Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
sobota, 28 kwietnia 2018
Detoks – Krzysztof Domaradzki

Detoks – Krzysztof Domaradzki
Wydawnictwo Czarna Owca , 2018 , 528 stron
Cykl z komisarzem Tomaszem Kawęckim , tom 1
Literatura  polska

   Łódź to kryminalny ekosystem.

   Taki wniosek można wysnuć, czytając ten kryminał. Kto Łodzi nie zna tak, jak ja, może tak pomyśleć. Kto Łódź zna i się oburzy, to znaczy, że jej tak naprawdę nie znał. Nie widział lub nie zauważał jej ciemnej strony pełnej potworów, zboczeńców, bestii, psychopatów i ludzi próbujących ich unieszkodliwić, złapać czy ubiec. Pod względem fizycznym nie różniących się od tych pierwszych.

   Nic w tym ekosystemie nie było zdrowe, proste i ładne.

   Jeśli była zbrodnia to z tych najgorszych, najbardziej podłych i wyjątkowych w swoim zboczeniu. Tutaj nie zabijało się „normalnie” i w afekcie. Tutaj skrupulatnie planowało się spektakl zabijania siekierą, rozrąbując ciało na kawałki, uprzednio je zgwałciwszy. Niekoniecznie przez człowieka. W takim miejscu również seks musiał odbiegać daleko od normy. Śledczy, przydzielony do rozwiązania sprawy, również. Komisarz Tomasz Kawęcki spełniał wszystkie kryteria żula. Był alkoholikiem traktującym siebie i innych jak gówno. Robiącym wszystko, żeby nie dało się go polubić. Workiem kości jako efektu przepijania czasu, który mógłby poświęcić na jedzenie. Wyrzygiwania resztek zalegającego w żołądku pokarmu. Kaca, który odbierał ochotę do życia, a tym bardziej do konsumowania czegokolwiek. I samotności. Kontrowersyjnym, upierdliwym wrzodem na dupie dla kolegów, ale również dla przestępców. Trzymano go tylko dlatego, że był świetnym śledczym. Mniejsza z tym, że dar bardzo wysokiej inteligencji i fenomenalnej pamięci pochodził z autyzmu albo introwertyzmu. Nieważne. Ważne, że był skuteczny.

   Niestety, również toksyczny.

   Moja nadzieja, że przydzielona mu do śledztwa partnerka, policjantka Magda Giętka, wprowadzi swoją zdrową postawą moralną i radością młodości trochę uśmiechu w ten ponury świat, że zacznie pozytywnie wpływać na komisarza Kawęckiego, bardzo szybko runęła. Nie miała szans z jeszcze jedną jego cechą – wysysał z ludzi całą energię. Kilkaset stron dalej Magda marzyła już tylko o jednym – żeby cały świat się od niej odpieprzył. Detoks Kawęckiego na czas śledztwa niczego nie ułatwiał. Wręcz pogarszał, bo nie ma niczego gorszego niż śledczy na odwyku. Pod koniec  wydarzeń balansujących na granicy życia i śmierci bohaterów, jego wygląd zewnętrzny był jeszcze gorszy niż na początku.

   Destrukcja totalna.

   Ten proces degradacji fizycznej i psychicznej dotyczył wszystkich bohaterów. Otaczał mnie tłum ludzi pokręconych, poharatanych, zdruzgotanych i potrzaskanych przez życie, w którym uzależnienie od używek, seksu, władzy, idei i pieniędzy wyznaczało normy i czas przeżycia. W świecie, w którym panował mrok, bez nadziei na odrobinę światła, bolało mnie wszystko.

   Czasami dosłownie.

   Łódź była stale zapłakanym deszczem miastem o ciemnych zaułkach, niebezpiecznych dzielnicach i podejrzanych kompleksach parkowo-leśnych, w których mogło zdarzyć się wszystko, co chory umysł mógł wymyślić. Miastem umierającym z upływu ludzi niewidzących w nim perspektyw dla siebie. Za to pełnym przygarbionych żuli wałęsających się pomiędzy śmietnikami, dziwek łapiących ostatnie zlecenia, par tulących się na zimnie i ludzi snujących się bez celu. Miejscem, w którym potencjalna przyszłość  – młodzież – z góry była skazana na powolną degradację, kiedy chude ciała zamienią się w blade szkielety poukrywane pod podartymi dresami, kiedy łyse głowy będą bały się wychylić spod kaptura, kiedy nogi zaczną odmawiać posłuszeństwa, a mózg zastąpi nasiąknięta gorzałą papka. Te ludzkie widma poruszały się w gąszczu negatywnych, ciężkich do udźwignięcia emocji. Gęstniejącym ze strony na stronę wraz z nagłymi zwrotami akcji i nowymi wątkami. W poczuciu stale czyhającego niebezpieczeństwa ze strony mordercy wymykającego się zaszufladkowaniu. O cechach charakterystycznych, ale jednocześnie mogących należeć do każdego. Umykającego dedukcji w świecie tak dwuznacznym, że bardzo łatwo mogłam pomylić kloszarda z policjantem, kryminalistę z uczciwym, a ofiarę z katem. Na tym tle, szybko doszłam do wniosku, że w tej dżungli drogę do przestępcy mógł odnaleźć tylko komisarz Kawęcki, który nie miał nic do stracenia. Nawet życia, którego nie cenił, a jedynym pięknym elementem tego mrocznego obrazu było młode ciało ładnej ofiary. Absurdalnie, groteskowo i turpistycznie.

   Perwersyjnie piękny kryminał!

   Zdania pisane kursywą cą cytatami pochodzącymi z książki.

Detoks [Krzysztof Domaradzki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 16 kwietnia 2018
Kości proroka – Ałbena Grabowska

Kości proroka – Ałbena Grabowska
Wydawnictwo Marginesy , 2018 , 559 strony
Literatura polska

   Kołem toczy się Fortuna, zła i nieżyczliwa, nasze szczęście w swoich trybach miażdży i rozrywa. - śpiewa chór w Carminie Burana Carla Orffa, ulubionym utworze głównej bohaterki Margarity.

   Jej napędem jest niezmienna ludzka natura. W tej powieści widać to bardzo wyraźnie. A właściwie w tryptyku jednej historii. Wszystkie jej odsłony rozgrywają się na początku trzech, kolejnych tysiącleci. Początkowo, zdawałoby się, niemające ze sobą nic wspólnego. Jednak z czasem, snute naprzemiennie, splatają się coraz wyraźniejszymi wątkami, by ich finał mógł rozegrać się w XXI wieku.

   Dla fanów kryminału toczącego się współcześnie najważniejszą opowieścią będzie wątek zabójstwa. W bułgarskim Płowdiwie, w teatrze antycznym znaleziono rozpięte na krzyżu, zdeakpitowane zwłoki nagiego mężczyzny, pokryte trackimi symbolami. Do znalezienia mordercy wyznaczono starszego oficera płowdiwskiego wydziału kryminalnego Dymityra Paunowa oraz dwudziestosiedmioletnią Margaritę Nowak, która nie tylko studiowała archeologię i ukończyła psychologię, ale przede wszystkim znała zarówno polski, jak i bułgarski. Była dzieckiem wychowywanym na styku obu kultur. Okazało się to ogromnym atutem do prowadzenia śledztwa, ponieważ ofiara była polskim byłym posłem na sejm i partyjnym radnym.

   Dla lubiących rozważania teologiczne najważniejszą opowieścią będzie z kolei akcja rozgrywająca się na Ziemi Świętej w I wieku pierwszego tysiąclecia, ale ukazana z perspektywy jednego z dwunastu uczniów Jana Chrzciciela o imieniu Ariel. Pełniąc rolę kronikarza, notuje wydarzenia, których jest świadkiem – zdrady Jezusa i śmierci swojego Nauczyciela w wersji utrzymywanej przez większość badaczy, że Baptysta był świadkiem męczeńskiej śmierci Mesjasza, a dopiero potem został zatrzymany przez Herodiadę i ścięty wskutek jej intryg.

   Dla miłośników historii mało znanej, do których się zaliczam, będzie opowieścią o nieznanej sekcie Bogomiłów z drugiego tysiąclecia, która powstała w Bułgarii w IX wieku na podłożu buntu przeciw wpływom bizantyjskim. Jej zakonnicy, niczym apostołowie Jezusa i Jana Chrzciciela, wyruszają w 1118 roku z Filipopolis (współczesnego Płowdiwu) do Konstantynopola, by ówczesnemu cesarzowi Aleksemu I Komnenowi przedstawić Świętą Księgę Bogomiłów i przkonać go do swojej wiary. Cyryl, jej strażnik, był przekonany, że Paulicjanie, manichejczycy, panoszący się po Europie i usiłujący wyrwać dla siebie kawałki chrześcijańskich ochłapów, powinni zniknąć ze swoich tak zwanych klasztorów. Należy wypędzić uzurpatorów, innowierców, zawłaszczających wiarę i po kryjomu składających bożkom złote cielce. Pokażemy cesarzowi Księgę, a on wywyższy nas ponad innych. Skończy się władza chrześcijan, jawne obrażanie Boga przez papieży. Szatan zostanie strącony w mrok. Był gotów spłonąć za swoje przekonania na stosie.

   Wszystkie te wielowątkowe historie były potrzebne do rozwiązania zagadki morderstwa z XXI wieku trzeciego tysiąclecia, ale jednocześnie nadawały warstwie kryminalnej nie tylko szeroki wymiar historyczny, ale również, a może przede wszystkim, filozoficzno-psychologiczny. Główni bohaterowie poszczególnych części – współczesna Margarita, kronikarz Ariel i mnich Cyryl – to jednocześnie narratorzy w pierwszej osobie. Z jednej strony o ograniczonym oglądzie sytuacji, zmuszając mnie do uważnej dedukcji poszlakowej, ale z drugiej strony o pogłębionym, psychologicznym portrecie wewnętrznym. Momentami przechodzącym w monolog pełnym pytań i zwrotów do siebie samego. Obserwacja psychiki ludzkiej, jej reakcji na pojawiające się wydarzenia w teraźniejszości i zdarzenia z przeszłości, jej chwiejności i pochopności w podejmowaniu decyzji, niepewności w dokonywaniu wyborów, emocjonalnych skutków czynów teraźniejszych i sprzed lat, tworzyła ponadczasowy obraz słabego człowieka, ale i silnej kobiety w świecie mężczyzn, który był, jest i będzie wprawiał w ruch nie tylko osobiste koło Fortuny, ale również koło historii. To precyzyjnie i misternie oddany ciąg przyczyn i skutków, którego efektem są obecnie dominujące religie, a których siłą napędową niekoniecznie była wiara, ale niskie, jakże człowiecze emocje – chciwość, potrzeba władzy, wpływów, dominacji i podziwu, lęk, zwątpienie i słabość w trwaniu w postanowieniach.

   Pięknie pokazany odwieczny, ponadczasowy problem wykorzystywania przez człowieka wiary do własnych, osobistych celów.

   Po trupach świętych i zwykłych ludzi, po kościach proroków i nikomu nieznanych osób, po szczątkach ksiąg świętych i tych niewiele znaczących. To bogactwo materiału psychologicznego, filozoficznego, teologicznego i historycznego opartego na faktach oraz osobistych wspomnieniach i doświadczeniach autorki, która tak, jak bohaterka Margarita, posiada bułgarskie korzenie, podanej w formie kryminalnej rozrywki ma szansę trafić do szerokiego grona czytelników. Każdy, nawet najbardziej wybredny i przywiązany do ulubionego gatunku odbiorca, znajdzie w powieści coś dla siebie. Każdy też będzie miał wrażenie, że czytał odmienny jej rodzaj. Dla mnie to przede wszystkim powieść psychologiczno-filozoficzna z kryminałem w tle.

    Dla innych może być zupełnie odwrotnie.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Kości proroka [Ałbena Grabowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Ulubiony utwór Margarity idealnie wpisuje się w atmosferę powieści.

poniedziałek, 19 marca 2018
Ślepy archeolog – Marta Guzowska

Ślepy archeolog – Marta Guzowska
Wydawnictwo Marginesy , 2018 ,  400 stron
Literatura polska

   Zaskakująca scena początkowa!

   Na posterunku policji w Agios Nikolaos na Krecie przesłuchiwany Tom Mara przyznaje się do zamordowania dwóch kobiet. Oliwii będącej jego główną konserwatorką i Mony swojej asystentki i kochanki. Ba! On się domaga już i natychmiast uznania jego winy! Wywiad wstępny uznaje za zbędny. Wręcz wkurzający!

   Coś mi tu nie grało!

   Byłam tak samo ciekawa co, jak przesłuchująca go policjantka, a jeśli ktoś kogoś wkurzał, to na pewno Tom. Wysoki blondyn ubierający się na czarno, zawsze z czarnymi okularami na twarzy. Archeolog, który kierował pracami wykopaliskowymi na Krecie. Szef Kreteńskiego Centrum Badań Archeologicznych. Inteligentny, opanowany mężczyzna, który miał narzeczoną i poukładany świat wokół. Szczęśliwy człowiek, jak sam o sobie mówił.

   Tacy nie zabijają z dnia na dzień!

   I to dwie osoby. Zwłaszcza że Tom bardzo dbał o swój status quo. Musiał. Był ślepy. Nie niewidomy, niewidzący czy upośledzony wzrokowo, ale właśnie ślepy i używania dokładnie takiego określenia domagał się od innych. W pierwszym momencie pomyślałam – super! Jawił mi się niczym istota z nadprzyrodzonymi mocami, która wyostrzonymi zmysłami słuchu, węchu i dotyku, potrafiła nie tyle normalnie funkcjonować, co czerpać z życia pełnymi garściami. Za tę postawę, wbrew przeciwnościom losu, gotowa byłam się w nim zakochać! Dobrze że tego nie zrobiłam, bo potem okazało się, że z tym jego bohaterstwem wcale nie jest tak optymistycznie. Zauroczenie mijało wraz z informacjami o jego ułomnościach. Był człowiekiem, któremu wydawało się, że świat należy do niego, a on nad nim całkowicie panuje. Wystarczy wsłuchać się w natężenie dźwięku, wyczuć rodzaj woni, policzyć kroki, ustalić czas, odbierając ciepło promieni słonecznych, logicznie pomyśleć, stworzyć abstrakcyjną mapę topograficzną w umyśle i perfekcyjnie poruszać się po niej niczym robot.

   Nic z tego!

   Okazało się, że jego ślepota dotyczyła nie tylko oczu, ale również sfery emocjonalnej i społecznej. Był totalnie ślepy (nie niewidomy!), ale dokładnie ślepy na to, co działo się w sferze kontaktów międzyludzkich. Wraz z morderstwami runął mu nie tylko precyzyjnie poukładany świat osobisty, ale również moje wyobrażenie o nim. Z superbohatera stał się przeciętnym mężczyzną z powszechnie przynależną mu cechą – egoizmem.

   Muszę się jednak do czegoś przyznać!

   Również okazałam się egoistką, co udowodniła mi autorka. Poprzez narrację w pierwszej osobie wcieliła mnie w bohatera, potęgując to uczucie jego kalectwem. Zamknęła w ciemnym pudełku i zdała mnie tylko na odbiór świata i rozumowanie Toma. Z jednej strony sprawiło mi ogromną przyjemność odkrywanie świata ciemności bez udziału wzroku, a z drugiej okazję do przekonania się, czy w dokładnie jego sytuacji czułabym inaczej? Więcej „zobaczyła”? Była mądrzejsza? Otóż nie!

   Byłam dokładnie taka sama!

   Egoistyczna, jednokierunkowa w myśleniu, zagubiona i bardzo, bardzo zirytowana. Z przyjemnością wrzeszczałam słowami Toma na jego rozmówców, a scena z Anniką, próbującą mi pomóc, doprowadziła mnie do szewskiej pasji! No proszę, co potrafiła zrobić autorka ze spokojną czytelniczką! Tom też był spokojny. Do czasu! Do momentu wciągnięcia w chorą grę esemesowych pytań i zadań-zagadek. Skupiałam się tylko i wyłącznie na ich rozwiązywaniu. Myliłam miłość z wygodą i pożądaniem, broniąc nomen omen ślepo podjętych decyzji. Dążyłam do celu, nie licząc się z uczuciami przyjaciół i współpracowników oraz nie biorąc ich rad pod uwagę. W zadufaniu bagatelizowałam ostrzegawcze sygnały i istotne informacje. Kręciłam i usprawiedliwiałam złe uczynki innych, by mieć święty spokój. Kobiety mnie denerwowały! Na dodatek kłamałam, tworząc kilka wersji wydarzeń tego, co tak naprawdę wydarzyło się w ciągu ostatnich pięciu dni. W efekcie grałam i irytowałam się.

   Czyli świetnie się bawiłam!

   Dokładnie tak, jak przewidziała autorka w posłowiu. Przygotowała mi swoisty test.  Stworzyła zagmatwaną historię morderstw w kilku wersjach. Umieściła ją w środowisku archeologów, odsłaniając tajniki bardzo ciekawego zawodu, którego specyfika dostarczała  dodatkowych wątków sensacyjnych. Wprowadziła bohatera, który stał się właściwie antybohaterem, o czym zorientowałam się z byt późno, by pozytywnie zdać test. Wplątała w wydarzenia  kobiety, które były równie wkurzające i zakłamane, jak Tom. Naprzemiennością czasu narracji wprowadziła tempo i dynamikę, które nie pozostawiały mi chwili na krytyczne, odmienne myślenie, ale za to na pastwę impulsywnych emocji. Test zakończyła trzęsieniem ziemi w logice rozumowania, jak i dosłownym. Gdy ziemny kurz opadł, a emocje ostygły, wtedy dopiero mógł wyraźnie  wybrzmieć sens słów Toma – Bo byłem cholernie głupi i nie dostrzegałem tego, co się dzieje wokół mnie. A gdy już dostrzegłem, nie rozumiałem. Zupełny ślepiec...

   Autorka udowodniła mi, że łatwo oceniać postępowanie innych, stojąc z boku, ale jeśli znajdzie się na ich miejscu, w ich sytuacji, okazujemy się dokładnie takimi samymi.

   Ślepymi!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Ślepy archeolog [Marta Guzowska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tutaj wysłuchałam wywiadu z autorką.

niedziela, 11 marca 2018
Martwa natura – Louise Penny

Martwa natura – Louise Penny
Przełożył Kamila Slawinski
Wydawnictwo Poradnia K , 2018 , 327 stron
Seria Inspektor Gamache ; Tom 1
Literatura  kanadyjska

   Zło nie rzuca się w oczy i zawsze jest ludzkie. Dzieli z nami łoże, je przy naszym stole.

   Wokół tej myśli pochodzącej z poezji Wystana Hugha Audena autorka zbudowała misterną fabułę z atmosferą thrillera. Trzeba być nie lada mistrzem pióra, żeby w zwyczajności skutecznie ukryć grozę zła. Zrobić to tak, by było obecne i jednocześnie niewidzialne. Transparentnie wkomponować je w tło obrazu, któremu należy się bardzo dobrze przyjrzeć, wnikliwie przeanalizować, szczegółowo poznać okoliczności jego powstania, by wyłonić jeden element niepasujący. Czynnik budzący zło z letargu.

   Autorka taki obraz namalowała słowami.

   Piękne, urocze, niewielkie, kanadyjskie miasteczko Three Pines niedaleko Montrealu. Położone wśród gór wzbudzało zachwyt i wrażenie sielskości i niemalże senności. Ale to właśnie tutaj, w jego przepięknie ubarwionym lesie paletą jesiennych, zmieniających kolor klonowych liści, znaleziono martwą Jane Neal. Emerytowaną nauczycielkę. Znaną, lubianą, życzliwą wszystkim i posiadającą grono oddanych przyjaciół. Każdemu z nich mogłam się dobrze przyjrzeć. Poznać rodzinę i przeszłość. Zaobserwować nawyki, pasje, styl życia, poglądy i zachowanie oddające charakter i osobowość. A mimo to, nie potrafiłam wyłonić sprawcy. A przecież wiedziałam to, czego nie chcieli przyjąć do wiadomości mieszkańcy miasteczka, a co nadinspektor Armand Gamache przekazywał swoim współpracownikom – myśl z Ewangelii św. Mateusza –I będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. Oddelegowany z Sûrét du Québec uosabiał niemalże ideał klasycznego śledczego. Stateczny, opanowany, cierpliwy, kulturalny, rozważny, z wieloletnią praktyką zawodową i niemalże stuprocentowymi wynikami w rozwiązywaniu spraw, bez awansu od dwunastu lat, a mimo to szczęśliwy człowiek. Jeśli miał jakieś wady, to znał je tylko on. A jeśli autorka je zdradzała, to tylko po to, by nadać mu rys człowieczeństwa. Do pomocy i zrównoważenia charakteru przydzielono mu ambitną agentkę Nichol, której zależało na sukcesie. Niestety, według Gamache’a, arogancką, zadufaną w sobie, posiadającą wprawdzie mózg, ale niepotrafiącą go używać, desperacko próbującą coś udowodnić sobie i innym, a jednocześnie odbierającą każdą radę jako krytykę, a każdą krytykę jako katastrofę. Jednak nie irytowała mnie, mimo że bardzo się starała, z dwóch powodów. Po pierwsze pozytywnie zaburzała (dla mnie, ale nie dla niej!) monotonną i przewidywalną rutynę nadinspektora, a po drugie i najcenniejsze dla dochodzenia, dzięki łamaniu wszelkich reguł ruszała śledztwo z miejsca, w którym co jakiś czas utykało, jak w martwym punkcie.

   Nic na tym słowem malowanym obrazie nie było przypadkowe!

   Wszystkie jego elementy miały określone przeznaczenie i rolę do odegrania, wchodząc w skład niewidzialnych zależności, uwikłań i więzi rodzinnych oraz towarzyskich. To one decydowały o logice i toku dochodzenia. Ich praprzyczyną autorka uczyniła problemy psychiczne (przemoc w rodzinie, brak więzi rodzinnych) i społeczne (homofobia), które dobrze  wkomponowała w tło wydarzeń. Dopiero zebranie wszystkich tych elementów przez nadinspektora Gamache’a, połączenie w całość dzięki niezawodnej intuicji i wieloletniemu doświadczeniu w wydziale zabójstw z odrobiną arogancji agentki Nichol, udało się odkryć twarz zabójcy.

   Była ukryta pod maską martwej natury.

   Tacy ludzie są wśród nas. Martwi za życia. Z osobowością przetrwalnikową, która, jeśli się nie zmienia i nie ewoluuje, staje się niedojrzała i niebezpieczna dla najbliższych. Która popełnia zło „dekady wcześniej, zanim faktycznie mają miejsce.” Zanim ujawnią się fizycznie. Dokładnie to przytrafiło się w społeczności uroczego miasteczka Three Pines. Dokładnie to może przydarzyć się i przydarza (sądząc po doniesieniach medialnych) każdej społeczności na świecie.

   Kryminał w dobrym, klasycznym stylu.

   Pierwszy raz ukazał się cztery lata temu pod zupełnie innym tytułem – Martwy punkt.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Martwa natura [Louise Penny]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Na podstawie serii z nadinspektorem Gamachem powstał serial. Tutaj zwiastun pierwszego odcinka i tomu.

niedziela, 04 marca 2018
Pasażerka – Lisa Lutz

Pasażerka – Lisa Lutz
Przełożyła Agnieszka Lipska-Nakoniecznik
Wydawnictwo Akurat , 2018 ,  416 stron
Literatura amerykańska

   Miałam trzy możliwości: uciekać i żyć jako wolny człowiek, iść do więzienia, albo umrzeć tu i teraz... – wspominała po latach... no właśnie - kto?

   Kim była ta dziewczyna, która uciekła z domu, będąc nastolatką, po dziesięciu latach zmieniania tożsamości? Początkowo bycie kimś innym wydawało mi się bardzo kuszące i pociągające. Wcielać się w rolę wybranych osób i przejmować nowy styl życia. Zmieniać imiona, nazwiska, kolor włosów, barwę tęczówek, pracę, mieszkanie i miasta.

   Być w ciągłej podróży!

   Problemem był tylko i aż motyw ucieczki. Nie znałam go. Nie wiedziałam, co takiego wydarzyło się w jej rodzinnym miasteczku i czy faktycznie była temu winna. Wiedziałam tylko, że ściga ją przeszłość i człowiek, który chciał ją zabić. Odkrywałam ją powoli z mejli wymienianych z byłym chłopakiem z lat szkolnych. Jedyną osobą z rodzinnych stron, z którą utrzymywała kontakt. Nie było to bezpieczne i rozsądne, ale w jej przypadku wszystko było niebezpieczne. Sam brak tożsamości był bardzo niebezpieczny. Broniły ją umiejętność logicznego myślenia, silny instynkt przetrwania oraz świadomość, że jeden fałszywy krok może zdradzić ją, kim jest naprawdę. Za każdym razem, kiedy zaistniało tylko tego prawdopodobieństwo, uciekała, zmieniając po raz kolejny tożsamość.

   W tym sensie była to opowieść drogi.

   Ciekawa, zmienna, odkrywcza, poznawcza i dynamiczna, ale też niebezpieczna, podejrzliwa, czujna, na ciągłej adrenalinie. Nigdy nie wiedziałam, w którym momencie akcja zmieni kierunek, a tempo fabuła przyśpieszy i wskoczy na wyższy poziom niebezpieczeństwa. Jej życie przypominało kąpiel pod prysznicem, gdzie w ciągu dwóch sekund woda zmieniała się z lodowato zimnej we wrzątek i odwrotnie. Ta sinusoida emocji nie mogła pozostać bez echa dla jej psychiki i zachowania.

   I nie pozostała!

   Opowieść drogi powoli i niepostrzeżenie zamieniała się w kryminał. Nie wiem, czy pierwszego męża to ona zabiła. Na pewno nie zrobiła tego, gdy pojawił się drugi trup. Trzeci był już jej.

   Nie ostatni!

   Zrobiło się poważnie, ale jednocześnie zabawnie. Z odcieniem noir w myśl zasady, że kiedy zabijasz jednego człowieka to jest tragedia, ale kiedy zabijasz kolejnego, zaczyna się statystyka i taki styl życia. Nieustannie towarzyszyło mi wrażenie, że oglądam film Quentina Tarantino z Umą Thurman w roli głównej. To dlatego na okładce widnieje taka opinia:

Bardzo słuszna i trafna.

   Autorka zaspokoiła moją potrzebę ciekawości, co byłoby, gdybym mogła być kimś innym. Posiadać pięć żyć, a może nawet bez limitu. Powiedzmy do spotkania silniejszego i sprytniejszego przeciwnika. Z prawem do zaczęcia od nowa po zaliczeniu wpadki, niepowodzenia, porażki lub popełnieniu przestępstwa. Obraz bohaterki mającej takie możliwości nie był zachęcający. Po dziesięciu latach bezkarność zamieniła ją w kobietę zdolną do rzeczy ostatecznych. Brak konsekwencji tylko pogarszał jej położenie. Przede wszystkim niszczył psychikę, bo jeśli popełnisz morderstwo po raz pierwszy, zawsze możesz użyć nawet mało prawdopodobnego argumentu, że zrobiłeś to w obronie koniecznej. Zawsze możesz winić przypadek, twierdzić, że znalazłeś się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie i pod niewłaściwym nazwiskiem. Lecz gdy zabijesz kogoś kolejny raz, musisz zacząć zadawać sobie niewygodne pytania. Czy to naprawdę była obrona, czy raczej wybór stylu życia?

   Dokładnie takie konsekwencje chciała pokazać autorka.

   Musiałam wrócić do początku powieści i ponownie odpowiedzieć sobie na pytanie – czy w podobnej sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka, wybrałabym ucieczkę?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Pasażerka [Lisa Lutz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 04 listopada 2017
Hodowca świń – Anna Zacharzewska

Hodowca świń – Anna Zacharzewska
Wydawnictwo Burda Książki , 2017 , 400 stron
Literatura polska

   Mordor, kotłownia, korpo...

   To potoczne określenia miejsca, w którym za fasadą murów eleganckich firm, bez względu na to, czy z maszyn produkcyjnych schodziły pakowane próżniowo kiełbasy, batony, napoje gazowane czy proszki albo usługi niematerialne, w kancelariach, spółkach doradczych i mediach, zawsze kotłują się emocje oparte na nieformalnym, patologicznym kodeksie zachowań, prowadzące do trzęsących się dłoni, nerwowych biegunek, bezsenności, szykan, leków antydepresyjnych, poniżających oskarżeń, docinków, złośliwych sugestii, chorób psychosomatycznych, bezpodstawnego, ale celowego pomniejszania kompetencji, publicznego podważania poczucia własnej wartości, gier salonowych, korytarzowych plotek, napuszczania jednego na drugiego, donosicielstwa, wszędobylskich podsłuchów i szczurzej walki o prymat. Emocji zmierzających nieodmiennie do tego, by poddany ich presji pracownik pracował coraz więcej i więcej.

   Bardziej!

   To w takim brutalnym i bezwzględnym środowisku, o wypaczonych wartościach moralnych, autorka osadziła akcję tego thrillera. Zaczęła mocno, bo od... morderstwa, po którym jeden z bohaterów zadał ważne pytania – Czy zezwierzęcenie mogło postępować tak szybko? W kilka dni przekształcić cywilizowaną osobę w niezważającego  na nic potwora? Ludożercę, dzikusa, oprawcę?

   Czy mordercy byli bestiami?

   Na te pytania autorka nie odpowiedziała wprost. Stworzyła analityczną psychologicznie fabułę osadzoną w środowisku korporacyjnym branży mięsnej, abym mogła na te pytania odpowiedzieć sobie sama. Nie ułatwiała mi zadania. Każdego z bohaterów ukazywała całościowo, wędrując z narratorem zewnętrznym od postaci do postaci, zarówno w miejscu pracy, jak i w domu każdego z nich. Podzielone życie między rodziną a firmą, podwójna osobowość dla bliskich i ludzi z biura, stała walka między pragnieniami osobistymi a potrzebami innych, sprowadzały się do niewolniczej pracy odzierającej ich z godności i zdrowia. Obowiązków opartych na strategii szefa-tyrana doprowadzających zaszczuwaną ofiarę do przekonania, że jest pozbawionym wszelkiej wartości kretynem, nieudacznikiem, który nie potrafi zrobić dobrze niczego. Do obrazu nieszczęśliwego, schorowanego lub uzależnionego człowieka szarpiącego się życiem. A mimo to, a może właśnie dlatego, zespół menadżerów – Piotr, Daniel, Marcin, Paweł, Barbara, Pola i Lena – zgodził się na wyjazd integracyjny zaproponowany przez prezesa firmy – Rafała. Szef miał jeden cel wobec swoich pracowników – udowodnić im, że nie tworzą zgranego zespołu, by pracować lepiej i bardziej. Że w sytuacji zagrożenia, które miał zamiar im stworzyć, zapomną o ideałach, moralności i człowieczeństwie i zaczną odgryzać sobie uszy i ogony, niczym świnie. Chciał ich zmusić, by docenili to, co im dawał. Chciał pokazać im miejsce w szeregu, uzmysłowić jacy są słabi, udowodnić swój prymat nad grupą. Oczywiście metodami brutalnymi, wręcz surwiwalowymi, które, każdego z uczestników wyjazdu na wiejską farmę świń, skazywały na pobyt z dala od ludzi, brak jedzenia i łączności ze światem. Zdawały tylko na siebie i swój kręgosłup moralny, który, pękając powoli, doprowadzał do skrajnych i ekstremalnych myśli, potrzeb i zachowań, zdejmujących maskę człowieka i ukazujących twarz świni niczym w orwellowskim folwarku zarządzanym przez zwierzęta, w którym wszystkie były równe, ale niektóre równiejsze. Zwłaszcza świnie wiodące prym w wypaczaniu zasad. Ostatecznie Rafałowi udało się, aby zapomnieli o ludzkiej naturze i zeszli na poziom instynktu przetrwania, który okazał się konsolidacyjny dla zespołu, ale zabójczy dla szefa.

   I o tym naprawdę jest ta opowieść.

   O sadystycznej manipulacji psychiką ludzką i niebezpiecznych skutkach dla stosujących ją ludzi władzy. O braku wyczucia granicy jej przekraczania lub nadużywania. O zjawisku zniewolenia człowieka w jej imię. Nie przeraziła mnie ukazana w powieści żądza pieniędzy i władzy, ale jej mordercze skutki. W powieści prawdopodobne, ale sygnały do nich prowadzące już nie. One są jak najbardziej realne i zaczerpnięte prosto z rzeczywistości funkcjonującej w każdej korporacji. Wszystkie płaszczyzny powieści (psychologiczna, filozoficzna, obyczajowa, moralna) mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Autorka niczego nie wymyśliła. Nie musiała. Czerpała wiedzę z autopsji, ponieważ pracowała jako ekonomistka i finansistka przez 17 lat w międzynarodowych korporacjach. Bardzo dobrze wiedziała o czym pisze i jak ma to przekazać, bym poczuła się w środku wydarzeń. Potwierdzenie realności patologicznego problemu powieści odnalazłam w artykule Korporacja odziera z godności? To dżungla pełna dzikich zwierząt pokazującym na filmie nagranym telefonem nie tylko nagą (dosłownie!) prawdę  z „kotłowni”, ale i próbującym również znaleźć tego przyczynę.

   Nie odpowiedziałam sobie na postawione na początku pytania.

   Ostatecznie nie o ocenę zachowań bohaterów powieści w niej chodzi, ale o postawienie siebie w ich sytuacji i dokonanie wyboru między życiem w zgodzie ze sobą, ale z brakiem poczucia stabilizacji finansowej a upodlającą i wyniszczającą psychicznie i fizycznie pracę, ale dającą komfort, spokój, bezpieczeństwo i ciepełko finansowe. Między być a mieć. Bohaterowie mają tylko zobrazować skutki drugiego wyboru i pomóc odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie.

   Czy było warto?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Hodowca świń [Anna Zacharzewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 30 września 2017
Mroczne zakamarki – Kara Thomas

Mroczne zakamarki – Kara Thomas
Przełożył Radosław Madejski
Wydawnictwo Akurat , 2017 , 416 stron
Literatura amerykańska


   Wiedziałam, że ktoś umarł, kiedy tylko kierowniczka zawołała mnie do telefonu.

   Tak pomyślała narratorka mrocznej, dusznej, gęstej od lęku, niepewności  i tajemnic opowieści, osiemnastoletnia Tessa. Nie przypuszczała jednak, że to ojciec. Należał do rodzinnej karty historii, do której nie zamierzała wracać. Jego śmierć zmusiła ją do powrotu do rodzinnego miasteczka Fayette w Pensylwanii. Miejsca, z którego wyruszyła w świat, mając osiem lat, a właściwie, z którego musiała uciekać w dramatycznych okolicznościach, tracąc w nich matkę. Teraz miała wrócić do znienawidzonego domu o brązowych ścianach  z rozchwianymi schodami na ganek, z którego zabrano jej ojca do więzienia. Do przyjaciółki Callie, z którą nie utrzymywała kontaktu od dziesięciu lat. Do śladów po zaginionej siostrze, która uciekła z domu. Do jednej z tych niepozornych miejscowości, którymi nikt nie zawraca sobie głowy, a ludzie w nich tylko dorastają i natychmiast wyjeżdżają.

   Gdyby nie zła sława „Potwora znad Rzeki Ohio” – Wayatta Stokesa.

   Mordercy, który dusił swoje ofiary i porzucał ich nagie ciała na brzegu rzeki. Pierwszą była siedemnastoletnia uciekinierka z domu. Osiem miesięcy później dwudziestoletnia prostytutka. Rok potem dziewiętnastoletnia striptizerka.

   A po niej Lori.

   Koleżanka Tessy i kuzynka Callie. Powrót do Fayette nie tylko przywoływał bolesne wspomnienia, które Tessa zamierzała zostawić w tyle, ale również obudził wyrzuty sumienia, a te z kolei wątpliwości, czy Stokes jest faktycznie mordercą. Niepewność tę wzmogło kolejne zabójstwo jej drugiej koleżanki, Ariel. Chęć wyprostowania sprawy ze Stokesem w nowych okolicznościach podważających jego winę zmusiło dziewczynę do zrewidowania własnych, obciążających mężczyznę zeznań sprzed dziesięciu lat. Do poszukania odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie nasuwały się jej ze śmiercią Lori i teraz Ariel. Do podjęcia niebezpiecznego dochodzenia prawdy na własną rękę, by ostatecznie zamknąć ten rozdział życia już na zawsze.

   By nigdy już nie wrócić do Fayette.

   Nie przypuszczała, że jej poszukiwania będą przypominały skok w króliczą norę, na dnie której śmierć przyjaciółek i ich morderca nie będą miały większego znaczenia w obliczu odkrytej, przerażającej i koszmarnej prawdy o jej rodzinie.

   Autorka stworzyła mroczną opowieść o potworze, który czai się w każdym z nas. W ludziach lubiących krzywdzić innych ujawnia się stale, a ci pozornie nieszkodliwi potrzebują do tego tylko pretekstu. Sprzyjających okoliczności do jego wyjścia z cienia mroku duszy i umysłu. To ten przyczajony potwór w nas sprawia, że nie ma na świecie takiego miejsca, które byłoby bezpieczne. W każdym kryją się mroczne zakamarki, w których czają się wstydliwe tajemnice, groźne sekrety, niebezpieczne kłamstwa, śmiertelne wybory, bolesne przemilczenia czy krzywdzące opinie. To może być zwykły dom, niepozorne miasteczko, przeciętna rodzina i niewinnie wyglądający człowiek, a nawet dziecko. Przez te wszystkie zakamarki w miasteczku i w ludziach musiała przejść Tessa, snując mroczną opowieść z przeszłości, której dalszy ciąg była zmuszona poprowadzić po dziesięciu latach odcinania się od niej. Wśród ludzi, z których każdy chował w sobie takiego potwora. Zaglądając do jednego mrocznego zakamarka, odnajdywała drogę do następnego z kolejnym, przerażającym faktem. A każdy mroczniejszy i bardziej zaskakujący od poprzedniego. Ich nagromadzenie w szokującym finale, stworzyło porażający obraz psychiki ludzkiej, który nie przyniósł mi ulgi.

   Ale to też opowieść o sile prawdy.

   Nawet nie dobra, ale nieodpartej potrzebie prawdy, która wyciągając z tych zakamarków duszy ludzkiej czające się w nich potwory, wprowadzała chwilowy stan pożądanej równowagi i zrozumienia, które osiągamy poprzez stałe balansowanie między byciem człowiekiem a potworem. Poprzez walkę, która trwa całe życie. W każdej rodzinie, domu i miasteczku.  

   W każdym z nas.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

Mroczne zakamarki [Kara Thomas]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Wydawca amerykański zarekomendował thriller w trzech epizodach naśladujących doniesienia informacyjne. Mnie najbardziej spodobał się drugi z kolei.

poniedziałek, 26 czerwca 2017
Arab Jazz – Karim Miské

Arab Jazz – Karim Miské
Przełożyła Gabriela Hałat
Wydawnictwo Claroscuro , 2017 , 407 stron
Literatura francuska

 Powyższą opinię przeczytałam na odwrocie książki.
Faktycznie tak jest. Powieść wymyka się klasyfikacjom, chociaż można w dużym uproszczeniu określić ją jako kryminał społeczny noir. Jednak rozbudowane tło psychologiczne nadaje jej pełniejszy wymiar. Chociaż i to podejście nie wyczerpuje wielowątkowości w kontekstach kulturowym i filozoficznym.
Może nawet politycznym w poszerzonym spojrzeniu?
Głównym wątkiem jest śledztwo dwojga policjantów, Rachel i Jeana, z komisariatu nazywanego Bunkrem w 19. dzielnicy Paryża. W mieszkaniu położonym nad Ahmedem zamordowano Laurę. Morderstwa dokonano w sposób makabrycznie sadystyczny, zadając dziewczynie piętnaście ciosów nożem w krocze z wymowną aranżacją miejsca zbrodni, pełną symboliki.
Drugim, bardzo ważnym wątkiem są bohaterowie powieści.
Każdy inny. Z odmienną osobowością ukształtowaną przez pochodzenie, narodowość, religię i bagaż trudnej przeszłości. Policjantka Rachel to aszkenazyjska Żydówka, której emocje zaczynają się jej wymykać spod kontroli. Jean to Bretończyk z głową w chmurach ukierunkowany do wewnątrz i zżerany od wewnątrz przez coś, o czym sam nie chce wiedzieć. Ahmed to Arab z borderline, chociaż sam uważa się za Francuza marokańskiego pochodzenia, cierpiący na przewlekłą depresję. Były pacjent szpitala psychiatrycznego, który żyje z renty inwalidzkiej i większość czasu spędza na czytaniu kryminałów z mordercami i psychopatami w roli głównej, kupowanych na kilogramy w miejscowym antykwariacie. Cudze okropieństwa, chora wyobraźnia innych pozwalają Ahmedowi trzymać w ryzach potwory przyczajone z tyłu głowy i podsuwają myśl, aby włączyć się nieformalnie w śledztwo i napisać Arab Jazz jako odpowiedź na White Jazz Jamesa Ellroya, którego dosłowne tłumaczenie tytułu nie będzie tak oczywiste. Denatka Laura to dziewczyna wychowana w rodzinie świadków Jehowy, która zerwała z nią kontakty, podejmując pracę jako stewardessa. Wszyscy główni bohaterowie wraz z licznymi drugoplanowymi tworzą wielokulturowy tygiel zaludniający 19. dzielnicę Paryża. Tłum mówiący wieloma językami i wymagający ode mnie znajomości zarówno francuskiego, angielskiego, arabskiego, jak i hebrajskiego. Na szczęście na poziomie podstawowym (nie ma tłumaczeń w przypisach!), ale to wystarczyło, by zrozumieć irytację śledczego Jeana – Ledwie wyjdziesz z Bunkra, słyszysz: „Salam alejkum, panie poruczniku”. „Szalom, panie komisarzu”. Kurwa, niech mnie wreszcie przeniosą do Roscoff. Nie wiem, jak ty, Rachel, ale ja dostaję od tego kręćka. Dosłownie. Na dodatek dzielnicy pełnej świątyń islamskich, chrześcijańskich i żydowskich na każdym rogu z mniej lub bardziej nawiedzonymi przywódcami religijnymi i wiernymi o przekroju narodowościowym od Afryki po Europę. Ulic składających się z rzędów sklepików, barów, pubów, restauracji, antykwariatów i zakładów usługowych prowadzonych przez białych, czarnych i kolorowych. Miejsc i podwórek, na których wspólnie dorastają dzieciaki żydowskie i muzułmańskie, bawiące się w superbohaterów na podwórku szkolnym, w collège’u odkrywają rap, zostają gwiazdami w dzielnicy... Codzienności mieszkańców opowiedzianej wieloosobową narracją przekraczającą granice czasowe, wprawiając w dynamikę widziane obrazy i nadając im rytm w tak muzyki tworzonej przez artystów z różnych nacji i w różnym stylu, składającą się ostatecznie na jedną pieśń świata. Jej kwintesencja wybrzmiewa w playliście umieszczonej na końcu książki.

 Nie ma w niej analogicznej, osobnej "readlisty", chociaż można taką stworzyć, wybierając tytuły i nazwiska z tekstu, który jest ich pełen. Książki i myśli z nich zaczerpnięte są obecne na prawie każdej stronie. Tłoczą się w sklepikach, w mieszkaniach i umysłach bohaterów nierzadko spowitych narkotycznymi oparami.
Muzyka, książki, alkohol i jointy pozwalają wszystkim przetrwać kolejny dzień.
Dzień zła pracowicie krążącego po ulicach dzielnicy i między ludźmi. Tego pospolitego, małego, otaczającego każdego i tkwiącym w każdym z nas. Czynnego i biernego. Zła, które, niczym kula śnieżna, urasta do tego uniwersalnego, ponadczasowego, towarzyszącego ludzkości od zawsze.
Pojedyncze morderstwo staje się odzwierciedleniem całej dzielnicy.
Autor, jak przeczytałam w biogramie, dorastał w Paryżu. Tworzył filmy dokumentalne poruszające między innymi zagadnienia fundamentalizmu w islamie, chrześcijaństwie i judaizmie. Ta forma dociekań i tłumaczeń skomplikowanych zjawisk społecznych w wielokulturowej i wielonarodowościowej społeczności paryskiej mu nie wystarczała, skoro napisał również powieść nagrodzoną najważniejszą francuską nagrodą literacką w gatunku kryminału - Grand prix de litérature policière, o czym przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Pod rozrywkową warstwą kryminału spróbował opisać i prześwietlić skomplikowane problemy społeczne we współczesnym Paryżu. Mieście, które już w niczym nie przypomina lat bohemy paryskiej XX wieku, tak dobrze ukazanej w Paryskiej żonie Pauli McLain. To zupełnie inny świat, bliższy Życiu seksualnemu muzułmanina w Paryżu Leïli Marouane, w który, dzięki autorowi, wsiąknęłam na kilka godzin, by go nie tylko zobaczyć, poczuć, posłuchać i przeżyć, ale przede wszystkim zrozumieć procesy w nim zachodzące, których dramatyczne skutki relacjonują media próbujące wmówić reszcie świata, że przyczyna tkwi w religii i polityce.
Zdaniem autora – to bardzo mocno uproszczone wyjaśnienie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Z książkowej playlisty moimi są te klimaty.

sobota, 29 kwietnia 2017
Odezwij się – Magdalena Zimniak

Odezwij się – Magdalena Zimniak
Wydawnictwo Prozami , 2017 , 364 strony
Literatura polska

Thriller psychologiczny to czy powieść obyczajowa?
Nie mogłam się zdecydować. Wiele przemawiało za tym pierwszym rodzajem. Było napięcie, odkrywane tajemnice, proces wyjaśniania zdarzenia, które sensacyjnie rozpoczęło akcję, dobrze zarysowane profile psychologicznie bohaterów i był katharsis dla czytelnika. Z drugiej jednak strony większość tajemnic odsłonionych zostało zbyt szybko. Już na początku lub w pierwszej połowie historii nagłego zniknięcia rodzeństwa, skupiając moją uwagę przede wszystkim na ich dramatycznych przeżyciach oraz na czekaniu na jedną odpowiedź – nie, kto jest sprawcą, ale w jaki sposób poszukujący dojdą do rozwiązania problemu zaginięcia trzynastoletniej Ady i czteroletniego Rafałka. Dzieci przeciętnego zdawałoby się małżeństwa – Joanny, polonistki i pisarki powieści kryminalnych oraz Andrzeja, wykładowcy akademickiego. Porywacza również wytypowałam bardzo szybko, a nie mam do tego szczególnych zdolności. Mógł być to specjalny zamysł autorki albo zbyt mała ilość bohaterów drugiego i trzeciego planu, która wchłonęłaby tę bardzo, mimo mylących zabiegów autorki, wyróżniającą się postać. Zbyt łatwo wytypowałam ją drogą prostej eliminacji. Nie pomogły niestety również tropy wiodące donikąd. Chociaż trochę ich było. Rasowy thriller nie odsłania tak szybko swojej bazowej tajemnicy, bo wtedy staje się powieścią obyczajową. Wówczas czerpie się przyjemność z analizowania faktów składających się na opowieść o życiu.
Ale tutaj z kolei nie do końca niosła ona tak potrzebne w powieści obyczajowej złudzenie realności i prawdopodobieństwa wydarzeń. Z jednej strony dzięki wielogłosowej, naprzemiennej narracji śledziłam przeciętną na pozór rodzinę. Z czasem okazało się, że jednak nie taką znów zwyczajną, bo prawie każdy z członków cierpiał na zaburzenia psychiczne. Matka na depresję. Ojciec na zaburzenia snu, a córka na zaawansowane zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Jedynym zdrowym psychicznie było najmłodsze dziecko. To obciążenie mniejszymi lub poważniejszymi zaburzeniami psychicznymi rozciągało się również na pozostałych bohaterów powieści. Każdy posiadał jakieś problemy lub traumy z przeszłości, mające wpływ na ich nietypowe postępowanie i zachowania w teraźniejszości. Włącznie z komisarz prowadzącą sprawę zaginięcia dzieci. Ta konsolidacja powszechnego cierpienia postaci i wynikające z niej problemy rodzinne niszczyły małżeństwo Joanny i Andrzeja, a u mnie poczucie, że nie czytam powieści obyczajowej, a psychologiczną. W tej ostatniej odsłonie rodzajowej była bardzo wiarygodna. Autorka dobrze przygotowała się z psychologii klinicznej do tej warstwy merytorycznej fabuły. Jeśli nastolatka Ada, której myśli i sposób ich formułowania poznałam dzięki prowadzonemu przez nią pamiętnikowi, była dla mnie niewiarygodna to tylko ze względu na wiek. Jej wiedza, interpretacje wydarzeń i sposób myślenia charakteryzowały osobę zbyt dojrzałą, dużo starszą i niepasującą do wieku gimnazjalnego. Nie pomagała nawet tu i ówdzie wtrącana gwara młodzieżowa. Może była wyjątkowym wyjątkiem na tle swoich rówieśników? Tylko że takich wyjątków było sporo w tej historii. Ich nadmiar stawiał pod znakiem zapytania prawdopodobieństwo zdarzeń, które dla mnie było czynnikiem decydującym, czy mam jeszcze do czynienia z powieścią, czy już tylko z bajką? Tę cienką linię tutaj niebezpiecznie poczułam.
A życie to nie bajka!
Nawet jeśli była brutalna, bo i takie sceny w tej powieści autorka umieściła. Można zapytać – a jakie znaczenie ma to moje usilne roztrząsanie i próba określenia rodzaju powieści? Dla mnie ma. Od tego, co napiszę o powieści zależy, jaki czytelnik po nią sięgnie – miłośnik powieści obyczajowych czy fan thrillerów? Dlatego nie dookreślę tej historii. Niech każdy zadecyduje sam.
Jedynymi, w pełni usatysfakcjonowanymi czytelnikami będą ci, którzy lubią hybrydy literackie.

Odezwij się [Magdalena Zimniak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 05 lutego 2017
Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith

Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith
Przełożył Tomasz Bieroń
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2004 , 184 strony
Cykl Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 ; Tom 1
Seria Salamandra
Literatura szkocka

...w rankingu sprzedaży kryminałów za rok 2003 magazynu „Bookseller” Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 znalazła się na pierwszym miejscu, pokonując dwie powieści Grishama!
Taką informację przeczytałam w krótkiej nocie umieszczonej w środku książki. Tak to jest – pomyślałam – gdy pisze się z miłości. W przypadku tej powieści, z miłości do Afryki. Autor wprawdzie jest Szkotem, ale urodzonym w Rodezji, a obecnie Zimbabwe. Jej obraz, zapach, kolory i ludzie ją zamieszkujący pozostają w każdym, kto chociaż raz odwiedził ten kontynent. Mnie również dotknęło to zjawisko nostalgii. Może dlatego tak łatwo odnalazłam się w realiach Botswany, przywołując własne wspomnienia i od razu pokochałam główną bohaterkę – mmę Precious Ramotswe. Dobrą kobietę, którą wszyscy tytułowali mma Ramotswe i która odkryła w sobie obowiązek, powołanie i sens życia - pomaganie swoim rodakom w rozwiązywaniu ich problemów. W tym celu założyła pierwszą w kraju Kobiecą Agencje Detektywistyczną Nr 1. Na dodatek prowadzoną przez nią osobiście czyli detektywa-kobietę! Sprawy, z jakimi zwracali się do niej zleceniodawcy, wywoływały we mnie rozbawienie, ale i czający się pod tą pozorną powłoką humoru, lęk i smutek. Czytając ten kryminał (chociaż nie do końca tak bym go nazwała), musiałam stale pamiętać, że w domysłach o przyczynach problemu muszę wybiegać poza „europejskie” myślenie i dedukcję. Nie bez powodu na okładce książki grafik umieścił we wnętrzu krokodyla zegarek. Mogło okazać się, że poszukiwana osoba, nie została zamordowana, ale pożarta przez dzikie zwierzę, a zaginione dziecko porwane, zamordowane i wykorzystane do amuletów czarnej magii.
Przegląd osób przychodzących do mmy Ramotswe i przynoszonych przez nich problemów czyni ten kryminał również powieścią społeczno-obyczajową.
A może przede wszystkim społeczno-obyczajową. Pod ciekawą, ale i troszkę naiwną, schematyczną i prostą warstwą kryminalną toczyło się dużo ciekawsze dla mnie życie Afrykanów. Podążając za mmą Ramotswe ulicami Gaborone czy pylistymi drogami prowincji, przypominałam sobie uroki i piękno krajobrazów Afryki, ale i problemy kraju oraz różnorodność postaw mieszkających w nim ludzi. Chociażby do tabu społecznego, o którym nie mówi się głośno, bo – jak zauważył jeden z bohaterów – nie lubimy o tym mówić, prawda? To jest rzecz, którą my, Afrykanie, najbardziej się wstydzimy. Przymykamy na to oczy. Doskonale wiemy, co się dzieje z dziećmi, które znikają. Doskonale wiemy. Przeszłość rodziny pani detektyw i jej ojca, doskonale oddawała trudny los tysięcy rodaków próbujących zwyczajnie żyć, a nawet przeżyć, a także problemy, z jakimi borykają się prości ludzie oraz elity. Spośród nich najsilniej odczułam wątek dyskryminacji kobiet wynikający z patriarchalnego modelu rodziny. Wydawałoby się, nie do zmienienia, bo pewne aspekty starego afrykańskiego porządku były nadzwyczaj słuszne i wygodne – zwłaszcza dla mężczyzn... Zdaniem mmy Ramotswe – W Afryce jest tyle cierpienia, że człowiek najchętniej wzruszyłby ramionami i poszedł dalej. Ale tak nie można, pomyślała. Tak po prostu nie można.
Dlatego pomagała tak, jak umiała.
Zrozumieniem, pochyleniem się nad każdym człowiekiem i jego problemem, konkretną pomocą, ale przede wszystkim miłością do ludzi i do kraju, którego nie zamieniłaby na żaden inny. Kochała swoją ojczyznę, Botswanę, kraj cichy i spokojny, i kochała Afrykę, ze wszystkimi nieszczęściami, jakie na nią spadały. To dlatego ta powieść ma w sobie odrobinę humoru, trochę cierpienia, ale przede wszystkim ogrom miłości wbrew wszystkim złym ludziom i wbrew wszystkiemu niepomyślnemu, co czyni ją niezwykle ciepłą, radosną i optymistyczną.
Dopiero na końcu kryminalną.

lubimyczytać.pl

Ta pozycja do dopiero początek cyklu z mmą Ramotswe. Do tej pory ukazało się kolejnych 6 części.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Fragment książki

Na podstawie cyklu powstał serial emitowany przez HBO.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w lipcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1074 tytułów
Mój top czytanych w 2017
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi