądzielniczki. Dar wymagający tak wielkiego poświecenia, że musiała ukrywać go w nadziei uniknięcia powołania do Zakonu Kądzielniczek.
Nie udało jej się.
Tym właśnie momentem, tą rozdzierającą i krwawą sceną poboru szesnastolatki do służby, rozpoczyna się akcja powieści. Trafiając do specjalnego ośrodka, otrzymuje mnóstwo przywilejów niedostępnych innym w zamian za wolność i czystość cielesną.
Gildia nawet nie przypuszczała, że powołując Adelice, sprowadziła na siebie same kłopoty.
Jest w tej opowieści wszystko to, co lubią przede wszystkim nastolatki – romantyzm czyli wielka, trudna i zakazana miłość bez przyszłości, walka o własną niezależność i prawo do decydowania o sobie. Są też tajemnice ukrywane przez innych i wielka niewiadoma losów jej rodziny i jej samej. Jest dobro i jest zło reprezentowane przez pozytywnych i negatywnych bohaterów. Jest też atmosfera gęsta od intryg. Ale to, co wyróżnia tę powieść od innych, to obraz świata, w którym rozgrywa się akcja. Poznawanie jego funkcjonowania, zasad działania i sekretów ludzi rządzących nim, jest tym czynnikiem, który zaciekawia innością i buduje napięcie do końca. Jednak zakończenie wcale nie wygasza go.
Wręcz przeciwnie.
Niczego nie wyjaśnia. Kończy jeden etap w życiu bohaterki i jej przyjaciół tylko po to, by otworzyć nowy, jeszcze bardziej ciekawy i kuszący nieznanym do odkrycia.
Ale o tym już w drugiej części cyklu.

Przędza [Gennifer Albin]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Soundtrack It's a Lie do zwiastuna amerykańskiego wydania powieści stworzyła czternastolatka.
czwartek, 30 lipca 2015
Posłaniec – Markus Zusak



Posłaniec – Markus Zusak
Przełożyła Anna Studniarek
Wydawnictwo Nasza Księgarnia , 2014 , 349 stron
Literatura australijska


To od tej karty asa karo z wypisanymi na niej trzema tajemniczymi adresami wszystko się zaczęło i wszystko się zmieniło.
Adresat znalazł ją w skrzynce pocztowej, w małej kopercie. Wyraźnie zaadresowanej do niego – Ed Kennedy. Nie bardzo wiedział, co z nią zrobić i dlaczego to właśnie on ją otrzymał? Przecież miał dopiero dziewiętnaście lat i był tylko taksówkarzem. Miejscowym nieudacznikiem, który niczego w życiu nie osiągnął. Ucieleśnieniem przeciętności mieszkającym w ruderze ze śmierdzącym psem Odźwiernym. Ofiarą losu, która stanowczo czyta za dużo książek, zdecydowanie nie radzi sobie z płaceniem podatków i seksem, skoro od zawsze tylko platonicznie kochał Audrey. Żałosnym karciarzem spędzającym czas kilka razy w tygodniu na grze w karty w gronie przyjaciół – Marvem, Ritchiem i Audrey.
Również przeciętnymi rówieśnikami, jak on.
Dlaczego więc to on został wybrany do zadania, nad którego sensem, powodem i celem musiał się mocno zastanowić? Kilka dni później nadal tego nie wiedział, jęcząc - Dlaczego ja? – jednocześnie wbijając lufę pistoletu w kark mężczyzny przed wyborem – zabić czy pozwolić żyć?
Nie wiedział, ale ja znałam odpowiedź!
Był jedyną osobą, która przeciwstawiła się przestępcy podczas napadu na bank. Kiedy wszyscy klienci wraz z jego przyjaciółmi leżeli zastraszeni na podłodze, Ed chwycił przypadkowo leżącą broń i wymierzył w bandytę. Ten potencjał dobra i zdolności do rzeczy niemożliwych dla innych musiał zauważyć ktoś jeszcze. Ktoś, kto postanowił wykorzystać go dla dobra mieszkańców miasteczka, przyjaciół głównego bohatera, jego najbliższych i samego Eda.
Kimkolwiek był, robił to bardzo dobrze!
Zafundował Edowi swoistą grę w karty z zadaniami do wykonania. Ich istotę, cel, sposób realizacji i następne etapy wyznaczały kolejne asy. W ten sposób tajemniczy ktoś kryjący się za tą misją, obarczył chłopaka rolą posłańca niosącego wiadomość.
Z fascynacją grałam w tę grę razem z Edem. Niecierpliwie czekałam na kolejnego asa. Z przyjemnością odkrywałam sedno zadania. Chętnie łamałam sobie głowę nad prawidłowym jego rozwiązaniem. Z niepokojem towarzyszyłam podczas jego wykonywania, bo nigdy nie było wiadomo, czy Ed wyjdzie żywy z zadania, którego charakter sam określał i inicjował.
Gra, pomimo niebezpieczeństw, totalnie pochłonęła nas oboje!
Nie tylko on myślał o asach. Mnie też nie dawały spokoju. Co nie przeszkadzało nam w nieformalnym śledztwie poszukiwania osoby, która kryła się za całym tym zamieszaniem. W ostatecznym efekcie bardzo szlachetnym i przypominającym survivalowe warsztaty psychoterapeutyczne wywracające do góry nogami nie tylko życie Eda i jego przyjaciół, ale zmieniające świadomość i nastawienie do życia wszystkich bohaterów opowieści. Również tych drugoplanowych.
Po Złodziejce książek to moja druga powieść tego autora i mimo że różnią się diametralnie, to łączy je wspólny temat – przyjaźń i człowieczeństwo. W przypadku Złodziejki książek – w czasach nazizmu. W przypadku Posłańca – w świecie konsumpcjonizmu i materializmu. Jak się okazuje, żyć odważnie, altruistycznie i świadomie w czasie pokoju wcale nie jest łatwiej niż podczas wojny. Życie to walka wprawdzie w różnych warunkach, ale nieustanna walka o wiarę w siebie i możliwość dobrego, pożytecznego życia. To dlatego autor kończy powieść dwoma zdaniami skierowanymi bezpośrednio do czytelnika – Wcale nie jestem posłańcem. Jestem wiadomością. Każdy może odebrać tę informację inaczej. Odmiennie zrozumieć. Dopasować do własnych możliwości, ale bazą do popracowania nad sobą jest podstawowe jej przesłanie – każdy, nawet najbardziej przeciętny nieudacznik (taki jak Ed i jego przyjaciele) w najbardziej przeciętnym zakątku świata potrafi i może wznieść się ponad swoje ograniczenia i dokonać rzeczy, które wydawały się niemożliwe do zrealizowania. I wcale nie muszą to być spektakularne akcje. To przede wszystkim dobrze wykorzystane małe, niepozorne chwile, które składają się na wielkość i jakość życia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Posłaniec [Markus Zusak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 06 czerwca 2015
Próby Ognia – James Dashner



Próby Ognia – James Dashner
Przełożył Agnieszka Hałas
Wydawnictwo Papierowy Księżyc , 2012 , 415 stron
Trylogia Więzień Labiryntu ; Tom 2
Literatura amerykańska


„Na okładce książki przeczytałam, że tom drugi Próba Ognia ukaże się w marcu 2012 roku. Zaczęłam już odliczanie.”
Powyższymi zdaniami zakończyłam swoje wrażenia po przeczytaniu pierwszego tomu trylogii Więzień Labiryntu. Tom drugi ukazał się dawno temu, a ja nadal odliczałam. Zdążył ukazać się tom trzeci i ostatni - Lek na śmierć, a ja nadal odliczałam, witając rok 2015 i tłumacząc sobie,że książka nie zając, nie ucieknie.
Ale nie zapomniałam!
Takich emocjonujących historii się nie zapomina. Motywację do odłożenia „książek dla dorosłych” wzbudziła we mnie wiadomość, że 25 września tego roku ukaże się ekranizacja Prób Ognia i, po obejrzeniu zwiastuna filmu, sięgnęłam natychmiast po przygody Streferów. Dla mnie przygody.
Dla bohaterów kolejnej, morderczej próby przetrwania.
Dosłownie, bo dzieciaki również i tutaj umierały. Labirynt, z którego udało im się uciec w poprzedniej części, okazał się Fazą Pierwszą. Dopiero początkiem drogi ku ocaleniu. Przejściem do Fazy Drugiej, będącej następnym etapem walki o swoje życie i życie przyjaciół. Przedstawiciel DRESZCZ-u postawił przed nimi ultimatum – zostajecie i umieracie na Pożogę albo wyruszacie przez Pogorzelisko do bezpiecznej przystani po lek na tę chorobę. Pomyślne ukończenie Fazy Drugiej nie tylko miało gwarantować ich ocalenie, ale dać je również ludzkości zdziesiątkowanej przez Pożogę. Na przebrnięcie przez bezkresną, suchą, piaszczystą, bezludną, spaloną przez słońce pustynię mieli dwa tygodnie. Z trudem przeżywane burze z zabijającymi ich piorunami, ekstremalna temperatura i Poparzeńcy w różnych stadiach rozwoju choroby zniekształcającej ich ciało i odbierającej im zmysły, to niejedyne przeszkody, jakie mieli do pokonania.
Największy problem sprawiał im brak wzajemnego zaufania.
To kolejny czynnik umyślnie wprowadzony przez DRESZCZ, który uniemożliwiał Thomasowi i Teresie wspólną walkę, a tym samym odbierał prawdopodobieństwo i nadzieję na przetrwanie próby. Brak poczucia bezpieczeństwa i zaufania, niemożność oddzielenia prawdy od kłamstwa, faktów od pomówień, realiów od ułudy sprawiały, że wędrówka ku przystani trzymała w napięciu do ostatniego zdania, bardzo przypominając grę komputerową z osiąganiem levelów. Thomas próbował w tym wszystkim zachować człowieczeństwo, pokonując nowe przeszkody, rozwiązując kolejne zagadki i pułapki psychologiczne. Było mu piekielnie ciężko. Dosłownie i w przenośni. Żar pustyni, pragnienie, niepewność lojalności towarzyszy, brak jakichkolwiek zasad i wytycznych, zdrada najbliższych i nieustannie pojawiające się zabójcze niespodzianki, potęgowały nie tylko moją ciekawość, jak sobie z tym poradzi, ale i co go znowu zaskoczy?
Drugi tom to nie tylko dynamiczna akcja z mnożącymi się jej nagłymi zwrotami, ale również bank rozsianych w tekście informacji, z których razem z Thomasem układaliśmy obraz DRESZCZ-u. Jego funkcji w całym eksperymencie i celu, jaki chciał osiągnąć w tak drastyczny oraz bezwzględny sposób i wreszcie, jaką rolę odgrywali tak naprawdę Thomas i Teresa jako jego... pomysłodawcy! Zaczęłam wątpić w to, że DRESZCZ jest dobry, że chce uratować świat od zagłady, że jego dotychczasowe działania wynikały z humanitarnych pobudek. Przestałam w tej części ufać komukolwiek.
Nawet głównym bohaterom.
Po drugiej części, która kontynuuje bardzo dobry poziom pierwszej, mogę stwierdzić, że to jedna z najlepszych trylogii science fiction zanurzonej w atmosferze thrillera dla młodzieży, jaką czytałam w ostatnich latach. Mam świadomość, że oceniam ją trochę awansem, bo przede mną jeszcze ostatnia część Lek na śmierć.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Jest już zwiastun zapowiadający drugą część trylogii.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A w maju w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 927 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi