Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
sobota, 29 kwietnia 2017
Odezwij się – Magdalena Zimniak


Odezwij się – Magdalena Zimniak
Wydawnictwo Prozami , 2017 , 364 strony
Literatura polska


Thriller psychologiczny to czy powieść obyczajowa?
Nie mogłam się zdecydować. Wiele przemawiało za tym pierwszym rodzajem. Było napięcie, odkrywane tajemnice, proces wyjaśniania zdarzenia, które sensacyjnie rozpoczęło akcję, dobrze zarysowane profile psychologicznie bohaterów i był katharsis dla czytelnika. Z drugiej jednak strony większość tajemnic odsłonionych zostało zbyt szybko. Już na początku lub w pierwszej połowie historii nagłego zniknięcia rodzeństwa, skupiając moją uwagę przede wszystkim na ich dramatycznych przeżyciach oraz na czekaniu na jedną odpowiedź – nie, kto jest sprawcą, ale w jaki sposób poszukujący dojdą do rozwiązania problemu zaginięcia trzynastoletniej Ady i czteroletniego Rafałka. Dzieci przeciętnego zdawałoby się małżeństwa – Joanny, polonistki i pisarki powieści kryminalnych oraz Andrzeja, wykładowcy akademickiego. Porywacza również wytypowałam bardzo szybko, a nie mam do tego szczególnych zdolności. Mógł być to specjalny zamysł autorki albo zbyt mała ilość bohaterów drugiego i trzeciego planu, która wchłonęłaby tę bardzo, mimo mylących zabiegów autorki, wyróżniającą się postać. Zbyt łatwo wytypowałam ją drogą prostej eliminacji. Nie pomogły niestety również tropy wiodące donikąd. Chociaż trochę ich było. Rasowy thriller nie odsłania tak szybko swojej bazowej tajemnicy, bo wtedy staje się powieścią obyczajową. Wówczas czerpie się przyjemność z analizowania faktów składających się na opowieść o życiu.
Ale tutaj z kolei nie do końca niosła ona tak potrzebne w powieści obyczajowej złudzenie realności i prawdopodobieństwa wydarzeń. Z jednej strony dzięki wielogłosowej, naprzemiennej narracji śledziłam przeciętną na pozór rodzinę. Z czasem okazało się, że jednak nie taką znów zwyczajną, bo prawie każdy z członków cierpiał na zaburzenia psychiczne. Matka na depresję. Ojciec na zaburzenia snu, a córka na zaawansowane zaburzenia kompulsywno-obsesyjne. Jedynym zdrowym psychicznie było najmłodsze dziecko. To obciążenie mniejszymi lub poważniejszymi zaburzeniami psychicznymi rozciągało się również na pozostałych bohaterów powieści. Każdy posiadał jakieś problemy lub traumy z przeszłości, mające wpływ na ich nietypowe postępowanie i zachowania w teraźniejszości. Włącznie z komisarz prowadzącą sprawę zaginięcia dzieci. Ta konsolidacja powszechnego cierpienia postaci i wynikające z niej problemy rodzinne niszczyły małżeństwo Joanny i Andrzeja, a u mnie poczucie, że nie czytam powieści obyczajowej, a psychologiczną. W tej ostatniej odsłonie rodzajowej była bardzo wiarygodna. Autorka dobrze przygotowała się z psychologii klinicznej do tej warstwy merytorycznej fabuły. Jeśli nastolatka Ada, której myśli i sposób ich formułowania poznałam dzięki prowadzonemu przez nią pamiętnikowi, była dla mnie niewiarygodna to tylko ze względu na wiek. Jej wiedza, interpretacje wydarzeń i sposób myślenia charakteryzowały osobę zbyt dojrzałą, dużo starszą i niepasującą do wieku gimnazjalnego. Nie pomagała nawet tu i ówdzie wtrącana gwara młodzieżowa. Może była wyjątkowym wyjątkiem na tle swoich rówieśników? Tylko że takich wyjątków było sporo w tej historii. Ich nadmiar stawiał pod znakiem zapytania prawdopodobieństwo zdarzeń, które dla mnie było czynnikiem decydującym, czy mam jeszcze do czynienia z powieścią, czy już tylko z bajką? Tę cienką linię tutaj niebezpiecznie poczułam.
A życie to nie bajka!
Nawet jeśli była brutalna, bo i takie sceny w tej powieści autorka umieściła. Można zapytać – a jakie znaczenie ma to moje usilne roztrząsanie i próba określenia rodzaju powieści? Dla mnie ma. Od tego, co napiszę o powieści zależy, jaki czytelnik po nią sięgnie – miłośnik powieści obyczajowych czy fan thrillerów? Dlatego nie dookreślę tej historii. Niech każdy zadecyduje sam.
Jedynymi, w pełni usatysfakcjonowanymi czytelnikami będą ci, którzy lubią hybrydy literackie.
niedziela, 05 lutego 2017
Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith



Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 – Alexander McCall Smith
Przełożył Tomasz Bieroń
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2004 , 184 strony
Cykl Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 ; Tom 1
Seria Salamandra
Literatura szkocka


...w rankingu sprzedaży kryminałów za rok 2003 magazynu „Bookseller” Kobieca Agencja Detektywistyczna Nr 1 znalazła się na pierwszym miejscu, pokonując dwie powieści Grishama!
Taką informację przeczytałam w krótkiej nocie umieszczonej w środku książki. Tak to jest – pomyślałam – gdy pisze się z miłości. W przypadku tej powieści, z miłości do Afryki. Autor wprawdzie jest Szkotem, ale urodzonym w Rodezji, a obecnie Zimbabwe. Jej obraz, zapach, kolory i ludzie ją zamieszkujący pozostają w każdym, kto chociaż raz odwiedził ten kontynent. Mnie również dotknęło to zjawisko nostalgii. Może dlatego tak łatwo odnalazłam się w realiach Botswany, przywołując własne wspomnienia i od razu pokochałam główną bohaterkę – mmę Precious Ramotswe. Dobrą kobietę, którą wszyscy tytułowali mma Ramotswe i która odkryła w sobie obowiązek, powołanie i sens życia - pomaganie swoim rodakom w rozwiązywaniu ich problemów. W tym celu założyła pierwszą w kraju Kobiecą Agencje Detektywistyczną Nr 1. Na dodatek prowadzoną przez nią osobiście czyli detektywa-kobietę! Sprawy, z jakimi zwracali się do niej zleceniodawcy, wywoływały we mnie rozbawienie, ale i czający się pod tą pozorną powłoką humoru, lęk i smutek. Czytając ten kryminał (chociaż nie do końca tak bym go nazwała), musiałam stale pamiętać, że w domysłach o przyczynach problemu muszę wybiegać poza „europejskie” myślenie i dedukcję. Nie bez powodu na okładce książki grafik umieścił we wnętrzu krokodyla zegarek. Mogło okazać się, że poszukiwana osoba, nie została zamordowana, ale pożarta przez dzikie zwierzę, a zaginione dziecko porwane, zamordowane i wykorzystane do amuletów czarnej magii.
Przegląd osób przychodzących do mmy Ramotswe i przynoszonych przez nich problemów czyni ten kryminał również powieścią społeczno-obyczajową.
A może przede wszystkim społeczno-obyczajową. Pod ciekawą, ale i troszkę naiwną, schematyczną i prostą warstwą kryminalną toczyło się dużo ciekawsze dla mnie życie Afrykanów. Podążając za mmą Ramotswe ulicami Gaborone czy pylistymi drogami prowincji, przypominałam sobie uroki i piękno krajobrazów Afryki, ale i problemy kraju oraz różnorodność postaw mieszkających w nim ludzi. Chociażby do tabu społecznego, o którym nie mówi się głośno, bo – jak zauważył jeden z bohaterów – nie lubimy o tym mówić, prawda? To jest rzecz, którą my, Afrykanie, najbardziej się wstydzimy. Przymykamy na to oczy. Doskonale wiemy, co się dzieje z dziećmi, które znikają. Doskonale wiemy. Przeszłość rodziny pani detektyw i jej ojca, doskonale oddawała trudny los tysięcy rodaków próbujących zwyczajnie żyć, a nawet przeżyć, a także problemy, z jakimi borykają się prości ludzie oraz elity. Spośród nich najsilniej odczułam wątek dyskryminacji kobiet wynikający z patriarchalnego modelu rodziny. Wydawałoby się, nie do zmienienia, bo pewne aspekty starego afrykańskiego porządku były nadzwyczaj słuszne i wygodne – zwłaszcza dla mężczyzn... Zdaniem mmy Ramotswe – W Afryce jest tyle cierpienia, że człowiek najchętniej wzruszyłby ramionami i poszedł dalej. Ale tak nie można, pomyślała. Tak po prostu nie można.
Dlatego pomagała tak, jak umiała.
Zrozumieniem, pochyleniem się nad każdym człowiekiem i jego problemem, konkretną pomocą, ale przede wszystkim miłością do ludzi i do kraju, którego nie zamieniłaby na żaden inny. Kochała swoją ojczyznę, Botswanę, kraj cichy i spokojny, i kochała Afrykę, ze wszystkimi nieszczęściami, jakie na nią spadały. To dlatego ta powieść ma w sobie odrobinę humoru, trochę cierpienia, ale przede wszystkim ogrom miłości wbrew wszystkim złym ludziom i wbrew wszystkiemu niepomyślnemu, co czyni ją niezwykle ciepłą, radosną i optymistyczną.
Dopiero na końcu kryminalną.
lubimyczytać.pl
Ta pozycja do dopiero początek cyklu z mmą Ramotswe. Do tej pory ukazało się kolejnych 6 części.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Fragment książki


Na podstawie cyklu powstał serial emitowany przez HBO.
piątek, 06 stycznia 2017
Krótka instrukcja obsługi psa – Krzysztof M. Kaźmierczak



Krótka instrukcja obsługi psa – Krzysztof M. Kaźmierczak
Wydawnictwo Zysk i S-ka , 2016 , 292 strony
Literatura polska


Brutalna powieść!
Rozpoczęła się bezwzględną sceną egzekucji dziennikarza śledczego ubitego jak psa. Przywiezionego na pole w bagażniku, wypuszczonego i zastrzelonego. Jako dziecko byłam świadkiem takiej sceny z psem zamiast człowieka. Stąd to skojarzenie. Autor swoje skojarzenie zaczerpnął z Zarządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych z 1983 roku w sprawie psów służbowych. Fragmentami tej instrukcji rozpoczynał każdą z trzech części, na jakie podzielił ten kryminał z detektywem Joachimem w roli głównej.

Wskazówki postępowania sugerowały nie tylko treść następnych rozdziałów, ale również los tych, którzy węszyli.
A głowni bohaterowie tej powieści węszyli niczym psy.
Najbardziej przygnębiającym faktem było to, że autor fabułę oparł na wydarzeniach rzeczywistych. Wykorzystał głośne zabójstwo dziennikarza śledczego Jarosława Zientary w 1992 roku. W tym też okresie osadził akcję powieści, w którym policja nazywana Firmą nie była powołana do tego, by tropić przestępców i doprowadzać ich przed sąd. Jej zasadniczą rolą było uzyskiwanie o nich informacji i wykorzystywanie ich zgodnie z interesami państwa, które Firma miała chronić. Interesy państwa nie pokrywały się z interesami wszystkich jego obywateli. Służyły tylko wybranym. Autor stworzył wprawdzie wielowątkową i dynamiczną fikcję literacką, ale w dużej mierze udało mu się odtworzyć czas przemiany ustrojowej, w którym manipulacja, zastraszanie i szantaż były podstawowymi metodami postępowania z szukającymi prawdy i grzebiącymi w przeszłości ludziom wykorzystującym stare układy, zależności i znajomości, by z różnych powodów „ustawić się” w nowej Polsce.
To dlatego zachował jej uniwersalny wymiar.
Jego bohaterowie nie posiadają imion i nazwisk. Nadał im pseudonimy pochodzące od cech charakteru lub wykonywanej profesji. Major, Ksiądz, Biznesmen, Dziennikarz, Pismak czy Ona symbolizują wszystkich ludzi o podobnych im tożsamościach, a skala zróżnicowania społecznego, stopień zaangażowania całego społeczeństwa. Ich anonimowość pozwala na dopasowanie kolejnych postaci, które niczym trybiki w maszynie, umożliwiały jej sprawne funkcjonowanie. Wszystkich przeszkadzających w jej ciągłym działaniu traktowano tak, jak psy.
Zgodnie z instrukcją.
Dlatego nie było w niej dobrych i złych bohaterów. Byli ludzie uwikłani w system zależności, ukazujący mechanizm sterowania polityką tworzącego się nowego państwa. To było w tej powieści najbardziej porażające. Ta niby fikcja, która mogła być prawdą, a przynajmniej nosiła znamiona dużego prawdopodobieństwa. Można zapytać – po co to obnażenie? Po to tylko, żeby stworzyć świetny kryminał, który się dobrze czyta?
Nie tylko.
Autor na to pytanie odpowiedział powstańczym wątkiem z historii Polski wplecionym w fabułę, w którym zawarł przesłanie tej na pozór rozrywkowej powieści – losy historii są w naszych rękach. Może nie przywrócą życia tym, których mordowano za szukanie prawdy, ale możemy i powinniśmy o nich pamiętać.
Pamięć to najlepsza broń przeciwko wszelkim systemom.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Krótka instrukcja obsługi psa [Krzysztof M. Kaźmierczak]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 27 listopada 2016
Gracze – Karina Obara



Gracze – Karina Obara
Wydawnictwo W.A.B. , 2010 , 316 stron
Seria Mroczna Seria
Literatura polska


Musisz przeczytać tę książkę!
Usłyszałam od koleżanki, która dodała – Zwróć uwagę na sposób napisania, bo reszta taka sobie. Po przeczytaniu mam zupełnie odmienne zdanie. I to jest bardzo dobry przykład, jak można różnorodnie odebrać powieść w zależności od czytelnika i jego preferencji. Koleżanka sięgnęła po nią jako fanka kryminałów. Skusiła się na tytuł z widniejącym na niej logo Mrocznej Serii. Fabuła nie spełniła jej oczekiwań, za to dostrzegła inną zaletę – narrację, a dokładniej strumień świadomości. Tylko ze względu na to dałam się namówić.
Faktycznie powieść napisana została na jednym wydechu.
Uwielbiam ten styl przekazu. Powód jego użycia autorka tak uzasadniła na okładkowym skrzydełku – ”Gracze” to powieść o szaleństwie nastolatków; napisałam ją takim językiem, aby to szaleństwo zobrazować. Pisałam tę książkę jednym tchem, jakbym chciała przeżyć w literaturze coś, co każdemu z nas, ojcu, matce, mogłoby się przytrafić. I tak, jak czasami bywa po rekomendacji pełnej zachwytów, trochę się rozczarowałam. Spodziewałam się języka bardziej agresywnego, mocnego wulgaryzmami, z inteligentnymi spostrzeżeniami i ripostami, skrzącym się ironią i sarkazmem. Z góry postawiłam poprzeczkę na poziomie pióra Doroty Masłowskiej.
I to był mój błąd!
Niestety, autorka nie sięgnęła aż tak wysoko. Zabrakło mi żylety ciętych myśli i igły celnych słów. Długie, wielokrotnie złożone zdania to trochę za mało na uzyskanie efektu dynamicznego, wartkiego strumienia myśli. Zabrakło mi też realizmu w odtwarzanych monologach nastolatków. Młodzież generalnie przeklina. To, co my, dorośli, słyszymy, to wierzchołek góry lodowej. Wulgaryzmy i przekleństwa są w powszechnym użyciu. Ich skromność występowania w wypowiedziach nastolatków, dodam – wściekłych, nienawidzących, wprowadzał poczucie wyciszonych emocji, chociaż miały buzować i nakręcać do skrajnego czynu, a przez to sztuczności i rozbieżności z rzeczywistością. W zderzeniu z emocjami, w której nienawiść odgrywała główną rolę, wręcz raził. Mogłoby być wścieklej.
Ale jest coś, co mnie zachwyciło - tematyka i jej przesłanie.
Głównymi bohaterami są nastolatkowie uzależnieni od gier komputerowych, którym myli się świat wirtualny z realnym. Swoją wściekłość na słabość świata, w którym rządzi prawo słabych, przenoszą na swoich rodziców i otoczenie. Są przyczyną tragedii, z powodu której cierpią nie tylko oni, ale również wszyscy zaplątani w ostatecznie kryminalną sprawę. Sposób ukazania zjawiska społecznego, jakim jest uzależnienie od Internetu, który jest problemem wychowawczym współczesnych rodziców, to największy atut tej powieści. Autorka dokładnie wypunktowała przyczyny tragedii, pozwoliła prześledzić procesy psychiczne zachodzące w nastolatkach, ukazała absurdalność samego aktu morderstwa, opisała zagubienie chłopców i pozostawienie ich samym sobie z lękami egzystencjalnymi charakterystycznymi dla okresu dojrzewania, przedstawiła środowisko więzienne i wreszcie skutki społeczne i psychiczne obciążające rodziców, rodzeństwo, środowisko rówieśnicze i wreszcie nastoletnich przestępców. To beletrystyczna wersja książki popularnonaukowej Jacka Pyżalskiego Agresja elektroniczna i cyberbullying jako nowe ryzykowne zachowania młodzieży, o której niedawno pisałam, a którą polecałam również rodzicom. Alternatywna wersja dla tych, którzy wolą przyswajać dydaktyzm treści nie w formie naukowej, ale na płaszczyźnie emocjonalnej pod przykrywką rozrywki.
Trudno jest mi jednoznacznie określić rodzaj tej powieści.
Jedni uważają ją za kryminał. Inni za thriller psychologiczny. Ja dostrzegłam w niej silny aspekt społeczny.
Wbrew pozorom to ważne.
Od tego zależy, kto będzie sięgał po nią i jakie wrażenia pozostawi po sobie. Dla fanów kryminałów będzie taka sobie, jak określiła to moja koleżanka. Miłośnicy warsztatu pisarskiego mogą się zawieść tak, jak ja. Czytelnicy powieści społeczno-obyczajowych po nią nie sięgną, jeśli nie czytają kryminałów. Dlatego nie ośmielę się jednoznacznie określić jej rodzaju, bo wszystkiego ma po trochę. Natomiast na pewno wiem, dla kogo jest ta powieść.
Dla rodziców!
Dla każdego wychowującego dzieci i młodzież. Bez względu na to, jaki rodzaj literatury preferują. Warto przeczytać profilaktycznie tę dramatyczną historię nastolatków z „dobrych domów”, by nie być zaskoczonym przez własne dotychczas „grzeczne” dziecko. Świat wirtualny to nowe środowisko wychowawcze, jak najbardziej realne, w którym nie może zabraknąć rodziców. Jak napisała autorka na okładkowym skrzydełku – w wirtualnym świecie, w którym nasze dzieci spędzają coraz więcej czasu, pewne jest tylko to, że ten świat je podnieca. Dobrze by było, żeby zawsze był przy nich ktoś, kto nad tą podnietą będzie czuwał. Od podniety do morderstwa jest tylko jedno kliknięcie w wirtualu, a potem jeden krok w realu.
Autorka świetnie to pokazała!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Gracze [Karina Obara]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 03 lipca 2016
Dziecię boże – Cormac McCarthy



Dziecię boże – Cormac McCarthy
Przełożyła Anna Kołyszko
Wydawnictwo Literackie , 2009 , 222 strony
Literatura amerykańska


Studium przypadku klinicznego.
Bo nie mogę inaczej określić głównego bohatera, dwudziestosiedmioletniego Lestera Ballarda. Jego historię, zachowanie, czyny determinujące los i w końcu makabryczne przestępstwa powoli poznawałam z opowieści znających go ludzi. Kiedy okazało się, że jest wielokrotnym mordercą i kolekcjonerem trupów, wszyscy próbowali doszukiwać się w jego przeszłości symptomów zapowiadających jego psychopatyczne zachowania. Człowiek, który nosi na głowie skalp swojej ofiary i bieliznę zdjętą z zamordowanych kobiet, uprawiając z nimi nekrofilię, nie może być zdrowy psychicznie. Musi być szajbusem, jak określali go opowiadający.
A mimo to.
Mimo narastającej grozy jego postępowania, coraz szerszej skali ohydnych czynów i odrażających zachowań, nie byłam w stanie go potępić, skrytykować, oskarżyć czy napiętnować. Nie potrafiłam dołączyć do chórku nienawidzących go ludzi. Nie po tym, gdy w morzu doświadczanego i wyrządzanego innym zła i okrucieństwa, kiedy ukucnął, spuścił głowę na kolana i rozpłakał się, a ja zobaczyłam w nim człowieka. Porzucone, niechciane, zagubione dziecię boże.
Tliło się w nim dobro.
Ale prowadziła go zła gwiazda. Samotnego, opuszczonego, osieroconego, nieszczęśliwego, rozpaczliwie i desperacko szukającego odrobiny szczęścia, miłości, uwagi, życzliwości i ciepła na swój wypaczony i pokręcony sposób. Innego nie znał. Nikt mu nie pokazał. Inaczej nie potrafił. Chociaż próbował opanować w sobie narastający gniew, który pojawił się na widok wiszącego na sznurze ojca. Były takie chwile, w których nie przemawiał przez niego demon, lecz jego dawny duch, który odzywał się w nim jeszcze raz na jakiś czas, usiłując przywracać go do zdrowia psychicznego, pomocna dłoń, która odciągnęła go znad krawędzi wyniszczającego gniewu. Sam, bez tej niezbędnej dłoni drugiego człowieka, nie potrafił trzymać się od niej zbyt długo. Ciągnęło go nad nią. I znowu wracał na ścieżkę gniewu, który utrzymywał go na powierzchni życia.
To mocna proza w swojej wymowie.
Zdążyłam przyzwyczaić się do jej stylu przekazu dzięki dwóm poprzednim powieściom tego autora – Droga i To nie jest kraj dla starych ludzi. Oskarżycielska pod adresem ludzkości, która trzyma przy piersi istoty kalekie i obłąkane, która pragnie mieć ich złą krew w swoich dziejach, ale gdy traci nad nimi kontrolę, gdy wymykają się jej wpływom, nie czuje się winna sytuacji, żądając głów. Wydając wyrok śmierci. Jest przy tym bardzo oszczędna w doborze słów, precyzyjnie kreśląc nimi zarówno przerażające zakamarki najciemniejszej strony psychiki człowieka, jak i baśniowe krajobrazy miejsc akcji. Tak, jakby chciała przeciwstawić sobie brzydotę człowieczą i piękno natury. Skonfrontować prozę i poezję ludzkiej egzystencji. Skontrastować ciemną i jasną stronę życia. A wszystko razem jako dzieło jednego stwórcy. Tak, jakby chciała powiedzieć – taki mamy pięknomroczny świat i takie po nim chodzą mniej lub bardziej udane dzieci boże.
Uwielbiam moc pióra tego autora!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Dziecię boże [Cormac McCarthy]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Również i tę powieść autora zekranizowano.
sobota, 02 lipca 2016
Pięć dni ze swastyką – Artur Baniewicz



Pięć dni ze swastyką – Artur Baniewicz
Wydawnictwo Znak Horyzont , 2016 , 654 strony
Literatura polska


Jak to kobieta potrafi człowieka ogłupić. – westchnął jeden z bohaterów tej powieści.
Do takich femme fatale należała Irena. Żona wysoko postawionego oficera przebywającego w Anglii. Kochanka Bruna, komendanta niemieckiej żandarmerii. Miłość platoniczna Pawła Bujnickiego. Obiekt westchnień okolicznych mężczyzn. I wreszcie, a może przede wszystkim, matka dwójki chłopców. To dla synów była gotowa poświęcić wierność małżeńską. Zamienić godność Polki na epitet niemieckiej suki. Brać egoistycznie od zakochanych w niej mężczyzn wszystko to, co służyło ochronie jej dzieci, nie dając w zamian nic Pawłowi, a Brunonowi ciało.
Bo była wojna.
Zimny, deszczowy, wilgotny, błotnisty, wietrzny październik 1942 roku gdzieś w kieleckich wsiach, w których toczyła się zdecydowana większość akcji. Kto przejąłby się próbą golenia głowy i zamachu na zdrajczynię sprzedającą się Niemcowi za opiekę i jedzenie? Tylko zakochany mężczyzna. Tylko Paweł. Były policjant, polski oficer, bandyta, partyzant, oszukany wspólnik, wdowiec, egzekutor wyroków zlecanych i opłacanych przez AK, więzień łagru z przeszłością bolszewicką i może dlatego autsajder. Nieprzynależący do żadnej organizacji i niepodlegający nikomu. Za to ścigany przez wielu. Często uciekający przed wyrokiem śmierci. Świetny w swoim policyjnym fachu. To dlatego Irena posłała kochanka, Bruna po Pawła, by ściągnął go ze Lwowa do Zalewek. By nie tylko złapał wykonawców próby zamachu na nią, ale i morderców niemieckiego żandarma. Podwładnego Bruna. Ponadwojenny pakt zawarty między Polakiem a Niemcem miał trwać tylko, a może aż, pięć dni. To co myśleli o sobie, wielkiej polityce i całej reszcie nie było w tej chwili ważne. Liczyło się bezpieczeństwo kobiety, którą obaj kochali. Na czas wykonania zadania Paweł Bujnicki miał otrzymać niemieckie papiery. Nie zgodziłby się na te pięć dni ze swastyką w dokumentach, stąd tytuł powieści, gdyby nie miłość do Ireny.
Umowa zawarta we wtorek miała zakończyć się w sobotę.
Pięć dni na znalezienie zamachowców i morderców w warunkach okupacyjnej Polski zostało opowiedziane w formie drobiazgowej narracji z krwawej akcji kryminalno-sensacyjnej pełnej scen przemocy z użyciem broni i ścielących się trupów, rozgrywanych w sześciu rozdziałach. Każdy zatytułowany dniem tygodnia z wymowną grafiką sugerującą wiodące wydarzenia tej części fabuły.

Bardzo szybkie tempo akcji i dynamikę wydarzeń pełnej niespodziewanych zwrotów i licznych wątków zapowiedział już pierwszy dzień, poniedziałek, i właściwie na tym poziomie, poza przeniesieniem ich na spokojniejsze dialogi dochodzeniowe i wątki psychologiczne, utrzymywały się do końca powieści. Autor zadbał nie tylko o różnorodność sylwetek postaci Niemców, Polaków i Żydów, łamiąc schemat dobrego Polaka, złego Niemca i biednego Żyda, ale i o szczegóły okupacyjnych realiów. Przyznam się, że pilnie wyszukiwałam wpadek historycznych i nie znalazłam ich. Autor bardzo dobrze odrobił lekcję historii. To dlatego, dzięki tej rzetelnej, drobiazgowej wiedzy, udało mu się nakreślić gęste od szczegółów dni ówczesnego życia codziennego pełne dramatów, głodu, zimna, biedy i oddać stałe poczucie zagrożenia i niebezpiecznej rzeczywistości przesiąkniętej duszącą atmosferą skrajnych emocji. Od pierwszej do ostatniej strony, przez pełne pięć dni, od rana do wieczora i w nocy, królował strach przed drugim człowiekiem i lęk przed śmiercią. Czułam te emocje i tkwiłam w nich razem z bohaterami bez względu na narodowość, wiek czy płeć. Każdy mógł zginąć w każdym momencie. Każda pozornie spokojna chwila była tylko ułudą bezpieczeństwa, a każdy, wydawałoby się, przyjaciel mógł zdradzić lub zabić. Nie tylko to utrudniało śledztwo Pawłowi. W warunkach wojennych reakcje ludzi nie były możliwe do łatwego odczytania i przewidzenia. Wojna przenicowała ludzkie odruchy i zachowania. To, co w czasie pokoju można było ubrać w prosty schemat, w czasie wojny mogło oznaczać wszystko i nic. Ale ta wojna to tak naprawdę była pretekstem do pokazania bardzo złożonej i skomplikowanej kondycji psychicznej człowieka w skrajnych warunkach egzystencji.
Okazuje się nie być heroiczną.
Nikt z bohaterów powieści nie był wzorem do naśladowania. Każdy był zdolny do zdrady i morderstwa w imię życia własnego lub najbliższych. Wpleciony w fabułę wątek żydowski oraz pojawienie się drugiej kobiety w życiu Pawła tylko jeszcze bardziej komplikowało wybory moralne, a sam koniec powieści bardzo mocno mnie zaskoczył. To efekt łamania przez autora utartych schematów. Dajmy spokój polityce i moralizowaniu, dobrze? To nie żadne z nas tę wojnę rozpętało. Chcemy ją przeżyć, i tyle. Na tym się skupmy. – mówi narrator ustami Bruna.
I na tym skupił się autor.
Na pierwotnym i podstawowym człowieczym pragnieniu życia i przeżycia za wszelką cenę.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Pięć dni ze swastyką [Artur Baniewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 26 czerwca 2016
Śmierć ma 143 cm wzrostu - Sebastian Fitzek



Śmierć ma 143 cm wzrostu - Sebastian Fitzek
Przełożył Tomasz Bereziński
Wydawnictwo Gruner+Jahr , 2008 , 356 stron
Seria Danse Macabre
Literatura niemiecka


Zabiłem. Potrzebuję adwokata. Jestem mordercą.
Poprosił o to Roberta Sterna, właśnie adwokata... dziesięcioletni chłopiec! Byłam tak samo zaskoczona, jak główny bohater, który zareagował na prośbę dziecka niedowierzaniem, sugerując swojej znajomej, Carinie, która przyprowadziła chłopca prosto z oddziału neurologii, na którym pracowała, wizytę raczej u psychiatry. Zwłaszcza że Simon miał rzekomo popełnić tę zbrodnię pięć lat przed swoim narodzeniem! Jednak oględziny miejsca zdarzenia potwierdziły wersję chłopca. Znaleziono rozkładające się od piętnastu lat zwłoki mężczyzny.
Wszystko zgadzało się w najdrobniejszych nawet szczegółach!
I może nadal Robert nie byłby zainteresowany prośbą mało wiarygodnego dziecka, gdyby nie otrzymany film na DVD pokazujący jego żyjącego syna Felixa, który zmarł na oddziale noworodkowym. Był tego świadkiem. Czuł zimno jego skóry i słyszał wyrok lekarzy. Tajemniczy głos z taśmy stawiał warunki – nazwisko mordercy za więcej informacji i kontakt z domniemanym synem.
Adwokat stał się śledczym.
Chcąc nie chcąc, wciągnięty w śmiertelną grę, poznał świat od najgorszej strony, strony zła, który dotychczas krył się za wyrokami, pisemnymi oświadczeniami i prawnymi formułkami. Porzucił bezpieczne miejsce ukryte za starannie budowaną przez lata, po śmierci syna, fasadą z drogich garniturów, wypolerowanych na błysk samochodów służbowych i wysprzątanych biur z widokiem na Bramę Brandenburską, by odkryć nie tylko tajemnicę chłopca o wzroście 143 cm niosącego śmierć (stąd tytuł powieści) czy okoliczności śmierci lub przeżycia syna, ale i puste obszary psychiki samego siebie. Szedł przez tunel morderstwa, wymuszenia, pedofilii, ucieczki, bólu fizycznego i cierpienia psychicznego prosto w objęcia śmierci.
Do końca nie wiedziałam, czy tak się właśnie stanie.
Nic nie było w tej historii jednoznaczne i przewidywalne. Wszystko mogło się zdarzyć. To stała cecha thrillerów tego autora. I tak, jak w dwóch poprzednich - Terapia i Makabryczna gra, z wykorzystaniem dobrej znajomości psychologii i psychiatrii w budowaniu skomplikowanej osobowości bohaterów zapętlonych w uczucia, lęki i strach o znamionach patologii. Uwikłanych tragiczną przeszłością w jeszcze bardziej dramatyczną teraźniejszość, wymuszającą na nich łamanie prawa w dążeniu do wyznaczonego celu przez innych w powiązaniu z celami osobistymi. Narastające do tego emocje, budujące atmosferę niepewności i braku poczucia bezpieczeństwa, dopełniały obraz niby przeciętnego, dobrze sytuowanego człowieka, jakiego mijamy codziennie na przejściu dla pieszych czy w tramwaju do pracy. Autor wyłapuje takie osoby i jak nikt inny potrafi zajrzeć w tę przeciętność bardzo głęboko, tworząc koszmarnie przyjemną grę.
Grę, w której czytelnik staje się jednym z graczy.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 17 kwietnia 2016
Opowieści kryminalne i tajemnicze – Edgar Allan Poe



Opowieści kryminalne i tajemnicze – Edgar Allan Poe
Przełożyli: Bolesław Leśmian , Stanisław Wyrzykowski , Krystyna Tarnowska , Wiesław Furmańczyk , ilustrował Harry Clarke
Wydawnictwo Vesper , 2012 , 316 stron
Trylogia , tom 2
Literatura amerykańska


Wsiąknęłam po raz drugi w świat wyobraźni tego autora!

Po Opowieściach miłosnych, groteskach i makabreskach, sięgnęłam po tom drugi tej trylogii i znalazłam się w tak dobrze znanym mi już pociągającym świecie niebezpiecznej tajemnicy, mroku świata i duszy człowieczej oraz groteski zdarzeń. W tym zbiorze dwunastu opowiadań, oprócz wcześniej wymienionych, pojawił się nowy element zapowiadany w tytule – kryminalność. Były zabójstwa, samobójstwa i sprawy tajemne. Ich charakter najlepiej tłumaczyło pierwsze opowiadanie - Bies przewrotności. Nie bez powodu umieszczone na początku zbioru. Jego przesłanie można sprowadzić do roli wskazówki tłumaczącej praprzyczyny ekstremalnie złych i skrajnie negatywnych uczynków popełnianych przez człowieka we wszystkich opowiadaniach. Istoty bardzo skomplikowanej, w której obok dobroci czai się niewytłumaczalna siła zła. Bies wychodzący z ludzkiej skóry, ale który przegrywa z sumieniem po popełnieniu przestępstwa. Ta nienazwana siła psychiczna, która każe się zdradzić, zmusza do przyznania się i wyjawienia winy, a przynajmniej naprowadzenia ścigających, tropiących i śledzących sprawcę na prawidłowy trop aż do wyjaśnienia mrocznego sekretu.
Taką właśnie złożoność psychiki ludzkiej autor przedstawia w większości opowieści.
Najwyraźniej ten walczący, wewnętrzny dualizm człowieka kreśli w opowiadaniu Willliam Wilson, którego istotę ujął ilustrator w ten sposób:

Aby tę zgryzotę człowieczą spotęgować, na narratora obierał sprawcę przestępstwa, czyniąc opowieści konfesyjnymi. Czasami tę rolę przejmował świadek wydarzeń. Opowiadający za każdym razem domagał się całkowitej uwagi czytelnika. Był przy tym zaborczy. Potrafił sprawdzić czujność słuchającego jednym, nagle wtrąconym zdaniem – Uważnież mnie słuchacie?
Słuchałam go niemalże bezgranicznie!
Nie tylko dlatego, że zdecydowanie domagał się tego, ale również ze względu na specyficzny, a przez to charakterystyczny język narracji. Rozbudowany długimi, złożonymi zdaniami potęgującymi grozę daleko odbiegającymi wyrażeniami, porównaniami i metaforami od tych potocznych i powszechnych. Zawierającymi liczne neologizmy, których adekwatności nie można było zastąpić innym słowem, by nie stracić poczucia uroku, mroku, niecodzienności i wyjątkowości opisywanego miejsca, przedmiotu czy postaci. „Rośna świeżość” to nie to samo co „rosa na roślinach”, a „wyotchłanianie” swym straszliwym echem widma trawiących mię przerażeń nijak się ma do „krzyku przerażonego człowieka”, czyniąc z tego ostatniego wyrażenie wręcz prymitywne.
Właśnie za to cenię sobie tego autora.
Za umiejętność budowania narastającej grozy również, którą umiejętnie zawierał w swoich rysunkach ilustrator książki. Lubiłam sobie nad nimi pomedytować, z przyjemnością odszukując w nich szczegóły i szczególiki.

Jednak w tych opowieściach pojawił się, wcześniej wspomniany przeze mnie, nowy element – logiczne rozwiązywanie zagadki kryminalnej. Sekret do którego docierałam wraz z niezwykle precyzyjnie rozumującym narratorem, który wymagał ode mnie dokładnie tego samego. Myślenia skupionego na pozornie nic nieznaczących elementach układających się w ciąg przyczyn i skutków, a jednocześnie przekonania, że szereg pomyłek powstaje na drodze Rozumu skutkiem właściwej mu skłonności do szukania prawdy w szczegółach. Najsilniej widać to było w opowiadaniu Tajemnica Marii Rogêt.
Jednak nie wszystkie opowiadania ostatecznie obnażały swój zbrodniczy sekret.
Odniosłam wrażenie, że nie to było też najważniejsze w tych historiach. Autor wierny zgłębianiu psychiki ludzkiej, z niej czynił największy sekret. Czasami tak wielki, niewypowiedziany i ciężki w swojej potworności, że zajrzenie do niego, jak do księgi, nie dałby się odczytać, bo bywają tajemnice, które nie dają się wypowiedzieć. (...) Zdarza się , niestety, że sumienie ludzkie dźwiga tak ciężkie brzemię okropności, iż może pozbyć się go tylko w grobie. Stąd to istota wszelkiej zbrodni pozostaje w ukryciu.
Co w pełni przedstawił w pierwszym tomie trylogii.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 06 lutego 2016
Antykiler – Danił Korecki



Antykiler – Danił Korecki
Przełożyła Danuta Blank
Wydawnictwo Feeria , 2014 , 524 strony
Literatura rosyjska


Świat kryminalny dla ludzi niebojących się do niego zajrzeć!
Moja koleżanka zajrzała i bardzo szybko się z niego wycofała z niesmakiem. Oddała mi tę książkę, z dezaprobatą kręcąc głową i mówiąc – nie doczytałam jej. Trochę się zmartwiłam, bo raczej mamy zbieżne wybory czytelnicze. Zapomniałam o jednym – ja jestem rusofilką, a ona germanofilką i germanistką, której Niemcy zawodowo i osobiście są bliżsi i bardziej zrozumiali. I może dlatego nasza ocena powieści tak bardzo się różniła, bo ja byłam nią zachwycona! Pomimo krwawej brzydoty świata przestępczego w niej opisywanego.
Miejsce akcji – Tichodońsk. Jedno z rosyjskich miast o dużej aktywności handlowej, gdzie przeważająca część społeczeństwa nie wykazuje swoich prawdziwych dochodów. Według oficjalnych statystyk jedno z najbardziej praworządnych miast w Rosji. Według nieoficjalnych – miasto z tradycjami wynikającymi z respektowania anty-kodeksu przestępczego, według którego przestrzegano ogólnie przyjęte reguły, a niepodporządkowanych dosięgała surowa kara. Czas akcji – lata 90. XX wieku. Okres przemian sprzyjający zmianom w szerokim pojęciu tego słowa. I najciekawszy element powieści – bohaterowie czyli Rosjanie. Mogłabym zawęzić tę bogatą plejadę postaci tylko do świata przestępczego, ale przewijają się tutaj również ludzie prawa i osoby stojące na jego pograniczu tak, jak główny bohater – Korieniew zwany Lisem. Jeśli jednak spojrzeć na całe ukazane w powieści społeczeństwo i prawa nim rządzące, to można powiedzieć, że to jeden świat przestępczy.
Od senatora na zwykłym obywatelu skończywszy.
I nie jest to fikcja, lecz realia. Nawet jeśli powieść z racji gatunku od takich się odżegnuje. Dokładnie tak ją przedstawił rosyjski reportażysta Walerij Paniuszkin w Rublowce, skupiając się głównie na korupcji i metodach zabójstw na szczeblach najwyższych władzy. Danił Korecki z kolei wnika w poszczególne warstwy struktury społecznej, zaglądając zarówno do zwykłych osiedlowych gangów i wyżej stojących gangów miejskich, do rezydencji mafii, jaki i do samochodów senatorów czy milicyjnych biur. Pokazuje w nich strukturę zależności i hierarchii, wzajemnie przenikających się układów i uzależnień, obustronnych negocjacji i korupcji, zasady awansu i przejmowania władzy przez przywódców, powiązań między światem prawa i bezprawia oraz samą działalność przestępczą – szantaże, wymuszenia, handel narkotykami i bronią, kradzieże, rabunki, rozboje, napady, pobicia, morderstwa i wszystko to, na czym każdy, bez wyjątku, może zarobić. Macki mafii sięgały nawet budownictwa i bankowości. Zagląda też do więzienia, którego niby fikcyjny obraz idealnie jednak pokrywa się z tym opisywanym przez najsłynniejszego więźnia Władimira Putina – Michaiła Chodorkowskiego we wspomnieniach z celi Portrety z łagru. Pozorna absurdalność systemu więziennictwa, gdzie w celach siedzą faktyczni przestępcy z osadzonymi za niewinność (dosłownie!), a wielokrotny morderca z urzędnikami, milicjantami, śledczymi, bezdomnymi, alkoholikami czy robotnikami za przywłaszczenie kilku desek z budowy, to fakty wzięte prosto z życia. To najprawdziwsza rzeczywistość. Nie uniknął pobytu w nim również Lis, osadzony tam przez swoich kolegów - milicjantów i prokuratorów.
A temu wszystkiemu towarzyszy wszechobecny zapach krwi i prochu.
Krew leje się na prawie każdej stronie. Trup pojawia się tak często, że staje się normą. Nie warto przywiązywać się do bohaterów. Umierają szybko, nagle i często młodo. To dlatego śmierć staje się również jedną z bohaterek tej powieści. Może nawet jedną z głównych. Jest wszędzie. Nadchodzi znienacka. Czai się, by dokończyć plan później, ale skuteczniej. Działa zazwyczaj zdradziecko, cicho, szybko i efektywnie. Życie ludzkie jest mało wartościowym elementem gry, w której biorą udział wszyscy. Nawet ci, którzy tak, jak Lis, przysięgali wierność zasadom prawa ustanowionym przez państwo. Aby przeżyć, nawet wśród swoich, musi stosować nietypowe metody postępowania. Łącznie z morderstwem. Można to absurdalnie nazwać antykilerką. Stąd tytuł o podwójnym, zakamuflowanym znaczeniu. Ale może dlatego, jako jeden z niewielu, przeżywa. Zdecydowanie to wyjątek, bo życie ludzkie w powieści z dnia na dzień traci na wartości, stając się sposobem eliminacji przeszkód w drodze na szczyt władzy. I tej formalnej, i tej przestępczej. A może nawet obydwu naraz.
Trwa rosyjska ruletka!
Autor pokazał, jak grają w nią Rosjanie, poprzez absurd wywołujący raczej grozę niż uśmiech. Ukazał świat z przestępczymi zasadami szanowanego złodzieja, odchodzący do przeszłości, który powoli zastępuje młode pokolenia agresywnych, naćpanych, brutalnych, niepiśmiennych, żądnych krwi, okrutnych i nieprzestrzegających przestępczego kodeksu bandytów. Dokładnie przybliżył proces przejmowania władzy przez nieliczących się z nikim i z niczym młodych w Rosji, ale nie tylko. To trend światowy, o czym świadczą najnowsze doniesienia z Meksyku. W Polsce pisali o tym zjawisku Ewa Ornacka i Piotr Pytlakowski w Nowym alfabecie mafii.
Może dlatego czytałam tę powieść jak dokument.
I mimo że to fikcja, to właściwie można ją potraktować jak współczesne realia. Autor wiedział o czym pisze, bazując na własnych doświadczeniach. Jako były milicjant zna go na wylot. Wszystko, o czym pisze, widział osobiście. – przeczytałam na tylnej okładce książki. Czułam to w budowie zdań, w których brak emocji, mimo drastycznych, krwawych opisów. Narrator, niczym beznamiętny obserwator, przechodzi od sceny do sceny, relacjonując zdarzenia, jakby osobiście składał mi meldunek. Pochyla się nad szczegółami, dokładnie opisując tor lotu kuli przechodzącej przez mózg niczym patolog w prosektorium. Z obrzydzeniem strząsa krew i ludzkie strzępy z nowego garnituru, będąc wściekłym na swołocz, która mu go pobrudziła swoim ścierwem. Nie ma uczuć nawet w relacjach kobieco-męskich. Seks to jedno z narzędzi manipulacji, układów i zależności. Karta płatnicza za święty spokój, ochronę, luksus lub życie. Czysto fizyczna kopulacja z gaszeniem papierosa na skórze kobiecych ud.
To rzeczywiście bardzo brzydki świat, w którym trudno żyć, a co dopiero o nim czytać!
Ale mnie się podobał ze względu na sposób opowieści. Szybko, bez znieczulenia, bezpośrednio i realistycznie. Tak dokładnie i obrazowo, że łapałam się na stwierdzeniu – czyta się jak dobrą sensację i kryminał w jednym! A przecież w założeniu autora taka ona miała być, a zabrzmiała jak autentyczna relacja świadka.
Ukryty dokument w szatach powieści.

Jest już kontynuacja powieści, w której autor pokazuje brutalną wojnę o strefy wpływów.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Antykiler [Danił Korecki]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Na podstawie powieści powstał film. Polecam fanom mocnych wrażeń.

sobota, 09 stycznia 2016
Makabryczna gra - Sebastian Fitzek



Makabryczna gra - Sebastian Fitzek
Przełożył Tomasz Bereziński
Wydawnictwo G+J , 2007 , 386 stron
Seria Danse Macabre
Literatura niemiecka


Sebastian Fitzek po raz drugi rewelacyjny!
Po Terapii tego autora sięgnęłam po jego kolejny thriller psychologiczny i nie zawiodłam się. Nie ma nic z kokieterii i na wyrost w opinii umieszczonej u dołu okładki tytułowej:

Tym razem zostałam przeniesiona do berlińskiego studia radiowego. Przy mikrofonie właśnie zasiadł Jan mówiący poważnym i rzeczowym głosem – Witaj Berlinie! Jest siódma trzydzieści pięć. Słuchacie swego największego koszmaru. I nie było w tych słowach nawet cienia metaforycznego odniesienia, bo rozpoczynającym poranną audycję nie był profesjonalny spiker czy dziennikarz. Nawet nie jakikolwiek radiowiec mający cokolwiek wspólnego z branżą. Słuchaczy witał zdesperowany mężczyzna, który wtargnął do studia, terroryzując pracowników. Chciał odzyskać utraconą partnerkę Leoni. Policja miała ją odnaleźć i dostarczyć mu. Stała za nim siła medialna radia, popularność programu rozrywkowego oraz zakładnicy, których zabijał za każdą źle udzieloną odpowiedź przez przypadkowo, telefonicznie wybranego słuchacza.
Berlin i okolice były sterroryzowane zanim upłynęła godzina.
Do negocjacji z porywaczem zaangażowano Irę. Psychologa kryminalnego. Wydawałoby się, że wraz z jej przybyciem na miejsce sytuację opanowano, a mnie czekało śledzenie rutynowej mediacji z porywaczem.
Nic z tego!
Zadziałał czynnik ludzki. Zmienny, nieprzewidywalny i niepewny. Jak zwykle zamieszał i zmienił ciąg wydarzeń w dobrze ułożonym planie. Zarówno porywacza, negocjatorki, jak i wszystkich pozostałych osób zaangażowanych w sprawę zaginięcia Leoni. Porywacz okazał się inteligentnym psychoterapeutą po szkoleniu z procedur negocjacyjnych. Ira na miejsce wydarzenia została wezwana w chwili, gdy popełniała samobójstwo, a w pracy miała opinię alkoholiczki zapijającej ból po stracie córki. Z kolei szef akcji podejmował nielogiczne i podejrzane decyzje. A nieobecna bohaterka i przyczyna śmiertelnego zamieszania, o którą toczyła się makabryczna gra przypominająca rosyjską ruletkę, od ponad pół roku... nie żyła.
Od tej absurdalnej informacji wszystko przyjemnie zaczęło się komplikować!
Profile psychologiczne bohaterów lub ich decyzje i zachowania, według których sama mogłam je sobie stworzyć w poszukiwaniu przyczyny zaistniałej sytuacji, a potem zdarzeń z niej wynikających. Kontakty, znajomości, koligacje i uzależnienia międzyludzkie mające wpływ na wzrost niebezpieczeństwa zagrożenia życia nie tylko zakładników, ale również porywacza i po kolei każdego zaangażowanego w negocjacje. Transparentność podejmowanych decyzji przez decydentów – z jednej strony coraz bardziej niezrozumiałych, a z drugiej strony, w miarę odkrywania mrocznej przeszłości Leoni, bardzo logicznych i tym bardziej śmiertelnie niebezpiecznych. Czy wreszcie tajemnice ukrywane przez wszystkie zaangażowane osoby, włącznie z porywaczem.
Nic nie było proste, jasne, a tym bardziej rutynowe.
Autor użył wszelkich dostępnych mu sposobów komplikowania fabuły, wiedzy psychologicznej w budowaniu wiarygodnych postaci i umiejętności operowania słowem budzącym emocje do tego stopnia, że przy jednej ze scen... wzruszyłam się.
A emocje przeszkadzają myśleć!
Nic dziwnego, że nie odkryłam prawdy i stojącego za nią nazwiska. Zostałam tak samo wciągnięta w tę makabryczną grę, jak każda osoba z tej balansującej na granicy histerii i paniki, w gruncie rzeczy bardzo wiwisekcyjnej historii. Nie było dla mnie taryfy ulgowej. Musiałam przejść przez koszmar Leoni, Iry (w tym przypadku bardzo terapeutyczny) i Jana, by zobaczyć w nim zagubionego człowieka w życiu. Tak naprawdę to ono jest prawdziwa grą, w której uczestniczymy codzienne. Czy makabryczną? Nawet jeśli nie, to zawsze taką może się stać. Stąd motto do tej powieści:

Zapraszam do osobistego przekonania się, jak życie gra z nami w rosyjską ruletkę! Zapewniam rollercoaster emocji!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 12
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A w maju w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 925 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi