Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
sobota, 22 sierpnia 2015
Welon północy – Lara Adrian



Welon północy – Lara Adrian
Przełożyła Agnieszka Jagodzińska
Wydawnictwo Amber , 2011 , 327 stron
Seria Rasa Środka Nocy ; Tom 5
Literatura amerykańska


Stałam się wampirem czytelniczym!
Po pierwszym tomie cyklu romansów paranormalnych Rasa Środka Nocy z rozpędu zaopatrzyłam się w cztery następne – tak mi się spodobał mroczny świat wampirów. Jednak z tomu na tom coraz bardziej wydłużałam przerwy między nimi. Po ostatni na mojej półce, a piąty w cyklu, sięgnęłam dopiero teraz. Po trzech latach!
Ale to nie znaczy, że cykl znudził mnie!
Wręcz przeciwnie. Każdy wciąga po uszy i czyni ze mnie wampira czytelniczego, który jak się przyssie do kolejnej porcji intrygi miłosnej i towarzyszącej jej sensacyjnym wydarzeniom z efektami paranormalnymi, to nie skończy, póki nie zobaczy ostatniej kropki, w ostatnim zdaniu. Każdy tom czytałam na raz i z dużą przyjemnością. Ale, jak to ze słodyczami jest – w nadmiarze mogą zemdlić. Tym czynnikiem mdlącym czyli spowalniającym moje tempo czytania cyklu jest powtarzalność schematu powielanego w każdej odrębnej historii. A dla mnie oznacza to zawsze czekanie na odpowiedni moment, w którym będę miała ochotę na coś słodkiego, ale niekoniecznie pożywnego. Na przyjemność bez racjonalnego myślenia. Po prostu na czysty relaks. Bo to typowa powieść rozrywkowa jest! Do tego bezpiecznie zaspokajająca potrzebę „przeżycia” czegoś niecodziennego i niebezpiecznego, o czym można tylko pomarzyć. Na przykład o romansie z wampirem!
No wiem, śmiesznie to brzmi, ale my, kobiety, czasami tak mamy.

Po czterech tomach, z których każdy jest przede wszystkim historią miłości jednego ze strażników Zakonu, przyszedł czas na Nikolaia. Wampira, który raczej nie cierpiał z powodu braku stałej partnerki, dopóki nie ujrzał zaskakującej wizji w oczach niezwykłej dziewczynki. Zwłaszcza że bohaterka oglądanego obrazu z przyszłości w rzeczywistości stała właśnie obok małej wizjonerki, a wcześniej obezwładniła go i przyprowadziła do Prastarego. Jednego z dwudziestu najsilniejszych, urodzonych w Pierwszym Pokoleniu. Swojego szefa i pana. Odwiecznego wampira, którego ktoś chciał zabić, a ona miała go chronić. Była jego agentką. Zimną, bezwzględną, bez rodziny, przeszłości i przyszłości. Wychowana w sierocińcu, a potem na ulicy, szybko pozbyła się uczuć wyższych. Ale była również Dawczynią Życia, jedną z nielicznych kobiet o wyjątkowych pozazmysłowych zdolnościach i jeszcze rzadszej umiejętności rodzenia przedstawicieli Rasy.
Nic nie wskazywało na to, że Nikolai i Renata, bo tak miała na imię strażniczka, mogliby się polubić, a co dopiero zakochać w sobie.
Ale właśnie na tym polega ta wyrafinowana gra, żeby było jak najbardziej niemożliwie i nieprawdopodobnie, by było trudniej, a przez to ciekawiej. Autorka jest mistrzynią w piętrzeniu trudności, a potem w ich pokonywaniu. Tak skomplikowała wydarzenia i okoliczności, aby ich splot postawił parę przed wspólnym celem, który wymagał współdziałania, współpracy, lojalności, zaufania i pójścia na kompromis sprzyjający narodzinom uczucia między nimi. Z przyjemnością przyglądałam się temu powolnemu rozwojowi wypadków, dynamicznej akcji, pełniej niebezpiecznych zwrotów prowadzących prosto do intymnych, erotycznych scen.
Do spełnienia się zauroczenia i proroctwa.
To dobrze, że istnieją takie opowieści, bo od czasu do czasu mam ochotę wyłączyć logiczne, praktyczne, sceptyczne myślenie i czerpać przyjemność wyłącznie z emocji, które w tym cyklu pulsują niczym nomen omen słodka krew. Mogłam je z przyjemnością wyssać do ostatniej literki. I w taki właśnie sposób ten cykl czyni ze mnie za każdym razem wampira czytelniczego.
A wolałabym zostać Dawczynią Życia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Welon północy [Lara Adrian]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A piątej części towarzyszy taki trailer.
piątek, 27 lutego 2015
Dom na jeziorze – Sarah Jio



Dom na jeziorze – Sarah Jio
Przełożyła Lucyna Wierzbowska
Wydawnictwo Znak , 2015 , 317 stron
Seria Między Słowami
Literatura amerykańska


Klimatyczny świat!
Tajemniczy, uwikłany, bolesny, a mimo to chciałam w nim być. Chciałam wysłuchać opowieści bohaterek, których losy poznawałam naprzemiennie. Z zaciekawieniem krążyłam między Adą, kobietą z traumą utraty ukochanych osób opowiadającą swoją przeszłość a Penny, kobietą z przeszłości, opowiadającą swoją teraźniejszość. Dla Ady, która wprowadziła się do domu na wodzie wcześniej należącego do Penny i jej męża, odkrywanie szczegółów z życia poprzedniej właścicielki, zaginionej w niewyjaśnionych okolicznościach, było swoistą terapią na własny ból. Dla mnie możliwością znalezienia się wśród ludzi mieszkających na barkach, na jeziorze w Seattle. Specyficznej społeczności wodniaków żyjącej, jak w rodzinie, ale i posiadającej mroczne sekrety, jak w prawie w każdej rodzinie. Brudne tajemnice, o które lepiej nie pytać, nie drążyć i nie dociekać.
Ale nie dla Ady.
Tropienie dwuznacznych spraw wpisane było w jej zawód. Jako redaktorka, nie potrafiła i nie chciała odpuścić sobie ciekawego tematu. Zwłaszcza że tropy same wsuwały się do ręki i pojawiały się przed oczami. Mieszkała w miejscu nimi przepełnionym. Wrodzony upór i zawziętość dodatkowo podsycały w niej postawy sąsiadów, którzy unikali tematu. Uważali go za definitywnie zamknięty.
Aż stało się!
Ada, odnajdując klucz do kufra Penny, tak naprawdę otworzyła puszkę Pandory. Wpuściła do zastanej, stabilnej rzeczywistości wodniaków mroczną przeszłość, którą próbując rozświetlić, niechcący odsłaniała własną. W efekcie krok po kroku odtworzyła przebieg zdarzeń prowadzących do tragedii, potwierdzany przez równoległy głos Penny.
Niby nic nowego.
Zdrada i rozczarowanie to chleb powszedni historii ludzkich, mogłabym powiedzieć, gdyby nie piękno i siła przekazu. Widoczne w języku, w dialogach, w plecionych wątkach, które wprawiały opowieść w lekkie kołysanie, oddające charakter miejsca akcji. Wystarczyło poddać się sugestii narratorek, by poczuć zapach jeziora, aromat pieczonych bułek cynamonowych, usłyszeć plusk wody odbijającej się od pirsu, ujrzeć delikatność kwiatów rosnących przy barkach, łodzie sunące po tafli wody i odbijające się w niej gwiazdy nocą. Szczegóły i detale tworzyły nastrój gęsty od emocji: od rozczarowania po pragnienie, od bólu po radość, od rozpaczy po szczęście, od śmiechu po łzy, od pewności do wahania, które towarzyszyły rodzącej się i umierającej miłości. Mieszanka słodko-gorzka (lub na odwrót) podana w leniwym rytmie delikatnie kołyszących się fal, a mimo to zachowująca dynamikę rozwoju zdarzeń.
Smutny dramat w słodkiej oprawie, a jednak spełniający rolę plastra na zranione serce, miodu na umęczoną duszę, piasku zasypującego chwilowy dołek czy cukierka osładzającego nieudany dzień. Każde podobne porównanie w tym przypadku będzie adekwatne.

O autorce usłyszałam parę lat temu, kiedy nie było jeszcze wydań polskojęzycznych, a tu proszę - jest już kilka tytułów!
Dom na jeziorze [Sarah Jio]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 01 lutego 2015
Obietnica – Danielle Steel



Obietnica – Danielle Steel
Przełożyła Ewa Górczyńska
Wydawnictwo Da Capo , 1996 , 253 strony
Literatura amerykańska


Przeczytałam współczesną bajkę o Kopciuszku!
Wprawdzie wyrosłam już z bajek i tych klasycznych, i tych nowoczesnych, ale są czytelniczki, sądząc po ilości fanek tej autorki, które potrzebują ich jak powietrza. I dobrze, niech nimi oddychają. Zwłaszcza gdy ma się naście lat. Właśnie taka nastolatka namówiła mnie na tę opowieść. Zresztą długo nie namawiała, bo chętnie sięgam po wszystko, co czyta młodzież. To jeden ze sposobów cichego wywiadu, który pozawala mi poznać, co czytają, a tym samym czym żyją, co ich pasjonuje, przeraża lub wzrusza. To poprzez książki prowadzi mnie jedna z dróg do skrzętnie skrywanych w tym wieku emocji. Dlatego czytam najbardziej dalekie od moich zainteresowań tytuły, zwłaszcza że, w tym przypadku, zachwytom towarzyszyło ogromne przejęcie i przyznanie się do łez wylanych nad losami bohaterów.
Nie wzruszyłam się, a tym bardziej nie uroniłam łzy.
Ale to nie znaczy, że opowieść była nieciekawa. Wręcz przeciwnie. Napisana z rzemieślniczą poprawnością warsztatu i zgodnie ze scenariuszem dobrze opowiedzianej bajki. Tyle że osadzonej we współczesnych realiach. Bohaterowie żyli w USA, prowadzili rodzinny biznes lub studiowali. Reszta to czarna wersja życia z podziałem na role pozytywne i negatywne oraz z zakazaną miłością na pierwszym planie. Była więc para kochających się młodych ludzi, Michaela i Nancy, którzy właśnie ukończyli studia, zamierzając się pobrać. Wierząc w miłość po grób przenoszącą góry i zasypującą kaniony różnic, nie brali pod uwagę tych ostatnich, wykluczających ich związek. I tu zaczyna się akcja, tragedia i mezalians w jednym. On urodził się w majętnej rodzinie z tradycjami. Ona, wychowana w sierocińcu, pochodziła znikąd. Przepaść między nimi pracowicie i niestrudzenie pogłębiało zachowanie i postawa Marion, matki Michaela. Ta apodyktyczna kobieta, kategorycznie sprzeciwiając się planom młodych, uważała, że jej syn nie może poślubić jakiejś przybłędy bez nazwiska, malarki wychowanej w sierocińcu. Ona chce, żeby się ożenił z bogatą panną z dobrego domu, która coś wniesie do tej rodziny. To ona, jej intrygi i ich skutki były tym czynnikiem, który nadawał fabule dynamikę rozwoju wypadków. Obserwacja walki dobra ze złem zawsze jest ciekawa i mimo woli, wciąga do kibicowania sprawiedliwości, której musi, po prostu musi, stać się zadość. I autorka tę potrzebę zaspokaja z naddatkiem.
Podtrzymuje wiarę w niezwyciężoną potęgę miłości.
I to jest piękno, które wzrusza, gdy ma się naście lat!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

środa, 13 lutego 2013
Idealnie dobrani – Catherine McKenzie



Idealnie dobrani – Catherine McKenzie
Przełożyła Aleksandra Bielaczyc
Wydawnictwo Otwarte , 2013 , 346 stron
Literatura kanadyjska


Luty – czas zakochanych!
Czas miłości pięknej, wiecznej, wymarzonej, romantycznej i bajkowej. Takiej jaką postrzegała i miała wyobrażenie o niej główna bohaterka tej powieści Anne, która imię odziedziczyła za sprawą mamy, miłośniczki twórczości Lucy Maud Montgomerry, po Ani z Zielonego Wzgórza. Była zresztą do niej podobna fizycznie, żyjąc w przekonaniu – mężczyzna moich marzeń chodzi gdzieś po świecie, a nasze spotkanie jest tylko kwestią czasu. Życie miało przekładać bajkę na otaczającą ją rzeczywistość, naśladując powieść. Tylko że Anne właśnie zakończyła czwarty z kolei związek w wieku trzydziestu kilku lat z poczuciem klęski i rozczarowania. Zaczynała podejrzewać, że wszystko co najlepsze, na co czeka z taką tęsknotą, zdarza się tylko innym. Przyjaciółce, która właśnie wychodzi za mąż. Bratu, który stworzył z żoną wielodzietną, szczęśliwą rodzinę. Rodzicom, którzy żyją w udanym związku od wielu, wielu lat. I w takim właśnie momencie największego kryzysu wiary w swoją szczęśliwą gwiazdę, rozpaczy i beznadziei, niespodziewany łut szczęścia, a może jednak przeznaczenie sprawiło, że znalazła na chodniku niepozorną karteczkę biura randkowego. Jednak, jak się potem okazało, rodzaj jego usług daleko odbiegał od tradycyjnego modelu pośrednictwa matrymonialnego. Firma kojarzyła związki na wzór dawnej swatki, dopasowując osoby charakterologicznie. Miłość nie była pożądana, wręcz stawiano warunek niezakochiwania się na rzecz budowania przyjaźni. I jakby mało było tego, zmuszała do terapii kandydatów, po której wielu miało zadecydować o zawarciu związku małżeńskiego. Firma kojarzyła małżeństwa z prawie 100% powodzeniem, na drugi dzień po pierwszym ujrzeniu partnera.
Czyste szaleństwo!
Zdesperowana Anne wzięła w tym niecodziennym projekcie, rodem z innej epoki, udział. To co wydarzyło się później, pozwoliło mi nie tylko na prześledzenie burzliwych losów Anne i wybranego dla niej przez biuro, Jacka, ale i przeanalizowanie subtelnego przesłania tej powieści. Trochę odzierającego miłość z romantyzmu i zmuszającego do nowego spojrzenia na rolę i charakter związku dwojga ludzi, chcących znaleźć partnera na całe życie. Autorka pod warstwą romantycznej historii miłosnej daje do zrozumienia, że bazowanie i budowanie związku tylko i wyłącznie na zauroczeniu i zakochaniu jest błędem współczesnych ludzi, z góry skazującym jego przyszłość na klęskę. Wręcz mówi wyraźnie i dobitnie słowami jednej ze swoich bohaterek – Małżeństwo wymaga pracy, poświecenia i wysiłku. Materiałem wyjściowym, fundamentem i podstawą jest przyjaźń osiągnięta dzięki wspólnym doświadczeniom, celom, dopasowaniu, a dopiero w dalszej kolejności wypracowane zakochanie prowadzące do miłości. W tym momencie przypomniały mi się słowa starszej kobiety, z którą rozmawiałam nad powszechnością rozwodów w kilka lat po ślubie i taśmowością krótkotrwałych związków nieformalnych – młodym nie chce się dzisiaj pracować nad małżeństwem.
I coś w tym jest!
Korzystamy z wolności wyboru miłości, ale traktujemy jej przymioty wybiórczo, zapominając, że uczucie wygasa, jak ogień, jeśli się go nie podtrzymuje, nie podsyca, nie dokłada, nie daje, nie pracuje wokół niego, by trwał. Jak się okazuje, perpetuum mobile nie istnieje również w miłości.

Romans ten idealnie wpisuje się w Walentynki, co sygnalizuje opasująca go banderola, przemycając odrobinę ważnych treści, nad którymi warto się, w tym szaleństwie miłosnych wyznań i deklaracji, zatrzymać i podyskutować z przyjaciółkami, znajomymi lub partnerem. Zwłaszcza że na okładkowym skrzydełku wydawca zadbał o miejsce do takiej dyskusji w Pijalni Czekolady E.Wedla:

Oprócz tego również o zniżkę na usługi Poczty Kwiatowej:
.

Żałując, że nie mieszkam w wymienionych miastach, chciałam książkę podarować zaprzyjaźnionej studentce, której po sesji należała się odrobina przyjemności w czas zakochania. I wiecie, co usłyszałam? Że może, gdyby to była pizza...
PIZZA!?
Czyli nie jest tak źle z przerostem romantyzmu nad miłością. Jest nadzieja na odrobinę realizmu i zdrowego rozsądku!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Potęga północy – Lara Adrian



Potęga północy – Lara Adrian
Przełożyła Monika Wyrwas-Wiśniewska
Wydawnictwo Amber , 2011 , 315 strony
Cykl Rasa Środka Nocy ; Tom 4
Literatura amerykańska


Kiedy już się naczytam o problemach świata mego, sięgam sobie po kolejną część cyklu Rasy Środka Nocy, w którym miłość przezwycięża wszystkie nieszczęścia, emocjonalne rany i krzywdy uczynione nam przez innych. Zwłaszcza najbliższych.
Te ostatnie tym razem były udziałem Rio (nigdy nie zgadłabym od jakiego imienia jest to zdrobnienie), jednego z wojowników Zakonu, którego autorka uczyniła głównym bohaterem czwartej odsłony z życia rasy wampirów wśród ludzkich śmiertelników. Z psychiką Rio było tak bardzo źle po doświadczonej zdradzie ze strony partnerki Evy, pomimo pomocy przyjaciół, że gdyby nie przypadkowa turystka wędrująca tatrzańskim szlakiem (miejsce akcji rozpoczyna się w Czechach), to udałoby mu się popełnić samobójstwo. To niezaplanowane spotkanie w górskiej grocie zmieniło nie tylko jego zamiary, a potem uczucia, ale i życie nieświadomie i przypadkowo ratującej go Dylan, która okazała się być Dawczynią Życia. Dla kobiety drobny szczegół, a dla wojowników wyjątkowa, cenna cecha ziemskich kobiet.
Od tego momentu z przyjemnością obserwowałam zmagania mężczyzny, który stracił zaufanie do kobiet (ha!, jak ja lubię ten motyw) z rodzącym się powoli uczuciem do nieznajomej. Wbrew sobie postawił Dylan przed bardzo trudnym wyborem – dotychczasowe życie skupione na dziennikarskiej karierze lub życie z mężczyzną mroku.
A potem próbowałam zrozumieć siebie, dlaczego ja te części pochłaniam w jeden wieczór i nie odkładam, póki nie skończę czytać?
Doszłam do wniosku, że to umiejętność budowania skomplikowanych relacji opartych na zmiennych emocjach kochanków, stopniowanie trudności w pokonywaniu przeszkód, stale towarzyszące obojgu zwątpienie i niepewność myśli drugiej osoby, śmiałe sceny seksu jako ukoronowanie gry psychologicznej i poświęcenie na to dużo czasu i miejsca, bo ponad połowę książki. Informacje o dalszych losach poprzednich bohaterów i ich partnerek, wydarzenia dotyczące Zakonu, zagrożenia jego istnieniu płynące ze strony Prastarego, stanowiły tło, by wysunąć się na plan pierwszy dopiero pod koniec opowieści. Autorka trzyma się konsekwentnie raz obranego i sprawdzonego schematu, opartego na strachu i pożądaniu (feministki miałyby tutaj sporo do powiedzenia!), karmiąc wiecznie głodne serce tego pociągającego, atrakcyjnego (dla mnie czasami przeklętego) romantyzmu. To przede wszystkim ono jest adresatem tych paranormalnych romansów autorki, która posiada dar trafiania w samo sedno kobiecych potrzeb w prosty sposób. To niewyszukana literatura bardzo mocno oparta na emocjonalnych potrzebach kobiecych. A życie jest bardziej skomplikowane, w którym miłość to czasami za mało, by mogło się udać.
Wtedy można sobie sięgnąć po rekompensatę literacką, bo w tym cyklu zawsze się udaje.
I od razu człowiekowi lżej na duszy.

Potęga północy [Lara Adrian]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE


I kolejny trailer do czwartej części cyklu. Tym razem wykorzystano trochę Antonio Banderasa.
środa, 18 lipca 2012
Uległa i posłuszna – Shirlee Busbee



Uległa i posłuszna: powieść historyczna – Shirlee Busbee
Przełożyła Barbara Cendrowska-Werner
Wydawnictwo Bellona , 2012 , 374 strony
Literatura amerykańska


Rok 1795 był pamiętnym dla ówcześnie siedemnastoletniej Isabel, jak i dla jej, o dziewięć lat starszego, opiekuna prawnego Marcusa, który nie miał pojęcia o sprawowaniu opieki nad rozpieszczoną, upartą, irytującą, temperamentną i trudną do okiełznania nastolatką, nad którą pieczę powierzył, wbrew jego woli, nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Najpierw tragiczna śmierć rodziców dziewczyny, a potem jego ojca, po którym w spadku odziedziczył nie tylko majątek i piękny, rodzinny dwór Sherbrook, ale i kuratelę nad córką jego wcześniej zmarłego przyjaciela, ojca Isabel. Nieuniknione i stałe kłótnie, targi i spory zakończyły się, na złość Marcusowi, ucieczką Isabel w małżeństwo z Hugh, synem właściciela sąsiedniej posiadłości i szybkim wyjazdem z rodzinnej Anglii do egzotycznych Indii.
Już na tym etapie prologu do dalszych losów skonfliktowanej pary bohaterów wiedziałam, że między nimi, w nienawistnych spojrzeniach, pod grubą warstwą niechęci i złości, tliło się nieśmiałe uczucie sympatii i cień pożądania. Zapowiedź czegoś większego. Ale Isabel była niedoświadczoną nastolatką, żeby to zauważyć i nazwać, a Marcus zbyt odpowiedzialnym, statecznym, poważnym mężczyzną, by nadużyć swojej władzy opiekuna i przekroczyć granice norm prawnych i moralnych.
Młodość chmurna i durna porwała ich oboje w nieodpowiednim kierunku, by powrócić bardziej dojrzałą po trzech latach rozłąki i kolejnych siedmiu skutecznego unikania własnego towarzystwa i wyraźnie ukierunkowaną na siebie przez jedno, nieprzemyślane, impulsywne zdanie wypowiedziane przez Marcusa.
Od tego momentu zostałam porwana w wir przygody, bo owdowiała Isabel przywiozła z Indii nie tylko syna oraz tajemnicę przeszłości skrywaną nawet przed najbliższymi, ale i tropiącego ją szantażystę, znającego jej niebezpieczny sekret. Los stworzył parze cudowne warunki do rozkwitnięcia głęboko skrywanego za parawanem dumy, wzajemnego uczucia. Nic bardziej nie mogło ich połączyć niż wspólne, niebezpieczne przeżycia, wzajemne ratowanie się z pułapek i opresji oraz odkrywanie w skrajnych sytuacjach nowych, nieznanych w sobie cech i... uczuć. A wszystko to bez chwili oddechu na zastanowienie się, bo wzrastające tempo akcji dyktowała rosnąca liczba kolejno odkrywanych tajemnic, za którymi stały następne, mnożąca się ilość niebezpieczeństw w najbardziej nieodpowiednim czasie i z najmniej spodziewanej strony i wreszcie pojawienie się wątku szpiegowskiego i ostatecznie trupa, zamieniających na ostatnich stronach ten przygodowy romans historyczny w sensację i kryminał.
I wszystko byłoby idealne, gdyby nie jedna rzecz, która zamiast napięcia erotycznego, jakie z założenia budują sceny romantyczne, tutaj obdarzała mnie humorem.
Uśmiechałam się, kiedy po pięknie zbudowanym nastroju bliskości, serce Marcusa zaczynało skakać niczym potrącona żaba, a pocałunek na ustach Isabel składał, rozkoszując się ich miękkością z coraz większą oskomą. No, dobrze – pomyślałam – być może tłumaczka chciała osiemnastowiecznemu językowi przydać trochę patyny, ale ta oskoma w dalszych zmaganiach miłosnych była ograniczana z kolei przez szlachetną myśl, że nie dogodzi sobie jak borsuk w rui, bo nie jest knurem w rui, ale godnym zaufania mężczyzną, szanującym kobietę swoich westchnień. Co nie zmieniało faktu, że władało nim prymitywne pragnienie, by unieść spódnice skrywające Isabel i chędożyć ją, chędożyć...
I jak tu się nie chichrać, poznając prawdziwe myśli mężczyzny podczas miłosnych zbliżeń, a co gorsza wierzyć jego gładkim słowom, skoro u Marcusa za fasadą spokoju i uprzejmości, którą pokazywał światu, kryje się wiele więcej emocji, rozterek i myśli? Zwłaszcza takich myśli. Niekoniecznie szlachetnych, romantycznych i wynikających z wyższych pobudek. Czyżby autorka przestrzegała kobiety, by nie pytały mężczyzn o czym myślą, gdy świeci księżyc, palą się świece, a wino i mrok osłabia moc zasad?
Ten widoczny dystans autorki do własnych bohaterów, nie zmienił faktu, że bawiłam się z nimi dobrze, od czasu do czasu chichocząc.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Na tylnej okładce przeczytałam, że niedługo ukażą się dwie kolejne powieści autorki - Waleczna i krucha, a już w sierpniu Przebiegła i niewinna.
sobota, 26 maja 2012
Oczarowana – Jill Shalvis



Oczarowana – Jill Shalvis
Przełożyła Ewa Siarkiewicz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2012 , 384 strony
Literatura amerykańska


Miałam ochotę na romans!
Zabrzmiało to bardzo dwuznacznie, ale ja zawsze myślę o historiach na papierze i w druku. Zawsze! A po co mi on był? Dawno nie płakałam, a oczy się kurzą i od czasu do czasu dobrze jest je przemyć. Najbezpieczniejszym sposobem na wywołanie kontrolowanych łez jest historia rozdzierająca serce i rozszarpująca emocje. I właśnie do tego służą mi powieści romantyczne. No, dobrze, stworzyłam teorię do praktyki i to mocno naciąganą, ale liczy się efekt - łzy. Przygotowałam sobie nawet paczkę chusteczek, z nadzieją, że łzy poleją się obficie, a moje spojrzenie zyska na głębi zielonego koloru i przejrzystości widzenia.
I to był mój błąd!
Przyzwyczaiłam się do klasycznych romansów, w których przestrzeń między pożądaniem a spełnieniem rozciąga się jak guma i osiąga szerokość lat świetlnych, krojąc w międzyczasie, ku mojemu zadowoleniu, serce na drobne paseczki i doprowadzając moje emocje do katatonii, a budżet domowy na skraj bankructwa z powodu zapotrzebowania na chusteczki.
Zapomniałam, że świat idzie do przodu!
A spośród ludzi chyba tylko ja nie nadążam za nim, zwłaszcza w kwestii miłości, a co ta opowieść właśnie mi dobitnie uświadomiła. Seks w romansie, jako końcowa pochodna starań, zalotów, flirtów i wreszcie miłości, zmienił radykalnie położenie w tym procesie wzajemnych podbojów miłosnych – oczarowanie, zakochanie, miłość, przyzwyczajenie – wysuwając się na pozycję pierwszą!
Maddie i Jax, główna i jedyna para bohaterów tej powieści, uprawiała seks, bo miłością na etapie oczarowania nazwać tego nie mogę, niemalże od początku swojej znajomości. Przeskoczyli w tempie strusia Pędziwiatra wszystkie etapy romansu klasycznego, konsumując wielokrotnie związek zanim się zdążył w cokolwiek rozwinąć i wyjść poza etap oczarowania i fizycznej chemii! Gdyby ich zachowanie i myśli opisywane na co drugiej stronie tej książki miały postać płynną, to ciurkałoby z niej jak z niedokręconego kranu.
Troszkę się tym faktem zmartwiłam, wręcz załamałam ręce, zastanawiając się, czym autorka zainteresuje mnie w pozostałej jej większej części, a do końca było ho,ho, a nawet dalej, skoro wszystko tak, jak kawę na ławę wyłożyła na samym początku?
I tutaj autorka mnie zaskoczyła!
Pokazała mi, że pagórek to jeszcze nie góra, a seks to jeszcze nie miłość. Do zdobycia były serce, dusza i emocje, a Maddie nie miała chęci, ochoty i odwagi komukolwiek ich oddawać. Zwłaszcza mężczyźnie. Przede wszystkim jemu. Przyjechała do niewielkiej, nadmorskiej miejscowości Lucky Harbor, by uleczyć serce i fizyczne rany, zaczynając nowe życie, w nowym miejscu, wolne od sadystycznych mężczyzn wykorzystujących ją w pracy i krzywdzących ją psychicznie i fizycznie w życiu prywatnym. Miała zamiar wykorzystać do tego odziedziczony i zadłużony pensjonat po zmarłej matce i trzy pomysły na nową drogę. Po pierwsze przekonać swoje dwie przyrodnie siostry, Chloe i Tarę, do wspólnego wyremontowania i poprowadzenia pensjonatu. Po drugie zmienić swoje postępowanie na zgodne z jednym z przepisów na życie pozostawionych jej przez matkę, który brzmiał:

A które otwierały niczym motta, każdy rozdział tej powieści. Po trzecie trzymać się z daleka od mężczyzn i zapomnieć o ich istnieniu raz na zawsze.
Wszystkie pomysły i plany ich realizacji okazały się piekielnie trudne z naciskiem na postanowienie trzecie. Jax okazał się być nie tylko przystojny i inteligentny, ale i cierpliwy, konsekwentny i wyrozumiały wobec uprzedzeń dziewczyny, bo sam znajdował się w podobnej sytuacji. Na dodatek miał zdolność wycałowywania z mózgu wszystkich inteligentnych komórek. Maddie nie miała szans, by mu nie ulec fizycznie, chroniąc jednak swoje uczucia za grubym murem niedostępności. Przyglądanie się ich wspólnemu rozwiązywaniu swoich problemów i rodzącej się miłości ilustrowanej śmiałymi scenami erotycznymi w każdym miejscu, o każdej porze i w każdej pozycji (scena z pralką wprawiła mnie w osłupienie!), było nie tylko ciekawe, ale i przyjemne. Czekanie na ten moment, w którym oboje przestaną bronić swojego serca jak niepodległości, było równie pasjonujące, co oczekiwanie spełnienia seksualnego w romansie klasycznym. Na dodatek każdy kontakt Maddie z Jaxem był inteligentnie poprowadzonym flirtem z dużą dawką humoru, nadając powieści cechy komedii romantycznej.
Ale ta opowieść to również historia odnajdywania, zaprzyjaźniania i poznawania się na nowo sióstr, które miały trzech różnych ojców i trzy różne osobowości, lecz były córkami tej samej matki – słodkiej, zwariowanej, opętanej obsesją podróżowania hipiski. To siostrzane trio i ich ciągła rywalizacja między sobą pełna ukrywanej, ale rodzącej się miłości siostrzanej, sprawiała, że często się uśmiechałam.
Dialogi między bohaterami tej powieści, pełne ciętych ripost, sceptycyzmu i humoru, to jedna z największych zalet tej powieści.
To one wraz z wulkanem endorfin równemu tabliczce czekolady, pozwalały mi na przymykanie oka na nie zawsze adekwatne i monotonne określenia emocji Maddie, która zbyt często drżała, trzęsła się, aż do drgań macicy (sic!). Gdyby nie jej 29 lat, zaczęłabym podejrzewać ją o początki choroby Parkinsona. Mogłabym też zarzucić opowieści zbyt daleko posunięty idealizm w kreowaniu postaci mężczyzny, który właściwie jest projekcją kobiecych marzeń, gdyby nie trzeźwość umysłu matki dziewczyn i jej kolejny przepis na życie:

A z wolnymi i dostępnymi ostrożnie, bo dlaczego są? - dodam od siebie.
Wprawdzie nie popłakałam sobie, ale uśmiałam się nad historią Jaxa, Maddie i jej sióstr, chociaż były momenty wzruszeń z innych powodów, to dowiedziałam się, że o miłości można opowiedzieć w ciekawy, optymistyczny, ciepły, erotyczny sposób zaczynając od... seksu!
Określiłabym ją, w odróżnieniu od powieści romantycznej, powieścią erotyczną z dużą dozą humoru.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

czwartek, 15 marca 2012
Wiza do Nowego Jorku – Anna Strzelec



Wiza do Nowego Jorku – Anna Strzelec
Wydawnictwo Sonar Literacki , 2011 , 168 stron
Literatura polska


Gdybym wcześniej nie czytała dwóch poprzednich powieści autorki: Tylko nie życz mi spełnienia marzeń i Druga pora życia, opartych na smutnych faktach z jej biografii, najnowszą powieść przyjęłabym z lekkim niedowierzaniem w realność kreślonej fabuły, a główna bohaterka, wprawiłaby mnie w sporą irytację.
Leonia, bo tak miała na imię, żyła we własnym, trochę idealizowanym przez nią świecie, co może nie dziwić, biorąc pod uwagę jej zawód poetki i pisarki, w którym miłość zdarza się kobiecie nawet w późnych latach życia i to zaraz po odejściu dotychczasowego partnera, Wiktora. Wrażliwa, krucha kobieta, utrwalająca widziany świat na swój sposób w podręcznym notesiku, z którym się nie rozstawała, bo zawsze można było zanotować jakąś cenną myśl, skojarzenie lub własny aforyzm, przypominała mentalnie bardziej elfa niż człowieka. Wieczna optymistka, silna w chęci i radości życia nawet na przekór i wbrew niemu, ulepiona z ciepła i dobroci, o bogatym wnętrzu, wypełnionym spokojem, nawet gdy dotykają cię trudne sprawy – jak pisał do niej w liście Wiktor. Wierząca w miłość, którą opisała wierszem:

Odnajdujemy się jak po latach –
w ciemności dotykiem poznając
tak – to Ty
to ja
chcę poznać każdy zakątek
Twojego ciała...
Już wyszeptane –
jeszcze niespełnione
ciepłem naszych oczu
drżeniem twoich rąk...
A może rozbiję moją skarbonkę
i za wszystkie pieniążki –
poproszę landrynek żeby było
kolorowo,
gwiazdek – z nimi będzie jasno,
i śmietankowych chmurek poproszę,
by letnim rankiem
gdy w ramionach Twoich się obudzę
stało się nam kremowo – biszkoptowo – słodko

Różowy, cukierkowy, słodki świat!
Nie wiadomo tylko dlaczego takie istoty niemalże nie z tego świata, spotyka zdrada ze strony takich podłych mężczyzn, jak Wiktor! Ale Leonia nie potrafiła się załamać, popaść w depresję czy choćby rozpacz. Nie potrafiła się nawet porządnie wściec. Ona w desperacji i jawnym afroncie, zalana łzami, potrafiła wypowiedzieć jedno słowo – drań! Po czym rzuciła się w wir życia wierząc, że spotka ją jeszcze miłość.
I spotkała!
Bo dlaczego by nie? – jak powiedziałaby w przekorze Leonia.
Tak odebrałabym tę opowieść o kobiecie, którą zdradził mężczyzna, a na jego miejscu pojawił się od razu nowy, gdybym zaczęła poznawać twórczość autorki od tej właśnie pozycji. Ale w kontekście dwóch poprzednich, ta opowieść nabiera innego wymiaru. Jest obrazem kobiety, każdej kobiety, nawet tej, ukrywającej swoją wrażliwość i nieprzyznającej się do niej, która nie pragnie koniecznie z kimś być lub kogoś mieć, ale być szczęśliwym z kimś, komu można bezgranicznie wierzyć. Kobiety zmęczonej niewiernością, zdradą, zawodem ze strony partnera, ale, mimo to, mającej nadzieję, że wygra los na loterii, wygra swoją wizę do serca mężczyzny, który jej nigdy nie zawiedzie. Można zadać pytanie - czy to możliwe? A dlaczego nie? – odpowiedziałaby Leonia, dodając zaraz – Wszystko jest możliwe, wystarczy w to wierzyć i chcieć! Leonia daje nadzieję, rozświetla mroczną przyszłość, pomaga dźwignąć ciężar popiołów przeszłości, pokazuje optymistyczny wariant otaczających realiów, wnosi spokój, ukojenie i światło. Świat widziany oczami poetyckiej duszy Leonii nabiera kolorów, wyrazistości kształtów, spójności w dotychczas luźnych jego elementach, nowych odsłon pospolitych rzeczy, innych znaczeń powszednich zjawisk, przekładając je na niedostrzegane piękno pejzaży zatrzymanych w kadrze aparatu fotograficznego lub na język poezji, w którym banalna prośba o powszednie pocałunki, zamienia się w wysublimowane wyznanie,

...a Ty pocałunki, jak koraliki drobne
na mych piersiach rozsyp...

a oczekiwania kobiety stają się poezją:

Prawie każda twierdza ma wieżę
- A na wieży czekała
nie księżniczka, lecz dziewczyna
w sukience z tęsknoty
i nadziei utkanej
On rozpiął jak sieć swoje ramiona –

W dół skacząc
w nich się zatrzymała

I jeśli nie wiem, ile razy zapierałabym się, że w życiu realnym tak się nie dzieje i nie zdarza, to nie wyprę się tego, że w głębi duszy prawie wszystkie kobiety są takie jak Leonia i pragną tego, co ona. Tylko że ona ma odwagę pisać o tym, posiadając umiejętność ubierania oczekiwań w słowa. A że to marzenia? A któż nie marzy (podejrzewam nawet o to mężczyzn) wygrać milion w totolotku miłości?
Trzeba tylko dać szczęściu szansę, by znowu było kremowo – biszkoptowo – słodko. Po tej powieści zaczyna się chcieć, a to już bardzo dużo dla osoby w skorupce niewiary.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wiza do Nowego Jorku [Anna Strzelec]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 29 stycznia 2012
Nigdy i na zawsze – Ann Brashares



Nigdy i na zawsze – Ann Brashares
Przełożyła Anna Gralak
Wydawnictwo Otwarte , 2012 , 349 stron
Literatura amerykańska


Jeśli można przedłużyć moment pomiędzy pożądaniem a spełnieniem w nieskończoność, czyniąc z niego przepiękną opowieść o miłości jedynej, wielkiej, wyjątkowej i tej na zawsze, to autorka jest w tym mistrzynią. A jeśli dołączyć do tego wyrażenia „miłość na zawsze”, drugie skrajne określenie – możliwe, że „nigdy nie spełnionej”, to historia zwykłego, przeciętnego romansu przeistacza się w niemalże opowieść filozoficzną.
I właśnie tak się stało w przypadku tej powieści.
Daniel, główny bohater, swoją ukochaną Sophię spotkał po raz pierwszy w 541 roku, w małej osadzie na terenie obecnej Turcji. Zakochał się w niej od pierwszego ujrzenia, od spojrzenia w oczy, w których zobaczył przynależną mu duszę, by w chwilę potem stracić ją. Nigdy jej nie zapomniał, dzięki ponadczasowej Pamięci, którą dziedziczył w kolejnych wcieleniach, a która od tej pory stała się jego błogosławieństwem i zarazem przekleństwem w poszukiwaniach duszy ukochanej. Chciał z nią przeżyć chociaż jedno, wspólne, szczęśliwe życie. Niestety, nieliczne spotkania za każdym razem uniemożliwiała mu a to różnica wieku, a to skrajny status społeczny i materialny, a to dzieląca ich odległość geograficzna, a przede wszystkim brak Pamięci u dziewczyny, dla której Daniel za każdym razem był zupełnie obcą osobą. On wiecznie zajmował się szukaniem i pamiętaniem, a ona znikaniem i zapominaniem.
Aż do roku 2004.
W którym nareszcie byli rówieśnikami, wolnymi nastolatkami, bez zobowiązań oraz zależnościowych uwikłań i w którym ta walka Daniela o duszę Sophii, a w tym życiu Lucy, właśnie rozpoczęła tę powieść. Jej wydarzenia rozgrywane do 2009 roku stały się zwieńczeniem ponad tysiącletnich poszukiwań i czekania Daniela przez dziesiątki żyć w dziesiątkach ciał w dziesiątkach miejsc pośród dziesiątek rodzin oraz dodatkową komplikację w postaci dziesiątków śmierci w ciągu tylu lat. To właśnie ta barwna przeszłość, przesiąknięta nieskończoną tęsknotą, smutkiem i nadzieją, wymuszająca na mnie zwolnienie tempa czytania, była wplatana przez narratora naprzemiennie w wydarzenia rozgrywane współcześnie, tworząc jedną, magiczną opowieść o platonicznym uczuciu do dziewczyny widzianej tylko jeden, jedyny raz.
Autorka wykorzystała w tej opowieści o wyjątkowym uczuciu, dla którego warto czekać i o które warto walczyć, filozofię reinkarnacji. Wędrówkę dusz, które dziedzicząc pamięć z poprzednich żyć, odnajdują bliskie lub znaczące osoby w nowych ciałach. Niesamowitym było to, że potrafiła elementy tej teorii idealnie dopasować do rzeczywistości żyjącego w nim człowieka, logicznie tłumacząc jego zachowania psychospołeczne od niezrozumiałych przeczuć do nietypowych postaw, sugestywnie wmawiając mi, że wiele naszych irracjonalnych zachowań wyglądałoby rozsądnie, gdyby można je było zobaczyć w kontekście wszystkich żyć. Niebezpiecznym było to, że na czas czytania przestałam bać się śmierci. Opamiętanie przyszło dopiero po jego zakończeniu.
Na szczęście!
Ale jak ogromnym darem czarowania słowem i siły przekonywania trzeba być obdarzonym, by mnie, człowieka o ugruntowanych poglądach, doprowadzić na skraj gotowości ich całkowitego zrewidowania. Bym poczuła to, co Lucy – przerażenie, znalazłszy tyle dowodów na to, że świat nie działa tak, jak myślała ona i jak sądzi większość ludzi. Jednocześnie wodziła mnie za nos, jak dobra czarodziejka, sącząc do ucha wiarę we własne możliwości, w sens każdej przeżywanej chwili, w sprawy skazane z góry na niepowodzenie, w siłę nadziei i moc wolnej woli, nakazującej walczyć do utraty sił i tchu, a której głos rzadko odbieramy zagłuszony hałasem istnienia – naszym konkretnym miejscem na ziemi i krótkofalowymi pragnieniami ciała, tak pięknie ujętą i zobrazowaną w końcowej scenie walki bohaterów z oceanicznym żywiołem, będącej niezwykłą metaforą zmagań człowieka z życiem i śmiercią oraz wolną wolą pomiędzy nimi. Obrazem zawierającym jedno, bardzo ważne przesłanie – życie nie powinno być oparte tylko na wspomnieniach, doświadczeniach i umiejętnościach, ale przede wszystkim na sile woli, która krzyczy – Jeśli nie ma wyjścia, trzeba je stworzyć. Nie można pozwalać, by świat po prostu nam się przydarzał, a które Arthur Schopenhauer ubrał w inne słowa, za każdym razem przywoływane przeze mnie w sytuacjach bez wyjścia – Nie masz szansy, ale wykorzystaj ją!
Siedzę sobie teraz z tą książka na kolanach, zastanawiam się nad tą myślą i zadaję sobie pytanie – Ile z życia biorę tego, co ono samo mi podsuwa, uznając śmieciowe szanse za coś wyjątkowego, a ile sama stwarzam sobie nowych możliwości? Łatwo odpowiedzieć mi nie jest, a to tylko jedno z wielu, wielu pytań jakie stawia ta powieść.
Mam nad czym myśleć.
A książkę polecam wszystkim tym, którzy walczą ze śmiertelną chorobą swoją lub bliskich. Napawa niezwykłym spokojem ducha, łagodząc i oddalając strach przed przejściem oraz lęk przed nieznanym.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Nigdy i na zawsze [Ann Brashares]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Do końca stycznia, tę piękną opowieść można wygrać w Plebiscycie na Najbardziej Romantyczną Literacką Parę. Warto o nią powalczyć.


Z wielu amerykańskich trailerów tej powieści najbardziej spodobał mi się ten. Łączy w sobie prawie wszystkie emocje, jakie towarzyszyły mi podczas czytania.
niedziela, 25 grudnia 2011
Przebudzenie o północy – Lara Adrian



Przebudzenie o północy – Lara Adrian
Przełożyła Marcjanna Lipińska
Wydawnictwo Amber , 2010 , 351 stron
Cykl Rasa Środka Nocy ; Tom 3
Literatura amerykańska


Nie wiem dlaczego i skąd nabrałam pewności, że Tegan, jeden z wojowników Zakonu, ten najbardziej niebezpieczny, milczący, niedostępny, bezwzględny i chodzący własnymi ścieżkami, a według niektórych istna maszyna do zabijania, będzie głównym bohaterem czwartej części cyklu Rasa Środka Nocy.
A tu niespodzianka!
Został bohaterem trzeciej odsłony z nocnego życia wampirów walczących ze Szkarłatnymi. Chociaż cień podejrzenia, że tak właśnie może się zdarzyć, pojawił się pod koniec drugiego tomu, w którym Tegan poznał Elizę. Wdowę z jednej z wampirzych Mrocznych Przystani, ogarniętą chęcią zemsty za śmierć syna i Dawczynię Życia. To ostatnie miało ogromne znaczenie, jeśli nie kluczowe, dla rozwoju fabuły powieści, w której oczywiście, jak na dobry paranormalny romans przystało, zagarnął dla siebie 70% historii i 100% mojej przy tym uwagi.
Byłam ciekawa, nie tyle jak potoczą się losy pary, ale na jaki pomysł wpadnie autorka, by tego mężczyznę, deklarującego życie bez stałej partnerki, bojącego się ponownie zaangażować emocjonalnie po stracie ukochanej (nareszcie poznałam tę historię w całości!) i trwającego w tym postanowieniu od kilkuset lat z machającym milenium bycia singlem na horyzoncie, rozkochać ponownie w kobiecie i, co chyba było dużo trudniejsze, zaufać jej.
Do tego celu autorka wybrała właśnie Elizę, która pozornie nie była zagrożeniem dla uczuć i kawalerskiej wolności Tegana. Kobietę , która nie myślała o nowym związku, czując nadal miłość do zmarłego męża. I właśnie tych dwoje, początkowo obcych i obojętnych sobie ludzi, związała umową, dającą korzyść im obu – Elizie siłę i możliwość zemsty, a Teganowi informację i okazję pokonania przywódcy Szkarłatnych. Przestępczego odłamu społeczeństwa wampirów, pasożytów rasy ludzkiej i wrogów Tegana i jego towarzyszy. Ale umowa umową, a żywe uczucia człowieka i wampira nie woda, ale tętniące gorącą krwią serce, odmawiające posłuszeństwa nakazom i nieznoszące ograniczeń.
I stało się!
Tegana ogarnęło uczucie, którego nie chciał przyjąć do świadomości i zarazem nie mógł mu zaprzeczyć. To uczucie miotało nim, ściskało jego serce jak imadło, a ja się temu przyglądałam z satysfakcją sadystki, komentując pod nosem – Live is brutal und c`est la vie! Miło i przyjemnie było popatrzeć jak postanowienia idą w kąt (nawet te kilkusetletnie!), a czyny zakazane zyskują na aprobacie.
A wszystko to oczywiście działo się przy okazji bardzo ważnych działań operacyjnych, mających na celu uwolnić planetę Ziemia od Szkarłatnych. Biorąc pod uwagę, że właśnie odkryto za Merkurym ukrywające się UFO, zaczynam się zastanawiać, czy moje procenty uwagi na wątkach nie powinny ulec zmianie. Więcej śledzenia walki ze złem, niż miłości mającej pod górkę.
Ale przy tak skonstruowanej opowieści, mam na to nikłe szanse, co wbrew pozorom, brzmi dla mnie bardzo optymistycznie.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.


Nie mogłam sobie odmówić obejrzenia filmu ilustrującego tę część cyklu, a przy okazji zobaczyć, z których filmów jego twórcy czerpali natchnienie.
 
1 , 2
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A w maju w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 927 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi