Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 23 lipca 2017
Co zdarzyło się w Lake Falls – Artur K. Dormann

Co zdarzyło się w Lake Falls – Artur K. Dormann
Wydawnictwo Lemoniada.pl , 2017 , 400 stron

Seria Dark Lemon
Literatura amerykańska

   Lake Falls to było dobre miejsce do rozpoczęcia nowego życia.

   Tak wydawało się Vic, którą zauroczyło niewielkie miasteczko położone nad jeziorem, którego głęboki granat odbijał w swoim lustrze strome północne stoki Appalachów, zdawałoby się, wyrastające prosto z wody. Niesamowity widok ze starego, drewnianego domu górującego nad okolicą nasuwał jedną myśl – warto było zestarzeć się tutaj. Rozpocząć życie od nowa. Zapomnieć o koszmarach z przeszłości w jednej z tych niezwykłych dolin głęboko ukrytych przed zewnętrznym bałaganem świata. Urok miejsca dobrze maskował równie głęboko ukryte demony tej okolicy, dodatkowo okryte zmową milczenia miejscowych. W tym momencie byłam mocno zaintrygowana.

   Zanosiło się na dobry thriller!

   I dramat, bo nagle to nowe życie Vic zaczęło się sypać. Najpierw rozchorowała się jej córeczka, u której wykryto glejaka mózgu. Potem dowiedziała się, że wymarzona kotlina wraz z miasteczkiem ma być zalana wodą. Pośrednik w zakupie nieruchomości „zapomniał” dodać, że w okolicy zaplanowano budowę elektrowni wodnej.

   A potem pojawił się Obcy.

   Długo zastanawiałam się, czy użyć słowa wampir, wiedząc, że mogę w tym momencie zniechęcić wiele osób. Ale po pierwsze, to nie jest nowa powieść na polskim rynku wydawniczym, ale jej wznowienie tym razem przez młodziutkie  wydawnictwo Lemoniada.pl. Jej pierwsze wydanie ukazało się w 2012 roku z taką okładką.

Od tego czasu powieść została dobrze opisana przez czytelników, którzy wampirzej strony historii nie ukrywali, odmieniając to pojęcie przez wszystkie przypadki. Po drugie, powieść łamie dotychczasowe schematy dobrze utrwalone przez tego typu literaturę. Główną bohaterką nie jest nastolatka lub naiwna kobieta, ale twardo trzymająca się faktów lekarka, matka śmiertelnie chorej dziewczynki i kobieta skrzywdzona przez mężczyznę i zawiedziona małżeństwem, która powiedziała sobie stanowczo – Żadnych miłostek, romansów, przygód ani stałych związków. I jeśli nawet romans nawiązał się, to jego przebieg i finał wynikał z wyboru między zdrowiem i życiem córki a konsekwencjami zawartej umowy z mrocznymi siłami. Cena, którą musiała zapłacić za wyrwanie córki ze szponów śmierci była bardzo wysoka. Stałe pozostawanie w jej cieniu zmieniało ją i jej coraz bardziej bezwzględne i egoistyczne decyzje . Manipulowana przez dwie przeciwstawne siły, wplątana w beznadziejnie zawikłaną sytuację nie umiała znaleźć rozwiązania. Szarpała się wewnętrznie, stając się złą, samolubną kobietą pozbawioną sumienia i zasad. A decyzje musiała podejmować w każdym momencie stale zmieniających się kierunków wydarzeń w bardzo dynamicznej akcji fabuły.

   To czyniło z tej powieści nie romans, a przede wszystkim thriller.

   Jego przesłaniem było ukazanie roli wolnej woli w życiu człowieka, która nie dawała wolności. Autor wkładając w usta Vic słowa – Branie odpowiedzialności za każdą decyzję i ponoszenie jej konsekwencji jest ciężarem, któremu człowiek rzadko jest w stanie podołać. – czyni z niej przekleństwo. Najbardziej uwidocznił to w zaskakującym i przerażającym zakończeniu opowieści.

   Pozostałam z myślą, że decyzja podjęta w dobrej wierze i dla dobra drugiego człowieka, może uśmiercać innych i stać się przekleństwem decydującego. Dał mi też szansę powrotu do momentu wyboru i odpowiedzenia sobie na pytanie – czy postąpiłabym tak samo, jak Vic? Bohaterka nie miała problemu z odpowiedzią.

   Ja, tak!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Co zdarzyło się w Lake Falls [Artur K. Dorman]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 10 czerwca 2017
Dzika energia – Marina i Siergiej Diaczenko

Dzika energia: Lana: powieść – Marina i Siergiej Diaczenko
Wydawnictwo Teza , 2006 , 416 stron
Literatura ukraińska

Pracuję jako piksel.
Już to pierwsze zdanie, rozpoczynające opowieść o dziewczynie, która żyje w świecie zniewolonych ludzi, budzi zaciekawienie. Żyć jako kropka i przewodnik rytmu w wielkim pokazie wśród syntetyków i dla uzależnionych od codziennej dawki energii dostarczanej przewodami z Zakładu, na którą muszą sobie zapracować, musi być ciekawie. Musi być też strasznie, skoro bez niej umierają. W beznadziejnie ponurym, mrocznym mieście, gdzie panuje deficyt energii, a słońce świeci tylko 20 minut na dobę. Ulice patroluje policja energetyczna, wyłapując tych, którzy handlują, produkują lub pobierają energię nielegalną, a z człowiekiem, którego na tym złapią, energetyczna policja może zrobić cokolwiek: bić, szydzić, zabić...
Główna bohaterka tego nie dostrzegała, dopóki nie poznała dzikich.
Wyjątkowych ludzi mieszkających na szczytach wież, którzy nie potrzebowali energii z zewnątrz. Mieli ją w sobie. Czerpali ją z własnego serca, które wybijało rytm energii dzikiej, bo dziki żyje z miłością – i umiera bez strachu! Od tego momentu rozpoczęła się przemiana dziewczyny w niezależną, świadomą, silną własną energią, pewną swoich postanowień osobę, która, w trakcie walki z energetycznym reżimem, zyskuje imię – Lana. Jej hasłem życiowym stało się przekonanie – Ja nie chcę i nie będę żyć w takim świecie. Zmienię go... albo umrę, próbując zmienić. Jej droga do serca Zakładu to metafora odzyskiwania niezależności od systemu i tożsamości. Pasmo szybko następujących po sobie wydarzeń tworzących dynamiczną przygodę pełną napięcia, emocji i odkrywanych światów istniejących poza miastem. Dzikich, jak ona. Pierwotnych terenów zamieszkiwanych przez ludzi czerpiących energię z natury i jej żywiołów. Muzyka, rytm, natura i bicie serca powoli stapiały się w jedną sprawę. W walkę o przyszłość ludzkości, przyjaciół i siebie.
Nie bez powodu.
Powieść powstała jako jeden z elementów kampanii autorstwa ukraińskiej, wszechstronnej artystki – Rusłany. W Polsce znanej jako zwyciężczyni 49. Konkursu Piosenki Eurowizji. Piosenkarka poprosiła jednych z najlepszych, ukraińskich pisarzy fantastyki o napisanie dla niej książki. Powieści, która przekazywałaby jej pasję i moc muzyki do podnoszenia ludzi z kolan. Wyprowadzania z życiowych zakrętów na prostą. Pomagania odnajdywania energii do życia w sobie. Wyrywania z emocjonalnego, „energetycznego kryzysu”. Czasu, w którym człowiekowi ciemno, mroczno i zimno nawet w najjaśniejszy i najcieplejszy, słoneczny dzień. Którzy zgubili własną energię i rytm serca wśród syntetycznego jedzenia (w tym używek!), syntetycznej muzyki i syntetycznych uczuć.

 

 

Oprócz książki, na odwrocie której widnieje jej „dziki” wizerunek utożsamiający charakter powieści, stworzyła również muzykę, teledyski, rock operę i styl ubierania się, prezentowany na scenie.

 

YouTube

 

Rusłana miała nadzieję, że porwie za sobą wszystkich bez względu na wiek, którzy będą chcieli powielić zakodowaną w powieści jej filozofię i styl życia. Nie wiem, czy jej się to udało w ojczystej Ukrainie. Wiem natomiast, że w Polsce książka, która ukazała się w 2009 roku, nie porwała czytelników do tak radykalnej zmiany, chociaż sama w sobie jest bardzo energetyczna i optymistyczna. Jeśli nie powiedzieć – profilaktyczna w warstwie psychologicznej metamorfozy Lany. Inna rzecz, że wydanie polskiej (dla mnie chłodnej i sterylnej) okładki nie porywa i zupełnie nie oddaje treści.

 

 

Powieść-metafora, w której do walki o człowieka staje cywilizacja i tradycja.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki w moim tłumaczeniu z języka rosyjskiego.

 

Książka on-line

 

 

To jeden z teledysków nagranych przez Rusłanę.

niedziela, 28 maja 2017
Inwazja – Wojtek Miłoszewski

Inwazja – Wojtek Miłoszewski
Wydawnictwo W.A.B. , 2017 , 510 stron
Literatura polska

Wojny nam trzeba!
To zdanie usłyszałam od psychologa jako podsumowanie szkolenia omawiającego między innymi stan psychiczny polskiego społeczeństwa. Niby żarty, ale coś w nich jest, skoro w tak różnych dziedzinach, jak nauka społeczna i literatura, dochodzi się do identycznych wniosków. Bo autor tej powieści do takiego wniosku właśnie doszedł. Również przedstawił niestabilny stan psychiczny Plaków. Wszyscy jego bohaterowie główni wiedli życie przytłoczone problemami z nikłą perspektywą na poprawę, na swój sposób próbując odnaleźć się w pogmatwanej rzeczywistości XXI wieku.
Roman, najemny żołnierz i komandos walczący w Kosowie, Iraku, Afganistanie i Czadzie, pozornie silny człowiek, próbował popełnić samobójstwo. Michał, były nauczyciel historii, mąż i ojciec dwójki dzieci z trzecim w drodze, pracujący na umowę „śmieciową” jako telemarketer, szarpał się z permanentnym brakiem pieniędzy i długami kredytowymi. Danuta, bizneswomen prowadząca z ojcem przedsiębiorstwo nastawione na zysk, była gotowa dla niego sprzedać siebie i swoje ciało. Pesymistyczny obraz dopełniali bohaterowie drugoplanowi, których poglądy dobitnie wyrażała wiecznie niezadowolona i narzekająca pani Sandra z baru – Tylko niech pan powie, mało to jest na świecie różnego kurewstwa i złodziejstwa? Do tego rząd polski, którego partykularne interesy rządzącej partii i jej prezesa brały górę nad potrzebami narodu i bezpieczeństwem państwa. A wszystko w świecie, którego głowy państw spiskują między sobą w kuluarach, by na zewnątrz tworzyć zupełnie odmienną politykę oficjalną.
W powietrzu było czuć krew!
Musiało coś znaczącego się wydarzyć. Musiało tąpnąć, by to apogeum emocji, negatywizmu, defetyzmu i egoizmu rozładować. I stało się!
Wybuchła wojna!
Autor wykorzystał wiedzę nie tylko historyczną, ale również wiedzę znanego psychologa społecznego Philipa Zimbardo, którego eksperyment dowiódł, że dobrzy ludzie czynią zło w dużej mierze dzięki sytuacji. Na tej bazie stworzył swój własny eksperyment literacki. Przedstawił aktualną sytuacje polityczną w Polsce i na świecie, ukazując mechanizmy rządzenia. Wybrał bohaterów reprezentujących trzy, główne warstwy społeczne z ich typowymi problemami egzystencjalnymi. Połączył ich losy wątkami osobistymi, tworząc ciekawą i intrygującą fabułę.
I postawił w obliczu wojny.
To, co otrzymałam, przeraziło mnie swoją realnością i wysokim stopniem prawdopodobieństwa, ale i utwierdziło w przekonaniu, że cienka warstwa cywilizacji każdego człowieka bardzo szybko kruszy się i znika, gdy skrajne warunki wojenne zmuszają do walki o życie bliskich lub własne. Gdy umożliwiają szybki zysk nawet kosztem innych albo ciche porachunki z osobami niewygodnymi. Dwa tygodnie wojny toczącej się na kartach powieści przenicowały nie tylko bohaterów psychicznie i moralnie, ale również ich system wartości i poglądy. Skutecznie zweryfikowały normy i zasady społeczne.
Nie był to obraz dylematów moralnych.
To był obraz szybkich, brutalnych decyzji, krwi, łamanych kości, gwałtów, wykorzystania psychicznego i fizycznego, a przede wszystkim śmierci, która w miarę upływu czasu wojny stawała się powszechna, zyskując status najskuteczniejszej metody rozwiązywania problemu. Na dodatek autor losy bohaterów pozostawił otwarte. Mając tak podaną wiedzę, z łatwością mogłam dopisać sobie dalsze, mroczne ich dzieje. Dla równowagi i błędu statystycznego w eksperymencie autor przemienił antybohatera w postać pozytywną, ale nie zdradzę którego.
Przerażający scenariusz przyszłości!
Zabrakło mi w nim jednej istotnej rzeczy, która w każdej wojnie istnieje. Alkoholu. O innych używkach nie wspominając. Na wojnie, jakiejkolwiek, jak dowiódł Kamil Janicki w Pijanej wojnie, piło się, a alkohol był środkiem płatniczym. W tej powieści wojna jest przeraźliwie trzeźwa, a środkiem przetargowym jest tylko żywność i złoto.
Powieść, pomimo swej fantastyki, pozostawiła we mnie niepokój, że tak może być. Że dokładnie to nas czeka!
Jeśli nie gorzej...

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Inwazja [Wojtek Miłoszewski]  - KLIKAJ I SłUCHAJ ONLINE

 

A tutaj kolejny fragment - początek powieści.

niedziela, 19 marca 2017
Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki

Stroiciel grzebieni – Krzysztof Niedźwiedzki
Wydawnictwo Rozpisani.pl , 2017 , 67 stron + 11 stron fotografii
Literatura polska

Okazuje się, że własny pogrzeb może być najważniejszym wydarzeniem w życiu!
Warto w tym dniu czuwać i być przytomnym, śledząc pilnie losy naszych prochów, bo nigdy nie wiadomo, dokąd zawędrują i na jakie niewygody po śmierci zostaną narażone. Jeśli ktoś pomyślał, że przecież nie jesteśmy tego świadomi i właściwie wszystko nam jedno, co będzie się działo później z naszym ciałem, to źle myśli. Boleśnie przekonał się o tym główny bohater tego opowiadania - Tadeusz, który przeoczył ten znaczący fakt. Będąc krakowianinem, zamiast w rodzinnym grobowcu na Rakowicach, został pochowany na podhalańskim cmentarzu w Murzasichlu. Okazało się, że pomyłki podczas wsypywania prochu do urny zdarzają się, a życie po życiu jest jak najbardziej realne. Tadeusz może i pogodziłby się z tym niefortunnym zrządzeniem losu, gdyby nie góralska kapela, która od tygodnia, codziennie, przez godzinę, rzępoliła mu nad grobem, zakłócając święty odpoczynek przyśpiewkami o juhasach, żyntycy, Marynie z Hrubego i góralskiej niedoli – i tak na okrągło!

 

 

Nie to, że nie lubił muzyki. Lubił! Był przecież za życia stroicielem grzebieni. Więc lubił, tylko że nie taką. I nie nad grobem! Mówiąc bez ogródek – nienawidził podhalańskiego pitolenia na skrzypcach!
Od tego momentu zaczęła się wędrówka Tadeusza po świecie żywych.
Próbował zaplanować przeniesienie na inny cmentarz z odwiedzającą grób żoną, kierownikiem cmentarza, księdzem, miejscowym góralem i wreszcie z właścicielem karczmy. Góralski świat widziany zza grobu i podany w oparach absurdu oraz czarnego humoru, śmieszy, każe przymrużać oko, bawi specyfiką myślenia i mentalności górali. Nic nie dziwi i wszystko można załatwić pomyślnie dla obu stron interesu. Nawet po śmierci.
Nawet z nieboszczykiem!
Autor opowiadania został zwycięzcą konkursu literackiego Wydaj swoich bohaterów zorganizowanego w 2016 roku przez wydawnictwo Rozpisani.pl. Przeniósł go także na deski krakowskiego Teatru KTO pod tym samym tytułem. Bilety jeszcze do nabycia! Chętnie poszłabym na przedstawienie, ale, o ironio!, mieszkam nad morzem i dlatego zazdroszczę krakowianom, że mają możliwość zobaczenia go na żywo. Zwłaszcza że przedstawienie zbiera pozytywne recenzje, a szczególnie odtwórca Tadeusza – Maciej Słota. Mnie pozostało obejrzeć rysunki Krzysztofa Krawca ilustrujące tekst,

 

 

zdjęcia z prób spektaklu umieszczone na końcu książki

 

 

 

i, wykorzystując nuty zamykające opowiadanie, samej zagrać sobie na skrzypcach.

 

 

A ponieważ nie umiem, poprosiłam o to zaprzyjaźnioną nastolatkę. Ona grała, a ja śpiewałam. Obie z zacięciem godnym mistrza, a może nawet górala! Tadeusz na pewno nie doceniłby tego. Ważne, że ja poczułam te góry, ten cmentarz z drewnianą kaplicą, z przepięknym widokiem na Tatry i muzyką góralską w tle.
Pomyłkom mówię zdecydowane - tak!

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Stroiciel grzebieni [Krzysztof Niedźwiedzki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 29 stycznia 2017
Gniewna fala – Jennifer Donnelly

Gniewna fala – Jennifer Donnelly
Przełożył Patryk Dobrowolski
Wydawnictwo Zielona Sowa , 2015 , 359 stron
Literatura amerykańska 

Tak, jak w pierwszej księdze Sagi Ognia i Wody towarzyszyła bohaterkom powieści wspólna pieśń, tak i w księdze drugiej nie mogło jej zabraknąć. Świat syren to przecież piękna muzyka i hipnotyzujący śpiew. Jednak tym razem słowa były zupełnie inne, bo poświęcone talizmanom.

 

 

To one były celem kolejnych wypraw sześciu przyjaciółek. Syrenich księżniczek z sześciu królestw mórz i oceanów świata. Od powodzenia ich wypraw zależały ich dalsze losy. Ich istnienie. Księga druga opowiadała tylko o dwóch wyprawach – głównej bohaterki Serafiny i jej przyjaciółki Neeli. Początkowo działających oddzielnie, by na koniec połączyć siły. Druga część sagi utrzymała wysoki poziom dynamiki wydarzeń, nagłych zwrotów akcji, zaskakujących niespodzianek, odkrywanych tajemnic, pomocnej magii, ucieczek przed pewną śmiercią, niebezpiecznych konfrontacji, ale i rozczarowań.
Zwłaszcza tych dotyczących natury syreniej.
Chociaż śmiało można powiedzieć – ludzkiej. Ta historia to przecież metafora świata człowieczego. Może dlatego przyjaźń i miłość była motywem przewodnim tej księgi. Nie zwróciłabym na to uwagi, bo miłość to stały motyw powieści dla młodzieży, gdyby nie podkreślenia ołówkiem uczynione przez poprzednią czytelniczkę. Nastolatkę, która podsunęła mi tę sagę. Trochę zdziwiłam się, bo dziewczyna bardzo szanuje książki. Musiała być ta myśl dla niej bardzo ważna, skoro zdecydowała się na taką „profanację”, wyróżniając te słowa – ...miłość to nie czułe słówka i rzucane mimochodem obietnice. Miłość jest trudna. Stawia przed tobą zadania i cię zmienia. Wypełnia twoje serce i czasem sprawia, że musi ono stwardnieć. Miłość wymaga wyrzeczeń... Mało w tej myśli idealizmu, za to dużo realizmu i goryczy. Trochę na pohybel tym, którzy uważają młodzieżowe fantasy za mocno nieżyciowe i wyidealizowane. A tu taka niespodzianka! Właściwie ten fragment mógłby być mottem tej części sagi. Cała fabuła ma w sobie ukryte właśnie to przesłanie, a autor zrobił wszystko, by Serafina i jej przyjaciółki boleśnie odczuły i doświadczyły go najbardziej. Wiele w tej powieści osobistych wyrzeczeń i poświęcania się dla celów wyższych. Dla dobra innych.
Pięknych wartości uczy ta saga!
Jej kontynuacja to kolejne dwa tomy.

 

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Saga Ognia i Wody. Gniewna fala [Jennifer Donnelly]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 

Trailer książki.

niedziela, 01 stycznia 2017
Wielki błękit – Jennifer Donnelly

Wielki błękit – Jennifer Donnelly
Przełożył Patryk Dobrowolski
Wydawnictwo Zielona Sowa , 2015 , 388 stron
Cykl Saga Ognia i Wody ; tom 1
Literatura amerykańska


 

 

Tę proroczą pieśń niosły prądy wodne poprzez morza i oceany do królestwa Miromary. Podwodnej krainy rządzonej przez syrenę Izabelę. Jednak to nie ona była adresatką tajemniczego wezwania, tylko jej córka – syrenka Serafina. Szesnastoletnia następczyni tronu, która w dniu ważnego dla niej święta Diokimi, podczas którego miała przejść rytuał inicjacji, nie mogła rozpraszać się żadnymi informacjami. Zwłaszcza tak niezrozumiałymi, jak ta.
I to był jej błąd!
To nie była zwykła pieśń, ale zwiastun śmierci i początek zagłady jej królestwa. Zlekceważenie wezwania doprowadziło do tragedii w trakcie ceremonii, która zmusiła przerażoną dziewczynę do ucieczki z rodzinnych wód i mimowolne wypełnienie przepowiedni. To w jej przesłaniu kryła się cała fabuła opowieści. To Serafina była córką Moruadh, która w drodze do miejsca jej źródła, poznała pięć podobnych do niej syren. Połączyły ich wspólny cel, przyjaźń i hasło – Jeden umysł, jedno serce, jedna więź. Tylko razem, łącząc siły, mogły dokonać niemożliwego – odnaleźć talizmany mające moc pokonania zła niszczącego królestwo syren.
Początkowo myślałam, że mam przed sobą bajkę. Idealnie nakładała mi się na znany disnejowski film animowany Mała syrenka. Baśniowi bohaterowie mówiący ludzkim językiem, zwierzaki morskie pełniące rolę pupilów syren, feeria intensywnych barw prosto ze szmaragdowych lagun, migoczące w blasku promieni słonecznych drogocenne kamienie, łuski ryb, złoto, perły i śpiew syren sprawiały, że znalazłam się w baśniowym świecie położonym gdzieś w niedostępnych głębinach wodnych. Jednocześnie przekładałam sobie jego funkcjonowanie na świat ludzki tak odmienny, a jednocześnie podobny w ubiorach, zwyczajach, a przede wszystkim w emocjach.
Ten czar animacji szybko prysł!
Rzeczywistość Serafiny zaczęła dla mnie nabierać realiów wraz z pierwszą śmiercią i ucieczką dziewczyny. Nadal jednak tkwiłam w świecie fantazji świata nieistniejącego, gdzieś kilkaset metrów pod powierzchnią wody mojej wyobraźni. W towarzystwie pięciu przyjaciółek przeżywających niebezpieczne przygody, by ocalić utracone królestwo.
Nawet nie wiem, kiedy ta fantastyka stała się moją rzeczywistością.
Może to był ten moment, w którym syrena po raz pierwszy zobaczyła człowieka nazywanym przez istoty morskie terragogiem? A może wtedy, kiedy ujrzałam na szyi jednej z syren naszyjnik z tak dobrze znanych mi przedmiotów – kapsli od butelek, głowy lalki, smoczka, zapalniczki, piłeczki golfowej czy latarki. A może wtedy, gdy zdałam sobie sprawę, że zło uosabiane przez mitycznego potwora, którego chciały pokonać syreny, to tak naprawdę chciwość ludzka.
Chciwość wszystkiego!
Moim błędem tak późnego „przejrzenia na oczy” było zignorowanie mapki umieszczonej na wewnętrznej stronie okładki. Nie zaglądałam tam z dwóch powodów. Nastolatka, która namówiła mnie na przeczytanie tej ulubionej przez nią fantasy, szczelnie okleiła ją folią. Nie chciałam niszczyć tej okleiny. Ciekawość i potrzeba odpowiedzi na coraz bardziej nurtujące mnie pytanie – Gdzie ja tak naprawdę jestem i dokąd płynę z syrenami? – zmusiła mnie do zajrzenia pod okładkowe skrzydełko. Za pozwoleniem właścicielki zajrzałam do mapy i oto, co zobaczyłam.

 

 

Mój świat!
Tyle że to nie kontynenty były najważniejsze, a wody. Te słone i te słodkie. Autorka pod postacią dynamicznej przygody pełnej magii i bohaterów tak ludzkich w swoim fantastycznym wymiarze, mitologii, legend i przekazów, ukryła przesłanie ekologiczne. Wiem, że w tym momencie odzieram z powieści baśniowość, ale jej edukacyjna warstwa została pięknie ukryta w fabule, która swój racjonalizm i realizm obnaża dopiero po przeczytaniu całości. Dokładnie tak, jak powinno być w przypadku dobrze opowiedzianej baśni zakończonej mądrym morałem.
Autorce udała się ta sztuka.
Przede mną kolejna część cyklu.

 

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Saga Ognia i Wody. Wielki błękit [Jennifer Donnelly]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

piątek, 30 grudnia 2016
Naznaczona – Anne Bishop

Naznaczona – Anne Bishop
Przełożyła Emilia Skowrońska
Wydawnictwo Initium , 2016 , 523 strony
Cykl Inni , tom 4
Literatura amerykańska


Niczego się te mądre małpy nie nauczyły!
Taki przydomek zyskali w końcu ludzie w czwartej części cyklu Inni. Wręcz nie chcieli się uczyć. Zaślepieni rządzą władzy absolutnej, nie wyciągnęli wniosków z krwawych wydarzeń rozegranych w poprzedniej części. Nadal zrzeszali się w Ludzie Przede i Nade Wszystko, wierząc w słowa swojego przywódcy, że ludzie są potężni. Ludzie mają rację. Zasługują na wszystkie bogactwa tego świata. Nie powinni musieć okazywać wdzięczności za jałmużnę przyznawaną zgodnie z kaprysami zwierząt.
Nadal nie dostrzegali swojej arogancji.
Swoim egoizmem obudzili starych - pazury i kły Namid. Najstarsze i najpotężniejsze istoty, których bali się nawet terra indigena. W swojej wściekłości na głupotę ludzi zaczęli rozważać anulowanie wszelkich umów między nimi a Innymi. Nadciągające, niemalże apokaliptyczne, wydarzenia zaczęły przepowiadać wieszczki krwi – Nadzieja i Meg. To ich wizje zdominowały większą część wydarzeń w Thaisii i Lakeside.
Nadciągała zagłada.
Nikt nie wiedział, nawet wieszczki, ilu mieszkańców Namid zginie, która ludzka osada zostanie ocalona, kto przeżyje i czy przeżyje? Nawet w kartach widzących przyszłość los Lakeside stał pod znakiem zapytania. Ta nowa forma przepowiedni, którą opracowywała Meg, miała zastąpić jej nacinanie skóry podczas wieszczenia. Pozostał jeden problem – karty nie dawały jej euforii towarzyszącej krwawemu rytuałowi. Próby poszukiwania jej zamiennika w kontaktach z Simonem przewijały się przez całą opowieść. Brak doświadczenia oraz niezrozumienie zwyczajów ludzkich i wilczych utrudniało wprawdzie jej odnalezienie, ale świadome przeciąganie w czasie tego wątku przez autorkę, miało swoje uzasadnienie. Szukanie wspólnego języka, budowanie porozumienia i więzi międzygatunkowych, poznawanie zwyczajów i obyczajów, a w efekcie wzajemne zrozumienie i możliwość współistnienia wszystkich istot Namid, to najważniejszy wątek w tej części cyklu. Społeczność Lakeside była wzorcem koegzystencji, przyjaźni, a nawet miłości oraz alternatywą, a jednocześnie nadzieją, że świat może pomieścić w sobie wszystkich pod warunkiem respektowania praw każdej istoty. To w tej niewielkiej grupie była nadzieja na dalsze istnienie ludzi.
Pozostawało tylko pytanie – czy przeżyją gniew starych? 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Naznaczona Inni – tom 4 [Anne Bishop]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 07 lutego 2016
Wiek cudów – Karen Thompson Walker

Wiek cudów – Karen Thompson Walker
Przełożyła Anna Gralak
Wydawnictwo Między Słowami , 2016 , 302 strony
Literatura amerykańska

Warto spowolnić!
Już! Teraz! Usiąść przy bohaterce tej opowieści, Julii i posłuchać jej wspomnień. Jest człowiekiem z, być może, niedalekiej, a może bliskiej przyszłości i choć ma dopiero dwadzieścia trzy lata, dysponuje wiedzą bardzo doświadczonej osoby. A zaczyna swoje wspomnienia od dwóch alarmujących zdań – Nie od razu zauważyliśmy, co się stało. Nie mogliśmy poczuć. Świat skupiał się wówczas na bardziej widocznych, dotkliwszych, dających się we znaki problemach jak wojny, huragany czy zamachy. Ludzkość przejmowała się nie tym, czym powinna się przejmować: dziurą w warstwie ozonowej, topnieniem pokryw lodowych, zachodnim Nilem, świńską grypą i morderczymi pszczołami. Mimo że niektórzy bili na alarm, uczulali, wskazywali od dziesięcioleci na płonące lasy deszczowe, wzrost zachorowalności na raka, topnienie lodowców, śmieci w oceanach i antydepresanty w ludzkich krwiobiegach. Nie tym przejmowali się dorośli i nie tym przejmowała się również Julia. Miała do tego prawo. Była przecież tylko dwunastolatką ufającą dorosłym. Skupiała się więc na osobistych problemach. Na chłopcu, który jej się podobał. Na własnej rodzinie, która przeżywała kryzys i na przyjaciółce, która porzuciła ich przyjaźń dla innej koleżanki. Z czasem zauważyła, że powodem części tych problemów było spowolnienie obrotowych ruchów Ziemi.
Niewidoczny i niezauważalny, ale stały przyrost czasu.
Słuchałam tej relacji z coraz większym skupieniem i coraz większym niepokojem. Powoli uświadamiałam sobie, że właśnie dostrzegam opis alternatywnego końca świata do tego apokaliptycznego, zapowiadanego w świętych księgach ludzi wiary. Nie było trzęsień ziemi, w telewizji nic nie mówili, nie pokazywali płonących budynków ani zawalonych mostów, nie było żadnego pogiętego metalu ani spalonej ziemi, niczyje domy nie ześlizgiwały się z fundamentów. Nikt nie został ranny. Nikt nie zginął. Na początku katastrofa była w zasadzie niewidzialna. Ze zgrozą i przerażeniem doszłam do wniosku, że według tej teorii koniec świata już się zaczął i trwa. To pierwszy etap i jednocześnie przyczyna opisywana i wymieniana przez Julię – agresywna eksploatacja zasobów naturalnych Ziemi i jej masowe zaśmiecanie oraz zatruwanie.
Co było dalej, a co czeka nas w przyszłości – Julia dokładnie opowiadała.
O wydłużaniu się godzin, dni, nocy i tygodni aż do tylko siedmiu wschodów słońca w miesiącu. O próbie zorganizowania sobie życia przez ludzi i przez państwo w zmiennym wymiarze czasu. O podziale ludzi na prawdziwoczasowców i staroczasowców. O chorobie wywołanej zmianą grawitacji. O wypadkach powodowanych zaburzonym przyciąganiem ziemskim. Ale przede wszystkim o zmianach psychicznych człowieka wywołanych inną dynamiką związków chemicznych w mózgu zaburzającą kruchą równowagę między impulsem a samokontrolą, mającą wpływ na postawy i zachowania. Spowolnienie zakłóciło także pewne subtelniejsze trajektorie: na przykład przyjaźni, ścieżki przybliżające do miłości i oddalające od niej.
Świat i ludzkość, dosłownie i w przenośni, utraciła środek ciężkości.
Wystarczyło zaburzyć jeden, mały, niewidoczny element w skomplikowanym procesie życia i cudzie istnienia świata ziemskiego, by wejść na drogę ku zagładzie totalnej. Opowieść Julii jest przestrogą a zarazem apelem do człowieka współczesnego. Na tyle emocjonalnie ukazanym i logicznie przedstawionym, że można zacząć się bać. A przynajmniej zacząć się nad nim zastanawiać, doceniać każdą sekundę życia i z większą uwagą przysłuchiwać się ludziom uznawanym dzisiaj za dziwaków takim, jak: przyrodnicy, zielarze, entuzjaści holistycznego podejścia do zdrowia, uzdrowiciele, hippisi, weganie, wiccanie, guru i filozofowie New Age, radykalni ekolodzy, wegetarianie, survivalowcy czy zwolennicy powrotu do ziemi. Wszystkich tych, którzy już wcześniej żyli w dziczy z dala od sieci energetycznych. Byli wrogo nastawieni do korporacji. Sceptyczni wobec rządu. Buntownicy z natury albo z przekonania. Wtedy zupełnie inaczej patrzy się na takie osoby, jak Les Stroud i Cody Lundin i zupełnie inaczej odbiera się ich poradniki – Przetrwać wszystko oraz Gdy rozpęta się piekło.
To przesłanie autorki jest tak silne i wymowne, że jej debiut powieściowy wywołał wielkie zamieszanie w świecie literackim. Powieść znalazła się w czołówce rankingów na najlepszą książkę liczących się magazynów, jak przeczytałam na tylnej okładce książki, a reżyserka Zmierzchu Catherine Hardwicke podjęła się jej ekranizacji. W Polsce to już drugie wydanie tej powieści. Wcześniej ukazała się w 2012 roku w wydawnictwie Znak Literanova w poniższej oprawie:

 

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Wiek cudów [Karen Thompson Walker]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 31 stycznia 2016
Kolor magii – Terry Pratchett

Kolor magii – Terry Pratchett
Przełożył Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo Prószyński i S-ka ; Wydawca Fantastyka , 1994 , 245 stron
Seria Nowa Fantastyka ; Cykl Świat Dysku , część 1
Literatura angielska

Za Światem Dysku albo się przepada, albo nie!
Stoję gdzieś pomiędzy tymi opcjami. Chociaż na początku byłam pełna entuzjazmu po zachwytach jego licznych fanów. To pod ich wpływem sięgnęłam po pierwszą część otwierającą cykl, który jest tak liczny w tomach, rozbudowany, skomplikowany, zazębiający się podcyklami i częściami, a przez to złożony, że fani, na oficjalnej stronie jemu poświęconej Polski Portal Świata Dysku, zbudowali mapę nawigacyjną. Urzekła mnie też grafika Josha Kirby’ego.

 

Wikipedia

 

Uwielbiam taką kreskę oraz wielość i dbałość o szczegóły składające się na sceny, w których lubię „grzebać”, bo za każdym kolejnym spojrzeniem odkrywam nowy detal. Potrafię wpatrywać się w nie godzinami. Stale do nich wracać. Z tych dwóch powodów byłam więc pozytywnie nastawiona i przygotowana na wejście w świat wyjątkowy.
I taki on był!
Trochę podobny charakterem do rysunków ilustratora. Gęsty od licznych przygód, nagłych zdarzeń i wydarzeń, których stopień niebezpieczeństwa był w pełni kontrolowany. Tutaj nawet Śmierć (rodzaju męskiego) wzbudzał sympatię. Odmienny i przebogaty w strukturze i budowie kreowanej rzeczywistości Świata Dysku. Charakterystyczny i niepodobny do żadnego innego. Zaprzeczający znanym prawom fizyki i logiki, a przez to pozwalający na zaskakujące niespodzianki. To samo dotyczyło bohaterów. Było ich bardzo dużo, a mimo to nie gubili się i nie rozmywali się w tym gąszczu. Każdy był wyjątkowy i specyficzny. Mrowiło się od nich na każdej stronie i stale pojawiali się nowi – herosi, smoki, potwory, stwory i istoty podobne do ludzi, chociaż odmienne w swoich wyglądach, zdolnościach i mocach, którymi władały. Różnili się bardzo, a jednocześnie byli tak bardzo mi bliscy z powodu swoich aż nazbyt człowieczych wad i zalet. Częściej tych pierwszych niż drugich.
Pierwszy zgrzyt w moich zachwytach pojawił się już na początku.
Czytam sobie o fantastycznym świecie gdzieś w Kosmosie leniwie przemierzanym przez wielkiego żółwia A’Tuin’a, który oczami wielkimi jak morza, przesłoniętymi bielmem i pyłem asteroidów, spogląda nieruchomo w Cel. A na nim cztery gigantyczne słonie. A na ich spalonych gwiazdami , szerokich barkach spoczywa krąg Świata, na całym obwodzie otoczony girlandą wodospadu, a od góry przykryty jasnobłękitną kopułą niebios. A w nim, wśród innych krain, Brunatne Wyspy z podwójnym miastem Ankh-Morpork, złożonym z dumnego Ankh i zapowietrzonego Morpork. Aż tu nagle, w tym, odkrywanym równolegle do mojego, diametralnie innym świecie pojawia się mężczyzna w koszuli kwiecistej z aparatem fotograficznym na szyi. Żywcem przeniesiony z mojego, współczesnego mi świata! Turysta dla mnie albo oglądacz dla tubylców, dla których nazwa nie miała żadnego znaczenia, bo i tak ostatecznie sprowadzała się do jednego słowa – idiota. Dwukwiat, bo tak się nazywał przybysz, znudził się siedzeniem przy biurku i zliczaniem cyfr. Zamarzyła mu się Przygoda! Chciał zobaczyć prawdziwe Morpork: targ niewolników, Domy Ladacznic, Świątynie Pomniejszych Bóstw, Gildie Żebraków, prawdziwą bójkę w tawernie, bohaterów i wszystko to, o czym tylko słyszał, a chciał doświadczyć osobiście. Jego przewodnikiem został, na polecenie patrycjusza, a trochę w wyniku szantażu, Ricewind. Niedoszły mag, który w rezultacie nieszczęśliwego wypadku – opuścił uczelnię znając tylko jedno zaklęcie i mnóstwo języków, dzięki którym zarabiał na życie. Otrzymał jedno, odpowiedzialne zadanie – Dwukwiat miał powrócić do domu żywy i zadowolony, z dobrą opinią o Ankh-Morpork i krainie, w której leży. Od tego momentu zaczyna się wir przygód, w których przeszczęśliwie, beztrosko i z niezmiennym zachwytem oraz zawsze chętnie brał udział Dwukwiat, a w których nie chciał, ale musiał brać udział, z duszą na ramieniu i Śmiercią za plecami, Rincewind, pilnujący, by gościowi nic złego się nie przytrafiło, a najbardziej utrata życia.
Sposób narracji, w jaki zostały te przygody opowiedziane, spowodował drugi zgrzyt.
Z jednej strony autor poprowadził ją dynamicznie i inteligentnie, posługując się ironią, absurdem i humorem sytuacyjnym oraz słownym. Użył hipermetafor silnie oddziaływających na moją wyobraźnię oraz hiperporównań, które nie pozostawiały cienia wątpliwości i milimetra marginesu na inny odbiór niż ten, sugerowany przez autora. Jeśli brzmienie głosu miało być niskie i dudniące, to jego „usłyszenie” ułatwiało takie sugestywne zdanie – odpowiedział głos za plecami ( tonem, który malował w wyobraźni obrazy podwodnych otchłani i stworów zaczajonych wśród raf). Drapanie po brodzie zabrzmiało tak, jakby jeżozwierz torował sobie drogę przez ciernisty gąszcz. Z kolei smok nie latał sobie ot tak, zwyczajnie. Smok rozcinał powietrze w pogoni za wysokością!
I to było piękne!
Doceniam tę stronę sposobu narracji. Jednak z drugiej strony komediowy charakter przygód nie rozbawiał mnie. Podejrzewam, że nie odbieram angielskiego poczucia humoru, a takim posługuje się podobno autor, ponieważ we wstępie przeczytałam – Terry Prachett jest człowiekiem o ogromnej żywej ironicznej inteligencji i typowo angielskim poczuciu humoru. Wprzęgniecie gatunku fantasy w służbę satyry, by ukazać nasze człowieczeństwo pełne wad i przywar w krzywym zwierciadle, o które toczy się gra w kości między bogami na górze, nie odpowiada mi, bo nie bawi mnie. A przecież o ten uśmiech albo śmiech czytelnika zawalczył autor. Nie sięgnę po kolejne tomy cyklu (chociaż nie zarzekam się!), ale, mimo wszystko, namawiam innych do spróbowania.
Jest okazja odkryć w sobie angielskie poczucie humoru lub jego brak!

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Kolor magii [Terry Pratchett]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 

Film powstały na bazie powieści rozpoczyna się pięknie i oddaje bogactwo Świata Dysku, natomiast turysta Dwukwiat mnie irytował.

środa, 06 stycznia 2016
Metro 2034 – Dimitry Glukhovsky

Metro 2034 – Dimitry Glukhovsky
Przełożył Paweł Podmiotko
Wydawnictwo Insignis , 2010 , 488 stron
Trylogia Metro ; Tom 2
Literatura rosyjska

Ależ zrobiło się romansowo-filozoficznie!
Rozrost emocji i myśli filozoficznej bardzo zmienił charakter drugiej części trylogii Metro. Dla większości czytelników, z którymi rozmawiałam na ten temat, na niekorzyść.
Dla mnie niekoniecznie.
Owszem, druga część jest inna niż Metro 2033, ale to nie znaczy, że niedobra. To tak, jakby spierać się, który gatunek jest lepszy – thriller czy horror? Ci, którzy wolą thrillery mogą czuć się zawiedzeni, bo brakuje w kontynuacji dreszczyku niepewności dostarczanego przez zjawiska paranormalne czające się w tunelach. Tu tego nie ma. Ten element fabuły został całkowicie pominięty. W jakiejś mierze zastępują go bajki, legendy, wiarygodne kłamstwa i mity opowiadane sobie przez mieszkańców moskiewskiego metra, ale to za mało na wywołanie przyjemności czerpanej z niepewności prawdopodobieństwa i nieprzewidywalnej niewiadomej. W ciemnościach i czeluściach tym razem czaiło się zło realne tylko w postaci agresywnych i krwiożerczych mutantów, potocznie nazywanych upiorami, które trzeba było zabijać, wyrzynać, masakrować i dekapitować. Sama prozaiczna pewność i brutalność życia w labiryncie korytarzy.
Główni bohaterowie – tajemniczy brygadier Hunter, siedemnastoletnia Sasza i zaufany żołnierz Huntera, Homer (główny bohater z tomu pierwszego, Artem, tutaj pojawia się rzadko) – poruszali się tylko w obrębie kilku stacji lub sporadycznie na powierzchni. Również i tutaj śledzenie ich losów ułatwiała mi mapka dołączona do książki:

 

 

W wędrówce korytarzami metra łączył ich wspólny cel – odkryć przyczynę zaginięcia karawany i idącemu jej na pomoc oddziałowi żołnierzy. W trakcie penetracji tuneli i stacji ponownie poznawałam życie w metrze, jego hierarchię społeczną, funkcjonowanie i niebezpieczeństwa w nim czające się ze strony żywych (ludzi i upiorów), ale nie tylko. Nowością była mocno rozbudowana warstwa psychologicznej gry oraz coraz silniejszych więzi tworzących się między bohaterami. Autor budując ich osobowość i kondycję psychofizyczną, splatał ich losy poprzez wygodne i niewygodne układy i zależności. Na narratora wybrał Homera, wyposażając go w możliwość tylko narracji zewnętrznej. Homer, niczym dawny kronikarz, zbierał informacje, plotki, wiadomości, te oficjalne i te nieoficjalne, te prawdziwe i te nieprawdziwe, spisując dzieje swoje, ludzi z otoczenia i rzeczywistości w metrze dla tych, którzy przyjdą po nich. Którzy kiedyś tam dokopią się do metra i odkryją dawno zapomniane istnienie. To ludziom z przyszłości chce zostawić obraz życia w metrze, by dać świadectwo ich człowieczeństwa. By nie myśleli, że żyli jak zwierzęta, mordując się wzajemnie. Snuł przy tym mnóstwo wywodów filozoficznych, zadając jeszcze więcej pytań natury egzystencjalnej.
Chyba nie tego spodziewali się czytelnicy zachwyceni pierwszą częścią.
Ten dydaktyzm faktycznie był za bardzo widoczny. Momentami nachalny. Gdyby Homer relacjonował zdarzenia w narracji wewnętrznej, byłoby to mniej narzucające się, a przez to bardziej naturalne. Monologom bohaterów wybacza się wiele i więcej. Monologom ad hoc, pouczającym i zarzucającym czytelnika pytaniami typu – co czyni człowieka człowiekiem? – po którym funduje się sześć stron analitycznego wykładu w poszukiwaniu odpowiedzi – mówię stanowcze: NIE! Wątek miłosny też nie okazał się mocną stroną autora. W pierwszej części go nie było, a tutaj pokazał piętą achillesową opowieści. Chyba że w zamierzeniu autora było ukazać chorą miłość opartą na okaleczonych emocjach w miejscu niepotrafiącym wzbudzić wyższych uczuć, a tylko egoizm i nienawiść w wyścigu do przeżycia koszmaru uwięzienia. W końcu to świat, w którym nie ma jutra. Nie ma w nim miejsca na marzenia, plany, nadzieje. Uczucia ustępują tu instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelka cenę. Nawet cenę miłości, która nie może zaistnieć pomiędzy oszpeconym bliznami człowiekiem z poharataną duszą a dziewczyną pięknej urody wewnętrznej i zewnętrznej, ale przykrytej brudem metra. Tym dosłownym i tym w przenośni. Nie wzbudzało to we mnie wiary w miłość przezwyciężającą wszystko. Na szczęście nadzieję na to dostarczała miłość rodzicielska.
Trochę ponarzekałam (nie ja jedna!) na tę drugą odsłonę trylogii.
Ale i tak przeczytałam ją z przyjemnością, bo cała reszta, która mnie zachwyciła w pierwszej części, nie zmieniła się, dlatego nie zawaham się zajrzeć do części trzeciej i ostatniej.

 

 

Mimo wszystko ciągnie mnie w te tunele. Bardzo!

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Metro 2034 [Dmitry Glukhovsky]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w lipcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 947 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi