Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 19 marca 2017
Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki



Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki
Wydawnictwo Rozpisani.pl , 2017 , 67 stron + 11 stron fotografii
Literatura polska


Okazuje się, że własny pogrzeb może być najważniejszym wydarzeniem w życiu!
Warto w tym dniu czuwać i być przytomnym, śledząc pilnie losy naszych prochów, bo nigdy nie wiadomo, dokąd zawędrują i na jakie niewygody po śmierci zostaną narażone. Jeśli ktoś pomyślał, że przecież nie jesteśmy tego świadomi i właściwie wszystko nam jedno, co będzie się działo później z naszym ciałem, to źle myśli. Boleśnie przekonał się o tym główny bohater tego opowiadania - Tadeusz, który przeoczył ten znaczący fakt. Będąc krakowianinem, zamiast w rodzinnym grobowcu na Rakowicach, został pochowany na podhalańskim cmentarzu w Murzasichlu. Okazało się, że pomyłki podczas wsypywania prochu do urny zdarzają się, a życie po życiu jest jak najbardziej realne. Tadeusz może i pogodziłby się z tym niefortunnym zrządzeniem losu, gdyby nie góralska kapela, która od tygodnia, codziennie, przez godzinę, rzępoliła mu nad grobem, zakłócając święty odpoczynek przyśpiewkami o juhasach, żyntycy, Marynie z Hrubego i góralskiej niedoli – i tak na okrągło!

Nie to, że nie lubił muzyki. Lubił! Był przecież za życia stroicielem grzebieni. Więc lubił, tylko że nie taką. I nie nad grobem! Mówiąc bez ogródek – nienawidził podhalańskiego pitolenia na skrzypcach!
Od tego momentu zaczęła się wędrówka Tadeusza po świecie żywych.
Próbował zaplanować przeniesienie na inny cmentarz z odwiedzającą grób żoną, kierownikiem cmentarza, księdzem, miejscowym góralem i wreszcie z właścicielem karczmy. Góralski świat widziany zza grobu i podany w oparach absurdu oraz czarnego humoru, śmieszy, każe przymrużać oko, bawi specyfiką myślenia i mentalności górali. Nic nie dziwi i wszystko można załatwić pomyślnie dla obu stron interesu. Nawet po śmierci.
Nawet z nieboszczykiem!
Autor opowiadania został zwycięzcą konkursu literackiego Wydaj swoich bohaterów zorganizowanego w 2016 roku przez wydawnictwo Rozpisani.pl. Przeniósł go także na deski krakowskiego Teatru KTO pod tym samym tytułem. Bilety jeszcze do nabycia! Chętnie poszłabym na przedstawienie, ale, o ironio!, mieszkam nad morzem i dlatego zazdroszczę krakowianom, że mają możliwość zobaczenia go na żywo. Zwłaszcza że przedstawienie zbiera pozytywne recenzje, a szczególnie odtwórca Tadeusza – Maciej Słota. Mnie pozostało obejrzeć rysunki Krzysztofa Krawca ilustrujące tekst,

zdjęcia z prób spektaklu umieszczone na końcu książki

i, wykorzystując nuty zamykające opowiadanie, samej zagrać sobie na skrzypcach.

A ponieważ nie umiem, poprosiłam o to zaprzyjaźnioną nastolatkę. Ona grała, a ja śpiewałam. Obie z zacięciem godnym mistrza, a może nawet górala! Tadeusz na pewno nie doceniłby tego. Ważne, że ja poczułam te góry, ten cmentarz z drewnianą kaplicą, z przepięknym widokiem na Tatry i muzyką góralską w tle.
Pomyłkom mówię zdecydowane - tak!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 29 stycznia 2017
Gniewna fala – Jennifer Donnelly



Gniewna fala – Jennifer Donnelly
Przełożył Patryk Dobrowolski
Wydawnictwo Zielona Sowa , 2015 , 359 stron
Literatura amerykańska


Tak, jak w pierwszej księdze Sagi Ognia i Wody towarzyszyła bohaterkom powieści wspólna pieśń, tak i w księdze drugiej nie mogło jej zabraknąć. Świat syren to przecież piękna muzyka i hipnotyzujący śpiew. Jednak tym razem słowa były zupełnie inne, bo poświęcone talizmanom.

To one były celem kolejnych wypraw sześciu przyjaciółek. Syrenich księżniczek z sześciu królestw mórz i oceanów świata. Od powodzenia ich wypraw zależały ich dalsze losy. Ich istnienie. Księga druga opowiadała tylko o dwóch wyprawach – głównej bohaterki Serafiny i jej przyjaciółki Neeli. Początkowo działających oddzielnie, by na koniec połączyć siły. Druga część sagi utrzymała wysoki poziom dynamiki wydarzeń, nagłych zwrotów akcji, zaskakujących niespodzianek, odkrywanych tajemnic, pomocnej magii, ucieczek przed pewną śmiercią, niebezpiecznych konfrontacji, ale i rozczarowań.
Zwłaszcza tych dotyczących natury syreniej.
Chociaż śmiało można powiedzieć – ludzkiej. Ta historia to przecież metafora świata człowieczego. Może dlatego przyjaźń i miłość była motywem przewodnim tej księgi. Nie zwróciłabym na to uwagi, bo miłość to stały motyw powieści dla młodzieży, gdyby nie podkreślenia ołówkiem uczynione przez poprzednią czytelniczkę. Nastolatkę, która podsunęła mi tę sagę. Trochę zdziwiłam się, bo dziewczyna bardzo szanuje książki. Musiała być ta myśl dla niej bardzo ważna, skoro zdecydowała się na taką „profanację”, wyróżniając te słowa – ...miłość to nie czułe słówka i rzucane mimochodem obietnice. Miłość jest trudna. Stawia przed tobą zadania i cię zmienia. Wypełnia twoje serce i czasem sprawia, że musi ono stwardnieć. Miłość wymaga wyrzeczeń... Mało w tej myśli idealizmu, za to dużo realizmu i goryczy. Trochę na pohybel tym, którzy uważają młodzieżowe fantasy za mocno nieżyciowe i wyidealizowane. A tu taka niespodzianka! Właściwie ten fragment mógłby być mottem tej części sagi. Cała fabuła ma w sobie ukryte właśnie to przesłanie, a autor zrobił wszystko, by Serafina i jej przyjaciółki boleśnie odczuły i doświadczyły go najbardziej. Wiele w tej powieści osobistych wyrzeczeń i poświęcania się dla celów wyższych. Dla dobra innych.
Pięknych wartości uczy ta saga!
Jej kontynuacja to kolejne dwa tomy.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Saga Ognia i Wody. Gniewna fala [Jennifer Donnelly]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Trailer książki.
niedziela, 01 stycznia 2017
Wielki błękit – Jennifer Donnelly



Wielki błękit – Jennifer Donnelly
Przełożył Patryk Dobrowolski
Wydawnictwo Zielona Sowa , 2015 , 388 stron
Cykl Saga Ognia i Wody ; tom 1
Literatura amerykańska


Tę proroczą pieśń niosły prądy wodne poprzez morza i oceany do królestwa Miromary. Podwodnej krainy rządzonej przez syrenę Izabelę. Jednak to nie ona była adresatką tajemniczego wezwania, tylko jej córka – syrenka Serafina. Szesnastoletnia następczyni tronu, która w dniu ważnego dla niej święta Diokimi, podczas którego miała przejść rytuał inicjacji, nie mogła rozpraszać się żadnymi informacjami. Zwłaszcza tak niezrozumiałymi, jak ta.
I to był jej błąd!
To nie była zwykła pieśń, ale zwiastun śmierci i początek zagłady jej królestwa. Zlekceważenie wezwania doprowadziło do tragedii w trakcie ceremonii, która zmusiła przerażoną dziewczynę do ucieczki z rodzinnych wód i mimowolne wypełnienie przepowiedni. To w jej przesłaniu kryła się cała fabuła opowieści. To Serafina była córką Moruadh, która w drodze do miejsca jej źródła, poznała pięć podobnych do niej syren. Połączyły ich wspólny cel, przyjaźń i hasło – Jeden umysł, jedno serce, jedna więź. Tylko razem, łącząc siły, mogły dokonać niemożliwego – odnaleźć talizmany mające moc pokonania zła niszczącego królestwo syren.
Początkowo myślałam, że mam przed sobą bajkę. Idealnie nakładała mi się na znany disnejowski film animowany Mała syrenka. Baśniowi bohaterowie mówiący ludzkim językiem, zwierzaki morskie pełniące rolę pupilów syren, feeria intensywnych barw prosto ze szmaragdowych lagun, migoczące w blasku promieni słonecznych drogocenne kamienie, łuski ryb, złoto, perły i śpiew syren sprawiały, że znalazłam się w baśniowym świecie położonym gdzieś w niedostępnych głębinach wodnych. Jednocześnie przekładałam sobie jego funkcjonowanie na świat ludzki tak odmienny, a jednocześnie podobny w ubiorach, zwyczajach, a przede wszystkim w emocjach.
Ten czar animacji szybko prysł!
Rzeczywistość Serafiny zaczęła dla mnie nabierać realiów wraz z pierwszą śmiercią i ucieczką dziewczyny. Nadal jednak tkwiłam w świecie fantazji świata nieistniejącego, gdzieś kilkaset metrów pod powierzchnią wody mojej wyobraźni. W towarzystwie pięciu przyjaciółek przeżywających niebezpieczne przygody, by ocalić utracone królestwo.
Nawet nie wiem, kiedy ta fantastyka stała się moją rzeczywistością.
Może to był ten moment, w którym syrena po raz pierwszy zobaczyła człowieka nazywanym przez istoty morskie terragogiem? A może wtedy, kiedy ujrzałam na szyi jednej z syren naszyjnik z tak dobrze znanych mi przedmiotów – kapsli od butelek, głowy lalki, smoczka, zapalniczki, piłeczki golfowej czy latarki. A może wtedy, gdy zdałam sobie sprawę, że zło uosabiane przez mitycznego potwora, którego chciały pokonać syreny, to tak naprawdę chciwość ludzka.
Chciwość wszystkiego!
Moim błędem tak późnego „przejrzenia na oczy” było zignorowanie mapki umieszczonej na wewnętrznej stronie okładki. Nie zaglądałam tam z dwóch powodów. Nastolatka, która namówiła mnie na przeczytanie tej ulubionej przez nią fantasy, szczelnie okleiła ją folią. Nie chciałam niszczyć tej okleiny. Ciekawość i potrzeba odpowiedzi na coraz bardziej nurtujące mnie pytanie – Gdzie ja tak naprawdę jestem i dokąd płynę z syrenami? – zmusiła mnie do zajrzenia pod okładkowe skrzydełko. Za pozwoleniem właścicielki zajrzałam do mapy i oto, co zobaczyłam.

Mój świat!
Tyle że to nie kontynenty były najważniejsze, a wody. Te słone i te słodkie. Autorka pod postacią dynamicznej przygody pełnej magii i bohaterów tak ludzkich w swoim fantastycznym wymiarze, mitologii, legend i przekazów, ukryła przesłanie ekologiczne. Wiem, że w tym momencie odzieram z powieści baśniowość, ale jej edukacyjna warstwa została pięknie ukryta w fabule, która swój racjonalizm i realizm obnaża dopiero po przeczytaniu całości. Dokładnie tak, jak powinno być w przypadku dobrze opowiedzianej baśni zakończonej mądrym morałem.
Autorce udała się ta sztuka.
Przede mną kolejna część cyklu.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Saga Ognia i Wody. Wielki błękit [Jennifer Donnelly]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
piątek, 30 grudnia 2016
Naznaczona – Anne Bishop



Naznaczona – Anne Bishop
Przełożyła Emilia Skowrońska
Wydawnictwo Initium , 2016 , 523 strony
Cykl Inni , tom 4
Literatura amerykańska


Niczego się te mądre małpy nie nauczyły!
Taki przydomek zyskali w końcu ludzie w czwartej części cyklu Inni. Wręcz nie chcieli się uczyć. Zaślepieni rządzą władzy absolutnej, nie wyciągnęli wniosków z krwawych wydarzeń rozegranych w poprzedniej części. Nadal zrzeszali się w Ludzie Przede i Nade Wszystko, wierząc w słowa swojego przywódcy, że ludzie są potężni. Ludzie mają rację. Zasługują na wszystkie bogactwa tego świata. Nie powinni musieć okazywać wdzięczności za jałmużnę przyznawaną zgodnie z kaprysami zwierząt.
Nadal nie dostrzegali swojej arogancji.
Swoim egoizmem obudzili starych - pazury i kły Namid. Najstarsze i najpotężniejsze istoty, których bali się nawet terra indigena. W swojej wściekłości na głupotę ludzi zaczęli rozważać anulowanie wszelkich umów między nimi a Innymi. Nadciągające, niemalże apokaliptyczne, wydarzenia zaczęły przepowiadać wieszczki krwi – Nadzieja i Meg. To ich wizje zdominowały większą część wydarzeń w Thaisii i Lakeside.
Nadciągała zagłada.
Nikt nie wiedział, nawet wieszczki, ilu mieszkańców Namid zginie, która ludzka osada zostanie ocalona, kto przeżyje i czy przeżyje? Nawet w kartach widzących przyszłość los Lakeside stał pod znakiem zapytania. Ta nowa forma przepowiedni, którą opracowywała Meg, miała zastąpić jej nacinanie skóry podczas wieszczenia. Pozostał jeden problem – karty nie dawały jej euforii towarzyszącej krwawemu rytuałowi. Próby poszukiwania jej zamiennika w kontaktach z Simonem przewijały się przez całą opowieść. Brak doświadczenia oraz niezrozumienie zwyczajów ludzkich i wilczych utrudniało wprawdzie jej odnalezienie, ale świadome przeciąganie w czasie tego wątku przez autorkę, miało swoje uzasadnienie. Szukanie wspólnego języka, budowanie porozumienia i więzi międzygatunkowych, poznawanie zwyczajów i obyczajów, a w efekcie wzajemne zrozumienie i możliwość współistnienia wszystkich istot Namid, to najważniejszy wątek w tej części cyklu. Społeczność Lakeside była wzorcem koegzystencji, przyjaźni, a nawet miłości oraz alternatywą, a jednocześnie nadzieją, że świat może pomieścić w sobie wszystkich pod warunkiem respektowania praw każdej istoty. To w tej niewielkiej grupie była nadzieja na dalsze istnienie ludzi.
Pozostawało tylko pytanie – czy przeżyją gniew starych?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Naznaczona Inni – tom 4 [Anne Bishop]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 07 lutego 2016
Wiek cudów – Karen Thompson Walker



Wiek cudów – Karen Thompson Walker
Przełożyła Anna Gralak
Wydawnictwo Między Słowami , 2016 , 302 strony
Literatura amerykańska


Warto spowolnić!
Już! Teraz! Usiąść przy bohaterce tej opowieści, Julii i posłuchać jej wspomnień. Jest człowiekiem z, być może, niedalekiej, a może bliskiej przyszłości i choć ma dopiero dwadzieścia trzy lata, dysponuje wiedzą bardzo doświadczonej osoby. A zaczyna swoje wspomnienia od dwóch alarmujących zdań – Nie od razu zauważyliśmy, co się stało. Nie mogliśmy poczuć. Świat skupiał się wówczas na bardziej widocznych, dotkliwszych, dających się we znaki problemach jak wojny, huragany czy zamachy. Ludzkość przejmowała się nie tym, czym powinna się przejmować: dziurą w warstwie ozonowej, topnieniem pokryw lodowych, zachodnim Nilem, świńską grypą i morderczymi pszczołami. Mimo że niektórzy bili na alarm, uczulali, wskazywali od dziesięcioleci na płonące lasy deszczowe, wzrost zachorowalności na raka, topnienie lodowców, śmieci w oceanach i antydepresanty w ludzkich krwiobiegach. Nie tym przejmowali się dorośli i nie tym przejmowała się również Julia. Miała do tego prawo. Była przecież tylko dwunastolatką ufającą dorosłym. Skupiała się więc na osobistych problemach. Na chłopcu, który jej się podobał. Na własnej rodzinie, która przeżywała kryzys i na przyjaciółce, która porzuciła ich przyjaźń dla innej koleżanki. Z czasem zauważyła, że powodem części tych problemów było spowolnienie obrotowych ruchów Ziemi.
Niewidoczny i niezauważalny, ale stały przyrost czasu.
Słuchałam tej relacji z coraz większym skupieniem i coraz większym niepokojem. Powoli uświadamiałam sobie, że właśnie dostrzegam opis alternatywnego końca świata do tego apokaliptycznego, zapowiadanego w świętych księgach ludzi wiary. Nie było trzęsień ziemi, w telewizji nic nie mówili, nie pokazywali płonących budynków ani zawalonych mostów, nie było żadnego pogiętego metalu ani spalonej ziemi, niczyje domy nie ześlizgiwały się z fundamentów. Nikt nie został ranny. Nikt nie zginął. Na początku katastrofa była w zasadzie niewidzialna. Ze zgrozą i przerażeniem doszłam do wniosku, że według tej teorii koniec świata już się zaczął i trwa. To pierwszy etap i jednocześnie przyczyna opisywana i wymieniana przez Julię – agresywna eksploatacja zasobów naturalnych Ziemi i jej masowe zaśmiecanie oraz zatruwanie.
Co było dalej, a co czeka nas w przyszłości – Julia dokładnie opowiadała.
O wydłużaniu się godzin, dni, nocy i tygodni aż do tylko siedmiu wschodów słońca w miesiącu. O próbie zorganizowania sobie życia przez ludzi i przez państwo w zmiennym wymiarze czasu. O podziale ludzi na prawdziwoczasowców i staroczasowców. O chorobie wywołanej zmianą grawitacji. O wypadkach powodowanych zaburzonym przyciąganiem ziemskim. Ale przede wszystkim o zmianach psychicznych człowieka wywołanych inną dynamiką związków chemicznych w mózgu zaburzającą kruchą równowagę między impulsem a samokontrolą, mającą wpływ na postawy i zachowania. Spowolnienie zakłóciło także pewne subtelniejsze trajektorie: na przykład przyjaźni, ścieżki przybliżające do miłości i oddalające od niej.
Świat i ludzkość, dosłownie i w przenośni, utraciła środek ciężkości.
Wystarczyło zaburzyć jeden, mały, niewidoczny element w skomplikowanym procesie życia i cudzie istnienia świata ziemskiego, by wejść na drogę ku zagładzie totalnej. Opowieść Julii jest przestrogą a zarazem apelem do człowieka współczesnego. Na tyle emocjonalnie ukazanym i logicznie przedstawionym, że można zacząć się bać. A przynajmniej zacząć się nad nim zastanawiać, doceniać każdą sekundę życia i z większą uwagą przysłuchiwać się ludziom uznawanym dzisiaj za dziwaków takim, jak: przyrodnicy, zielarze, entuzjaści holistycznego podejścia do zdrowia, uzdrowiciele, hippisi, weganie, wiccanie, guru i filozofowie New Age, radykalni ekolodzy, wegetarianie, survivalowcy czy zwolennicy powrotu do ziemi. Wszystkich tych, którzy już wcześniej żyli w dziczy z dala od sieci energetycznych. Byli wrogo nastawieni do korporacji. Sceptyczni wobec rządu. Buntownicy z natury albo z przekonania. Wtedy zupełnie inaczej patrzy się na takie osoby, jak Les Stroud i Cody Lundin i zupełnie inaczej odbiera się ich poradniki – Przetrwać wszystko oraz Gdy rozpęta się piekło.
To przesłanie autorki jest tak silne i wymowne, że jej debiut powieściowy wywołał wielkie zamieszanie w świecie literackim. Powieść znalazła się w czołówce rankingów na najlepszą książkę liczących się magazynów, jak przeczytałam na tylnej okładce książki, a reżyserka Zmierzchu Catherine Hardwicke podjęła się jej ekranizacji. W Polsce to już drugie wydanie tej powieści. Wcześniej ukazała się w 2012 roku w wydawnictwie Znak Literanova w poniższej oprawie:

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wiek cudów [Karen Thompson Walker]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 31 stycznia 2016
Kolor magii – Terry Pratchett



Kolor magii – Terry Pratchett
Przełożył Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo Prószyński i S-ka ; Wydawca Fantastyka , 1994 , 245 stron
Seria Nowa Fantastyka ; Cykl Świat Dysku , część 1
Literatura angielska


Za Światem Dysku albo się przepada, albo nie!
Stoję gdzieś pomiędzy tymi opcjami. Chociaż na początku byłam pełna entuzjazmu po zachwytach jego licznych fanów. To pod ich wpływem sięgnęłam po pierwszą część otwierającą cykl, który jest tak liczny w tomach, rozbudowany, skomplikowany, zazębiający się podcyklami i częściami, a przez to złożony, że fani, na oficjalnej stronie jemu poświęconej Polski Portal Świata Dysku, zbudowali mapę nawigacyjną. Urzekła mnie też grafika Josha Kirby’ego.

Wikipedia

Uwielbiam taką kreskę oraz wielość i dbałość o szczegóły składające się na sceny, w których lubię „grzebać”, bo za każdym kolejnym spojrzeniem odkrywam nowy detal. Potrafię wpatrywać się w nie godzinami. Stale do nich wracać. Z tych dwóch powodów byłam więc pozytywnie nastawiona i przygotowana na wejście w świat wyjątkowy.
I taki on był!
Trochę podobny charakterem do rysunków ilustratora. Gęsty od licznych przygód, nagłych zdarzeń i wydarzeń, których stopień niebezpieczeństwa był w pełni kontrolowany. Tutaj nawet Śmierć (rodzaju męskiego) wzbudzał sympatię. Odmienny i przebogaty w strukturze i budowie kreowanej rzeczywistości Świata Dysku. Charakterystyczny i niepodobny do żadnego innego. Zaprzeczający znanym prawom fizyki i logiki, a przez to pozwalający na zaskakujące niespodzianki. To samo dotyczyło bohaterów. Było ich bardzo dużo, a mimo to nie gubili się i nie rozmywali się w tym gąszczu. Każdy był wyjątkowy i specyficzny. Mrowiło się od nich na każdej stronie i stale pojawiali się nowi – herosi, smoki, potwory, stwory i istoty podobne do ludzi, chociaż odmienne w swoich wyglądach, zdolnościach i mocach, którymi władały. Różnili się bardzo, a jednocześnie byli tak bardzo mi bliscy z powodu swoich aż nazbyt człowieczych wad i zalet. Częściej tych pierwszych niż drugich.
Pierwszy zgrzyt w moich zachwytach pojawił się już na początku.
Czytam sobie o fantastycznym świecie gdzieś w Kosmosie leniwie przemierzanym przez wielkiego żółwia A’Tuin’a, który oczami wielkimi jak morza, przesłoniętymi bielmem i pyłem asteroidów, spogląda nieruchomo w Cel. A na nim cztery gigantyczne słonie. A na ich spalonych gwiazdami , szerokich barkach spoczywa krąg Świata, na całym obwodzie otoczony girlandą wodospadu, a od góry przykryty jasnobłękitną kopułą niebios. A w nim, wśród innych krain, Brunatne Wyspy z podwójnym miastem Ankh-Morpork, złożonym z dumnego Ankh i zapowietrzonego Morpork. Aż tu nagle, w tym, odkrywanym równolegle do mojego, diametralnie innym świecie pojawia się mężczyzna w koszuli kwiecistej z aparatem fotograficznym na szyi. Żywcem przeniesiony z mojego, współczesnego mi świata! Turysta dla mnie albo oglądacz dla tubylców, dla których nazwa nie miała żadnego znaczenia, bo i tak ostatecznie sprowadzała się do jednego słowa – idiota. Dwukwiat, bo tak się nazywał przybysz, znudził się siedzeniem przy biurku i zliczaniem cyfr. Zamarzyła mu się Przygoda! Chciał zobaczyć prawdziwe Morpork: targ niewolników, Domy Ladacznic, Świątynie Pomniejszych Bóstw, Gildie Żebraków, prawdziwą bójkę w tawernie, bohaterów i wszystko to, o czym tylko słyszał, a chciał doświadczyć osobiście. Jego przewodnikiem został, na polecenie patrycjusza, a trochę w wyniku szantażu, Ricewind. Niedoszły mag, który w rezultacie nieszczęśliwego wypadku – opuścił uczelnię znając tylko jedno zaklęcie i mnóstwo języków, dzięki którym zarabiał na życie. Otrzymał jedno, odpowiedzialne zadanie – Dwukwiat miał powrócić do domu żywy i zadowolony, z dobrą opinią o Ankh-Morpork i krainie, w której leży. Od tego momentu zaczyna się wir przygód, w których przeszczęśliwie, beztrosko i z niezmiennym zachwytem oraz zawsze chętnie brał udział Dwukwiat, a w których nie chciał, ale musiał brać udział, z duszą na ramieniu i Śmiercią za plecami, Rincewind, pilnujący, by gościowi nic złego się nie przytrafiło, a najbardziej utrata życia.
Sposób narracji, w jaki zostały te przygody opowiedziane, spowodował drugi zgrzyt.
Z jednej strony autor poprowadził ją dynamicznie i inteligentnie, posługując się ironią, absurdem i humorem sytuacyjnym oraz słownym. Użył hipermetafor silnie oddziaływających na moją wyobraźnię oraz hiperporównań, które nie pozostawiały cienia wątpliwości i milimetra marginesu na inny odbiór niż ten, sugerowany przez autora. Jeśli brzmienie głosu miało być niskie i dudniące, to jego „usłyszenie” ułatwiało takie sugestywne zdanie – odpowiedział głos za plecami ( tonem, który malował w wyobraźni obrazy podwodnych otchłani i stworów zaczajonych wśród raf). Drapanie po brodzie zabrzmiało tak, jakby jeżozwierz torował sobie drogę przez ciernisty gąszcz. Z kolei smok nie latał sobie ot tak, zwyczajnie. Smok rozcinał powietrze w pogoni za wysokością!
I to było piękne!
Doceniam tę stronę sposobu narracji. Jednak z drugiej strony komediowy charakter przygód nie rozbawiał mnie. Podejrzewam, że nie odbieram angielskiego poczucia humoru, a takim posługuje się podobno autor, ponieważ we wstępie przeczytałam – Terry Prachett jest człowiekiem o ogromnej żywej ironicznej inteligencji i typowo angielskim poczuciu humoru. Wprzęgniecie gatunku fantasy w służbę satyry, by ukazać nasze człowieczeństwo pełne wad i przywar w krzywym zwierciadle, o które toczy się gra w kości między bogami na górze, nie odpowiada mi, bo nie bawi mnie. A przecież o ten uśmiech albo śmiech czytelnika zawalczył autor. Nie sięgnę po kolejne tomy cyklu (chociaż nie zarzekam się!), ale, mimo wszystko, namawiam innych do spróbowania.
Jest okazja odkryć w sobie angielskie poczucie humoru lub jego brak!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Kolor magii [Terry Pratchett]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Film powstały na bazie powieści rozpoczyna się pięknie i oddaje bogactwo Świata Dysku, natomiast turysta Dwukwiat mnie irytował.
środa, 06 stycznia 2016
Metro 2034 – Dimitry Glukhovsky



Metro 2034 – Dimitry Glukhovsky
Przełożył Paweł Podmiotko
Wydawnictwo Insignis , 2010 , 488 stron
Trylogia Metro ; Tom 2
Literatura rosyjska


Ależ zrobiło się romansowo-filozoficznie!
Rozrost emocji i myśli filozoficznej bardzo zmienił charakter drugiej części trylogii Metro. Dla większości czytelników, z którymi rozmawiałam na ten temat, na niekorzyść.
Dla mnie niekoniecznie.
Owszem, druga część jest inna niż Metro 2033, ale to nie znaczy, że niedobra. To tak, jakby spierać się, który gatunek jest lepszy – thriller czy horror? Ci, którzy wolą thrillery mogą czuć się zawiedzeni, bo brakuje w kontynuacji dreszczyku niepewności dostarczanego przez zjawiska paranormalne czające się w tunelach. Tu tego nie ma. Ten element fabuły został całkowicie pominięty. W jakiejś mierze zastępują go bajki, legendy, wiarygodne kłamstwa i mity opowiadane sobie przez mieszkańców moskiewskiego metra, ale to za mało na wywołanie przyjemności czerpanej z niepewności prawdopodobieństwa i nieprzewidywalnej niewiadomej. W ciemnościach i czeluściach tym razem czaiło się zło realne tylko w postaci agresywnych i krwiożerczych mutantów, potocznie nazywanych upiorami, które trzeba było zabijać, wyrzynać, masakrować i dekapitować. Sama prozaiczna pewność i brutalność życia w labiryncie korytarzy.
Główni bohaterowie – tajemniczy brygadier Hunter, siedemnastoletnia Sasza i zaufany żołnierz Huntera, Homer (główny bohater z tomu pierwszego, Artem, tutaj pojawia się rzadko) – poruszali się tylko w obrębie kilku stacji lub sporadycznie na powierzchni. Również i tutaj śledzenie ich losów ułatwiała mi mapka dołączona do książki:

W wędrówce korytarzami metra łączył ich wspólny cel – odkryć przyczynę zaginięcia karawany i idącemu jej na pomoc oddziałowi żołnierzy. W trakcie penetracji tuneli i stacji ponownie poznawałam życie w metrze, jego hierarchię społeczną, funkcjonowanie i niebezpieczeństwa w nim czające się ze strony żywych (ludzi i upiorów), ale nie tylko. Nowością była mocno rozbudowana warstwa psychologicznej gry oraz coraz silniejszych więzi tworzących się między bohaterami. Autor budując ich osobowość i kondycję psychofizyczną, splatał ich losy poprzez wygodne i niewygodne układy i zależności. Na narratora wybrał Homera, wyposażając go w możliwość tylko narracji zewnętrznej. Homer, niczym dawny kronikarz, zbierał informacje, plotki, wiadomości, te oficjalne i te nieoficjalne, te prawdziwe i te nieprawdziwe, spisując dzieje swoje, ludzi z otoczenia i rzeczywistości w metrze dla tych, którzy przyjdą po nich. Którzy kiedyś tam dokopią się do metra i odkryją dawno zapomniane istnienie. To ludziom z przyszłości chce zostawić obraz życia w metrze, by dać świadectwo ich człowieczeństwa. By nie myśleli, że żyli jak zwierzęta, mordując się wzajemnie. Snuł przy tym mnóstwo wywodów filozoficznych, zadając jeszcze więcej pytań natury egzystencjalnej.
Chyba nie tego spodziewali się czytelnicy zachwyceni pierwszą częścią.
Ten dydaktyzm faktycznie był za bardzo widoczny. Momentami nachalny. Gdyby Homer relacjonował zdarzenia w narracji wewnętrznej, byłoby to mniej narzucające się, a przez to bardziej naturalne. Monologom bohaterów wybacza się wiele i więcej. Monologom ad hoc, pouczającym i zarzucającym czytelnika pytaniami typu – co czyni człowieka człowiekiem? – po którym funduje się sześć stron analitycznego wykładu w poszukiwaniu odpowiedzi – mówię stanowcze: NIE! Wątek miłosny też nie okazał się mocną stroną autora. W pierwszej części go nie było, a tutaj pokazał piętą achillesową opowieści. Chyba że w zamierzeniu autora było ukazać chorą miłość opartą na okaleczonych emocjach w miejscu niepotrafiącym wzbudzić wyższych uczuć, a tylko egoizm i nienawiść w wyścigu do przeżycia koszmaru uwięzienia. W końcu to świat, w którym nie ma jutra. Nie ma w nim miejsca na marzenia, plany, nadzieje. Uczucia ustępują tu instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelka cenę. Nawet cenę miłości, która nie może zaistnieć pomiędzy oszpeconym bliznami człowiekiem z poharataną duszą a dziewczyną pięknej urody wewnętrznej i zewnętrznej, ale przykrytej brudem metra. Tym dosłownym i tym w przenośni. Nie wzbudzało to we mnie wiary w miłość przezwyciężającą wszystko. Na szczęście nadzieję na to dostarczała miłość rodzicielska.
Trochę ponarzekałam (nie ja jedna!) na tę drugą odsłonę trylogii.
Ale i tak przeczytałam ją z przyjemnością, bo cała reszta, która mnie zachwyciła w pierwszej części, nie zmieniła się, dlatego nie zawaham się zajrzeć do części trzeciej i ostatniej.

Mimo wszystko ciągnie mnie w te tunele. Bardzo!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Metro 2034 [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 11 lipca 2015
Srebrzyste wizje – Anne Bishop



Srebrzyste wizje – Anne Bishop
Przełożyła Monika Wyrwas-Wiśniewska
Wydawnictwo Initium , 2015 , 504 strony
Cykl Inni , tom 3
Literatura amerykańska


Czekałam rok na trzeci tom cyklu Inni i było warto!
Lubię Namid opisywany w cyklu Inni. Lubię jego proste zasady życia i oczywiście jego niezwykłych mieszkańców zwanych terra indigena albo Innymi. Ale to nie oni są przyczyną zawirowań opowieści. Nie oni naruszają odwieczne prawa istnienia. Niestety, to ludzie. Najmłodszy rodzaj istot i najbardziej agresywny w zdobywaniu wszystkiego dla siebie. Po ostatnich wydarzeniach, w wyniku których uwolniono przetrzymywane przez ludzi wieszczki krwi, to znowu Inni musieli naprawiać wyrządzone dziewczętom zło. Przed społecznością Lakeside stanęło bardzo odpowiedzialne zadanie – umożliwić bezbronnym i wrażliwym cassandra sangue funkcjonowanie w nowych dla nich warunkach. W świecie wolności, której nie znały. Główną rolę w tym zadaniu odegrała Meg. Wieszczka krwi, uciekinierka i pionierka w świecie Innych i ludzi, która może pokazać innym wieszczkom jak przeżyć i jak cieszyć się światem, który dotąd znały tylko z obrazków. Przecierając szlaki i ucząc się na własnych, bolesnych błędach, niestrudzenie szukała właściwych dróg, bezpiecznej alternatywy, żeby wieszczki krwi mogły żyć w normalnym świecie. Meg była nadzieją na dobrą, wspólną przyszłość i początek nowych relacji między Innymi a ludźmi, zbudowanych na nie do końca uzmysławianym sobie uczuciu miłości, które powoli rozwijało się i dojrzewało między Meg a Simonem.
Możliwość nowego porządku współistnienia wszystkich istot nie tylko w Lakeside, ale w całym Namid, jak zwykle burzył ludzki egoizm.
Członkowie zrzeszeni w organizacji Ludzie Przede i Nade Wszystko kusili złudną ideą – Mieć wszystko, czego ci trzeba i nie obawiać się istot, które czają się w ciemnościach, bo ich już tam nie ma. Jej zwolennicy uważali, że to ludzkość powinna rządzić światem, zupełnie zapominając o tragicznych losach tych, którzy podobne żądania wysuwali przed nimi. Ta próba sił, uwidoczniona w wątku sensacyjnym powieści, między Innymi gotowymi na współistnienie i symbiozę wszystkich mieszkańców Namid a postawą roszczeniową ludzi, była, obok roli Meg, drugim, bardzo ważnym wątkiem w tym tomie. Przeplatając się między sobą, wprowadzały dynamikę wydarzeń o nieprzewidzianych skutkach dla wszystkich bohaterów powieści oraz wskazywały kierunek rozwoju jej akcji. Polała się krew i śmiertelne straty po obu stronach walczących frakcji.
A mimo to, Inni nadal mieli ogromne pokłady cierpliwości wobec ludzi.
Pod tą warstwą fantasy, kryje się nieciekawy obraz nas samych. Agresywnego, egoistycznego, ekspansywnego, próżnego gatunku ludzkiego. Wielkiego ignoranta. Każdy kolejny tom coraz bardziej uwidacznia nasze wady, które w zderzeniu z logicznym światem prostych zasad natury reprezentowanych przez żywioły i zwierzęta, staje się kompletnie niezrozumiały w swoim postępowaniu. Ludzkość, która zdradza samą siebie i dąży w swoim egoizmie do samozagłady, nie tylko dziwi, ale i przeraża. I ta skala przerażenia rośnie we mnie z tomu na tom.
Ta bezmyślna próba sił ze strony ludzi może skończyć się albo dobrze, albo źle.
W pierwszym przypadku wszystko zależy od garstki ludzi, którzy jeśli będą ostrożni, przetrwają. Przynajmniej niektórzy z nich. W drugim przypadku spotka je to, co dinozaury, o których kawał krążył wśród bohaterów powieści – Czy wie pan, co się przytrafiło dinozaurom? Inni, oto co im się przytrafiło. Srebrzyste wizje Meg były jednoznaczne i dawały nadzieję, ale jak zwykle wszystko mogą popsuć ludzie, którzy, chciwi władzy i wygody życia, zawsze mogą ją zniszczyć. Zawsze mogą przydarzyć się nam Inni.
Wszystko zależy od nas, ludzi – z tą myślą pozostawiła mnie autorka w oczekiwaniu na kolejny tom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Srebrzyste wizje. Tom 3. Inni  [Anne Bishop]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tutaj jest okazja posłuchać autorki.
środa, 24 grudnia 2014
Jeden Bóg – Katarzyna Mlek



Jeden Bóg – Katarzyna Mlek
Wydawca Rozpisani.pl , 2014 , 296 stron
Literatura polska


To fantastyka (na szczęście!), ale o bardzo silnym wydźwięku społecznym (na nieszczęście)!
A jak dobrze i uważnie pogrzebać w warstwach przekazu tej kasandrycznej wizji opowieści, to można dokopać się do pokładów metafizycznych z punktu widzenia ludzkości i egzystencjalnych z punktu widzenia człowieka.
Początek historii o powolnym, a przez to niezauważalnym, rozpadzie społeczeństwa (bo to opowieść o nas, gatunku ludzkim) zaczyna się w bliskiej przyszłości. Zaledwie kilka lat później od dzisiaj czyli od 2014 roku (dwa tysiące czternastego a nie dwutysięcznego czternastego), by zakończyć się u schyłku 2100 roku (dwa tysiące setnego a nie dwutysięcznego setnego). Musiałam dodać tę treść w nawiasach, ponieważ bardzo irytowała mnie nieprawidłowe odczytywanie i pisownia lat w treści. A ponieważ podawanie upływającego czasu było koniecznym, a przez to częstym, to i irytacja towarzyszyła mi przez cały czas.
Ale wracając do fabuły.
To co działo się w międzyczasie to jest to nieszczęście, o którym wspominałam na początku, a które rozgrywało się przed moimi oczami wyobraźni. Bo oto grupa ambitnych ludzi, dla których Bogiem stał się pieniądz, zaczęła grzebać w genach roślin, zwierząt i, o zgrozo!, ludzi, doprowadzając do zaburzenia równowagi szeroko pojętego ekosystemu Europy. Patrzyłam z przerażeniem na proroczy rozwój wypadków, procedury omijania lub wybiórczego zmieniania prawa w interesie wąskiej grupy społecznej, łatwy proces ogłupiania ludzi, kierujących się egoistyczną wygodą w zaspokajaniu potrzeb konsumpcji i bycia wartościowym poprzez wygląd i posiadanie, zaraźliwej korupcji sięgającej rządów, polityków i duchowieństwa, dla którego wiara nie była tu istotna, ważne były skuteczne rozwiązania biznesowe. Wiało grozą z każdej kartki, którą pogłębiało poczucie wysokiego prawdopodobieństwa spełnienia się takiego scenariusza, zbudowanego na dobrze mi znanej rzeczywistości z zalążkami zła. Ich rozbudowanie do świata przyszłego nie przekroczyło mojej granicy zwątpienia. Nie mogłam tej wizji odłożyć, zamknąć książkę po przeczytaniu i odłożyć między bajki z satysfakcją dobrej rozrywki. Ta książka zmusiła mnie do myślenia, do zastanowienia się, do wewnętrznych rozważań, prowokując do dyskusji w gronie bliskich i znajomych. Wszystko to, co podyktowała autorce wyobraźnia, miało swoje źródło w moim świecie i wszystko mogło rozwinąć się tak, jak zaproponowała autorka. No może poza jednym – nie mogłam uwierzyć, że Kościoły różnych wyznań chrześcijańskich połączą się w Jeden Kościół. Niemożliwym jest uwspólnienie dogmatów – myślałam dokładnie tak, jak jeden z bohaterów. Ale i tę wątpliwość rozwiano mi szybko tym dialogiem:
- Przesadzasz. Przecież jest jeden Bóg, czyż nie? - zauważył Morot.
- Fakt, wszyscy lubimy pieniądze - prychnął papież.

Autorka nic w tej powieści nie wykorzystała lub nie stworzyła ad hoc. Będąc uważną obserwatorką realnej rzeczywistości, w której żyje, natury ludzkiej skłonnej do egoizmu i łatwo ulegającej manipulacyjnym technikom socjotechnicznym, przewidywalnych procesów społecznych, psychologii tłumu, trendów technologicznych w nauce, brutalnej walki o pieniądz i wykorzystywanie do jego zdobycia handlu narkotykami, bronią czy ludźmi, dodała jeszcze jeden – genetykę. Niszę naukową do wykorzystania przez hieny biznesowe.
Pozwoliła człowiekowi zabawić się w Boga.
Pokazała to szaleństwo z wielu punktów widzenia – naukowców, genetyków, biznesmenów, duchowieństwa, polityków i zwykłych ludzi. O niejednolitej postawie – od pasjonata na psychopacie skończywszy. Wprowadzając do akcji kolejną postać reprezentującą określoną grupę społeczną i jej światopogląd, tak naprawdę prowokowała do dyskusji, do polemiki z ich argumentami za lub przeciw. Do ciągłych, trudnych wyborów moralnych. Nie pozwalała przy tym na przywiązywanie się do postaci, prędzej czy później uśmiercając je.
Do wielkich pieniędzy lub zaspokajania osobistych potrzeb szło się w tej historii po trupach.
Śmierć była cicha, dyskretna, a czasami niewidoczna. Począwszy od pojedynczego człowieka na ludzkości skończywszy. Rozpadał się moralnie człowiek i rozpadało oraz umierało społeczeństwo.
Na szczęście to tylko fantazja!
Na wielkie szczęście, o którym wspomniałam na początku, to tylko fantastyka o cechach sensacji i thrillera! Ale podsuwająca bardzo ważny temat do rozważań w ten świąteczny czas. Jak najbardziej odpowiedni do zadumania się w komercyjno-konsumpcyjnej gonitwie, w której coraz mniej Boga jednego, a coraz więcej bożków. To też czas, do którego chciała po latach powrócić jedna z bohaterek, współsprawczyni zagłady, ale nie miała już takiej możliwości. Było już za późno. Dla nas jeszcze nie jest. Stoimy na początki wizji opisanej w fabule. Jeszcze możemy wybrać między człowiekem-agresorem o egoistycznej, roszczeniowej postawie, stawiającym się w roli Boga i wyznającym religię pieniądza a człowiekiem rozumnym. Pracującym nad sobą w wierze lub bez niej, ale pracującym.
Każdy po tej powieści musi wybrać sam, a wybór będzie bardzo indywidualny. Inny u człowieka wierzącego, inny u ateisty, inny u bezpłodnej kobiety, a jeszcze inny u osoby śmiertelnie chorej. Zapewniam jedno łączące wszystkich – ból wyboru. Bo książki autorki bolą. I nieważny jest rodzaj powieści. Ważny jest temat, któremu podporządkowuje bardzo dobry warsztat pisarki, gatunek literacki oraz dokładnie pogłębioną wiedzę opisywanego problemu. Tak było w przypadku powieści psychologicznej Zapomnij patrząc na słońce, tak jest i w tym przypadku.
Nie zdziwię się, jeśli kolejny, bolesny problem autorka skieruje do młodzieży w postaci komiksu z równie dobrym skutkiem – przerażeniem zmuszającym do myślenia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

A tutaj wysłuchałam wywiadu z autorką na temat tej powieści.
niedziela, 29 czerwca 2014
Morderstwo Wron – Anne Bishop



Morderstwo Wron – Anne Bishop
Przełożyła Monika Wyrwas-Wiśniewska
Wydawnictwo Initium , 2014 , 431 stron
Cykl Inni , tom 2
Literatura amerykańska


Pierwszy tom cyklu Inni Pisane szkarłatem pełnił rolę wprowadzenia w świat Namid. W magiczną rzeczywistość, w której ludzie żyli na prawach terra indigena czyli Innych. Prawowitych, pierwszych właścicieli terytoriów. W życie przypominające trochę symbiozę, ale z większym uzależnieniem ludzi od tych, którzy dyktowali warunki współistnienia. Każdy złamany zakaz, ugoda czy porozumienie zawsze ściągały na ludzkość kary czasem niewspółmierne do popełnionego czynu, a mimo to, ludzie próbowali nadal przekraczać wyznaczone granice.
Tak było i tym razem.
Znaleźli się tacy, którzy pod nazwą Ludzie Przede i Nade Wszystko próbowali przejąć władzę nad Namid. W swoim ograniczeniu, a może i braku wiedzy, komu ją chcą zabrać, rzucili wyzwanie każdemu Innemu. A przecież tylko sama Tess swoim spojrzeniem potrafiła uśmiercać. O możliwościach innych zmiennokształtnych nie wspominając. Tym razem ludzie byli przekonani, że ten cel osiągną dzięki tajemniczym substancjom – wilczeniu i euforce. Pierwszymi ich ofiarami stały się Wrony i to od ich tragedii rozpoczyna się akcja drugiego tomu. Wspólne dochodzenie ludzkiego policjanta i Innych prowadziło trop do głównej bohaterki - Meg, wieszczki krwi przygarniętej przez Innych oraz jej prześladowcy. I na tym właśnie ciekawym wątku, odkrywającym przeszłość dziewczyny z konsekwencjami w teraźniejszości, skupiała się fabuła opowieści. Pełna niespodzianek, zwrotów, niebezpiecznych sytuacji narzucających tempo akcji.
Ale nie tylko.
Kto zna twórczość autorki, ten wie, ze jest mistrzynią budowania napięcia erotycznego. To, co było początkiem wrogiej momentami znajomości Meg i Simona Wilka, w tej części nadal było... początkiem. Chociaż o innym kalibrze ciężkości. Nieufność zamieniła się w przyjaźń, a ta z kolei w miłość. Problem obojga polegał jednak na tym, że Meg wypierała to nieznane jej dotychczas uczucie, a Simon próbował zrozumieć coraz silniejsze uzależnienie od tej znajomości. Rozwiązać dylemat – pozostać Wilkiem, odcinając się od ludzkiej kobiety czy uczłowieczyć się, tracąc swoje dziedzictwo i kontakt z wilczą watahą. Czy dla miłości warto ryzykować utratę kontaktu z własnym rodzajem, samotność i brak miejsca, które można nazwać domem? – pytał sam siebie. I tak do końca powieści wahałam się razem z nim z marnym skutkiem, bo autorka nie pozwoliła na jednoznaczne rozwiązanie, trzymając mnie w napięciu niedopowiedzeń i zawieszeń, budując gęstą atmosferę sytuacji intymnych z rodzaju – między ustami a brzegiem pucharu. Ale dokładnie takie niemiłosierne rozciąganie w czasie powoli budującej się więzi było w tej powieści najlepsze. Autorka jest wręcz specjalistką od misternego konstruowania właśnie takich historii miłosnych z wieloma perypetiami, pomyłkami i niedopowiedzeniami uwikłanych w ograniczenia zasad. W tym przypadku ludzkich i nieludzkich.
Mnóstwo w tej powieści odniesień nie tylko do skomplikowanej psychiki ludzkiej, ale i całej ludzkości. Zwłaszcza do jej niefrasobliwego i nieprzemyślanego podejścia do gospodarowania zasobami ziemskimi. Kraina Namid to nasza Ziemia, a zamieszkujące ją istoty to prawa natury nią rządzące. Dlatego poza warstwą rozrywkową można w tej powieści doczytać się krytyki naszej ludzkiej bezmyślności i egoizmu gatunkowego.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A w marcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 903 tytuły
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi