Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 17 marca 2019
Czując – Agnieszka Jucewicz

Czując: rozmowy o emocjach – Agnieszka Jucewicz
Ilustrował Arobal
Wydawnictwo Agora , 2019 , 328 stron
Literatura polska

   Emocje są rzeczywiste, są po to, żeby je przeżywać. Nie da się ich pozbyć, zdystansować do nich. Trzeba je poznać i nauczyć się z nimi postępować w taki sposób, który będzie najlepszy dla danego człowieka.

   Tak przekonuje jeden z rozmówców autorki tej książki. Od siebie dodam – również dla innych, bo ze swoimi emocjami nie żyjemy w próżni. Są podstawą naszych zachowań i jakości kontaktów interpersonalnych, wchodząc w skład naszej inteligencji, na którą składa się poziom rozwoju intelektualnego, społecznego i właśnie emocjonalnego. Od tego ostatniego zależy, czy ktoś o nas powie – Inteligentny cham lub psychopata. To od niego zależy również wychowanie naszych dzieci. Psycholog i psychoterapeutka Danuta Golec podkreśla - rodzice nie chcą dziecka niszczyć emocjonalnie, tylko są po prostu emocjonalnie głupi. Wydaje im się, że tak trzeba je wychować – wystarczy nakarmić, ubrać, dać wykształcenie, przekazać jakiś system wartości, przy tym nie rozpuszczać, karać, a wszystko to po to, żeby wyszło na ludzi. To też uszkadza, bo brakuje ciepła, zrozumienia, bo rodzic nie umie wyrazić emocji i tę nieumiejętność niestety przekazuje dalej. Można jednak ten łańcuch przerwać. Jak?

   Na to pytanie znalazłam odpowiedź w tym zbiorze rozmów.

   Autorka zaprosiła siedemnastu specjalistów – psychoterapeutów, psychologów, psychiatrów i seksuologa, by przyjrzeć się z bliska podstawowej palecie człowieczych emocji – wdzięczności, miłości, zazdrości i zawiści, krzywdzie i winie, lękowi, złości, radości, pokorze, stracie, współczuciu, wstydowi, nudzie, euforii, namiętności, bliskości, przyjemności i smutkowi. Pierwotnie drukowane w ramach cyklu Szkoła uczućWysokich Obcasach, tutaj zebrała je razem, tworząc podstawowe compendium wiedzy oraz materiał wyjściowy do pracy nad sobą. Dla każdego, bo każdy je przeżywa i okazuje na swój, indywidualny sposób, ale nie każdy potrafi je nazwać, rozróżnić, odczytać u innych, panować nad nimi, a zwłaszcza rozmawiać o nich. Specjaliści tę wiedzę porządkują, obalając wiele mitów – złość piękności szkodzidziewczynki nie powinny się złościć czy śmieje się jak głupi do sera. Wskazują na ich dualizm, pokazując stronę pozytywną i negatywną oraz ich burzące i budujące właściwości.  Pokazują wyraźne różnice między emocjami podobnymi, by nie mylić na przykład pożądania z miłością. Niemal każdy z nich, mimo że skupia się na jednej emocji, podkreśla konieczność autorefleksji. Znalezienia w sobie miejsca, w którym podda analizie przeżywane emocje i z czasem nauczy się je obsługiwać i nimi zarządzać, bo jak nie mamy takiej przestrzeni na myślenie, to zazwyczaj reagujemy impulsywnie i albo zadajemy ból innym, albo sobie – mówi Danuta Golec, dodając – to miejsce w głowie jest bardzo potrzebne. Nie wymaże tego, co się czuje, ale złagodzi dolegliwości, które z tym uczuciem się wiążą. Autorka chce, aby jej książka pełniła rolę korytarza prowadzącego do tego wewnętrznego pomieszczenia, jeśli ktoś jeszcze go nie znalazł lub lampki go rozświetlającej, jeśli już takie posiada. Dlatego te rozmowy nazywam życzliwym przewodnikiem, który prowadzi ku samorozwojowi, wskazując dalsze kierunki. Niekoniecznie czytając je po kolei, ale według własnych mocnych i słabych stron, w zależności od emocji, którą mniej albo bardziej rozumiemy lub mniej albo bardziej dajemy sobie radę.

   Całość wydana jest w pięknej oprawie graficznej.

   Każdy rozdział poprzedza rysunek ze spersonifikowaną emocją, tworząc minigalerię, którą można obejrzeć poniżej.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 03 marca 2019
Miłość jest warta starania – Justyna Dąbrowska

Miłość jest warta starania: rozmowy z mistrzami – Justyna Dąbrowska
Fotografie Mikołaj Grynberg
Wydawnictwo Agora , 2019 , 392 strony
Literatura polska

   Ależ intelektualna przyjemność obcowania!

   Z dwudziestoma czterema umysłami nieprzeciętnymi, niepospolitymi, wyjątkowymi, oryginalnymi, które autorka nazwała mistrzami. Biegłymi z życia i w wielu dziedzinach, które uprawiali zawodowo – aktorstwo, reżyseria, tłumaczenia, krytyka literacka czy eseistyka. Artystami wielu sztuk. Wykładowcami akademickimi i badaczami nauk zarówno ścisłych, jak i humanistycznych. Niektórzy wielu wielu profesji i uprawianych dyscyplin nauki i sztuki.

Z szybkiego przebiegu spisu nazwisk wyłowiłam kilka znanych mi już, jak uwielbiana przeze mnie Danuta Szaflarska nie tyko za umiejętności aktorskie i wykreowane role, ale i za tę pogodę ducha, którą zawsze widziałam w jej oczach. Kazimierz Kutz, który otwierał poczet mistrzów. Hanna Świda-Ziemba, której przeciekawy życiorys poznałam, czytając jej wspomnienia w Uchwycić życie.

Ku mojej ogromnej radości wypatrzyłam również Zygmunta Baumana, którego publikacje zawsze windowały mnie na wyżyny rozważań intelektualnych takich, jak Retropia czy wpisana na mój top czytanych w 2016 roku Obcy u naszych drzwi. Jego rozmowę z autorką przeczytałam kilka razy, rozkoszując się treścią, stylem przekazu i pięknem szyku budowanych zdań, wspinając się na palce intelektu, by nie uronić żadnej myśli, żadnego logicznego wywodu czy wniosku.

   Ciekawa byłam jednak wszystkich rozmów.

   Razem zebrane, a nie rozproszone na łamach Tygodnika PowszechnegoWysokich Obcasów, „Pisma” i  Gazety Wyborczej, dodatkowo uzupełnione rozmowami dotąd niepublikowanymi, stworzyły zupełnie inną jakość przekazu i przesłania. Nie indywidualną, osobną, dotyczącą tylko jednego człowieka, ale ponadczasową, zbiorową myśl polskich intelektualistów pokolenia, które powoli odchodzi. Niektóre z tych osób już nie żyją. Innym pozostało niewiele z powodu nieuleczalnej choroby. Ale to właśnie ten podeszły wiek, w połączeniu z bogatym, często traumatycznym doświadczeniem życiowym, pozwolił im na spojrzenie wstecz z dystansem i próbę odpowiedzenia na pytania, które człowiek zadaje sobie przez całe życie, ale pełne zrozumienie, wydźwięk i znaczenie odpowiedzi znajduje dopiero u jego schyłku. Chociażby to, o co warto się w życiu starać. Z perspektywy osiemdziesięciu i więcej lat wnioski stają się podpowiedziami dla tych, którzy zagubili się egzystencjalnie  lub ich poszukują w sferze filozoficznej. Odpowiedź tytułowa – miłość jest warta starania – to tylko jeden z wariantów, bo jeszcze życie samo w sobie jest tego warte, własna wewnętrzna autentyczność czy minimalizm posiadania – wymieniają po kolei mistrzowie.

   Ile osób, tyle odpowiedzi!

   Właściwie różni ich wiele – pojęcie sensu życia, śmierci, przemijania, starości, miłości, religii, ale również bagaż doświadczeń, światopogląd, otwartość na innych ludzi czy styl życia.To było przeciekawe w swojej różnorodności, bogactwie emocji jakim obdarzał ich los, pasjonujące w wiedzę z wielu dziedzin nauki i sztuki, które miały decydujący wpływ na jakość życia zawodowego i osobistego.

   Szukałam jednak punktów stycznych!

   Tych myśli, które życie sprowadzało do wspólnego mianownika pomimo tych różnic. Konkluzji, które mogłabym zaadoptować. Mądrości uniwersalne, by uniknąć nauki na błędach własnych. Wyłuskiwałam je z rozmów o rzeczach istotnych, gdy wspólnie podkreślali takie wartości, jak miłość, rodzina, przyzwoitość i sens życia, którego, według Zygmunta Baumana, tyle jest, ile potrafimy w nie wlać. Ani grama więcej, ani grama mniej. Za to, co się w środku znalazło, ponosimy odpowiedzialność.   Ale też te refleksje, które nasuwała fizjologia starzejącego się ciała, powoli ograniczającego nadal wysoką sprawność umysłu. To dlatego wszyscy pracowali mimo podeszłego wieku.

   Witalność intelektualna to była podstawowa cecha wszystkich rozmówców.

   Każdy z nich, pomimo emerytury, jeszcze pracował zawodowo lub umysłowo. Miał plany, terminy, zamierzenia i pomysły do zrealizowania. Żył raczej do przodu, niż przeszłością. Ta niewyczerpana kreatywność towarzyszyła im stale, czyniąc ich młodymi psychicznie. Wewnętrznie ujmowali sobie po kilkadziesiąt lat.

   Przestrzegałabym jednak przed bezmyślnym przyjmowaniem ich rad.

   Dosłowne kopiowanie zasady życiowej  Zygmunta Baumana, którą tworzył na swój użytek prawie wiek, by żyć, jakby się miało żyć wiecznie, ale przeżywać każdą chwilę tak, jakby miała być ostatnią, a która sama w sobie niesie sprzeczność i jest formułą bardzo trudną do realizacji, może skończyć się katastrofą i zniechęceniem. To raczej  kierunki pracy nad sobą. Podpowiedzi do budowania własnej, osobistej struktury konstrukcji światopoglądowej, a co za tym idzie – jakości życia. Drogowskazy stylu życia wskazane przez mistrzów, swoistą „starszyznę plemienną” Polaków, do której wysłuchania autorka stworzyła idealne warunki i zaprosiła do jej wysłuchania wszystkich.

   Każdy może przed nią stanąć i zaczerpnąć dla siebie tyle, ile zechce wziąć.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Przeczytaj fragment książki


sobota, 23 lutego 2019
Podwórko bez trzepaka – Łukasz Pilip

Podwórko bez trzepaka: reportaże z dzieciństwa – Łukasz Pilip
Wydawnictwo Agora , 2019 , 326 stron
Literatura polska

   Bardzo, bardzo cieszę się, że ta książka pojawiła się wśród nas, dorosłych!

   Traktuję ją jak środek prewencyjny, który, gdy wiedzy i empatii brak, dostarcza niezbędnego dystansu dorosłym, by zobaczyli, jakie dzieciństwo stwarzają dzieciom. Dokładnie teraz, kiedy ich pociechy jeszcze są dziećmi. Kiedy nie jest za późno na korekty, zmiany, poprawę lub naprawę, a może nawet na całkowitą zmianę kierunku w wychowaniu. Nadstawia ucha ku dzieciom i pozwala opowiadać własne historie. Przeżyte i widziane już z punktu widzenia osoby dorosłej jak Tomek, który teraz jest dyrektorem, a w wieku dziesięciu lat spał z nożem pod poduszką. Również widziane tu i teraz, kiedy bohater reportażu właśnie ma piętnaście lat, kilka nieuleczalnych chorób i mamę, o której mówi – Bóg nie może być wszędzie, dlatego stworzył mamę. Bardzo cię kocham. Czasami narratorem jest rodzic. Ojciec, który modli się o uzdrowienie syna-geja, by zrozumieć, że miłość to akceptacja bezwarunkowa. Matka z wioski dziecięcej SOS, która całe życie poświęciła wychowywaniu obcych dzieci. Innym razem jest to prowokacja autora, który tworząc w Internecie profil trzynastoletniej Natalii, pokazuje sieć pułapek stworzoną przez pedofilów oraz łatwość wpadania w nie przez dzieci. Natalia w trzy tygodnie poznała około trzydziestu mężczyzn i jedną kobietę. Wszyscy rozmawiali z nią o seksie.

   Ale to nie tylko historie traumatyczne.

   To również pozytywne opowieści, w których dorośli robią wszystko, by wspomóc dziecko w rozwoju. Do nich należy matka, która niemówiącego syna autystycznego z podejrzeniem o upośledzenie umysłowe prowadzi ścieżką edukacyjną od podstawówki do doktoratu. Również ojciec, który stworzył własnym dzieciom – Neli i Noemu - dzieciństwo na katamaranie, praktycznie pokazując świat w podróży wokół Ziemi.

Nietypową historię rodziny Ludwińskich poznałam na jednym ze spotkań autorskich z Kazimierzem Ludwińskim. To wtedy poczułam różnicę między edukacją, jaką chcielibyśmy mieć a tą, którą mamy. Najlepiej podsumowała ją Nel – To było najszczęśliwsze dzieciństwo na świecie [...] A Polska? Rozczarowuje. Zabija indywidualność, trzeba się dostosować. Uczę się dla ocen, nie wiedzy.

   Takich historii jest w tym zbiorze dużo więcej!

   Każda inna. Każda inaczej opowiedziana. Każda niosąca inną refleksję. Wszystkie jednakowe w jednym – niosą ze sobą emocje zarówno negatywne, jak i pozytywne, kończąc się optymistycznie, a przynajmniej z nadzieją na lepsze. Niczym symboliczny lizak na okładce – złamany, ale nadal słodki.

    Dlaczego?

   Autor nie chciał epatować traumą, cierpieniem, beznadziejnością, bólem czy nawet hura-optymizmem. Chciał pokazać dzieciństwo jako takie. Ważność czynników go warunkujących i ich ogromny wpływ na potencjalne kierunki w wychowaniu. To dlatego reportaże naprzemiennie uzupełniał krótkimi wstawkami-opowieściami o dzieciństwie tuż po wojnie według ponad osiemdziesięcioletniej kobiety i współczesnych nastolatków, których budowanie tożsamości przejął Internet. Ludzi nieznanych i z rozpoznawalnymi nazwiskami jak na przykład Monika Jaruzelska. Bez moralizowania, za to z ukrytą pedagogizacją rodziców. To w tej ostatniej kryje się niewidoczna, ale potężna moc tych reportaży. Zmuszających do zamyślenia się. Do spojrzenia dzisiaj, a nie po latach podczas oglądania zdjęć w albumie rodzinnym, na dzieciństwo tworzone teraz własnym lub cudzym dzieciom. Na jego kruchość i łatwość wypaczenia, ale i cudowność modelowania. Na to, co wkładamy do walizki wyposażającej w wiano na przyszłość, która da dzieciom w dorosłości moc poderwania się do lotu lub zamieni się w kulę u nogi uziemiająca do końca życia. Ściągającą w dól tak, jak Tomka, który powiedział – Po moich narodzinach przywiązali mi łańcuch do szyi. Jak tylko coś osiągnę, wypłynę na powierzchnię, to ściągają mnie na dno. Tonę.

   Cieszę się, że oprócz mnie, i takich, jak ja pracujących z dziećmi i młodzieżą, pochylą się nad dzieciństwem inni dorośli i zobaczą w nim cud dorastania, konieczność mądrego wsparcia i grożących mu niebezpieczeństw. Może po jej przeczytaniu coś zmienią w swoim postępowaniu i przynajmniej jedno dziecko nie będzie wrzucać po wizycie w domu rodzinnym ciuchów do pralki, żeby nie śmierdzieć dzieciństwem, jak robi to dorosły Tomek.

  Bo jedno dziecko to jeden świat.

  Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

  Wywiad z autorem

   Bardzo cieszę się, że drugi egzemplarz tej książki ufundowany przez Wydawnictwo Agora mogę przekazać Wam. Jeśli ktoś ma ochotę posmakować dzieciństwa innych w przenośni i dosłownie, bo do książki dołączono lizak, zapraszam do pozostawienia tej chęci w komentarzu i napisania do mnie na adres: clevera@gazeta.pl.   

piątek, 28 grudnia 2018
Flirtując z życiem – Danuta Stenka , Łukasz Maciejewski

Flirtując z życiem – Danuta Stenka w rozmowie z Łukaszem Maciejewskimi
Wydawnictwo Znak Literanova , 2018 , 380 stron + 12 kart zdjęć
Literatura  polska
  

   Miałam oczy pełne łez... szczęścia!

   Poczucia cudu życia. Jego doceniania w drobnych rzeczach. Jego urody i uroku widocznych przede wszystkim w drobiazgach i w zwykłości. W pogoni życia niezauważalnych. Reakcja niczym po poradniku życiowym, a ja przecież przeczytałam tylko wywiad z aktorką. A zaczął się bardzo ciepło i nostalgicznie – od pszczół, pasieki i miodu pachnącego łąkami. Niósł ze sobą poczucie bezpieczeństwa, jakie daje szczęśliwe dzieciństwo, które dla aktorki jest energią do działania. Korzeniami, z których czerpie siłę do pracy. Bazą wartości do bycia dobrą aktorką, żoną, matką, ale przede wszystkim człowiekiem. To stały motyw wywiadu udzielonego filmoznawcy, krytykowi filmowemu i teatralnemu, Łukaszowi Maciejewskiemu, który ujęła refleksyjnie – ...człowiek, bez względu na epokę, na szerokość i długość geograficzną, bez względu na wszystko, co mu życie sprezentowało i z czego go ograbiło, jest aż i tylko człowiekiem.

   W aktorce widziałam przede wszystkim właśnie człowieka.

   Z dzieciństwem pachnącym miodem z kaszubskich kwiatów i ziół. Z dorastaniem do wyboru drogi życiowej, na którą pchnęli ją najbliżsi. Z zawodem, w którym rzemiosło traktowała jako punkt wyjścia, tylko moment startowy do ambitnego sięgania po artyzm sztuki aktorskiej. Z własnymi ułomnościami, które rzutowały na jej satysfakcje lub rozczarowania z efektów pracy. Z kruchą, wrażliwą psychiką i niemocą fizyczną, gdy dopadła ją depresja. Z rodziną i domem traktowanych jak azyl i twierdzę. Z poglądami na otaczającą nas rzeczywistość, przemijanie, cenę sukcesów, przyjaźń, zaufanie, miłość i wartości wyniesione z dzieciństwa, dzięki którym znajdywała w chaosie swoje miejsce dla siebie. Z wiarą w Boga, o którym mówi bardzo mało, bo wolała uwidaczniać ją w czynach oraz podejmowanych wyborach i decyzjach. I wreszcie z wywiadem dwojga rozumiejących się ludzi, w którym żadne nie sięgało po sensację, pikantne informacje, plotki, niedyskrecje, skandale, by zapewnić książce poczytność. Czułam się w nim dobrze, przyjemnie, bezpiecznie i znajomo. Nie było znanej, popularnej i nagradzanej aktorki.

   Był człowiek.

   Przyjazny, serdeczny, wyrozumiały, ciepły, który trochę przeżył i podzielił się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami ze mną. Wiele z nich było potwierdzeniem moich odczuć i myśli. Niektóre były dla mnie nowe. To tutaj po raz pierwszy tak naprawdę poznałam, a raczej poczułam, trud emocjonalny aktorstwa traktowanego jako sztukę, w którym szanuje się czas widza. Byłam, jako taka, ważna dla aktorki. To odwrócone podejście do tandemu aktor-widz uczyło przede wszystkim szacunku. Wzajemnego!

   Miała ta rozmowa przyjaznych sobie ludzi coś terapeutycznego.

   Budującego pomimo trudów, problemów i barier do pokonania, do przezwyciężenia. Może to sprawiło ludzkie podejście do czytelnika? Może ukochanie cudu życia? A może podobieństwo wartości dyktujących postępowanie, w którym wolę dać się oszukać dziewięciu osobom, niż nie pomóc dziesiątej rzeczywiście potrzebującej? Jestem przekonana, że nie jestem wyjątkiem w tych odczuciach, skoro do mnie trafiło wznowienie pierwszego wydania opublikowanego w 2013 roku. Wygląda na to, że potrzebujemy takich wolnych od negatywnych emocji rozmów ciepłych, mądrych i po prostu ludzkich, z drugim człowiekiem, który wie, jak docenić życie. Jak dostrzec jego cud. Umocnić mnie w tym przekonaniu, w które czasami wątpię. Może dlatego miałam wrażenie, że rozmowa toczyła się nieśpiesznie na zielonej trawie, w ciepłych promieniach słońca. Zaskoczyło mnie zdjęcie, które ten efekt zburzyło, ujawniając rzeczywiste kulisy spotkań.

Czasami zdjęcia, a jest ich w książce dużo, nie są potrzebne. A może są po to, by pokazać dwoistość postrzegania rzeczywistości? Tej zewnętrznej, kreowanej przez media i tej wewnętrznej, którą poznałam tutaj.

   Pięknej w swojej normalności!

   Zamknęłam książkę z ogromnym ładunkiem pozytywnych emocji, ciesząc się z rozmówcami ostatnim obrazem - opisem pszczoły wskazującej kierunek patrzenia na życie. Otrzymałam jeszcze coś – furtkę do codziennego wychodzenia na świat w postaci modlitwy. Uniwersalnej prośby dla wierzących i niewierzących chcących być człowiekiem po prostu przyzwoitym, o której autorka mówi – Myślę, że jeśli poważnie traktować, rozumieć to, co się mówi, wówczas niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy nie, czy zwraca się do Boga czy umawia z samym sobą, ta modlitwa pozwala wyjść na spotkanie nowego dnia i każdego człowieka otwartym, empatycznym, uważnym... Oto ona: „Panie, w ciszy wschodzącego dnia przychodzę Cię błagać o pokój, mądrość i siłę. Chcę patrzeć dziś na świat oczami przepełnionymi miłością, chcę być cierpliwa, wyrozumiała, cicha i mądra, nie ulegać pozorom, widzieć Twoje dzieci tak, jak Ty sam je widzisz, i dostrzegać w nich to, co dobre. Daj mi taką życzliwość i radość, żeby wszyscy, z którymi się dzisiaj spotkam, odkryli Twoją obecność. I niech będę dla innych chlebem, jak Ty jesteś nim dla mnie każdego dnia. Ta książka ma w sobie to wszystko - dobry, smaczny i pożywny chleb.

   Dziękuję.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród bestsellerów księgarni Tania Książka.

Flirtując z życiem [Łukasz Maciejewski, Danuta Stenka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Aktorka o swojej książce.

sobota, 01 grudnia 2018
Łacińska wyspa – wyb. i oprac. Bogumił Luft

Łacińska wyspa: antologia rumuńskiej literatury faktu – wybór, opracowanie i komentarze Bogumił Luft
Przełożyli  Błażej Brzostek , Radosława Janowska-Lascar , Ireneusz Kania , Jerzy Kotliński , Bogumił Luft
Wydawnictwo Ośrodek Karta , 304 strony + 48 stron zdjęć
Seria Świadectwa XX Wiek: Rumunia
Literatura  rumuńska

   Rozstrzelanie Nicolae Ceauşescu i jego żony Eleny to pierwsze skojarzenie i bardzo wyraźny obraz, jaki widzę, słysząc słowo – Rumunia.

   Mocny emocjonalnie. Tkwi we mnie do dzisiaj, mimo że od 25 grudnia 1989 roku minęło sporo lat. Jego krótką relację zobaczyłam w polskiej TV. Był grudzień taki, jak teraz i byłam w szoku. Potem pojawiło się mnóstwo pytań. Dlaczego, my, Polacy, nie posunęliśmy się do tak drastycznej zemsty? Kim są ci Rumuni, którzy na ten radykalny i bezkompromisowy krok zdecydowali się? Czy to spuścizna tajemnicą i legendą okrytego Włada Drakuli znanego również jako Palownika, najkrwawszego mieszkańca Transylwanii, której nazwę jedynie Polacy tłumaczą jako Siedmiogród? Na dodatek naród, który na prezydenta właśnie wybrał Niemca!

   Same wyspy niewiedzy!

   Niczym ich flaga narodowa z wyciętymi symbolami republiki socjalistycznej umieszczona na tytułowej okładce. Chciałam je wypełnić. Uzupełnić materię informacji, by zrozumieć motywy postępowania tego narodu. Antologia rumuńskiej literatury faktu, jak anonsuje podtytuł tego opracowania, idealnie wpisuje się w moją potrzebę. Zawiera fragmenty tekstów już wcześniej publikowanych, ale w większości niedostępnych w języku polskim. Zbiór ten poprzedzają pogadanki historyczne będące pierwotnie serialem telewizyjnym autorstwa obecnego ambasadora Rumunii w Paryżu. Ten zabieg autorów opracowania jest jak najbardziej uzasadniony, ponieważ wprowadza w historię poprzez wędrówkę architektoniczną po tym kraju. Ich wydźwięk najsilniej brzmi w rozdziale omawiającym „zaorywanie” Bukaresztu przez dyktatora Nicolae Ceauşescu. Wyburzaniu przez niego perełek architektury pod nowa wizję socjalistycznej stolicy. Ku mojemu zaskoczeniu antologię otwiera Polka – Magdalena Samozwaniec. Jej wspomnienia z kilkuletniego pobytu w Rumunii jako żony dyplomaty są bardzo uważne, spostrzegawcze i nieco ironiczne. W tym stylu narracyjnym opisała silny podział społeczny i przepaść między arystokracją i chłopstwem, która miała katastrofalne skutki w późniejszych latach dla elity intelektualnej kraju. Kolejne relacje z różnych punktów widzenia samych Rumunów, przedstawicieli różnych środowisk, warstw społecznych, profesji i narodów – od księżniczki zamężnej z królem Rumunii czy prezydenta republiki, przez artystów, polityków, księży, dysydentów, po „zwykłych” ludzi” są indywidualne lub wielogłosowe. Ujęte w różnorodnej formie – zapisów filmowej ścieżki dźwiękowej, wspomnień, dzienników, raportów bezpieki, listów – ukazywały problemy i ważne wydarzenia społeczne, polityczne lub gospodarcze. Zjawiska, z którymi radziła sobie lub nie naród rumuński – antysemityzm, podział Kościołów prawosławnego i greckokatolickiego, mniejszości narodowe, abdykacja króla Michała, faszyzm, komunizm, dyktatura Nicolae Ceauşescu i wiele innych. Relacje te zachowały jednocześnie chronologię historyczną od początków Rumunii do czasów współczesnych. Od monarchii z królowa Marią i jej mężem

po rewolucję robotników w XX wieku.

   Mogę powiedzieć, że po tych niezwykle ciekawych wycinkach przeszłej rzeczywistości odbieranych z poczuciem bycia tam i wtedy, z wszystkimi emocjami im towarzyszącymi, z objaśniającymi je komentarzami ambasadora RP W Rumunii Bogumiła Lufta, mogę powiedzieć, że zrozumiałam Rumunów. Może nie do końca, ale przynajmniej wiem, dlaczego ich historia jest tak zagmatwana ideologicznie oraz splątana społecznie i narodowościowo. Jest jednak coś, co mną wstrząsnęło.

   Po raz drugi!

   Kolejna wyspa niewiedzy okrucieństwa absolutnego – więzienie w Piteşti. To w nim i tylko w nim realizowano „eksperyment” reedukacji poprzez tortury, w którym systematycznie przekształcano tożsamość ofiary w kata, poddając ją destrukcji psychicznej. Tekst powstały na bazie relacji więźniów-świadków opresji więziennego systemu, wstrząsa i burzy pewność, że na temat służb bezpieczeństwa w bloku komunistycznym wiemy wszystko.

   Jest również w tych źródłach Polska!

   To między innymi Rumunii otwarcie i z życzliwością przyjęli  wojenną falę emigracyjną Polaków. Oglądanie początków II wojny światowej z rumuńskiej perspektywy było bardzo ciekawe i nie zawsze chwalebne dla naszych elit rządowych.

   Publikacja wypełniła sporo wysp braku mojej wiedzy, która wprawdzie nie wymaże z mojej pamięci prześladującą mnie makabryczną sceną rozstrzelania małżeństwa Ceauşescu, ale na pewno poszerza ją o szerszy, dystansujący mnie kontekst.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Łacińska wyspa. Antologia rumuńskiej literatury faktu [Opracowanie zbiorowe]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Po tej antologii trochę inaczej patrzę na tę drastyczną scenę rozstrzelania, chociaż nadal razi mnie radość z czyjejś śmierci.

poniedziałek, 26 listopada 2018
Pod podszewką – Sylwia Stano , Zofia Karaszewska

Pod podszewką – Sylwia Stano , Zofia Karaszewska
Wydawnictwo Marginesy , 2018 , 392  strony
Literatura  polska
   

   Przeżyłam oryginalną przygodę intelektualno-estetyczną!

   Jeszcze większą przyjemność i radość tworzenia jej miały autorki projektu, znane przede wszystkim jako prowadzące blog Książniczki mają zdanie, które nazwały go „kolekcją literacką”. W tym niewielkim wyrażeniu autorki połączyły świat literatury i mody. Pozornie nie do pogodzenia w powszechnym pojmowaniu – książki i ciuchy albo jeszcze lepiej – czytelnicy i szafiarki. A jednak! Udało się! Do przedsięwzięcia zaprosiły projektantkę Justynę Ołtarzewską, fotografa Michała Jaworskiego i... psychologa! Dokładnie profilera kryminalnego – Piotra Szarotę. To ich komentarze, rozwinięcia i opinie, wplatane w wypowiedzi pisarzy zaproszonych do kreowania siebie w stroju, wyjaśniały proces tworzenia, historię konkretnego elementu garderoby, a także cechy psychologiczne osobowości osoby je wybierającej. Pisarze mieli ich pełny wybór, włącznie z krojem, kolorem i rodzajem materiału, z którego miały być wykonane.

  Lista znanych i lubianych wprawiła mnie w euforię!

To pod ich podszewki sukienki, marynarki, kamizelki, tiszertu, bluzy, spódnicy, trencza, kombinezonu, kaszkietu, skarpetek, a nawet bielizny męskiej i koszuli nocnej damskiej, zaglądały autorki. Pierwsze spotkanie z każdym pisarzem poprzedzało monochromatyczne zdjęcie portretowe.

Tylko biała twarz wyłaniająca się z mroku czerni. Temat mody, ubioru, trendów, preferencji, noszenia ulubionego stroju podczas pisania, do pracy lub na spotkania autorskie, rozwijał wątki w kierunki przez jednych zupełnie niekontrolowane, jak u Jakuba Małeckiego, który co chwilę napominał sam siebie – Boże, dlaczego ja wam o tym wszystkim mówię? U innych skupiały się na pasjach kształtujących i wpływających na ich styl życia. To w tych momentach dowiadywałam się o mało znanych lub w ogóle nieznanych, a mających znaczenie dla twórczości, faktach. Boksowaniu Grażyny Plebanek, jodze Katarzyny Tubylewicz czy wyciskaniu Łukasza Orbitowskiego i Jakuba Małeckiego. Były one wyraźne, ale dyskretnie, wdrukowane lub wszyte w strój. Chociaż strój to za mało powiedziane. Trudno tak nazwać skarpetki Michała Rusinka. Oczywiście z wydzierganymi książkami.

Książkowy motyw był najpowszechniejszym elementem projektu umieszczanym na lamówce, dole halki, mankietach czy podszewce kamizelki.

Co ciekawe, nie zawsze w formie książki. U Jacka Dehnela był nim druk Gutenberga na białej koszuli. U Marty Guzowskiej był nadrukiem glinianych tabliczek z pismem linearnym na podszewce trencza. Fani jej kryminałów wiedzą dlaczego. U Jakuba Małeckiego haiku na rękawku tiszertu. U Agnieszki Wolny-Hamkało był nim wiersz nadrukowany na wewnętrzną kieszonkę marynarki.

Największym zaskoczeniem wśród tych oryginalnych podejść do zadania okazały się dla mnie postawa i wyobraźnia Janusza Leona Wiśniewskiego. Zaprojektował małą czarną z bikini pod spodem. Nie, nie dla siebie. Dla kobiety. Chociaż dla fanów jego powieści, zwłaszcza kobiet, niespodzianką może to nie być.

   Gotowy efekt pracy wszystkich uczestników wieńczył każde spotkanie z pisarzem.

   W pierwszym odruchu zaczęłam szybko przeglądać te zdjęcia finalne. Palącą ciekawość udało mi się zatrzymać na trzeciej osobie z kolei. Postanowiłam dawkować sobie tę przyjemność, by przejść przez cały proces od czarno-białego zdjęcia „przed” do kolorowego „po”. Zupełnie inaczej patrzyłam wtedy na sukienkę Olgi Tokarczuk, w której wystąpiła na gali wręczania Nagrody Bookera.

To nie tylko sukienka. To również opowieść o wszechświecie i ze wszechświatem nadrukowanym na białą halkę i o prawie stuletnich butach. Nie sposób opisać i pokazać wszystkich. Nawet nie mam takiego zamiaru. Z premedytacją uchylam tylko rąbka zawartości. Dokładnie tak, jak czyniły to autorki, anonsując odchylonym rogiem kartki kolejną postać. Na przykład pająkiem na czerwonym tle.

Fani kryminałów Katarzyny Bondy na pewno od razu skojarzą go z jej Czerwonym pająkiem. Dlatego mój wpis to tylko malutka cząstka bogactwa przeżyć, jakie niesie ze sobą ta książka. A przyznam się, że miałam opory przed jej sięgnięciem, ponieważ nie lubię i nie mam potrzeby widzieć twarzy osoby, której świat wyobraźni poznałam poprzez słowa. Wizerunek fizyczny automatycznie tworzy we mnie barierę schematów i stereotypów, stając w opozycji do komunikacji umysłu bez granic.

   Ta książka je we mnie przełamała!

   To fascynujący ludzie, dla których pisanie to jeden z elementów, z którego zbudowali swój styl życia. Współczesny pisarz nie ma nic wspólnego z abnegatem w marynarce w kratę, w okularach, ćmiącym papierosa. Dzisiejszy pisarz wygląda między innymi tak:

A pod podszewką jego bielizny, kryje się... przebogaty świat intelektualny. Współcześni pisarze bardzo dobrze rozumieją, że czytelnicy lubią widzieć, a promocja czytelnictwa musi sięgać po wizualne metody i sposoby marketingowe, by namówić do czytania aż 62% nieczytających Polaków. To ma sens. Przekonałam się o tym, organizując dla młodzieży spotkanie autorskie z Krzysztofem Pyzią. Pokazanie jej zdjęć pisarza (a jest stylowym ciachem) przed spotkaniem podniosło temperaturę oczekiwania o kilka stopni, czego nie uczyniły jego świetnie napisane i ciekawsze książki.

   Co ja z tego wyniosłam?

   Dwie rzeczy. Pierwsza to słuszność bycia sobą, a nie spełnianie oczekiwań innych nie tylko w ubiorze, ale we wszystkim. Bycia jak Sylwia Hutnik, która o siebie walczyła od lat szkolnych, by być kolorowym ptakiem. By być tym, kim jest teraz. Porównując jej monochromatyczne zdjęcie portretowe umieszczone na początku postu z tym ostatecznym w projekcie, zwalniam się z komentarza. Wszystko widać, a pod podszewką i w książkach całą resztę.

A drugą rzecz, to bezcenne rady zawodowej krytyczki literackiej, z których najważniejszą jest ostatnia. Polecam szczególnie debiutującym pisarzom, „gniewającym się” na krytyczne (nie mylić z krytykanctwem!) wpisy blogerów książkowych.

   Projekt pozostawił mnie w ogromnym niedosycie!

   Chciałabym posłuchać i ujrzeć w nim Elżbietę Cherezińską, Jakuba Żulczyka i Sebastiana Fabijańskiego. Wiem, że ten ostatni to aktor, ale co stoi na przeszkodzie, połączyć w innym projekcie, inną muzę (film), innych ludzi i stworzyć „kolekcję filmową”?

   Czekam!  

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 10 listopada 2018
Jeszcze dzień życia – Ryszard Kapuściński

Jeszcze dzień życia – Ryszard Kapuściński
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  184 strony
Literatura  polska

   Wiesz, reportaż i realistyczna powieść to chyba dwa brzegi tej samej rzeki.

   Te słowa usłyszał autor wstępu do tego reportażu Mirosław Ikonowicz. To właśnie w tym krytykowanym przez innych podejściu tkwi siła jego przekazu i relacji. Dla jednych niedopuszczalne beletryzowanie reportażu, a dla innych (w tym mnie) sposób przekazywania nie tylko informacji, ale i emocji.

   Autor jest w tym mistrzem!

   To dlatego po ponad czterech dekadach od pierwszego wydania w 1976 roku, jego reportaż nadal żyje. Nadal znajduje czytelników. Ba! Inspiruje reżyserów, którzy na jego podstawie stworzyli animowany dokument. Sama jego treść opiera się na faktach, kiedy w Polsce rządziła komuna, a w Afryce kraje kolonialne odzyskiwały w krwawych wojnach domowych niepodległość. To był gorący dosłownie i w przenośni rok 1975.

Autor jako jedyny korespondent z bloku wschodniego został wysłany do Angoli. Kraju, który zrzucał portugalskie kajdany. 11 listopada miał być podpisany akt niepodległościowy. Swoją realcję-opowieść z tego wydarzenia zawarł w czterech częściach. Każda odpowiadała poszczególnym etapom procesu wyzwalania. Od ucieczki Portugalczyków po krwawe budowanie nowego porządku politycznego. Każda niosąca odmienne obrazy i całą paletę emocji wojny domowej. Warstwa informacyjna była bardzo ważna. Umieszczana głównie w depeszach i w czwartej części mającej charakter encyklopedyczny, dostarczyła mi podstawowej wiedzy na temat historii Angoli, chaosu wywołanym opuszczaniem go przez Portugalczyków i innych cudzoziemców, sytuacji gospodarczej, ścierania się opcji politycznych z socjalistami i kapitalistami w tle, walk na froncie czy formułowania się nowego rządu.

   Ale jak to zostało podane!

   Chaos, upał, bezsilność, choroby, strach, niepewność, głód i śmierć to silny przekaz zbudowany między innymi za pomocą realizmu magicznego pełnego symboliki. W jego centrum umieszczał przedmioty, ludzi, sytuacje, na które inni patrzyli, ale nie widzieli. Autor precyzyjnie wyłuskiwał je z otoczenia i czynił z nich głównych bohaterów narracji.

Angoli nie opuszczali ludzie, ale drewniane miasto zbudowane ze skrzyń z ich dobytkiem ładowanym na statki. Drewniane miasto opuszczające miasto kamienne – Luandę, było samo w sobie odrębną opowieścią w tym reportażu. Jego opis skupiający się na szczegółach i przepełniony ironią wynikającą z absurdu przemawiał bardziej niż sucha notatka, ściągająca mnie do realiów zawartych w depeszy. Ten kontrast był potrzebny po to, by móc porównać te dwa style przekazu i docenić ich uzupełniającą się rolę. Połączyć dwa brzegi tej samej rzeki.

   Przede wszystkim, by poczuć emocje!

   Było ich ponad ludzką odporność psychiczną. Pojawiały się, kiedy autor widział wycelowaną w siebie broń.

Kiedy ich dwudziestoletnia przewodniczka, żołnierka Carlotta, ginie.

Kiedy na każdym kilometrze drogi można było wpaść w zasadzkę, bo to była przede wszystkim wojna zasadzek. Kiedy upał i brak wody odbierał chęć działania. Kiedy choroby i gorączka trawiły ciało. Kiedy jego towarzysz na froncie z ulgą mówił pod koniec dnia – Jeszcze dzień życia. Od słowa „kiedy” mogłabym wymieniać kolejne zdania dosyć długo, czerpiąc z tej kopalni bez dna.

   Po co?

   By pamiętać, że historia uczy nie tylko poprzez przez fakty, które można zapomnieć, ale również przez emocje, które zostają w odbiorcy na zawsze. Że śmierć jednego człowieka to tragedia, ale śmierć miliona to już tylko statystyka. Od takich właśnie odczarowań mamy reportażystów. Autor w ukazywaniu aspektu człowieczeństwa w wojnie i emocjonalnego wywierania wpływu na czytelnika jest nauczycielem ponadczasowym. Jak widać nie tylko innych dziennikarzy. To najnowsze, filmowe wydanie reportażu o tym świadczy. Bogato ilustrowane kadrami z filmu oddaje sens jego przytoczonych na początku słów. Z rzeczywistości można zrobić film, a z Carlotty bohaterkę animowaną.

Ale nikt nie zaprzeczy, że tak było i że dziewczyna istniała. Żyła i zginęła za wolną Angolę.

   Nadal żyje na kartach tej książki.

   To też obraz pracy reportera w tamtych czasach. Człowieka, który szedł pod prąd uciekających ludzi. Docierał na front. Ryzykował życiem dla informacji. Dla którego wszystko było fascynującą, wciągającą go zagadką. Który chciał obraz statyczny i statystyczny wojny, zamienić w rzeczywistość o żywym, zdziwaczałym, wypaczonym, wstrętnym i brudnym wnętrzu. Dla którego pasja była podstawą zawodu reportera.

   Dla którego To nie jest zawód dla cyników.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Jeszcze dzień życia [Ryszard Kapuściński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Zwiastun animowanego dokumentu stworzonego na podstawie reportażu.

środa, 15 sierpnia 2018
Złote żniwa – Jan Tomasz Gross

Złote żniwa: rzecz o tym, co się działo na obrzeżach zagłady Żydów – Jan Tomasz Gross, współpraca Irena Grudzińska-Gross
Wydawnictwo Znak , 2011 , 206 stron
Literatura polska

   ”Złote żniwa” to książka o chciwości, o grabieży, o mordach i żydowskim cierpieniu.

   To pierwsze zdanie Jana Grabowskiego, otwierające przedmowę do publikacji, wyraźnie określało jej charakter – była selektywna tematycznie i taka miała być z założenia. Powstała jako odpowiedź na propozycję Oxford University Press, aby napisać niewielką książkę do planowanej przez wydawnictwo nowej serii – esejów poświęconych w całości jednemu ważnemu zdjęciu z dziedziny, którą zajmuje się autor. Pomyślał o tej fotografii.

Wikipedia

Ilustrowała ona artykuł Gorączka złota w Treblince Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego, który ukazał się 8 stycznia 2008 roku w Dużym Formacie, dodatku do Gazety Wyborczej. Pochodzi ono od jednego z mieszkańców Wólki Okrąglik położonej w pobliżu Treblinki. Pozornie sielska, przypominająca chwile wytchnienia w trakcie letnich prac polowych, gdyby nie szczegół, którego w ogóle nie zauważyłam. Wyróżniający ją detal wskazał mi autor. Widać go w zbliżeniu u stóp pozujących osób.

Jego groza w zderzeniu z sielskością wywarła na mnie piorunujące wrażenie.

   A to był dopiero początek interpretacji tej upiornej fotografii!

   Autor stworzył dokumentalny esej historyczny, w centrum którego znalazło się to zdjęcie z „kopaczami”, „szakalami”, „hienami” albo „zwyrodnialcami”, jak ich powszechnie określano po wojnie. Rozdział po rozdziale analizował zjawisko, jak sugerował podtytuł, istniejące na obrzeżach Holokaustu - „przejmowania” własności żydowskiej na ogromną skalę. Eufemistyczną nazwę tego procederu ujęłam w cudzysłowie, ponieważ były to tak naprawdę grabież i rabunek połączone często z masowym mordem lub indywidualnym morderstwem daleko wykraczającymi poza ramy pojęcia antysemityzmu, ponieważ dokonywano je również po śmierci Żydów. Autor, posługując się metodą „gęstego opisu”, szczegółowo przedstawił skrzętną gospodarkę wykorzystywania „surowców wtórnych” pozyskiwanych od Żydów, wysyłanych tonami z obozów koncentracyjnych do III Rzeszy, czerpanie korzyści majątkowych od ukrywających się Żydów, jak i eksploatację terenów obozowych po wojnie przez okolicznych mieszkańców. Podkreślał przy tym, że eksploatacja gospodarcza miejsc masowej zagłady przez okoliczną ludność nie była oczywiście polską specyfiką, powołując się na szerszy kontekst światowy. Na  historię krwawej chciwości w Rwandzie, Srebrenicy czy Kambodży. Jednak w przeważającej mierze tematyka polska była dominującą. Oparł się w swojej analizie na źródłach dokumentalnych – wywiadach, relacjach i wspomnieniach świadków (między innymi na dzienniku dr. Zygmunta Klukowskiego Zamojszczyzna 1918-1959), artykułach, opracowaniach historycznych, dokumentach Armii Krajowej, archiwaliach sądowych, ukazując konkretną twarz rabującego, okradającego i mordującego oraz ich ofiary. Niektóre z nich były bardzo drastyczne i  przejmujące. Jednocześnie ujawnił obraz systemu o charakterze usankcjonowanej normami praktyki zbiorowej, w której udział mieli wszyscy, a nie tylko margines społeczny czy jego patologia – od wysoko postawionego Niemca poprzez  polskiego chłopa po bankiera w Szwajcarii połączonych złotym zębem wyrwanym ze szczęki martwego Żyda. Echo tego usankcjonowanego społecznie procederu obserwujemy współcześnie w aferze reprywatyzacyjnej, która w Warszawie przybrała karykaturalne rozmiary.

   Nie są to dla mnie nowe informacje.

   Czytając wspomnienia wojenne oraz literaturę poświęconą Holocaustowi, poznawałam również i tę tematykę – grabieży, szmalcownictwa, żeru, wyzysku i morderstw na tle rabunkowym. Tyle że wiedza ta była rozproszona, wzmiankowana, podawana przy okazji, łatwa do zbagatelizowania. Może świadomego pomijania w dyskusji publicznej? Dla mnie była widoczna, powszechna i tak częsta, że stanowiła stały i nieodłączny, wręcz charakterystyczny, element Holocaustu. Byłam ogromnie zdziwiona szumem wokół tej pozycji i innych książek autora, jak chociażby Strach. Zadawałam sobie pytanie – skąd to całe zamieszanie, skoro wszystkie te fakty są w literaturze wspomnieniowej świadków? Okazuje się, że wiedza rozproszona, do której dociera niewielu, zebrana w jednym miejscu i podana w formie monografii, posiada niszczącą moc burzenia dotychczasowego, tylko pozytywnego wizerunku Polaków, do którego zostaliśmy przyzwyczajeni przez literaturę pozytywnie wybiórczą w podejściu do naszej historii. Takie pozycje, jak ta, tworzą dla dotychczasowej, jednostronnej i niepełnej wiedzy równowagę i niezbędny balans. Są potrzebne, wręcz konieczne, ponieważ nie ma jednego, całościowo traktującego opracowania tego zagadnienia. Takiego, jakiego doczekała się historia Armii Krajowej. Również traktowana selektywnie i wybiórczo, stwarzając grunt do walki na argumenty między jej obrońcami a „szkalującymi” jej dobre imię. Kres tym tylko skrajnym podejściom (przynajmniej taką mam nadzieję) położyło opracowanie całościowe Joshuy D. Ziemmermanna Polskie Państwo Podziemne i Żydzi. Konieczne jest podobne w przypadku postaw Polaków wobec Żydów w czasie II wojny światowej.

   Bardzo czekam na taką pozycję.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Krótkie uzasadnienie przez autora selektywnego charakteru książki.

wtorek, 24 lipca 2018
Dwie siostry - Åsne Seierstad

Dwie siostry - Åsne Seierstad
Przełożyła Iwona Zimnicka
Wydawnictwo W.A.B. , 2018 ,  512 stron
Literatura  norweska

   Był przerażony!

   Przebywał dotkliwie pobity w ciemnym, prymitywnym wychodku z otworem na fekalia, zamienionym na celę. Miała jakieś dwa metry na dwa. Cuchnęła. Nie wiedział, dlaczego był więziony. Nie wiedział, co go czeka. Nie wiedział, za co go skatowali i tutaj wrzucili.

   Był tylko ojcem.

   To zdanie powtarzał, jak mantrę, gdy przykładali mu nóż do gardła. Wbijali lufę karabinu między łopatki. Prowadzili na egzekucję.

   Był w rękach ISIS.

   Do tej tragicznej sytuacji, do tego miejsca, do którego przyjechał z Norwegii i do statusu więźnia skazanego na śmierć, doprowadziły go pragnienia jego nastoletnich córek – dziewiętnastoletniej Ayan i szesnastoletniej Leili. Obie chciały jednego – szczęścia rodziców. Młodsza zwierzyła się osiemnastoletniemu bratu Ismaelowi – Nie jestem zbyt dobrą córką i nie daję rodzicom tego, na co NAPRAWDĘ zasługują, ale pomóc im osiągnąć życie wieczne to moja szansa na odwdzięczenie się. Mogły to zrobić tylko w jeden sposób – zaciągając się na świętą wojnę.

   Nastolatki wyjechały do Syrii prosto w szeroko otwarte ramiona ISIS.

   Autorka pisząc reportaż o dramacie emigranckiej rodziny Jumów mieszkającej w Norwegii, próbowała odpowiedzieć na kilka pytań. Nie tylko, dlaczego doszło do radykalizacji religijnej dziewcząt i co sprawiło, że dziewczęta zrezygnowały z rodziny, przyjaciół, studiów, z bezpiecznego życia – po to, by znaleźć się w strefie wojennej, ale także na pytania w kontekście norweskiego społeczeństwa – Czy radykalizacja ma związek tylko z nimi, czy również z nami? Co w naszym społeczeństwie sprawia, że niektórzy młodzi ludzie uważają się za poniżanych i dyskryminowanych? Co ciekawe, nie próbowała na te pytania odpowiedzieć bezpośrednio. Dostarczała tylko faktów, na podstawie których miałam zrobić to sama. Historię tragedii rodziny Jumów przedstawiła w postaci następujących po sobie scen ujętych w cztery rozdziały. Zrekonstruowała je na bazie zdobytych materiałów w postaci papierów pozostawionych przez siostry – wypracowań szkolnych, notatek z lekcji Koranu, zdjęć, zapisków, listów oraz zapisów rozmów z bratem i rodzicami prowadzonych poprzez komunikatory internetowe i SMS-y. Dialogi i opisy wydarzeń odtworzyła na podstawie wywiadów, przekazów i rozmów z ich świadkami – rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, pracownikami szkół, a także dokumentów zgromadzonych przez norweską policję. Dzięki temu losy sióstr były cały czas w centrum uwagi pomimo braku ich osobistego udziału. Tłem dla nich uczyniła kilka równoległych historii ich przyjaciółek lub znajomych, które podążyły lub nie ich śladami, po to, by pokazać, jak różne czynniki miały wpływ na radykalizację religijną. Wplotła w wydarzenia rodzinne również krótką historię powstania i rozwoju Państwa Islamskiego i jego metod werbunku oraz wojny w Syrii. W dużej mierze oparła się także na literaturze poświęconej temu tematowi (opracowania, artykuły, raporty), której bibliografię umieściła na końcu książki.

   Jeśli oczekiwałam, że dzięki temu reportażowi uproszczę lub sprecyzuję sobie poglądy na temat przyczyn radykalizacji religijnej i udziału młodych ludzi w syryjskiej wojnie, to myliłam się. Im bardziej wchodziłam w temat razem z autorką, tym bardziej byłam zdezorientowana, a raczej zdawałam sobie sprawę, jak bardzo skomplikowane jest to zjawisko. Sytuacja w Syrii nie jest tak prosta i czarno-biała, jak przedstawiają media, co autorka pokazała z drobiazgową dokładnością. Jednak, gdybym miała pokusić się o wnioski ogólne, sprowadziłabym je do jednego – ta wojna nie ma nic wspólnego z religią islamu. Uczyniono z niej narzędzie do osiągania celów politycznych, a tym samym władzy i pieniędzy. Na wojnę w Syrii składały się się setki drobnych konfliktów, z których wiele ciągnęło się od stuleci. W każdym chodziło o to samo. O terytorium. O ziemię. O zasoby. - zauważa autorka. O tym problemie, w którym liczy się ekonomia i zysk, dotyczącym każdego konfliktu zbrojnego na świecie, pisał między innymi Antonio Salas w reportażu uczestniczącym Ja, terrorysta. Do zasilenia szeregów „mięsa armatniego” werbuje się najchętniej cudzoziemców, którzy są bez powiązań lokalnych, więc łatwych w manipulacji. Najbardziej podatni na te działania są młodzi ludzie. Najczęściej w wieku dojrzewania. To oni w okresie poszukiwania tożsamości, sensu życia, pozycji, poczucia przynależności, emocji, potrzeby buntu i romantyzmu, jak wykazują statystyki przytaczane przez autorkę, są najliczniejszą grupą. O tym problemie pisała inna autorka również reportażu uczestniczącego Anna Erelle w Dżihadystce, ale w kontekście Francji. Bo ten problem dotyczy również Anglii, Szwecji, Niemiec, Kataru czy Kuwejtu. W Polsce nie jest to jeszcze problem, ale to nie znaczy, że nie ma w Syrii również Polaków. Dane nie są powszechnie znane z różnych względów. W Norwegii, jak podała autorka, na 70 par rodziców znajdujących się w sytuacji Jumów, znanych i omawianych w mediach jest tylko kilka.

   Publikacja pozostawiła mnie w totalnej bezsilności.

   Bo jak sprawić, żeby na świecie nie było wojen i zapanowała powszechna miłość? Jak chronić tych najsłabszych i najbardziej podatnych na manipulacje – dzieci i młodzież? Może odpowiedzią jest myśl Mahatmy Gandhiego – Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Dwie siostry [Åsne Seierstad]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

O historii rodziny Jumów powstał film dokumentalny.

niedziela, 08 lipca 2018
Najlepsi – Tom Wolfe

Najlepsi: kowboje, którzy polecieli w kosmos – Tom Wolfe
Przełożył Jan Kraśko
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  512 strony
Literatura amerykańska

   Nie trzeba tej książki już kraść!

   Desperatów namawiał do tego znany publicysta (i nie tylko!) Mariusz Szczygieł w kwartalniku Książki. Magazyn do czytania nr 3/2017 i mam dowód na to „przestępstwo”.  Fragment tekstu (świetnego zresztą!) na temat reportażystów piszących w stylu gonzo.

Na szczęście nie trzeba już bić się z myślami lub sumieniem, czy ulec tej sugestii. Książkę można legalnie po prostu kupić lub wskazać bliskim do sprezentowania, bo właśnie ukazała się na polskim rynku wydawniczym.

   A warto!

   Niekonwencjonalna opowieść o kowbojach podbijających kosmos powstała z wieloletniego czekania autora na literacką, a nie medialną, wersję o pierwszych astronautach tworzących amerykański etos superbohaterów lat 60. XX wieku. Nie doczekał się, więc napisał ją sam, nieświadomie zapoczątkowując tym samym Nowe Dziennikarstwo. Nie bez powodu Mariusz Szczygieł wspomniał o niej w swoim artykule dotyczącym stylu gonzo. Styl przekazu autora jest do niego podobny, ale nie tożsamy. Polega na opisywaniu zdarzeń i wydarzeń na podstawie zebranych materiałów tak, jakby autor w nich uczestniczył osobiście. Jakby był ich naocznym świadkiem, wkładając w to mnóstwo emocji. Stworzenie tego nietypowego spojrzenia zajęło mu sześć lat. A przed tym zbierania wspomnień i wywiadów z pilotami i osobami związanymi z początkiem ery amerykańskich, załogowych lotów kosmicznych, przeglądania akt archiwalnych NASA oraz czytania publikacji naukowych i wspomnieniowych poświęconych tej tematyce.

   Powstała książka niezwykła!

   W Polsce ukazuje się po 30 latach od premiery w USA już jako prekursorka a zarazem klasyka amerykańskiego reportażu Nowego Dziennikarstwa, a ja miałam wrażenie, że została napisana wczoraj. Sprawił to właśnie ten odmienny od oficjalnego i zdystansowanego styl narracji zdominowany przez emocje. To one były najważniejsze, a ich tłem cała (przeciekawa zresztą!) historia początków kosmicznych lotów załogowych, wyścig do gwiazd między ZSRR i USA w kontekście zimnej wojny, początki powstania NASA i stworzenie nowej i bardzo ważnej dziedziny nauki – astronautyki naukowo-doświadczalnej. Jednak dużo ciekawszym było wszystko to, co działo się w bohaterach tych wydarzeń i między nimi – siedmioma uczestnikami pierwszego programu lotów załogowych w kosmos Merkury. Również ich żonami, a nawet szympansami, które przecierały gwiezdne szlaki ludziom. Autora mniej interesował obraz oficjalny, nieobiektywny, wykreowany przez media, które nazywał „układną Hipokrytką” i „wiktoriańskim Zwierzęciem Kolonijnym”, a bardziej to, co kryło się pod tą maską. Dzięki takiemu podejściu stworzył dynamiczny, ekspresyjny, emocjonalny obraz widziany od środka wydarzeń, pełen zmiennych postaw, żywych i spontanicznych reakcji, „zakazanych” myśli i odczuć, cenzurowanych zachowań i dialogów, nienagłośnionych decyzji mających wpływ na kierunek rozwoju oficjalnych wydarzeń, a także sytuacji intymnych oraz osobistych. Obraz pokazujący spektakularne osiągnięcia przez pryzmat czynności i zachowań przemilczanych, które do nich ostatecznie doprowadziły. Najtrafniej charakter książki oddał astronauta Russell Schweickart, uczestnik wyprawy Apollo 9: „Tom Wolfe nosi chyba jakieś specjalne szkła kontaktowe, które filtrują te wszystkie memoranda, spotkania, wspomnienia, protokoły, listy przedstartowe, opisy treningów, symulatorów, etc., etc., i skupiają się na lewatywie Pete’a Conrada czy na enigmatycznej osobowości Ala Sheparda... Nie czytałem książki opisującej historię w sposób bardziej emocjonujący, niż czyni to w swej książce Tom Wolfe. Ja czytałam podobną, ale wspomnieniową - Spaceman, którą napisał trzy dekady później astronauta mi współczesny, Mike Massimino. Ten sam poziom emocji i pryzmat szczegółów pokazujących wydarzenia od środka. Różni je tylko czas akcji - ta pierwsza to początki NASA, ta druga jej aktualny stan rozwoju. To zestawienie i porównanie zawartej w nich wiedzy niesie ze sobą kolejne ciekawe wnioski, z których jeden fakt nie zmienił się pomimo upływu lat – nieokreśloność i nieprzewidywalność czynników decydujących, kto poleci w kosmos. To COŚ w „gwiezdnym żeglarzu” zaliczającym go do elity ludzkości, a co autor nazywał „nienazwanym i nienazywalnym”. Chociaż autor podsumowania o Tomie Wolfie i książce starał się w przybliżaniu to coś określić, jako amalgamat wolności, odwagi, refleksu i junakierii w starym stylu. Coś, jak ułańska fantazja?

   Mam wrażenie, że zaliczyłam lot w kosmos i z powrotem, otrzymując cały bagaż skrajnych emocji, jakie temu towarzyszą!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos [Tom Wolfe]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w marcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1170 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi