Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
sobota, 04 listopada 2017
Hodowca świń – Anna Zacharzewska

Hodowca świń – Anna Zacharzewska
Wydawnictwo Burda Książki , 2017 , 400 stron
Literatura polska

   Mordor, kotłownia, korpo...

   To potoczne określenia miejsca, w którym za fasadą murów eleganckich firm, bez względu na to, czy z maszyn produkcyjnych schodziły pakowane próżniowo kiełbasy, batony, napoje gazowane czy proszki albo usługi niematerialne, w kancelariach, spółkach doradczych i mediach, zawsze kotłują się emocje oparte na nieformalnym, patologicznym kodeksie zachowań, prowadzące do trzęsących się dłoni, nerwowych biegunek, bezsenności, szykan, leków antydepresyjnych, poniżających oskarżeń, docinków, złośliwych sugestii, chorób psychosomatycznych, bezpodstawnego, ale celowego pomniejszania kompetencji, publicznego podważania poczucia własnej wartości, gier salonowych, korytarzowych plotek, napuszczania jednego na drugiego, donosicielstwa, wszędobylskich podsłuchów i szczurzej walki o prymat. Emocji zmierzających nieodmiennie do tego, by poddany ich presji pracownik pracował coraz więcej i więcej.

   Bardziej!

   To w takim brutalnym i bezwzględnym środowisku, o wypaczonych wartościach moralnych, autorka osadziła akcję tego thrillera. Zaczęła mocno, bo od... morderstwa, po którym jeden z bohaterów zadał ważne pytania – Czy zezwierzęcenie mogło postępować tak szybko? W kilka dni przekształcić cywilizowaną osobę w niezważającego  na nic potwora? Ludożercę, dzikusa, oprawcę?

   Czy mordercy byli bestiami?

   Na te pytania autorka nie odpowiedziała wprost. Stworzyła analityczną psychologicznie fabułę osadzoną w środowisku korporacyjnym branży mięsnej, abym mogła na te pytania odpowiedzieć sobie sama. Nie ułatwiała mi zadania. Każdego z bohaterów ukazywała całościowo, wędrując z narratorem zewnętrznym od postaci do postaci, zarówno w miejscu pracy, jak i w domu każdego z nich. Podzielone życie między rodziną a firmą, podwójna osobowość dla bliskich i ludzi z biura, stała walka między pragnieniami osobistymi a potrzebami innych, sprowadzały się do niewolniczej pracy odzierającej ich z godności i zdrowia. Obowiązków opartych na strategii szefa-tyrana doprowadzających zaszczuwaną ofiarę do przekonania, że jest pozbawionym wszelkiej wartości kretynem, nieudacznikiem, który nie potrafi zrobić dobrze niczego. Do obrazu nieszczęśliwego, schorowanego lub uzależnionego człowieka szarpiącego się życiem. A mimo to, a może właśnie dlatego, zespół menadżerów – Piotr, Daniel, Marcin, Paweł, Barbara, Pola i Lena – zgodził się na wyjazd integracyjny zaproponowany przez prezesa firmy – Rafała. Szef miał jeden cel wobec swoich pracowników – udowodnić im, że nie tworzą zgranego zespołu, by pracować lepiej i bardziej. Że w sytuacji zagrożenia, które miał zamiar im stworzyć, zapomną o ideałach, moralności i człowieczeństwie i zaczną odgryzać sobie uszy i ogony, niczym świnie. Chciał ich zmusić, by docenili to, co im dawał. Chciał pokazać im miejsce w szeregu, uzmysłowić jacy są słabi, udowodnić swój prymat nad grupą. Oczywiście metodami brutalnymi, wręcz surwiwalowymi, które, każdego z uczestników wyjazdu na wiejską farmę świń, skazywały na pobyt z dala od ludzi, brak jedzenia i łączności ze światem. Zdawały tylko na siebie i swój kręgosłup moralny, który, pękając powoli, doprowadzał do skrajnych i ekstremalnych myśli, potrzeb i zachowań, zdejmujących maskę człowieka i ukazujących twarz świni niczym w orwellowskim folwarku zarządzanym przez zwierzęta, w którym wszystkie były równe, ale niektóre równiejsze. Zwłaszcza świnie wiodące prym w wypaczaniu zasad. Ostatecznie Rafałowi udało się, aby zapomnieli o ludzkiej naturze i zeszli na poziom instynktu przetrwania, który okazał się konsolidacyjny dla zespołu, ale zabójczy dla szefa.

   I o tym naprawdę jest ta opowieść.

   O sadystycznej manipulacji psychiką ludzką i niebezpiecznych skutkach dla stosujących ją ludzi władzy. O braku wyczucia granicy jej przekraczania lub nadużywania. O zjawisku zniewolenia człowieka w jej imię. Nie przeraziła mnie ukazana w powieści żądza pieniędzy i władzy, ale jej mordercze skutki. W powieści prawdopodobne, ale sygnały do nich prowadzące już nie. One są jak najbardziej realne i zaczerpnięte prosto z rzeczywistości funkcjonującej w każdej korporacji. Wszystkie płaszczyzny powieści (psychologiczna, filozoficzna, obyczajowa, moralna) mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Autorka niczego nie wymyśliła. Nie musiała. Czerpała wiedzę z autopsji, ponieważ pracowała jako ekonomistka i finansistka przez 17 lat w międzynarodowych korporacjach. Bardzo dobrze wiedziała o czym pisze i jak ma to przekazać, bym poczuła się w środku wydarzeń. Potwierdzenie realności patologicznego problemu powieści odnalazłam w artykule Korporacja odziera z godności? To dżungla pełna dzikich zwierząt pokazującym na filmie nagranym telefonem nie tylko nagą (dosłownie!) prawdę  z „kotłowni”, ale i próbującym również znaleźć tego przyczynę.

   Nie odpowiedziałam sobie na postawione na początku pytania.

   Ostatecznie nie o ocenę zachowań bohaterów powieści w niej chodzi, ale o postawienie siebie w ich sytuacji i dokonanie wyboru między życiem w zgodzie ze sobą, ale z brakiem poczucia stabilizacji finansowej a upodlającą i wyniszczającą psychicznie i fizycznie pracę, ale dającą komfort, spokój, bezpieczeństwo i ciepełko finansowe. Między być a mieć. Bohaterowie mają tylko zobrazować skutki drugiego wyboru i pomóc odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie.

   Czy było warto?

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Hodowca świń [Anna Zacharzewska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 30 września 2017
Mroczne zakamarki – Kara Thomas

Mroczne zakamarki – Kara Thomas
Przełożył Radosław Madejski
Wydawnictwo Akurat , 2017 , 416 stron
Literatura amerykańska


   Wiedziałam, że ktoś umarł, kiedy tylko kierowniczka zawołała mnie do telefonu.

   Tak pomyślała narratorka mrocznej, dusznej, gęstej od lęku, niepewności  i tajemnic opowieści, osiemnastoletnia Tessa. Nie przypuszczała jednak, że to ojciec. Należał do rodzinnej karty historii, do której nie zamierzała wracać. Jego śmierć zmusiła ją do powrotu do rodzinnego miasteczka Fayette w Pensylwanii. Miejsca, z którego wyruszyła w świat, mając osiem lat, a właściwie, z którego musiała uciekać w dramatycznych okolicznościach, tracąc w nich matkę. Teraz miała wrócić do znienawidzonego domu o brązowych ścianach  z rozchwianymi schodami na ganek, z którego zabrano jej ojca do więzienia. Do przyjaciółki Callie, z którą nie utrzymywała kontaktu od dziesięciu lat. Do śladów po zaginionej siostrze, która uciekła z domu. Do jednej z tych niepozornych miejscowości, którymi nikt nie zawraca sobie głowy, a ludzie w nich tylko dorastają i natychmiast wyjeżdżają.

   Gdyby nie zła sława „Potwora znad Rzeki Ohio” – Wayatta Stokesa.

   Mordercy, który dusił swoje ofiary i porzucał ich nagie ciała na brzegu rzeki. Pierwszą była siedemnastoletnia uciekinierka z domu. Osiem miesięcy później dwudziestoletnia prostytutka. Rok potem dziewiętnastoletnia striptizerka.

   A po niej Lori.

   Koleżanka Tessy i kuzynka Callie. Powrót do Fayette nie tylko przywoływał bolesne wspomnienia, które Tessa zamierzała zostawić w tyle, ale również obudził wyrzuty sumienia, a te z kolei wątpliwości, czy Stokes jest faktycznie mordercą. Niepewność tę wzmogło kolejne zabójstwo jej drugiej koleżanki, Ariel. Chęć wyprostowania sprawy ze Stokesem w nowych okolicznościach podważających jego winę zmusiło dziewczynę do zrewidowania własnych, obciążających mężczyznę zeznań sprzed dziesięciu lat. Do poszukania odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie nasuwały się jej ze śmiercią Lori i teraz Ariel. Do podjęcia niebezpiecznego dochodzenia prawdy na własną rękę, by ostatecznie zamknąć ten rozdział życia już na zawsze.

   By nigdy już nie wrócić do Fayette.

   Nie przypuszczała, że jej poszukiwania będą przypominały skok w króliczą norę, na dnie której śmierć przyjaciółek i ich morderca nie będą miały większego znaczenia w obliczu odkrytej, przerażającej i koszmarnej prawdy o jej rodzinie.

   Autorka stworzyła mroczną opowieść o potworze, który czai się w każdym z nas. W ludziach lubiących krzywdzić innych ujawnia się stale, a ci pozornie nieszkodliwi potrzebują do tego tylko pretekstu. Sprzyjających okoliczności do jego wyjścia z cienia mroku duszy i umysłu. To ten przyczajony potwór w nas sprawia, że nie ma na świecie takiego miejsca, które byłoby bezpieczne. W każdym kryją się mroczne zakamarki, w których czają się wstydliwe tajemnice, groźne sekrety, niebezpieczne kłamstwa, śmiertelne wybory, bolesne przemilczenia czy krzywdzące opinie. To może być zwykły dom, niepozorne miasteczko, przeciętna rodzina i niewinnie wyglądający człowiek, a nawet dziecko. Przez te wszystkie zakamarki w miasteczku i w ludziach musiała przejść Tessa, snując mroczną opowieść z przeszłości, której dalszy ciąg była zmuszona poprowadzić po dziesięciu latach odcinania się od niej. Wśród ludzi, z których każdy chował w sobie takiego potwora. Zaglądając do jednego mrocznego zakamarka, odnajdywała drogę do następnego z kolejnym, przerażającym faktem. A każdy mroczniejszy i bardziej zaskakujący od poprzedniego. Ich nagromadzenie w szokującym finale, stworzyło porażający obraz psychiki ludzkiej, który nie przyniósł mi ulgi.

   Ale to też opowieść o sile prawdy.

   Nawet nie dobra, ale nieodpartej potrzebie prawdy, która wyciągając z tych zakamarków duszy ludzkiej czające się w nich potwory, wprowadzała chwilowy stan pożądanej równowagi i zrozumienia, które osiągamy poprzez stałe balansowanie między byciem człowiekiem a potworem. Poprzez walkę, która trwa całe życie. W każdej rodzinie, domu i miasteczku.  

   W każdym z nas.

   Zdania pisane kursywa są cytatami pochodzącymi z książki.

Mroczne zakamarki [Kara Thomas]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE



Wydawca amerykański zarekomendował thriller w trzech epizodach naśladujących doniesienia informacyjne. Mnie najbardziej spodobał się drugi z kolei.

poniedziałek, 26 czerwca 2017
Arab Jazz – Karim Miské

Arab Jazz – Karim Miské
Przełożyła Gabriela Hałat
Wydawnictwo Claroscuro , 2017 , 407 stron
Literatura francuska

 Powyższą opinię przeczytałam na odwrocie książki.
Faktycznie tak jest. Powieść wymyka się klasyfikacjom, chociaż można w dużym uproszczeniu określić ją jako kryminał społeczny noir. Jednak rozbudowane tło psychologiczne nadaje jej pełniejszy wymiar. Chociaż i to podejście nie wyczerpuje wielowątkowości w kontekstach kulturowym i filozoficznym.
Może nawet politycznym w poszerzonym spojrzeniu?
Głównym wątkiem jest śledztwo dwojga policjantów, Rachel i Jeana, z komisariatu nazywanego Bunkrem w 19. dzielnicy Paryża. W mieszkaniu położonym nad Ahmedem zamordowano Laurę. Morderstwa dokonano w sposób makabrycznie sadystyczny, zadając dziewczynie piętnaście ciosów nożem w krocze z wymowną aranżacją miejsca zbrodni, pełną symboliki.
Drugim, bardzo ważnym wątkiem są bohaterowie powieści.
Każdy inny. Z odmienną osobowością ukształtowaną przez pochodzenie, narodowość, religię i bagaż trudnej przeszłości. Policjantka Rachel to aszkenazyjska Żydówka, której emocje zaczynają się jej wymykać spod kontroli. Jean to Bretończyk z głową w chmurach ukierunkowany do wewnątrz i zżerany od wewnątrz przez coś, o czym sam nie chce wiedzieć. Ahmed to Arab z borderline, chociaż sam uważa się za Francuza marokańskiego pochodzenia, cierpiący na przewlekłą depresję. Były pacjent szpitala psychiatrycznego, który żyje z renty inwalidzkiej i większość czasu spędza na czytaniu kryminałów z mordercami i psychopatami w roli głównej, kupowanych na kilogramy w miejscowym antykwariacie. Cudze okropieństwa, chora wyobraźnia innych pozwalają Ahmedowi trzymać w ryzach potwory przyczajone z tyłu głowy i podsuwają myśl, aby włączyć się nieformalnie w śledztwo i napisać Arab Jazz jako odpowiedź na White Jazz Jamesa Ellroya, którego dosłowne tłumaczenie tytułu nie będzie tak oczywiste. Denatka Laura to dziewczyna wychowana w rodzinie świadków Jehowy, która zerwała z nią kontakty, podejmując pracę jako stewardessa. Wszyscy główni bohaterowie wraz z licznymi drugoplanowymi tworzą wielokulturowy tygiel zaludniający 19. dzielnicę Paryża. Tłum mówiący wieloma językami i wymagający ode mnie znajomości zarówno francuskiego, angielskiego, arabskiego, jak i hebrajskiego. Na szczęście na poziomie podstawowym (nie ma tłumaczeń w przypisach!), ale to wystarczyło, by zrozumieć irytację śledczego Jeana – Ledwie wyjdziesz z Bunkra, słyszysz: „Salam alejkum, panie poruczniku”. „Szalom, panie komisarzu”. Kurwa, niech mnie wreszcie przeniosą do Roscoff. Nie wiem, jak ty, Rachel, ale ja dostaję od tego kręćka. Dosłownie. Na dodatek dzielnicy pełnej świątyń islamskich, chrześcijańskich i żydowskich na każdym rogu z mniej lub bardziej nawiedzonymi przywódcami religijnymi i wiernymi o przekroju narodowościowym od Afryki po Europę. Ulic składających się z rzędów sklepików, barów, pubów, restauracji, antykwariatów i zakładów usługowych prowadzonych przez białych, czarnych i kolorowych. Miejsc i podwórek, na których wspólnie dorastają dzieciaki żydowskie i muzułmańskie, bawiące się w superbohaterów na podwórku szkolnym, w collège’u odkrywają rap, zostają gwiazdami w dzielnicy... Codzienności mieszkańców opowiedzianej wieloosobową narracją przekraczającą granice czasowe, wprawiając w dynamikę widziane obrazy i nadając im rytm w tak muzyki tworzonej przez artystów z różnych nacji i w różnym stylu, składającą się ostatecznie na jedną pieśń świata. Jej kwintesencja wybrzmiewa w playliście umieszczonej na końcu książki.

 Nie ma w niej analogicznej, osobnej "readlisty", chociaż można taką stworzyć, wybierając tytuły i nazwiska z tekstu, który jest ich pełen. Książki i myśli z nich zaczerpnięte są obecne na prawie każdej stronie. Tłoczą się w sklepikach, w mieszkaniach i umysłach bohaterów nierzadko spowitych narkotycznymi oparami.
Muzyka, książki, alkohol i jointy pozwalają wszystkim przetrwać kolejny dzień.
Dzień zła pracowicie krążącego po ulicach dzielnicy i między ludźmi. Tego pospolitego, małego, otaczającego każdego i tkwiącym w każdym z nas. Czynnego i biernego. Zła, które, niczym kula śnieżna, urasta do tego uniwersalnego, ponadczasowego, towarzyszącego ludzkości od zawsze.
Pojedyncze morderstwo staje się odzwierciedleniem całej dzielnicy.
Autor, jak przeczytałam w biogramie, dorastał w Paryżu. Tworzył filmy dokumentalne poruszające między innymi zagadnienia fundamentalizmu w islamie, chrześcijaństwie i judaizmie. Ta forma dociekań i tłumaczeń skomplikowanych zjawisk społecznych w wielokulturowej i wielonarodowościowej społeczności paryskiej mu nie wystarczała, skoro napisał również powieść nagrodzoną najważniejszą francuską nagrodą literacką w gatunku kryminału - Grand prix de litérature policière, o czym przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Pod rozrywkową warstwą kryminału spróbował opisać i prześwietlić skomplikowane problemy społeczne we współczesnym Paryżu. Mieście, które już w niczym nie przypomina lat bohemy paryskiej XX wieku, tak dobrze ukazanej w Paryskiej żonie Pauli McLain. To zupełnie inny świat, bliższy Życiu seksualnemu muzułmanina w Paryżu Leïli Marouane, w który, dzięki autorowi, wsiąknęłam na kilka godzin, by go nie tylko zobaczyć, poczuć, posłuchać i przeżyć, ale przede wszystkim zrozumieć procesy w nim zachodzące, których dramatyczne skutki relacjonują media próbujące wmówić reszcie świata, że przyczyna tkwi w religii i polityce.
Zdaniem autora – to bardzo mocno uproszczone wyjaśnienie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Z książkowej playlisty moimi są te klimaty.

sobota, 29 kwietnia 2017
Odezwij się – Magdalena Zimniak

Odezwij się – Magdalena Zimniak
Wydawnictwo Prozami , 2017 , 364 strony
Literatura polska

Thriller psychologiczny to czy powieść obyczajowa?
Nie mogłam się zdecydować. Wiele przemawiało za tym pierwszym rodzajem. Było napięcie, odkrywane tajemnice, proces wyjaśniania zdarzenia, które sensacyjnie rozpoczęło akcję, dobrze zarysowane profile psychologicznie bohaterów i był katharsis dla czytelnika. Z drugiej jednak strony większość tajemnic odsłonionych zostało zbyt szybko. Już na początku lub w pierwszej połowie historii nagłego zniknięcia rodzeństwa, skupiając moją uwagę przede wszystkim na ich dramatycznych przeżyciach oraz na czekaniu na jedną odpowiedź – nie, kto jest sprawcą, ale w jaki sposób poszukujący dojdą do rozwiązania problemu zaginięcia trzynastoletniej Ady i czteroletniego Rafałka. Dzieci przeciętnego zdawałoby się małżeństwa – Joanny, polonistki i pisarki powieści kryminalnych oraz Andrzeja, wykładowcy akademickiego. Porywacza również wytypowałam bardzo szybko, a nie mam do tego szczególnych zdolności. Mógł być to specjalny zamysł autorki albo zbyt mała ilość bohaterów drugiego i trzeciego planu, która wchłonęłaby tę bardzo, mimo mylących zabiegów autorki, wyróżniającą się postać. Zbyt łatwo wytypowałam ją drogą prostej eliminacji. Nie pomogły niestety również tropy wiodące donikąd. Chociaż trochę ich było. Rasowy thriller nie odsłania tak szybko swojej bazowej tajemnicy, bo wtedy staje się powieścią obyczajową. Wówczas czerpie się przyjemność z analizowania faktów składających się na opowieść o życiu.
Ale tutaj z kolei nie do końca niosła ona tak potrzebne w powieści obyczajowej złudzenie realności i prawdopodobieństwa wydarzeń. Z jednej strony dzięki wielogłosowej, naprzemiennej narracji śledziłam przeciętną na pozór rodzinę. Z czasem okazało się, że jednak nie taką znów zwyczajną, bo prawie każdy z członków cierpiał na zaburzenia psychiczne. Matka na depresję. Ojciec na zaburzenia snu, a córka na zaawansowane zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Jedynym zdrowym psychicznie było najmłodsze dziecko. To obciążenie mniejszymi lub poważniejszymi zaburzeniami psychicznymi rozciągało się również na pozostałych bohaterów powieści. Każdy posiadał jakieś problemy lub traumy z przeszłości, mające wpływ na ich nietypowe postępowanie i zachowania w teraźniejszości. Włącznie z komisarz prowadzącą sprawę zaginięcia dzieci. Ta konsolidacja powszechnego cierpienia postaci i wynikające z niej problemy rodzinne niszczyły małżeństwo Joanny i Andrzeja, a u mnie poczucie, że nie czytam powieści obyczajowej, a psychologiczną. W tej ostatniej odsłonie rodzajowej była bardzo wiarygodna. Autorka dobrze przygotowała się z psychologii klinicznej do tej warstwy merytorycznej fabuły. Jeśli nastolatka Ada, której myśli i sposób ich formułowania poznałam dzięki prowadzonemu przez nią pamiętnikowi, była dla mnie niewiarygodna to tylko ze względu na wiek. Jej wiedza, interpretacje wydarzeń i sposób myślenia charakteryzowały osobę zbyt dojrzałą, dużo starszą i niepasującą do wieku gimnazjalnego. Nie pomagała nawet tu i ówdzie wtrącana gwara młodzieżowa. Może była wyjątkowym wyjątkiem na tle swoich rówieśników? Tylko że takich wyjątków było sporo w tej historii. Ich nadmiar stawiał pod znakiem zapytania prawdopodobieństwo zdarzeń, które dla mnie było czynnikiem decydującym, czy mam jeszcze do czynienia z powieścią, czy już tylko z bajką? Tę cienką linię tutaj niebezpiecznie poczułam.
A życie to nie bajka!
Nawet jeśli była brutalna, bo i takie sceny w tej powieści autorka umieściła. Można zapytać – a jakie znaczenie ma to moje usilne roztrząsanie i próba określenia rodzaju powieści? Dla mnie ma. Od tego, co napiszę o powieści zależy, jaki czytelnik po nią sięgnie – miłośnik powieści obyczajowych czy fan thrillerów? Dlatego nie dookreślę tej historii. Niech każdy zadecyduje sam.
Jedynymi, w pełni usatysfakcjonowanymi czytelnikami będą ci, którzy lubią hybrydy literackie.

Odezwij się [Magdalena Zimniak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 05 lutego 2017
Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith

Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith
Przełożył Tomasz Bieroń
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2004 , 184 strony
Cykl Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 ; Tom 1
Seria Salamandra
Literatura szkocka

...w rankingu sprzedaży kryminałów za rok 2003 magazynu „Bookseller” Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 znalazła się na pierwszym miejscu, pokonując dwie powieści Grishama!
Taką informację przeczytałam w krótkiej nocie umieszczonej w środku książki. Tak to jest – pomyślałam – gdy pisze się z miłości. W przypadku tej powieści, z miłości do Afryki. Autor wprawdzie jest Szkotem, ale urodzonym w Rodezji, a obecnie Zimbabwe. Jej obraz, zapach, kolory i ludzie ją zamieszkujący pozostają w każdym, kto chociaż raz odwiedził ten kontynent. Mnie również dotknęło to zjawisko nostalgii. Może dlatego tak łatwo odnalazłam się w realiach Botswany, przywołując własne wspomnienia i od razu pokochałam główną bohaterkę – mmę Precious Ramotswe. Dobrą kobietę, którą wszyscy tytułowali mma Ramotswe i która odkryła w sobie obowiązek, powołanie i sens życia - pomaganie swoim rodakom w rozwiązywaniu ich problemów. W tym celu założyła pierwszą w kraju Kobiecą Agencje Detektywistyczną Nr 1. Na dodatek prowadzoną przez nią osobiście czyli detektywa-kobietę! Sprawy, z jakimi zwracali się do niej zleceniodawcy, wywoływały we mnie rozbawienie, ale i czający się pod tą pozorną powłoką humoru, lęk i smutek. Czytając ten kryminał (chociaż nie do końca tak bym go nazwała), musiałam stale pamiętać, że w domysłach o przyczynach problemu muszę wybiegać poza „europejskie” myślenie i dedukcję. Nie bez powodu na okładce książki grafik umieścił we wnętrzu krokodyla zegarek. Mogło okazać się, że poszukiwana osoba, nie została zamordowana, ale pożarta przez dzikie zwierzę, a zaginione dziecko porwane, zamordowane i wykorzystane do amuletów czarnej magii.
Przegląd osób przychodzących do mmy Ramotswe i przynoszonych przez nich problemów czyni ten kryminał również powieścią społeczno-obyczajową.
A może przede wszystkim społeczno-obyczajową. Pod ciekawą, ale i troszkę naiwną, schematyczną i prostą warstwą kryminalną toczyło się dużo ciekawsze dla mnie życie Afrykanów. Podążając za mmą Ramotswe ulicami Gaborone czy pylistymi drogami prowincji, przypominałam sobie uroki i piękno krajobrazów Afryki, ale i problemy kraju oraz różnorodność postaw mieszkających w nim ludzi. Chociażby do tabu społecznego, o którym nie mówi się głośno, bo – jak zauważył jeden z bohaterów – nie lubimy o tym mówić, prawda? To jest rzecz, którą my, Afrykanie, najbardziej się wstydzimy. Przymykamy na to oczy. Doskonale wiemy, co się dzieje z dziećmi, które znikają. Doskonale wiemy. Przeszłość rodziny pani detektyw i jej ojca, doskonale oddawała trudny los tysięcy rodaków próbujących zwyczajnie żyć, a nawet przeżyć, a także problemy, z jakimi borykają się prości ludzie oraz elity. Spośród nich najsilniej odczułam wątek dyskryminacji kobiet wynikający z patriarchalnego modelu rodziny. Wydawałoby się, nie do zmienienia, bo pewne aspekty starego afrykańskiego porządku były nadzwyczaj słuszne i wygodne – zwłaszcza dla mężczyzn... Zdaniem mmy Ramotswe – W Afryce jest tyle cierpienia, że człowiek najchętniej wzruszyłby ramionami i poszedł dalej. Ale tak nie można, pomyślała. Tak po prostu nie można.
Dlatego pomagała tak, jak umiała.
Zrozumieniem, pochyleniem się nad każdym człowiekiem i jego problemem, konkretną pomocą, ale przede wszystkim miłością do ludzi i do kraju, którego nie zamieniłaby na żaden inny. Kochała swoją ojczyznę, Botswanę, kraj cichy i spokojny, i kochała Afrykę, ze wszystkimi nieszczęściami, jakie na nią spadały. To dlatego ta powieść ma w sobie odrobinę humoru, trochę cierpienia, ale przede wszystkim ogrom miłości wbrew wszystkim złym ludziom i wbrew wszystkiemu niepomyślnemu, co czyni ją niezwykle ciepłą, radosną i optymistyczną.
Dopiero na końcu kryminalną.

lubimyczytać.pl

Ta pozycja do dopiero początek cyklu z mmą Ramotswe. Do tej pory ukazało się kolejnych 6 części.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Fragment książki

Na podstawie cyklu powstał serial emitowany przez HBO.

piątek, 06 stycznia 2017
Krótka instrukcja obsługi psa – Krzysztof M. Kaźmierczak

Krótka instrukcja obsługi psa – Krzysztof M. Kaźmierczak
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2016 , 292 strony
Literatura polska

Brutalna powieść!
Rozpoczęła się bezwzględną sceną egzekucji dziennikarza śledczego ubitego jak psa. Przywiezionego na pole w bagażniku, wypuszczonego i zastrzelonego. Jako dziecko byłam świadkiem takiej sceny z psem zamiast człowieka. Stąd to skojarzenie. Autor swoje skojarzenie zaczerpnął z Zarządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z 1983 roku w sprawie psów służbowych. Fragmentami tej instrukcji rozpoczynał każdą z trzech części, na jakie podzielił ten kryminał z detektywem Joachimem w roli głównej.

Wskazówki postępowania sugerowały nie tylko treść następnych rozdziałów, ale również los tych, którzy węszyli.
A głowni bohaterowie tej powieści węszyli niczym psy.
Najbardziej przygnębiającym faktem było to, że autor fabułę oparł na wydarzeniach rzeczywistych. Wykorzystał głośne zabójstwo dziennikarza śledczego Jarosława Zientary w 1992 roku. W tym też okresie osadził akcję powieści, w którym policja nazywana Firmą nie była powołana do tego, by tropić przestępców i doprowadzać ich przed sąd. Jej zasadniczą rolą było uzyskiwanie o nich informacji i wykorzystywanie ich zgodnie z interesami państwa, które Firma miała chronić. Interesy państwa nie pokrywały się z interesami wszystkich jego obywateli. Służyły tylko wybranym. Autor stworzył wprawdzie wielowątkową i dynamiczną fikcję literacką, ale w dużej mierze udało mu się odtworzyć czas przemiany ustrojowej, w którym manipulacja, zastraszanie i szantaż były podstawowymi metodami postępowania z szukającymi prawdy i grzebiącymi w przeszłości ludziom wykorzystującym stare układy, zależności i znajomości, by z różnych powodów „ustawić się” w nowej Polsce.
To dlatego zachował jej uniwersalny wymiar.
Jego bohaterowie nie posiadają imion i nazwisk. Nadał im pseudonimy pochodzące od cech charakteru lub wykonywanej profesji. Major, Ksiądz, Biznesmen, Dziennikarz, Pismak czy Ona symbolizują wszystkich ludzi o podobnych im tożsamościach, a skala zróżnicowania społecznego, stopień zaangażowania całego społeczeństwa. Ich anonimowość pozwala na dopasowanie kolejnych postaci, które niczym trybiki w maszynie, umożliwiały jej sprawne funkcjonowanie. Wszystkich przeszkadzających w jej ciągłym działaniu traktowano tak, jak psy.
Zgodnie z instrukcją.
Dlatego nie było w niej dobrych i złych bohaterów. Byli ludzie uwikłani w system zależności, ukazujący mechanizm sterowania polityką tworzącego się nowego państwa. To było w tej powieści najbardziej porażające. Ta niby fikcja, która mogła być prawdą, a przynajmniej nosiła znamiona dużego prawdopodobieństwa. Można zapytać – po co to obnażenie? Po to tylko, żeby stworzyć świetny kryminał, który się dobrze czyta?
Nie tylko.
Autor na to pytanie odpowiedział powstańczym wątkiem z historii Polski wplecionym w fabułę, w którym zawarł przesłanie tej na pozór rozrywkowej powieści – losy historii są w naszych rękach. Może nie przywrócą życia tym, których mordowano za szukanie prawdy, ale możemy i powinniśmy o nich pamiętać.
Pamięć to najlepsza broń przeciwko wszelkim systemom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Krótka instrukcja obsługi psa [Krzysztof M. Kaźmierczak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 27 listopada 2016
Gracze – Karina Obara

Gracze – Karina Obara
Wydawnictwo W.A.B. , 2010 , 316 stron
Seria Mroczna Seria
Literatura polska

Musisz przeczytać tę książkę!
Usłyszałam od koleżanki, która dodała – Zwróć uwagę na sposób napisania, bo reszta taka sobie. Po przeczytaniu mam zupełnie odmienne zdanie. I to jest bardzo dobry przykład, jak można różnorodnie odebrać powieść w zależności od czytelnika i jego preferencji. Koleżanka sięgnęła po nią jako fanka kryminałów. Skusiła się na tytuł z widniejącym na niej logo Mrocznej Serii. Fabuła nie spełniła jej oczekiwań, za to dostrzegła inną zaletę – narrację, a dokładniej strumień świadomości. Tylko ze względu na to dałam się namówić.
Faktycznie powieść napisana została na jednym wydechu.
Uwielbiam ten styl przekazu. Powód jego użycia autorka tak uzasadniła na okładkowym skrzydełku – ”Gracze” to powieść o szaleństwie nastolatków; napisałam ją takim językiem, aby to szaleństwo zobrazować. Pisałam tę książkę jednym tchem, jakbym chciała przeżyć w literaturze coś, co każdemu z nas, ojcu, matce, mogłoby się przytrafić. I tak, jak czasami bywa po rekomendacji pełnej zachwytów, trochę się rozczarowałam. Spodziewałam się języka bardziej agresywnego, mocnego wulgaryzmami, z inteligentnymi spostrzeżeniami i ripostami, skrzącym się ironią i sarkazmem. Z góry postawiłam poprzeczkę na poziomie pióra Doroty Masłowskiej.
I to był mój błąd!
Niestety, autorka nie sięgnęła aż tak wysoko. Zabrakło mi żylety ciętych myśli i igły celnych słów. Długie, wielokrotnie złożone zdania to trochę za mało na uzyskanie efektu dynamicznego, wartkiego strumienia myśli. Zabrakło mi też realizmu w odtwarzanych monologach nastolatków. Młodzież generalnie przeklina. To, co my, dorośli, słyszymy, to wierzchołek góry lodowej. Wulgaryzmy i przekleństwa są w powszechnym użyciu. Ich skromność występowania w wypowiedziach nastolatków, dodam – wściekłych, nienawidzących, wprowadzał poczucie wyciszonych emocji, chociaż miały buzować i nakręcać do skrajnego czynu, a przez to sztuczności i rozbieżności z rzeczywistością. W zderzeniu z emocjami, w której nienawiść odgrywała główną rolę, wręcz raził. Mogłoby być wścieklej.
Ale jest coś, co mnie zachwyciło - tematyka i jej przesłanie.
Głównymi bohaterami są nastolatkowie uzależnieni od gier komputerowych, którym myli się świat wirtualny z realnym. Swoją wściekłość na słabość świata, w którym rządzi prawo słabych, przenoszą na swoich rodziców i otoczenie. Są przyczyną tragedii, z powodu której cierpią nie tylko oni, ale również wszyscy zaplątani w ostatecznie kryminalną sprawę. Sposób ukazania zjawiska społecznego, jakim jest uzależnienie od Internetu, który jest problemem wychowawczym współczesnych rodziców, to największy atut tej powieści. Autorka dokładnie wypunktowała przyczyny tragedii, pozwoliła prześledzić procesy psychiczne zachodzące w nastolatkach, ukazała absurdalność samego aktu morderstwa, opisała zagubienie chłopców i pozostawienie ich samym sobie z lękami egzystencjalnymi charakterystycznymi dla okresu dojrzewania, przedstawiła środowisko więzienne i wreszcie skutki społeczne i psychiczne obciążające rodziców, rodzeństwo, środowisko rówieśnicze i wreszcie nastoletnich przestępców. To beletrystyczna wersja książki popularnonaukowej Jacka Pyżalskiego Agresja elektroniczna i cyberbullying jako nowe ryzykowne zachowania młodzieży, o której niedawno pisałam, a którą polecałam również rodzicom. Alternatywna wersja dla tych, którzy wolą przyswajać dydaktyzm treści nie w formie naukowej, ale na płaszczyźnie emocjonalnej pod przykrywką rozrywki.
Trudno jest mi jednoznacznie określić rodzaj tej powieści.
Jedni uważają ją za kryminał. Inni za thriller psychologiczny. Ja dostrzegłam w niej silny aspekt społeczny.
Wbrew pozorom to ważne.
Od tego zależy, kto będzie sięgał po nią i jakie wrażenia pozostawi po sobie. Dla fanów kryminałów będzie taka sobie, jak określiła to moja koleżanka. Miłośnicy warsztatu pisarskiego mogą się zawieść tak, jak ja. Czytelnicy powieści społeczno-obyczajowych po nią nie sięgną, jeśli nie czytają kryminałów. Dlatego nie ośmielę się jednoznacznie określić jej rodzaju, bo wszystkiego ma po trochę. Natomiast na pewno wiem, dla kogo jest ta powieść.
Dla rodziców!
Dla każdego wychowującego dzieci i młodzież. Bez względu na to, jaki rodzaj literatury preferują. Warto przeczytać profilaktycznie tę dramatyczną historię nastolatków z „dobrych domów”, by nie być zaskoczonym przez własne dotychczas „grzeczne” dziecko. Świat wirtualny to nowe środowisko wychowawcze, jak najbardziej realne, w którym nie może zabraknąć rodziców. Jak napisała autorka na okładkowym skrzydełku – w wirtualnym świecie, w którym nasze dzieci spędzają coraz więcej czasu, pewne jest tylko to, że ten świat je podnieca. Dobrze by było, żeby zawsze był przy nich ktoś, kto nad tą podnietą będzie czuwał. Od podniety do morderstwa jest tylko jedno kliknięcie w wirtualu, a potem jeden krok w realu.
Autorka świetnie to pokazała!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Gracze [Karina Obara]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 03 lipca 2016
Dziecię boże – Cormac McCarthy

Dziecię boże – Cormac McCarthy
Przełożyła Anna Kołyszko
Wydawnictwo Literackie , 2009 , 222 strony
Literatura amerykańska

Studium przypadku klinicznego.
Bo nie mogę inaczej określić głównego bohatera, dwudziestosiedmioletniego Lestera Ballarda. Jego historię, zachowanie, czyny determinujące los i w końcu makabryczne przestępstwa powoli poznawałam z opowieści znających go ludzi. Kiedy okazało się, że jest wielokrotnym mordercą i kolekcjonerem trupów, wszyscy próbowali doszukiwać się w jego przeszłości symptomów zapowiadających jego psychopatyczne zachowania. Człowiek, który nosi na głowie skalp swojej ofiary i bieliznę zdjętą z zamordowanych kobiet, uprawiając z nimi nekrofilię, nie może być zdrowy psychicznie. Musi być szajbusem, jak określali go opowiadający.
A mimo to.
Mimo narastającej grozy jego postępowania, coraz szerszej skali ohydnych czynów i odrażających zachowań, nie byłam w stanie go potępić, skrytykować, oskarżyć czy napiętnować. Nie potrafiłam dołączyć do chórku nienawidzących go ludzi. Nie po tym, gdy w morzu doświadczanego i wyrządzanego innym zła i okrucieństwa, kiedy ukucnął, spuścił głowę na kolana i rozpłakał się, a ja zobaczyłam w nim człowieka. Porzucone, niechciane, zagubione dziecię boże.
Tliło się w nim dobro.
Ale prowadziła go zła gwiazda. Samotnego, opuszczonego, osieroconego, nieszczęśliwego, rozpaczliwie i desperacko szukającego odrobiny szczęścia, miłości, uwagi, życzliwości i ciepła na swój wypaczony i pokręcony sposób. Innego nie znał. Nikt mu nie pokazał. Inaczej nie potrafił. Chociaż próbował opanować w sobie narastający gniew, który pojawił się na widok wiszącego na sznurze ojca. Były takie chwile, w których nie przemawiał przez niego demon, lecz jego dawny duch, który odzywał się w nim jeszcze raz na jakiś czas, usiłując przywracać go do zdrowia psychicznego, pomocna dłoń, która odciągnęła go znad krawędzi wyniszczającego gniewu. Sam, bez tej niezbędnej dłoni drugiego człowieka, nie potrafił trzymać się od niej zbyt długo. Ciągnęło go nad nią. I znowu wracał na ścieżkę gniewu, który utrzymywał go na powierzchni życia.
To mocna proza w swojej wymowie.
Zdążyłam przyzwyczaić się do jej stylu przekazu dzięki dwóm poprzednim powieściom tego autora – Droga i To nie jest kraj dla starych ludzi. Oskarżycielska pod adresem ludzkości, która trzyma przy piersi istoty kalekie i obłąkane, która pragnie mieć ich złą krew w swoich dziejach, ale gdy traci nad nimi kontrolę, gdy wymykają się jej wpływom, nie czuje się winna sytuacji, żądając głów. Wydając wyrok śmierci. Jest przy tym bardzo oszczędna w doborze słów, precyzyjnie kreśląc nimi zarówno przerażające zakamarki najciemniejszej strony psychiki człowieka, jak i baśniowe krajobrazy miejsc akcji. Tak, jakby chciała przeciwstawić sobie brzydotę człowieczą i piękno natury. Skonfrontować prozę i poezję ludzkiej egzystencji. Skontrastować ciemną i jasną stronę życia. A wszystko razem jako dzieło jednego stwórcy. Tak, jakby chciała powiedzieć – taki mamy pięknomroczny świat i takie po nim chodzą mniej lub bardziej udane dzieci boże.
Uwielbiam moc pióra tego autora!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Dziecię boże [Cormac McCarthy]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 

 Również i tę powieść autora zekranizowano.

sobota, 02 lipca 2016
Pięć dni ze swastyką – Artur Baniewicz

Pięć dni ze swastyką – Artur Baniewicz
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2016 , 654 strony
Literatura polska

Jak to kobieta potrafi człowieka ogłupić. – westchnął jeden z bohaterów tej powieści.
Do takich femme fatale należała Irena. Żona wysoko postawionego oficera przebywającego w Anglii. Kochanka Bruna, komendanta niemieckiej żandarmerii. Miłość platoniczna Pawła Bujnickiego. Obiekt westchnień okolicznych mężczyzn. I wreszcie, a może przede wszystkim, matka dwójki chłopców. To dla synów była gotowa poświęcić wierność małżeńską. Zamienić godność Polki na epitet niemieckiej suki. Brać egoistycznie od zakochanych w niej mężczyzn wszystko to, co służyło ochronie jej dzieci, nie dając w zamian nic Pawłowi, a Brunonowi ciało.
Bo była wojna.
Zimny, deszczowy, wilgotny, błotnisty, wietrzny październik 1942 roku gdzieś w kieleckich wsiach, w których toczyła się zdecydowana większość akcji. Kto przejąłby się próbą golenia głowy i zamachu na zdrajczynię sprzedającą się Niemcowi za opiekę i jedzenie? Tylko zakochany mężczyzna. Tylko Paweł. Były policjant, polski oficer, bandyta, partyzant, oszukany wspólnik, wdowiec, egzekutor wyroków zlecanych i opłacanych przez AK, więzień łagru z przeszłością bolszewicką i może dlatego autsajder. Nieprzynależący do żadnej organizacji i niepodlegający nikomu. Za to ścigany przez wielu. Często uciekający przed wyrokiem śmierci. Świetny w swoim policyjnym fachu. To dlatego Irena posłała kochanka, Bruna po Pawła, by ściągnął go ze Lwowa do Zalewek. By nie tylko złapał wykonawców próby zamachu na nią, ale i morderców niemieckiego żandarma. Podwładnego Bruna. Ponadwojenny pakt zawarty między Polakiem a Niemcem miał trwać tylko, a może aż, pięć dni. To co myśleli o sobie, wielkiej polityce i całej reszcie nie było w tej chwili ważne. Liczyło się bezpieczeństwo kobiety, którą obaj kochali. Na czas wykonania zadania Paweł Bujnicki miał otrzymać niemieckie papiery. Nie zgodziłby się na te pięć dni ze swastyką w dokumentach, stąd tytuł powieści, gdyby nie miłość do Ireny.
Umowa zawarta we wtorek miała zakończyć się w sobotę.
Pięć dni na znalezienie zamachowców i morderców w warunkach okupacyjnej Polski zostało opowiedziane w formie drobiazgowej narracji z krwawej akcji kryminalno-sensacyjnej pełnej scen przemocy z użyciem broni i ścielących się trupów, rozgrywanych w sześciu rozdziałach. Każdy zatytułowany dniem tygodnia z wymowną grafiką sugerującą wiodące wydarzenia tej części fabuły.

 

 

Bardzo szybkie tempo akcji i dynamikę wydarzeń pełnej niespodziewanych zwrotów i licznych wątków zapowiedział już pierwszy dzień, poniedziałek, i właściwie na tym poziomie, poza przeniesieniem ich na spokojniejsze dialogi dochodzeniowe i wątki psychologiczne, utrzymywały się do końca powieści. Autor zadbał nie tylko o różnorodność sylwetek postaci Niemców, Polaków i Żydów, łamiąc schemat dobrego Polaka, złego Niemca i biednego Żyda, ale i o szczegóły okupacyjnych realiów. Przyznam się, że pilnie wyszukiwałam wpadek historycznych i nie znalazłam ich. Autor bardzo dobrze odrobił lekcję historii. To dlatego, dzięki tej rzetelnej, drobiazgowej wiedzy, udało mu się nakreślić gęste od szczegółów dni ówczesnego życia codziennego pełne dramatów, głodu, zimna, biedy i oddać stałe poczucie zagrożenia i niebezpiecznej rzeczywistości przesiąkniętej duszącą atmosferą skrajnych emocji. Od pierwszej do ostatniej strony, przez pełne pięć dni, od rana do wieczora i w nocy, królował strach przed drugim człowiekiem i lęk przed śmiercią. Czułam te emocje i tkwiłam w nich razem z bohaterami bez względu na narodowość, wiek czy płeć. Każdy mógł zginąć w każdym momencie. Każda pozornie spokojna chwila była tylko ułudą bezpieczeństwa, a każdy, wydawałoby się, przyjaciel mógł zdradzić lub zabić. Nie tylko to utrudniało śledztwo Pawłowi. W warunkach wojennych reakcje ludzi nie były możliwe do łatwego odczytania i przewidzenia. Wojna przenicowała ludzkie odruchy i zachowania. To, co w czasie pokoju można było ubrać w prosty schemat, w czasie wojny mogło oznaczać wszystko i nic. Ale ta wojna to tak naprawdę była pretekstem do pokazania bardzo złożonej i skomplikowanej kondycji psychicznej człowieka w skrajnych warunkach egzystencji.
Okazuje się nie być heroiczną.
Nikt z bohaterów powieści nie był wzorem do naśladowania. Każdy był zdolny do zdrady i morderstwa w imię życia własnego lub najbliższych. Wpleciony w fabułę wątek żydowski oraz pojawienie się drugiej kobiety w życiu Pawła tylko jeszcze bardziej komplikowało wybory moralne, a sam koniec powieści bardzo mocno mnie zaskoczył. To efekt łamania przez autora utartych schematów. Dajmy spokój polityce i moralizowaniu, dobrze? To nie żadne z nas tę wojnę rozpętało. Chcemy ją przeżyć, i tyle. Na tym się skupmy. – mówi narrator ustami Bruna.
I na tym skupił się autor.
Na pierwotnym i podstawowym człowieczym pragnieniu życia i przeżycia za wszelką cenę.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Pięć dni ze swastyką [Artur Baniewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 26 czerwca 2016
Śmierć ma 143 cm wzrostu - Sebastian Fitzek

Śmierć ma 143 cm wzrostu - Sebastian Fitzek
Przełożył Tomasz Bereziński
Wydawnictwo Gruner+Jahr , 2008 , 356 stron
Seria Danse Macabre
Literatura niemiecka

Zabiłem. Potrzebuję adwokata. Jestem mordercą.
Poprosił o to Roberta Sterna, właśnie adwokata... dziesięcioletni chłopiec! Byłam tak samo zaskoczona, jak główny bohater, który zareagował na prośbę dziecka niedowierzaniem, sugerując swojej znajomej, Carinie, która przyprowadziła chłopca prosto z oddziału neurologii, na którym pracowała, wizytę raczej u psychiatry. Zwłaszcza że Simon miał rzekomo popełnić tę zbrodnię pięć lat przed swoim narodzeniem! Jednak oględziny miejsca zdarzenia potwierdziły wersję chłopca. Znaleziono rozkładające się od piętnastu lat zwłoki mężczyzny.
Wszystko zgadzało się w najdrobniejszych nawet szczegółach!
I może nadal Robert nie byłby zainteresowany prośbą mało wiarygodnego dziecka, gdyby nie otrzymany film na DVD pokazujący jego żyjącego syna Felixa, który zmarł na oddziale noworodkowym. Był tego świadkiem. Czuł zimno jego skóry i słyszał wyrok lekarzy. Tajemniczy głos z taśmy stawiał warunki – nazwisko mordercy za więcej informacji i kontakt z domniemanym synem.
Adwokat stał się śledczym.
Chcąc nie chcąc, wciągnięty w śmiertelną grę, poznał świat od najgorszej strony, strony zła, który dotychczas krył się za wyrokami, pisemnymi oświadczeniami i prawnymi formułkami. Porzucił bezpieczne miejsce ukryte za starannie budowaną przez lata, po śmierci syna, fasadą z drogich garniturów, wypolerowanych na błysk samochodów służbowych i wysprzątanych biur z widokiem na Bramę Brandenburską, by odkryć nie tylko tajemnicę chłopca o wzroście 143 cm niosącego śmierć (stąd tytuł powieści) czy okoliczności śmierci lub przeżycia syna, ale i puste obszary psychiki samego siebie. Szedł przez tunel morderstwa, wymuszenia, pedofilii, ucieczki, bólu fizycznego i cierpienia psychicznego prosto w objęcia śmierci.
Do końca nie wiedziałam, czy tak się właśnie stanie.
Nic nie było w tej historii jednoznaczne i przewidywalne. Wszystko mogło się zdarzyć. To stała cecha thrillerów tego autora. I tak, jak w dwóch poprzednich - Terapia i Makabryczna gra, z wykorzystaniem dobrej znajomości psychologii i psychiatrii w budowaniu skomplikowanej osobowości bohaterów zapętlonych w uczucia, lęki i strach o znamionach patologii. Uwikłanych tragiczną przeszłością w jeszcze bardziej dramatyczną teraźniejszość, wymuszającą na nich łamanie prawa w dążeniu do wyznaczonego celu przez innych w powiązaniu z celami osobistymi. Narastające do tego emocje, budujące atmosferę niepewności i braku poczucia bezpieczeństwa, dopełniały obraz niby przeciętnego, dobrze sytuowanego człowieka, jakiego mijamy codziennie na przejściu dla pieszych czy w tramwaju do pracy. Autor wyłapuje takie osoby i jak nikt inny potrafi zajrzeć w tę przeciętność bardzo głęboko, tworząc koszmarnie przyjemną grę.
Grę, w której czytelnik staje się jednym z graczy.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w grudniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 996 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi