Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 10 lutego 2019
Klub Samobójców – Rachel Heng

Klub Samobójców – Rachel Heng
Przełożył Ryszard Oślizło
Wydawnictwo Kobiece , 2019 , 404 strony
Literatura amerykańska


   Lea żyła  w świecie, który troszczył się o jej długowieczność.

   Miała sto lat i ani jednej zmarszczki na ciele jędrnym dzięki DiamentowejSkórzeTM wytrzymałej na uderzenia samochodu i upadek nawet z osiemdziesiątego piętra, zrastającej się w kilka sekund po zranieniu. InteligentnejKrwiTM krzepnącej w niespełna milisekundzie. TwardymMięśniomTM i innym ReparantomTM wzbogaconym o antyoksydanty i środki antystresowe. Diecie opartej na proteinowych nutridrinkach i tlenowych szotach, wykluczającej tradycyjne jedzenie z konserwantami, składnikami kancerogennymi skracającymi telomery. Żyła w społeczeństwie kultywującym nieśmiertelność w myśl idei – zdrowy duch, zdrowe ciało. Ustawa o świętości życia oraz dyrektywy zmniejszające stres i jego oksydacyjne działanie, wyznaczające dietę, sesje rewitalizacyjne, ćwiczenia, długość snu, ilość godzin pracy, a nawet rodzaj dopuszczalnej do odbioru muzyki, filmu i sztuki, gwarantowały wyłapywanie ze społeczeństwa jednostek popełniających świętokradztwo.

   Zamach na życie.

   Swoje lub innych. Lea przez nieostrożność wpadła pod samochód, narażając się na podejrzenie o próbę samobójczą. Skierowana do Grupy Wsparcia uzależnionych od myśli o śmierci, poznaje w niej Anję. Przywódczynię Klubu Samobójców skupiającego ludzi przeciwstawiających się dystopijnemu światu, w którym musieli żyć. Według nich nie gwarantował długowieczności każdemu, a nieśmiertelność tylko wybranym. Zamykał w pułapce  wiecznego życia w nieruchomym, zdegenerowanym, ale mechanicznie funkcjonującym organizmie. Dokładnie w takiej sytuacji znalazła się matka Anji, a czekała ojca Lei.

   Obie musiały podjąć trudne decyzje.

   Anja – czy zabić matkę? Lea – czy pozwolić ojcu na samobójstwo? W społeczeństwie monitorowym przez system, inwigilowanym przez Obserwatorów i donosów ze strony najbliższych w imię znalezienia się na Liście Nieśmiertelnych, ich wybory i działania nie były łatwe.

   Były piekielnie trudne.

   Autorka stworzyła świat, o którym współcześni ludzie marzą i robią wiele, by pozostać jak najdłużej młodym. Pokazała jego pociągające strony pozytywne , ale również koszmarne strony negatywne. Zmusiła do zastanowienia się nad istotą śmierci, jej sensem, wartością, podkreślając jej niezbędność jako elementu dopełniającego życie.

   Jego najlepszym wynalazkiem.

   Wartością, która poprzez swoją nieuchronność zmusza do mądrego wybierania celu w życiu, który nadaje jemu sens. I na pewno nie jest nim kult młodości.

Zapewniam, że pochopna i nieprzemyślana odpowiedź na pytanie umieszczone na okładce tej książki przed jej przeczytaniem, będzie zupełnie inna po jej przeczytaniu.

   Ale to nie koniec rozważań, które podsuwa autorka. Bo jeśli odpowiedź brzmi – nie, to co z uporczywym leczeniem? Co z chorobami terminalnymi? Co z głębokimi upośledzeniami płodów? Co z prawem do rezygnacji z życia, gdy umysł jest uwięziony w nieruchomym ciele? Czy powody członków Klubu Samobójców nie przypominają tych podnoszonych przez zwolenników eutanazji? – Niektórzy chcieli uniknąć samej możliwości ugrzęźnięcia w pułapce bycia nieśmiertelnym, inni po prostu czuli, że mają już dość, i woleli sami zdecydować o swoim końcu. Jeszcze inni pragnęli coś zamanifestować. Mieli poczucie, że walczą dla idei, w imię fundamentalnego prawa każdego człowieka. Powoli, ze strony na stronę opowieści, odkrywałam podobieństwo dystopii  do mojego świata współczesnego i, chcąc czy nie, musiałam opowiedzieć się po jednej ze stron: tradycyjne posiłki czy Nutripaki, jazz czy muzak, kochający życie czy świętokradcy?

   Świętość życia czy świętokradztwo?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród nowości księgarni Tania Książka.

Klub Samobójców [Rachel Heng]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Autorka o swojej powieści, która wywołała międzynarodową dyskusję o manii doskonałości i problemach związanych z kultem zdrowego odżywiania - jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku.

niedziela, 16 grudnia 2018
Manaraga – Władimir Sorokin

Manaraga: powieść – Władimir Sorokin
Przełożyła Agnieszka Lubomira Piotrowska
Wydawnictwo Agora , 2018 , 248 stron
Literatura  rosyjska

      Zabolał mnie poniższy widok.

Fot. Aleksandra Masłowska

Zdjęcie otrzymałam od zaprzyjaźnionej młodzieży. Miało przedstawiać jej wizję książki na konkurs fotograficzny. Tym bardziej zabolało. Okazuje się, że młodzi ludzie nie są jedynymi w tak katastroficznym skojarzeniu. Autor tej powieści miał dokładnie takie samo. W wywiadzie udzielonym Newsweekowi opowiedział o pojawieniu się pomysłu na fabułę, kiedy siedział w pizzerii koło pieca na drewno.

   W ten sposób znalazłam się w roku 2037.

   W czasie, kiedy ludzie przestali czytać, a zaczęli czytać. W epoce, w której zwykły proces czytania książek zanikł. Pojawił się za to book’n’grill. Proces spalania dzieł literackich podczas grillowania. Na Opowiadaniach odeskich Izaaka Babla z 1931 roku przyrządzano faszerowaną kurzą szyjkę po odesku, śledzie na Stepie Antoniego Czechowa, stek z marmurowej wołowiny na Młodziku Fiodora Dostojewskiego, młode kalmary na Czwengurze Andrieja Płatonowa, a stek z diabła morskiego na zborze opowiadań Michaiła Zoszczenki. Ich przygotowywanie i wyszukiwanie odpowiednich polan to cała sztuka kulinarna. Jej mistrzem był book’n’griller, który nie musiał czytać. Musiał przede wszystkim poprawnie i przywozicie czytać, a to oznaczało, że strony płoną jedna po drugiej, czarują klientów, mięso skwierczy, oczy błyszczą, gaża rośnie...

   Takim wysublimowanym fachowcem był Géza.

   Narrator opowieści o historii narodzin book’n’grilla, o swojej karierze zawodowej w profesji kucharza i narodzinach mody na czytanie książek, która miała pomóc zapomnieć ludziom o wojnie. Tak rozpowszechnionej, że zaczęło brakować książek, a grabieże muzeów i bibliotek na całym świecie stały się banałem do tego stopnia, że ludzkość musiała ogłosić book’n’grill zbrodnią nie tylko przeciwko kulturze, lecz także przeciwko cywilizacji w ogóle. Książki trafiły do Czerwonej Księgi, a nad kucharzami, złodziejami książek oraz ich klientami, i nad gośćmi, którzy zapragnęli skosztować combra z jagnięciny na Don Kichocie lub steku z tuńczyka na Moby Dicku, zawisł miecz sprawiedliwości wymierzany przez inspekcję sanitarną.

   Book’n’grill zszedł do podziemi.

   Wraz z nim Géza, który stał się przestępcą i członkiem w mafijnej strukturze Kuchni. Nielegalnej organizacji, w której rozłam spowodował nieunikniony postęp w czytaniu. Buntownicy postawili na nowoczesną, masową produkcję oryginałów wybitnych dzieł przez maszynę molekularną ukrytą na górze w Republice Uralskiej. Tytułowej Manaradze. Géza miał tam dotrzeć i zniszczyć maszynę, by zatrzymać zmiany. Fabuła powieści z czasem przybrała formę sensacji.

   Treściowo przepięknej!

   Często. gęsto nawiązującej do klasyki literatury przede wszystkim rosyjskiej. Znalazłam w niej jednak i nawiązania do literatury powszechnej. Nie będę wymieniać tytułów i autorów, pozostawiając tę przyjemność odkrywania przyszłym czytelnikom. Twórczość niektórych pisarzy autor sparodiował. W tym mojego uwielbionego za Klasztor Zachara Prilepina. Z book’n’grilla stworzył niepowtarzalne zjawisko, wynosząc go do sztuki posługującej się swoistym językiem, którego słowa wytłuszczono w druku (stąd też moje pogrubienia), specjalistycznymi akcesorami i narzędziami do czytania, tajnikami prawidłowego spalania polan, a nawet przypisując jej określone wartości estetyczno-duchowe. Jedne mnie bawiły, a inne wprawiały w zachwyt nad osiągnięciem zmysłowego efektu synestezji. Do tych ostatnich należy opis zapachu książek, który jest bardzo różny. W większości są one skomplikowane, ale bywają też proste. Na przykład niemieckie bajki zawsze pachną wanilią, a powieści Juliusza Verne’a – piżmem. Kafka pachnie dębową deską i ołowiem. Dickens – rdzą i kocimi szczynami. Pierwsze wydanie Nietzschego wydziela zapach oślej sierści. Sto dwadzieścia dni Sodomy pachnie morskimi wodorostami i terpentyną. Wenus w futrze jak żytni chleb. (...) Pierwsze wydanie wyboru dzieł Turgieniewa wydziela woń kompotu owocowego. Wybór dzieł Dostojewskiego – dziegciu. A Tołstoja – jabłkowej pastyły przecieranej z niedźwiedzią żółcią. A czym pachnie Manaraga?

   Grillowym dymem absurdu, kpiny, humoru, sarkazmu i proroctwa.

   Autor, tworząc ze swoich dwóch namiętności – książek i jedzenia – powieść, stworzył kolejne proroctwo nadchodzącego oświeconego średniowiecza, jako wynik zakończenia epoki Gutenberga i wejścia w epokę energii elektrycznej. Pokazuje zjawisko rosnącego konsumpcjonizmu pożerającego świat kulturowo-duchowy ludzkości, w którym człowiek marzy – W wieku czterdziestu lat wymienię organy wewnętrzne, zrobię nową twarz, odnowię członka, a do mózgu wpuszczę super pchły... Elektroniczne pchły-mądralki, które podpowiedzą i podsuną wiedzę, ochronią przed niebezpieczeństwem i zadbają o zdrowie, seks i dobre sny. Zastąpią całkowicie myślenie i wolną wolę, ale za to nasze szczęście będzie trwać wiecznie!. Spoza niego nie będzie widać, że człowiek pozbawiony ich stanie się bezradną i bezmyślną istotą podatną na dowolną manipulację.

   Géza był tego zjawiska przykładem.

   To kolejna alarmistyczna książka wskazująca problem uwsteczniania się ludzkości w rozwoju, która jaskółką już nie jest. Dołącza do stada wron kraczących wieszczym głosem autora – czas idzie... śmierć goni.

   Ilu słucha, bo czyta, a ilu nie słucha, bo czyta?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Na zachętę ciekawy zwiastun książki.

sobota, 08 grudnia 2018
Świąteczny list – Elyse Douglas

Świąteczny list – Elyse Douglas
Przełożył Juliusz Poznański
Wydawnictwo  Kobiece , 2018 , 432 strony
Literatura  amerykańska
  

   Potrójna dawka magii!

   Pierwsza to czas przedświąteczny akcji powieści dziejącej się w Nowym Jorku. Eve, główna bohaterka, zajrzała do sklepiku z antykami „Miniony Czas”. Uwielbiała szperać wśród staroci, a ten wypad do małego miasteczka był prezentem świątecznym dla samej siebie. Tym razem odkryła pod warstwą kurzu cudownie stary lampion, a w nim zatknięty za szybkę tytułowy świąteczny list datowany przez nadawcę 24 grudnia 1885 roku. Jednak nie to było zaskakujące. Ogromne zdziwienie wywołały dane adresatki – Evelyn Sharland. Jej pełne imię i nazwisko! Ten zbieg okoliczności i zapętlenie w czasie wyjaśniła treść listu. Niejaki John Allister Harringshaw II, wysoko postawiony arystokrata, prosił w nim, wręcz błagał, ukochaną o wybaczenie i pamięć o nim. O ich wyjątkowej i jedynej miłości. Prośba intrygująca i bardzo romantyczna dla sceptycznej i racjonalnej Eve, o której szybko zapomniała. Jednak lampion intrygował i kusił, by go zapalić. Uległa mu, odkrywając przypadkowo jego moc przenoszenia w czasie.

   Nagle znalazła się w 1885 roku!

   Niepozorny przedmiot krył w sobie tę drugą magię tworzącą atmosferę opowieści. Eve trafiła do czasów zakochanej pary na miesiąc przed napisaniem listu. Miała szansę i chciała odwrócić ich tragiczny los. Przy okazji, w ferworze odnajdywania się w społeczeństwie sprzed ponad wieku, poszukiwań pary i zgubionego lampionu, który umożliwiał jej powrót do współczesności, zakochała się. To trzecia magia. Tym razem miłości otwierającej jej zamknięte serce po nieudanym małżeństwie i podnoszącej temperaturę emocji opowieści. Ale też stwarzającej mnóstwo dylematów i mnożącej trudne decyzje do podjęcia przez Eve. Musiała wybrać między miłością, a luksusem życia w XX wieku.

   Tak, luksusem!

   Autorzy (pod pseudonimem złożonym z pierwszych imion pary pisarzy, kryje się małżeństwo) pod płaszczykiem romantycznej rozrywki umieścili przesłanie do współczesnych ludzi, ukazując ogromny postęp w emancypacji kobiet i ich roli w społeczeństwie. Ukazanie kobiecej pozycji w rodzinie i w pracy zawodowej poprzez pryzmat współczesnej kobiety wciśniętej w sztywny i bezwzględny gorset norm, zasad i prawa dziewiętnastowiecznego, okazało się bardzo bolesne i brutalne. Eve była wolnym duchem w czasach, w których większość kobiet mogła tylko marzyć o niezależności. Kobiety nie posiadały własności, nie mogły głosować, nie mogły chadzać do barów i pić w pojedynkę bez posądzenia o prostytucję. Jeśli kobieta żyła samotnie, nazywano ją pogardliwie „starą panną”. Kobieta nie mogła pracować na Wall Street ani prowadzić przedsiębiorstwa, a już na pewno absolutnie nie powinna myśleć o startowaniu w wyborach. To musiało skutkować jednym – pilną ucieczką Eve przed groźbą więzienia. Przez cały czas towarzyszyło mi przykre uczucie totalnego zniewolenia i narastającego buntu. Tak musiały czuć się ówczesne sufrażystki. Nie zdradzę, co wybrała Eve – miłość czy powrót do XXI wieku.

   Powiem jedno – czytałam jej magiczną historię jednym tchem.

   To był dobry wybór spośród wielu tytułów, jakie ukazały się na rynku wydawniczym w tym przedświątecznym czasie. Powieść przygotowałam na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Tym razem nie było jednej bohaterki-książki do dyskusji. Każdy miał przynieść swoją propozycję nawiązującą tematycznie do magii świąt grudniowych. Moja rekomendacja niosła aż potrójną magię, a przy okazji mądre przesłanie.

Wraz z innymi propozycjami tytułów było magicznie, przedświątecznie, przy stole z ciastem, orzechami, piernikami, jabłkami, mandarynkami, herbatą i kawą. Z opowieściami o obyczajach obecnych i tradycjach rodzinnych zapamiętanych z lat dziecięcych.

   Z kroplą dziegciu!

   Nasza prowadząca spotkanie wyszperała pozycję odbiegającą od prezentowanego przez nas lukrowanego kanonu. Zadała sobie nawet trud sprowadzenia jej ze  szczecińskiej Książnicy Pomorskiej w ramach wypożyczeń międzybibliotecznych. Nie będę opisywać jej uzasadnienia. Wystarczy spojrzeć na okładkę i zauważyć wiele sugerujący dysonans między tytułem a grafiką.

Musiałam ją przeczytać, bo lubię inności, antagonizmy, sprzeczności i takie odmieńce książkowe idące tematycznie pod prąd. Skorzystałam z okazji dwutygodniowego dostępu do niej oraz życzliwości prowadzącej i mam! Będę czytać!

   Jestem podekscytowana i bardzo jej ciekawa!

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

  Książkę wybrałam spośród bestsellerów księgarni Tania Książka.

Świąteczny list [Elyse Douglas]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 30 lipca 2018
#wawskie 14 – Jakub Pawełek

#wawskie 14 – Jakub Pawełek
Wydawca Warbook , 2017 , 394 strony
Literatura polska
   

   „Zobacz, co to za dziwne coś!”

   Taką informację otrzymałam w mejlu wraz z linkiem do tej książki. A ja sobie pomyślałam, dlaczego zaraz dziwne? Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, patrząc na moich, rozpieszczonych życiem w warunkach pokoju, rodaków, jak zachowaliby się w podobnych okolicznościach? Ilu z nich stanęłoby na barykadzie? Ilu przeklinałoby powstańców, a ilu zdradziło? Ilu podjęłoby pałeczkę w sztafecie walki o niepodległość naszej Ojczyzny?

   I oto miałam odpowiedź!

   Autor urzeczywistnił ją, pięknie mi odpowiadając, że statystyka jest nieubłagana, a krzywa Gaussa niezmienna. W tym zakresie nic nie zmieniłoby się. A pięknie, bo to świetnie napisana historia Powstania Warszawskiego, ale... w 2014 roku! Przesunięta w czasie o kilkadziesiąt lat połączyła w sobie znane ramy historyczne oparte na faktach z fikcyjną fabułą i realiami współczesnej mi rzeczywistości.

   To było bardzo ciekawe doznanie czytelnicze.

   Z jednej strony przewidywałam zakończenie (chociaż nie do końca, ale o tym potem), bo znałam historię powstania. Autor ujął w akcji powieści jego najważniejsze wydarzenia, etapy oraz topografię warszawskich ulic i charakterystycznych budynków. Wyjątkiem był znany z mediów obraz uratowanego chłopca siedzącego w karetce, zaczerpnięty z wojny syryjskiej. Z drugiej strony historię bohaterów śledziłam z ogrommy niepokojem, nie wiedząc, czy przeżyją. Zapomniałam, że na wojnie nie można się do nich przywiązywać. W tym zakresie autor był bezlitosny, a raczej kierował się brutalnymi regułami wojny, w której nie było romantyzmu i sentymentów. Była więc nie tylko powszechna śmierć, ale i gwałty, mordy, eksterminacja, rzezie przesiąknięte bólem, krzykiem, krwią i łzami oraz sceny walk, z których wyjście żywym zakrawało na cud. Umieścił to wszystko nie tylko w znanych ówcześnie i obecnie warszawskich dzielnicach, ale również wśród budynków wybudowanych niedawno, jak: Centrum Nauki Kopernik, Stadion Narodowy, metro czy Złote Tarasy przemianowane przez okupanta na Kryształowe. Pokazał też wojnę wspomaganą przez współczesną technologię informatyczną, przenosząc ją do Internetu. Na tę jasną stronę portali społecznościowych i medialnych, ale i tę ciemną, hakerską wojnę cybernetyczną. Bardzo podobało mi się to, że autor nie był przy tym poprawny politycznie, poruszając wiele wątków i kontekstów okołopowstańczych i patriotycznych, a jego bohaterowie tylko czarno-biali. To historia pisana życiem, w którym pragnienia osobiste rzutowały na decyzje i wybory niekoniecznie zbieżne z przyzwoitą postawą i dobrem własnego kraju, po obu stronach barykady. W tej warstwie kierunki rozwoju powieści były nieprzewidywalne. Dodatkowo tekst ilustrowały tematyczne rysunki, z których ten stał się dla mnie wymownym symbolem powieści.

   Czytałam ją z ogromnym zaciekawieniem.

   Jednocześnie, w miarę rozwoju fabuły, zaczęło pojawiać się natrętne pytanie – ale właściwie po co są takie książki? Po co pisać powieści relatywne do historii prawdziwej? Mało mamy wojen dookoła? Potrzeba nam jeszcze tej wymyślonej? Odpowiedź znalazłam na końcu tekstu. Dokładnie w ostatnim zdaniu, które odsłoniło przesłanie i cel tej na nowo napisanej historii. Spychające rolę rozrywkową opowieści militarnej na dalszy plan. Jednoznaczne słowa, które nawiązywały do odwiecznego sporu o sens Powstania Warszawskiego. Główny bohater, powstaniec Damian, na pytanie sowieckiego żołnierza – Po jaką cholerę wyście to zrobili?, odpowiedział – Po prostu... Tak było trzeba. Nic więcej, tak było trzeba (...) I każdy z nas zrobiłby to ponownie.

   I za tę postawę wpisaną w powieść jestem autorowi bardzo wdzięczna, bo to ona jest najważniejszym sensem napisania tej starej/nowej historii Powstania Warszawskiego.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

#Wawskie14 [Jakub Pawelek]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

To mój prezent, który otrzymałam w ubiegłym roku. Darczyńca wiedział, że mam pragnienie, stanąć kiedyś na tym placu w rocznicę Powstania Warszawskiego.

wtorek, 10 lipca 2018
Księga Joanny – Lidia Yuknavitch

Księga Joanny – Lidia Yuknavitch
Przełożyła Kamila Slawinski
Wydawnictwo Poradnia K , 2018 ,  344 strony
Literatura amerykańska

   Dystopia, która boli!

   Nic nie zapowiadało skali tego uczucia. Pierwsza część księgi, opisująca nowy, sztuczny świat CIEL w 2049 roku, krążący w kosmosie po geokatastrofie Ziemi, wręcz wprowadzała mnie w świat ciszy białych ścian i ascetycznych pomieszczeń, wśród których żyli ocaleńcy. Zmutowani, bezpłciowi, bezpłodni, bezwłosi, bez przeszłości i przyszłości, głodni miłości, zniewoleni przez tyrana Jeana de Mena. Mogli wyrażać siebie tylko za pomocą graftów. Dalekich krewnych tatuażu i kuzynów alfabetu Braille’a. Nowej formy narracji. Napisów i tekstów wycinanych na skórze, która stała się bezwłosym papierem dla elektrycznego narzędzia. W Krystynie Pizan, której teraźniejszość życia na CIEL rozpoczynała opowieść, narastał bunt. Niczym Christine de Pizan (zbieżność nazwisk bohaterów w powieści nie jest przypadkowa) postanowiła napisać na własnej skórze swoją historię i tego, co się wydarzyło, tytułując ją Księgą Joanny. Kobiety, która miała moc zniszczenia Ziemi, jak i jej odbudowania. Jej opowieść kontynuowała w kolejnych częściach już sama Joanna. Zagrożynka potrafiąca łączyć się z materią i panować nad tellurycznymi prądami natury, która chcąc uratować uwięzioną ukochaną Leonę, musiała dostać się na CIEL. Od tego momentu spokojna narracja nabrała tempa i dynamiki, a brutalne sceny ludzkiego sadyzmu bezlitośnie ukazywały psychopatyczną twarz człowieczej natury.

   Prawdopodobną twarz ludzkości w przyszłości.

   Autorka pod warstwą rozrywkową powieści umieściła tak naprawdę diagnozę społeczno-psychicznej kondycji ludzkości, kierunek jej destrukcyjnego rozwoju, w którym zmierza i wizję smutnego braku przyszłości. Na czele ludzkości nie postawiła silnych osobowości ratujących ludzi, a celebrytę chroniącego tylko elitę. Psychopatę, który skrywał tajemnicę determinującą jego dewiacyjne zachowania i, o zgrozo,  nadal pielęgnującego destrukcyjne zachowania i propagującego seksistowską ideologię, które doprowadziły do wojen na Ziemi – konsumpcjonizm, technologia zbrojeniowa, agresywna eksploatacja zasobów naturalnych, rozpad więzi rodzinnych i roli rodziny w społeczeństwie. Samozwańczy przywódca zastąpił wszystkich bogów, wszelką etykę i naukę potęgą przedstawienia wykreowaną za pomocą mediów i technologii na Ziemi, a spotęgowaną w kosmosie. Człowieka ogarniętego nienawiścią do wszystkiego, co w ludzkości różne i różnorodne oraz patologicznym pragnieniem odrodzenia jej na podobieństwo siebie samego. Joanna Dirt niczym Joanna d’Arc miała uratować Ziemię i tych, którzy na niej pozostali z wyrokiem śmierci. Była uosobieniem nadziei i wiary w dobro tkwiące w człowieku, który niszczy, ale ma również w sobie moc budowania, a miłość jest niezbędnym czynnikiem, który niczym elektryczny impuls, inicjuje życie i je podtrzymuje.

   Mam jednak wrażenie, że cała ta filozofia z nawiązaniami do postaci historycznych i tekstów literackich Williama Szekspira była nośnikiem dużo ważniejszego przesłania, jakie niesie ta opowieść – apel o tolerancję różnorodności płciowej. Nie bez powodu powieść poprzedza takie motto:

To przestroga, a prawdopodobne skutki jej lekceważenia zobrazowała autorka w powieści. Nie była przy tym subiektywna i jednostronna. Uczyniła to zarówno w stosunku do heteroseksualności, jak i homoseksualności. Pokazała obie orientacje seksualne w swoich skrajnych przejawach, prowadzących do wypaczeń i destrukcji, jako wyniku braku dialogu i dominacji którejkolwiek z nich. Tym, co liczy się tak naprawdę i co daje nam szanse na przetrwanie, to miłość.

   Bez względu na płeć.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Księga Joanny [Lidia Yuknavitch]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 06 listopada 2017
Ucieczka z Lake Falls – Artur K. Dormann

Ucieczka z Lake Falls: budząc dawno umarłych bogów – Artur K. Dormann
Wydawnictwo Lemoniada.pl , 2017 , 400 stron
Cykl Lake Falls , część 2
Seria Dark Lemon
Literatura amerykańska


  Stało się!

  Nie chcę napisać – a nie mówiłam!?, ale ten wniosek sam nasuwa się automatycznie. Vici zmądrzała. Lekcja nauki rozsądnego wyboru opartego na rozumie, a nie na emocjach, okazała się dla niej bardzo bolesna. Na razie czuła tylko ból ciała, gdy obudziła się w swoim starym domu w Lake Falls, z którego przecież uciekła. Ktoś dbał o nią podczas rekonwalescencji po wypadku, bo tyle jeszcze pamiętała. Jakaś tajemnicza osoba dostarczała jedzenia podczas jej snu, drewna do kominka, a któregoś dnia zostawiła tajemniczą księgę w zniszczonej, skórzanej oprawie kryjącej w sobie rękopis o jeszcze bardziej tajemniczym tytule Pustynni wędrowcy. Miała czas na przemyślenia. Na czytanie kroniki wampirów i odtworzenie ciągu wydarzeń, który zatoczył koło, sprowadzając ją z powrotem do przeklętego miejsca. Miała nadzieję, że zdoła uciec przed mężczyzną, który zburzył jej spokój. Przed wampirem żądnym zemsty, do spełnienia której chciał wykorzystać jej córkę Kat. Długo nie dopuszczała myśli, że ucieczka przed istotą, która za pomocą najczarniejszej magii wydłużyła sobie życie ponad obowiązujące prawa natury nie ma najmniejszego sensu i tak naprawdę ucieka przed samą sobą.

   Przed własnymi emocjami.

   Wypierała je rozumem, który w trakcie ucieczki zaczynał dochodzić do głosu, doprowadzając ją do zmiany decyzji. Do dokonania wyboru, który powinna uczynić już w pierwszej części Co zdarzyło się w Lake Falls, zanim zaczęli ginąć jej najbliżsi i przyjaciele. Zanim zrozumiała, że jej córka Kate, dla innych jest drogą do zemsty. Zanim uświadomiła sobie, że życie wieczne jest przekleństwem, a śmierć darem dla ludzkości. Jedynym skutecznym lekiem i ucieczką przed bólem, strachem i cierpieniem. Wracając do zdrowia i odtwarzając naprzemiennie przeszłość swoją i wampirów, którą ostatecznie połączył jeden wątek, stała się mimowolnym kronikarzem dopisującym dalsze, tym razem wspólne losy ludzi i wampirów.

   To jej ponowny wybór miał wyznaczyć ich przyszłość.

   Autor, którego najbardziej interesują wybory i ich konsekwencje, jak przeczytałam w nocie o autorze, umieścił ich w drugiej części całe mnóstwo. Właściwie każdy bohater stał przed jakąś decyzją, która wywoływała lawinę skutków począwszy od prahistorii po czasy współczesne. Do końca nie wiedziałam, w którym kierunku potoczy się dynamiczna akcja fabuły obu snutych historii. Nie jestem tego pewna nawet po jej zakończeniu, które autor pozostawił w zawieszeniu. Otwartym na kolejne wydarzenia, dyktowane nieprzewidywalnymi wyborami.

   Czyżby miała pojawić się znowu kontynuacja?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Ucieczka z Lake Falls [Artur K. Dormann]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 01 października 2017
Opowieść Podręcznej – Margaret Atwood

Opowieść Podręcznej – Margaret Atwood
Przełożyła Zofia Uhrynowska-Hanasz
Wydawnictwo Wielka Litera , 2017 , 368 stron
Literatura kanadyjska

   „...dzisiaj zaczęłam i jestem w połowie Opowieści podręcznej, bardzo smutna i niestety aktualna powieść :(”

   To tej treści SMS, który otrzymałam, sprawił, że natychmiast wyjęłam ten tytuł z długiej kolejki oczekujących książek do przeczytania. Tak się szczęśliwie złożyło, że niedawno kupiłam ją pod wpływem reklam towarzyszących nie tyle samej książce, ile jej ekranizacji. W 2017 roku Bruce Miller wyreżyserował bardzo dobry serial pod tym samym tytułem (polecam!), którego siedem odcinków obejrzałam w jedno sobotnie popołudnie i wieczór. Nie mogłam się od niego oderwać.

   Z powieścią było podobnie.

   Narrację prowadziła kobieta o imieniu Freda nadanym od imienia jej właściciela. Komendanta, w domu którego pełniła rolę Podręcznej. Jej prawdziwego imienia nie poznałam. Było zakazane tak, jak wiele innych rzeczy. Właściwie wszystko to, co należało do starego świata. I tak miało być. Miałam odebrać główną bohaterkę, jako jedną z wielu jej podobnych. Jako tę, którą może być każda. Jako głos indywidualny,  a jednocześnie reprezentujący ogół kobiet żyjących w reżimie narzuconym przez ideologię jego twórców, budujących nowe państwo na terenie byłych Stanów Zjednoczonych. Republika Gilead, bo tak się nazywało, rządziła się prawami religijnymi zawartymi w Biblii, ale interpretowanymi przez elitę rządzących. Ich wykładnia zależała od celu, jaki chciała osiągnąć. Miała świadomość, że ”lepiej” nigdy nie znaczy lepiej dla wszystkich, bo zawsze dla niektórych jest gorzej. Problem w tym, że ci „niektórzy” stanowili większość społeczeństwa. Najważniejszym w niej celem, bezwzględnie obowiązującym wszystkich, była prokreacja, która osiągała bardzo niskie statystyki urodzeń z powodu zanieczyszczenia środowiska. Stworzenie kobietom  warunków do spełnienia swojego naturalnego powołania, jakim było rodzenie dzieci, tak naprawdę stworzyło im piekło na ziemi, w którym miłość była anomalią. Zabierając wolność czegoś, rządzący dali wolność od czegoś. A tak naprawdę, pokrętnie przedstawiana myśl o wolności podczas szkoleń indoktrynacyjnych oznaczała jedno – niewolę.

   Freda dokładnie opowiedziała o tej niewoli i procesie zniewolenia.

   O systemie represji i opresji, oprowadzając mnie po okupowanym mieście, robiąc zakupy na kartki z obrazkami zastępujące pismo (obowiązuje zakaz pisania i czytania), uczestnicząc w absurdalnych obrzędach, brutalnych zwyczajach i okrutnych rytuałach, które dla mnie były obrzydliwe i chore, ale dla ich uczestników – normą. Miałam dokładnie to zobaczyć. Proces „normalnienia” nienormalnego, które w czasach przed Gileadą było dziwne, nieakceptowalne i nie do przyjęcia. Miałam przekonać się, jak drobnymi, nieznacznymi, prawie niezauważalnymi posunięciami i decyzjami wprowadza się reguły, które powoli przestają szokować i dziwić, stając się akceptowanymi normami w myśl zasady, że człowiek do wszystkiego się przyzwyczai. Wędrówkę po Gileadzie Freda przerywała snem lub drzemką. To był jej czas, kiedy mogła wracać myślami do przeszłości, w której miała rodzinę – męża i córkę. To czas kontrastowych zestawień, które podkreślały groteskę, absurdy i wynaturzenia totalitarnego systemu. To też czas, w którym przypominała sobie, jak doszło do tego, że znalazła się w domu bezdzietnej pary, Komendanta i jego żony, jako niewolnica, „macica”, żywy inkubator, surogatka, by urodzić im dziecko, spełniając comiesięczny rytuał ceremonii, który dla mnie był po prostu gwałtem usankcjonowanym prawnie. A kiedy poznałam już nowy świat Fredy, w którym zabrano jej wszystko oprócz wewnętrznej wolności i wspomnień, doszłam do jednego wniosku – nic się nie zmieniło oprócz okoliczności. Jeśli dobrze się rozejrzę, to ta precyzyjnie przedstawiona antyutopia wydarzyła się już w historii powszechnej i wydarza w świecie współczesnym. Moje spostrzeżenie potwierdziło jedno zdanie – ...w Gileadzie niewiele było rzeczy oryginalnych czy miejscowych – jego geniusz polegał na syntezie. Tego, co już było. Co już się wydarzyło.

   Aktualność tej powieści totalnie mnie zaskoczyła!

   A książka nie jest „świeżynką” literacką i wydawniczą. Autorka opublikowała ją w 1985 roku. Według niektórych ówczesnych krytyków w odpowiedzi na próbę ograniczenia procesów emancypacyjnych przez rząd Ronalda Reagana.

W Polsce ukazała się po raz pierwszy w 1992 roku nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego w serii Klub Interesującej Książki. W 1998 roku wznowiło ją Wydawnictwo  Zysk i S-ka w serii Salamandra, a potem Wydawnictwo Znak w 2006 roku. Jeśli niczego nie przeoczyłam w tym śledztwie, to mój egzemplarz jest jej czwartą odsłoną. Od ukazania się oryginału upłynęło 32 lata, a jej przesłanie jest nadal obowiązujące! Paląco aktualne dla Polski!

   Źródłem tego fenomenu jest jej ponadczasowość.

   Jej przesłanie można rozpatrywać aż w siedmiu płaszczyznach (a może i nawet więcej!) – feministycznej, emancypacyjnej, biblijnej, politycznej, filozoficznej, psychologicznej i literackiej. W każdej z nich można doszukać się bieżącego problemu, z którym boryka się świat i zamieszkujące go narody. A może powinnam napisać – funkcjonujące w nim reżimy? Autorka, by uwiarygodnić przesłanie powieści, zastosowała znany trik, nadający jej charakter paradokumentu. Powstała na bazie odnalezionych 30 taśm magnetofonowych, nagranych przez Fredę post factum (historia kończy się, pozostając otwartą dla dalszych losów Fredy) czyni opowieść refleksyjną, zdystansowaną i bardzo prawdopodobną. A nawet realną. Proroctwem, jak może być, jeśli ludzie nie obudzą się z letargu i bierności wobec tego, co dzieje się wokół, uznając w zadufaniu, że ich to nie dotyczy. Nie czując podgrzewanej powoli wody, w której są zanurzeni, nawet nie zauważą momentu ugotowania się w niej. Ten wątek idealnie pasuje do obecnej sytuacji w Polsce. Zaczęło się od manipulacji przy Konstytucji RP.

   Panie i Panowie - proces gotowania rozpoczął się!

   Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2017 roku.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Opowieść Podręcznej [Margaret Atwood, Zofia Uhrynowska-Hanasz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Dla niezdecydowanych - zwiastun serialu.

niedziela, 23 lipca 2017
Co zdarzyło się w Lake Falls – Artur K. Dormann

Co zdarzyło się w Lake Falls – Artur K. Dormann
Przełożył Konrad Potrzebowski
Wydawnictwo Lemoniada.pl , 2017 , 400 stron
Seria Dark Lemon
Literatura amerykańska


   Lake Falls to było dobre miejsce do rozpoczęcia nowego życia.

  Tak wydawało się Vic, którą zauroczyło niewielkie miasteczko położone nad jeziorem, którego głęboki granat odbijał w swoim lustrze strome północne stoki Appalachów, zdawałoby się, wyrastające prosto z wody. Niesamowity widok ze starego, drewnianego domu górującego nad okolicą nasuwał jedną myśl – warto było zestarzeć się tutaj. Rozpocząć życie od nowa. Zapomnieć o koszmarach z przeszłości w jednej z tych niezwykłych dolin głęboko ukrytych przed zewnętrznym bałaganem świata. Urok miejsca dobrze maskował równie głęboko ukryte demony tej okolicy, dodatkowo okryte zmową milczenia miejscowych. W tym momencie byłam mocno zaintrygowana.

   Zanosiło się na dobry thriller!

   I dramat, bo nagle to nowe życie Vic zaczęło się sypać. Najpierw rozchorowała się jej córeczka, u której wykryto glejaka mózgu. Potem dowiedziała się, że wymarzona kotlina wraz z miasteczkiem ma być zalana wodą. Pośrednik w zakupie nieruchomości „zapomniał” dodać, że w okolicy zaplanowano budowę elektrowni wodnej.

   A potem pojawił się Obcy.

   Długo zastanawiałam się, czy użyć słowa wampir, wiedząc, że mogę w tym momencie zniechęcić wiele osób. Ale po pierwsze, to nie jest nowa powieść na polskim rynku wydawniczym, ale jej wznowienie tym razem przez młodziutkie  wydawnictwo Lemoniada.pl. Jej pierwsze wydanie ukazało się w 2012 roku z taką okładką.

Od tego czasu powieść została dobrze opisana przez czytelników, którzy wampirzej strony historii nie ukrywali, odmieniając to pojęcie przez wszystkie przypadki. Po drugie, powieść łamie dotychczasowe schematy dobrze utrwalone przez tego typu literaturę. Główną bohaterką nie jest nastolatka lub naiwna kobieta, ale twardo trzymająca się faktów lekarka, matka śmiertelnie chorej dziewczynki i kobieta skrzywdzona przez mężczyznę i zawiedziona małżeństwem, która powiedziała sobie stanowczo – Żadnych miłostek, romansów, przygód ani stałych związków. I jeśli nawet romans nawiązał się, to jego przebieg i finał wynikał z wyboru między zdrowiem i życiem córki a konsekwencjami zawartej umowy z mrocznymi siłami. Cena, którą musiała zapłacić za wyrwanie córki ze szponów śmierci była bardzo wysoka. Stałe pozostawanie w jej cieniu zmieniało ją i jej coraz bardziej bezwzględne i egoistyczne decyzje . Manipulowana przez dwie przeciwstawne siły, wplątana w beznadziejnie zawikłaną sytuację nie umiała znaleźć rozwiązania. Szarpała się wewnętrznie, stając się złą, samolubną kobietą pozbawioną sumienia i zasad. A decyzje musiała podejmować w każdym momencie stale zmieniających się kierunków wydarzeń w bardzo dynamicznej akcji fabuły.

   To czyniło z tej powieści nie romans, a przede wszystkim thriller.

   Jego przesłaniem było ukazanie roli wolnej woli w życiu człowieka, która nie dawała wolności. Autor wkładając w usta Vic słowa – Branie odpowiedzialności za każdą decyzję i ponoszenie jej konsekwencji jest ciężarem, któremu człowiek rzadko jest w stanie podołać. – czyni z niej przekleństwo. Najbardziej uwidocznił to w zaskakującym i przerażającym zakończeniu opowieści.

   Pozostałam z myślą, że decyzja podjęta w dobrej wierze i dla dobra drugiego człowieka, może uśmiercać innych i stać się przekleństwem decydującego. Dał mi też szansę powrotu do momentu wyboru i odpowiedzenia sobie na pytanie – czy postąpiłabym tak samo, jak Vic? Bohaterka nie miała problemu z odpowiedzią.

   Ja, tak!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Co zdarzyło się w Lake Falls [Artur K. Dorman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 10 czerwca 2017
Dzika energia – Marina i Siergiej Diaczenko

Dzika energia: Lana: powieść – Marina i Siergiej Diaczenko
Wydawnictwo Teza , 2006 , 416 stron
Literatura ukraińska

Pracuję jako piksel.
Już to pierwsze zdanie, rozpoczynające opowieść o dziewczynie, która żyje w świecie zniewolonych ludzi, budzi zaciekawienie. Żyć jako kropka i przewodnik rytmu w wielkim pokazie wśród syntetyków i dla uzależnionych od codziennej dawki energii dostarczanej przewodami z Zakładu, na którą muszą sobie zapracować, musi być ciekawie. Musi być też strasznie, skoro bez niej umierają. W beznadziejnie ponurym, mrocznym mieście, gdzie panuje deficyt energii, a słońce świeci tylko 20 minut na dobę. Ulice patroluje policja energetyczna, wyłapując tych, którzy handlują, produkują lub pobierają energię nielegalną, a z człowiekiem, którego na tym złapią, energetyczna policja może zrobić cokolwiek: bić, szydzić, zabić...
Główna bohaterka tego nie dostrzegała, dopóki nie poznała dzikich.
Wyjątkowych ludzi mieszkających na szczytach wież, którzy nie potrzebowali energii z zewnątrz. Mieli ją w sobie. Czerpali ją z własnego serca, które wybijało rytm energii dzikiej, bo dziki żyje z miłością – i umiera bez strachu! Od tego momentu rozpoczęła się przemiana dziewczyny w niezależną, świadomą, silną własną energią, pewną swoich postanowień osobę, która, w trakcie walki z energetycznym reżimem, zyskuje imię – Lana. Jej hasłem życiowym stało się przekonanie – Ja nie chcę i nie będę żyć w takim świecie. Zmienię go... albo umrę, próbując zmienić. Jej droga do serca Zakładu to metafora odzyskiwania niezależności od systemu i tożsamości. Pasmo szybko następujących po sobie wydarzeń tworzących dynamiczną przygodę pełną napięcia, emocji i odkrywanych światów istniejących poza miastem. Dzikich, jak ona. Pierwotnych terenów zamieszkiwanych przez ludzi czerpiących energię z natury i jej żywiołów. Muzyka, rytm, natura i bicie serca powoli stapiały się w jedną sprawę. W walkę o przyszłość ludzkości, przyjaciół i siebie.
Nie bez powodu.
Powieść powstała jako jeden z elementów kampanii autorstwa ukraińskiej, wszechstronnej artystki – Rusłany. W Polsce znanej jako zwyciężczyni 49. Konkursu Piosenki Eurowizji. Piosenkarka poprosiła jednych z najlepszych, ukraińskich pisarzy fantastyki o napisanie dla niej książki. Powieści, która przekazywałaby jej pasję i moc muzyki do podnoszenia ludzi z kolan. Wyprowadzania z życiowych zakrętów na prostą. Pomagania odnajdywania energii do życia w sobie. Wyrywania z emocjonalnego, „energetycznego kryzysu”. Czasu, w którym człowiekowi ciemno, mroczno i zimno nawet w najjaśniejszy i najcieplejszy, słoneczny dzień. Którzy zgubili własną energię i rytm serca wśród syntetycznego jedzenia (w tym używek!), syntetycznej muzyki i syntetycznych uczuć.

 Oprócz książki, na odwrocie której widnieje jej „dziki” wizerunek utożsamiający charakter powieści, stworzyła również muzykę, teledyski, rock operę i styl ubierania się, prezentowany na scenie.

YouTube

Rusłana miała nadzieję, że porwie za sobą wszystkich bez względu na wiek, którzy będą chcieli powielić zakodowaną w powieści jej filozofię i styl życia. Nie wiem, czy jej się to udało w ojczystej Ukrainie. Wiem natomiast, że w Polsce książka, która ukazała się w 2009 roku, nie porwała czytelników do tak radykalnej zmiany, chociaż sama w sobie jest bardzo energetyczna i optymistyczna. Jeśli nie powiedzieć – profilaktyczna w warstwie psychologicznej metamorfozy Lany. Inna rzecz, że wydanie polskiej (dla mnie chłodnej i sterylnej) okładki nie porywa i zupełnie nie oddaje treści.

 Powieść-metafora, w której do walki o człowieka staje cywilizacja i tradycja.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki w moim tłumaczeniu z języka rosyjskiego.

Książka on-line

 To jeden z teledysków nagranych przez Rusłanę.

niedziela, 28 maja 2017
Inwazja – Wojtek Miłoszewski

Inwazja – Wojtek Miłoszewski
Wydawnictwo W.A.B. , 2017 , 510 stron
Literatura polska

Wojny nam trzeba!
To zdanie usłyszałam od psychologa jako podsumowanie szkolenia omawiającego między innymi stan psychiczny polskiego społeczeństwa. Niby żarty, ale coś w nich jest, skoro w tak różnych dziedzinach, jak nauka społeczna i literatura, dochodzi się do identycznych wniosków. Bo autor tej powieści do takiego wniosku właśnie doszedł. Również przedstawił niestabilny stan psychiczny Plaków. Wszyscy jego bohaterowie główni wiedli życie przytłoczone problemami z nikłą perspektywą na poprawę, na swój sposób próbując odnaleźć się w pogmatwanej rzeczywistości XXI wieku.
Roman, najemny żołnierz i komandos walczący w Kosowie, Iraku, Afganistanie i Czadzie, pozornie silny człowiek, próbował popełnić samobójstwo. Michał, były nauczyciel historii, mąż i ojciec dwójki dzieci z trzecim w drodze, pracujący na umowę „śmieciową” jako telemarketer, szarpał się z permanentnym brakiem pieniędzy i długami kredytowymi. Danuta, bizneswomen prowadząca z ojcem przedsiębiorstwo nastawione na zysk, była gotowa dla niego sprzedać siebie i swoje ciało. Pesymistyczny obraz dopełniali bohaterowie drugoplanowi, których poglądy dobitnie wyrażała wiecznie niezadowolona i narzekająca pani Sandra z baru – Tylko niech pan powie, mało to jest na świecie różnego kurewstwa i złodziejstwa? Do tego rząd polski, którego partykularne interesy rządzącej partii i jej prezesa brały górę nad potrzebami narodu i bezpieczeństwem państwa. A wszystko w świecie, którego głowy państw spiskują między sobą w kuluarach, by na zewnątrz tworzyć zupełnie odmienną politykę oficjalną.
W powietrzu było czuć krew!
Musiało coś znaczącego się wydarzyć. Musiało tąpnąć, by to apogeum emocji, negatywizmu, defetyzmu i egoizmu rozładować. I stało się!
Wybuchła wojna!
Autor wykorzystał wiedzę nie tylko historyczną, ale również wiedzę znanego psychologa społecznego Philipa Zimbardo, którego eksperyment dowiódł, że dobrzy ludzie czynią zło w dużej mierze dzięki sytuacji. Na tej bazie stworzył swój własny eksperyment literacki. Przedstawił aktualną sytuacje polityczną w Polsce i na świecie, ukazując mechanizmy rządzenia. Wybrał bohaterów reprezentujących trzy, główne warstwy społeczne z ich typowymi problemami egzystencjalnymi. Połączył ich losy wątkami osobistymi, tworząc ciekawą i intrygującą fabułę.
I postawił w obliczu wojny.
To, co otrzymałam, przeraziło mnie swoją realnością i wysokim stopniem prawdopodobieństwa, ale i utwierdziło w przekonaniu, że cienka warstwa cywilizacji każdego człowieka bardzo szybko kruszy się i znika, gdy skrajne warunki wojenne zmuszają do walki o życie bliskich lub własne. Gdy umożliwiają szybki zysk nawet kosztem innych albo ciche porachunki z osobami niewygodnymi. Dwa tygodnie wojny toczącej się na kartach powieści przenicowały nie tylko bohaterów psychicznie i moralnie, ale również ich system wartości i poglądy. Skutecznie zweryfikowały normy i zasady społeczne.
Nie był to obraz dylematów moralnych.
To był obraz szybkich, brutalnych decyzji, krwi, łamanych kości, gwałtów, wykorzystania psychicznego i fizycznego, a przede wszystkim śmierci, która w miarę upływu czasu wojny stawała się powszechna, zyskując status najskuteczniejszej metody rozwiązywania problemu. Na dodatek autor losy bohaterów pozostawił otwarte. Mając tak podaną wiedzę, z łatwością mogłam dopisać sobie dalsze, mroczne ich dzieje. Dla równowagi i błędu statystycznego w eksperymencie autor przemienił antybohatera w postać pozytywną, ale nie zdradzę którego.
Przerażający scenariusz przyszłości!
Zabrakło mi w nim jednej istotnej rzeczy, która w każdej wojnie istnieje. Alkoholu. O innych używkach nie wspominając. Na wojnie, jakiejkolwiek, jak dowiódł Kamil Janicki w Pijanej wojnie, piło się, a alkohol był środkiem płatniczym. W tej powieści wojna jest przeraźliwie trzeźwa, a środkiem przetargowym jest tylko żywność i złoto.
Powieść, pomimo swej fantastyki, pozostawiła we mnie niepokój, że tak może być. Że dokładnie to nas czeka!
Jeśli nie gorzej...

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inwazja [Wojtek Miłoszewski]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

 

A tutaj kolejny fragment - początek powieści.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w lutym w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1154 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi