Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
środa, 26 grudnia 2018
Lwowski ptak – Piotr Tymiński

Lwowski ptak – Piotr Tymiński
Wydawnictwo Novae Res  , 2018 , 376 stron
Literatura  polska
     

   Na te groby powinni z daleka przychodzić pielgrzymi, by się uczyć miłości Ojczyzny.

   Te słowa mogłyby dotyczyć każdego wydarzenia z historii Polski w długiej sztafecie pokoleń walczących o jej niepodległość. Akurat te zostały wyjęte przez autora tej książki z wiersza Kornela Makuszyńskiego O Cmentarzu Orląt Lwowa. Z wykształcenia historyk, znający bardzo dobrze przebogatą w akty heroizmu przeszłość Polski, wybrał na swoją powieść akurat dwadzieścia dwa dni Obrony Lwowa w listopadzie 1918 roku.

   Dlaczego?

   Na to pytanie odpowiedział w nocie „Od autora” – W dwudziestoleciu międzywojennym wspaniały obraz zmagań lwowskich dzieciaków dał Artur Schroeder w zbiorze opowiadań Orlęta. Były one dla mnie inspiracją. Wzruszony lekturą tej książki postanowiłem napisać powieść, oddając w ten sposób pokłon autorowi powyższego zbioru. Również hołd 439 obrońcom Lwowa poległym w listopadowych bojach, spośród tego grona 109 osób to uczniowie. To dlatego główną bohaterką uczynił niespełna szesnastoletnią Antoninę. Dziewczynę nietypową, bo chcącą walczyć na pierwszej linii frontu. Nie interesowała ją funkcja sanitariuszki. Chciała bić się z bronią w ręku. Ten zabieg ze strony autora przydał powieści troszkę tajemnicy i sensacji, ponieważ pozwolił ujrzeć walki o Lwów oczami dziewczyny, która musiała pokonać nie tylko normy obyczajowe narzucające kobietom rolę wspierającą mężczyzn z miejscem w sanitariacie lub w kuchni, ale również rozkaz Józefa Piłsudskiego zabraniającego kobietom zaciągania się do oddziałów bojowych.

   Antonina zwana Tońką uciekła się do fortelu.

   Sposobu często stosowanego przez tak ambitne dziewczyny, jak Tońka – przebrania. Zdesperowana by spełnić pragnienie, ścięła włosy, przebrała się w strój chłopca i przyjęła imię Hipolit. Nazwisko Szpak przez przypadek nadali jej współtowarzysze broni. Zrównując się z mężczyznami, mogłam razem z Tońką docierać tam, gdzie było najciężej, najtrudniej, najbardziej krwawo. Przed salwami kul, wybuchającymi minami i granatami, celnymi strzałami snajperów chroniła ją tylko młodość i przynależne jej cechy – brawura, odwaga i marzenia o polskiej fladze na murach Lwowa. W jej osobie, postaci fikcyjnej, autor umieścił miłość do rodzinnego miasta wyrażoną w czynach całej ówczesnej młodzieży, która w walkach o Lwów stanowiła niemal połowę walczących. Tońka miała również swoje prototypy w rzeczywistości. Takich przebranych kobiet i dziewcząt było więcej.

   Młodzieży, która kładła na szalę swoje życie.

   Patetycznie i górnolotnie zabrzmiało to zdanie, ale dokładnie to chciał pokazać autor. Początkowo nie odczuwałam w tej powieści jego wagi, mimo że ścieżki, którymi prowadziła mnie Tońka jako Hipolit, były realne i pokazane na mapce dołączonej do książki.

Tak samo, jak fabuła oparta na faktach, postacie historyczne i chronologia wydarzeń rozpoczętych 31 października 1918 roku i zakończonych 20 listopada, datowanych w listach pisanych w pamiętniku przez Tońkę do brata. Te ramy historyczne autor wypełnił skrajnymi emocjami, wrażeniami, odczuciami, piekielnie trudnymi wyborami moralnymi, dylematami wyrzutów sumienia, wątpliwościami słusznego postępowania w obliczu śmierci zadawanej drugiemu człowiekowi przez nastolatkę. Autor, pozwalając mi towarzyszyć dziewczynie nie tylko w walkach, ale również w przeżywaniu emocjonalnym, nakładał powoli na mnie brzemię uczuć, które w zakończeniu rozsypały mnie.

   Wzruszyły!

   Udało mu się przekazać to wzruszenie, które otrzymał od Artura Schroedera. Uczucia, które usunęły barierę czasu, czyniąc tamtą młodzież bardzo mi bliską. Język emocji przekazany przez autora to najlepszy sposób, by trafić do serca współczesnej młodzieży. To przede wszystkim do niej skierowałabym tę powieść historyczną. Z bohaterami, z którymi może się skonfrontować lub utożsamić. Z wartościami, które przywracają środek ciężkości chaosowi współczesnej rzeczywistości. Z przeszłością Polski, która nie kończy się tylko na II wojnie światowej. Z młodzieżą, której rola w walkach o niepodległość Polski była stale obecna. Z dziedzictwem, które nie może być zapomniane, bo to ono buduje tożsamość narodu polskiego. Z przesłaniem nie do nienawiści, ale do pokoju.

   Ku przestrodze!

   Niestety dorośli bardzo psują przesłanie tej książki, wykorzystując Cmentarz Orląt Lwowskich jako kartę przetargową do rozgrywek politycznych. Zniszczony przez sowietów, odbudowany z inicjatywy Aleksandra Kwaśniewskiego, nadal toczy się walka o cząstkę polskiego Lwowa.

   Książka wpisuje się w ten bój o pamięć Orląt.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Zapraszam na emocjonalny spacer po Cmentarzu Orląt Lwowskich.

niedziela, 07 października 2018
Sekret Tatiany – Gill Paul

Sekret Tatiany – Gill Paul
Przełożyła Anna Gralak
Wydawnictwo WAM - Mando , 2018 ,  414 stron
Literatura  amerykańska

   Piękny efekt fascynacji tajemnicą carskiej rodziny Romanowów!

   Wiele na nowo napisanych historii pojawiło się na rynku wydawniczym o losach rzekomo nadal żyjących dzieciach Mikołaja i Aleksandry Romanowów. Sporo kobiet i mężczyzn podawało się za cudownie ocalonych ich potomków z rzezi bolszewickiej dokonanej w lipcu 1918 roku, w piwnicy domu Ipatiewa w Jekaterynburgu. Mimo że naukowcy jednoznacznie stwierdzili odnalezienie i zidentyfikowanie na podstawie DNA szczątków wszystkich członków carskiej rodziny.

   A mimo to...

   Tajemnica fascynuje nadal! Sama byłam jej ofiarą i bardzo chciałam wierzyć w jej rewelacyjne „odkrycia”. Zafascynowała również autorkę, która opisała w posłowiu swoje zainteresowanie tematem i prywatnym śledztwem losów Romanowów. Czytała opracowania historyczne, powieści beletrystyczne, pamiętniki Olgi i Tatiany, a także odwiedzała stronę poświęconą carskiej rodzinie - Pałac Aleksandrowski, w której utonęłam, przeglądając jej przebogatą zawartość. Miała wiedzę historyczną i umiejętność budowania na ich podstawie opowieści, dzięki którym stworzyła alternatywną historię miłości carskiego oficera Dymitra Malamy i Tatiany, na zdjęciu stojącej za rodzicami.

Miłości, która miałaby inny przebieg i finał, gdyby oboje przeżyli. W tym słowie „gdyby”, którego nie lubią historycy, za to uwielbiają pisarze, mieścił się cały czar powieści. Nie była ona jednak linearna w przekazie. Autorka jej początek umieściła w czasach mi współczesnych. Dokładnie w setną rocznicę tragicznej śmierci Romanowów. Główną bohaterką uczyniła Kitty. Młodą kobietę zszokowaną zdradą męża, która postanowiła wyjechać z Anglii do USA, by tam, w domku odziedziczonym po pradziadku, ochłonąć emocjonalnie. Wyjazd okazał się początkiem odkrywania wielkiej tajemnicy rodzinnej, o której nikt jej nie mówił i nigdy nie wspominał. Śledztwo, którego podjęła się, by poznać tajemniczą przeszłość pradziadka Dymitra, okazała się nie tylko ciekawa i mająca wpływ na osobiste wybory Kitty, ale wręcz rewelacyjna w swoich odkryciach dla historii. Ta część współczesna przeplatała się z częścią historyczną.

   Stąd dwie wersje okładkowe książki!

   Część historyczna, opowiadana z punktu widzenia Dymitra, zawierała fakty historyczne, które Kitty dopiero odkrywała. Może dlatego bardziej mnie zaciekawiła ukrytą tajemnicą, pociągającym prawdopodobieństwem i napięciem zbudowanym z emocji rodzącego się i ukrywanego uczucia, jego dramatycznych losów i tragicznego finału odtworzonego na podstawie raportu jednego z wykonawców wyroku. Jednak w miarę czytania naprzemienne narracje czasowe, odkrywające losy Dymitra i Tatiany, zaczęły mocno się splatać, tworząc wspólną, nierozerwalną historię, w której większą rolę zaczęła odgrywać Kitty. To ona coraz więcej dopowiadała szczegółów. To ona coraz bardziej angażowała się w przeszłość pradziadka. I to ona wreszcie odkryła największą tajemnicę rodzinną, zakopaną za odziedziczonym domkiem. Pod koniec opowieści, pomimo zachowanej podwójnej narracji czasowej, powieść stała się jedną, fascynującą, sensacyjną, bogatą w wątki i fakty, historią. Trochę prawdziwą, bo opartą na faktach, a trochę zmyśloną, bo odpowiadającą na pytania, które autorka postawiła sobie zanim zaczęła ją tworzyć – A gdyby stało się inaczej? Gdyby obydwoje z Tatianą przeżyli?

   Pięknie na nie odpowiedziała!

   A tak na marginesie – gdybym miała wybierać okładki, zdecydowałabym się na wersję historyczną, bo oddaje dominujący klimat tej powieści.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

czwartek, 09 sierpnia 2018
Syberiada polska – Zbigniew Domino

Syberiada polska – Zbigniew Domino
Wydawnictwo Studio Emka , 2013 , 512 stron
Trylogia Syberiada ; Tom 1
Literatura  polska
 

   Ukazem sowietskowo prawitielstwa grażdanie: Kalinowski Julian Feliksowicz razem z całą rodziną pieriesielajetsa w drugoju obłast na teritorii ZSRR...

   Tę formułę usłyszały 10 lutego 1940 roku wszystkie polskie rodziny we wsi Czerwony Jar na Podolu. Enkawudziści wraz z miejscowymi, ukraińskimi milicjantami pozwalali wziąć ze sobą tylko rzeczy osobiste, bagażu i jedzenia po worku na osobę. Mieli na to pół godziny. 30 minut na spakowanie całego życia w jeden worek. Za sobą zostawiali całe gospodarstwa. Wtłoczeni do 50 wagonów po pół setki ludzi w każdym, w których były tylko cztery gołe ściany, dach i podłoga z dziurą do defekacji, gryzieni przez wszy w fetorze zepsutych oddechów, niemytego ciała, kobiecych przypadłości i ludzkiej fizjologii,  marzli, głodowali, chorowali i umierali. Wieziono ich po złodziejsku, skrycie, wszelkimi sposobami izolując od miejscowej ludności przez Kijów, potem skrzyżowanie starych, zesłańczych szlaków u podnóża gór Sajanów – Kańsk, aż do obozu położonego w górnym biegu rzeki Pojmy, o znaczącej nazwie – Kaluczoje czyli Kłujące, Kolczaste. Byłego łagru pracy przymusowej wchodzącego w  skład GUŁagu, zbudowanego przez więźniów w latach 30. Miejsca ukrytego w dziewiczej tajdze wśród błotnych trzęsawisk i topieli, do którego można było dojechać tylko w zimie. To tam z całego transportu dotarło około tysiąca Polaków. Od momentu przybycia nazywanych specpieriesieleńcami, elementem politycznie niepewnym skierowanym do pracy przy wyrębie lasu, by „zarobić na chleb”, bo kto nie pracuje, ten nie je. Pod kolejnym hasłem zmuszającym do katorżniczej pracy o stachanowskich normach – Wszystko dla frontu, wszystko dla zwycięstwa. Katorga przez jaką przeszli Polacy na tej „nieludzkiej ziemi”, jak nazwał ją Józef Czapski, trwała do wiosny 1946 roku. 6 męczeńskich lat tysięcy ludzi, którzy swój syberyjski szlak znaczyli krzyżami w myśl kolejnej reguły – Prywykniesz, prywykniesz, a nie prywykniesz – zdochniosz! I umierali. Z głodu, choroby, tęsknoty i donosu skazującego na łagier.

   Do Polski wróciła mniejszość.

   Autor w znany mi schemat procederu zsyłki, często ukazywany w literaturze zesłaniowej i łagrowej oraz opowiadany mi przez Sybiraków na spotkaniach, wprowadził postacie fikcyjne. Mimo to miałam wrażenie, że poznaję fakty, bo też w dużej mierze ta epicka opowieść została oparta na własnych wspomnieniach autora i przeżyciach jego rodziny pochodzącej, tak, jak bohaterowie, właśnie z Podola. To dlatego na początku książki umieścił tę uwagę.

Prawo tworzenia opowieści na bazie wspomnień dało mu możliwość skomponowania fabuły z ogromnym rozmachem społecznym ukazanym na tle zmian politycznych ówczesnej Europy. Wśród jego rodzin byli przedstawiciele wszystkich warstw społecznych oraz narodowościowych o zróżnicowanym statusie materialnym, światopoglądzie i wyznaniu religijnym. Ich losy, bardzo odmienne, ukazywały ścieżki ich dziejów poprowadzone w różnych kierunkach, a podyktowane również indywidualnie podejmowanymi wyborami i decyzjami. Pozwoliło to autorowi na stworzenie nie tylko szerokiej panoramy ludzkich dróg, ale i ukazanie przyczyn ich kierunku. W tym niemożności wyjechania z ZSRR najpierw po amnestii z dnia 12 sierpnia 1941 roku, a potem po zakończeniu wojny. Jednocześnie temu spojrzeniu ogólnemu, pokazującemu losy Sybiraków, nadał ludzki wymiar ukazany poprzez jednostkę. Konkretną osobę i konkretną rodzinę. Początkowo trudno było mi określić jednego, głównego bohatera, z którego perspektywy oglądałabym dramat zesłanych rodzin, bo narrator zewnętrzny krążył nieustannie między wieloma postaciami, by ostatecznie pozostać przy nastoletnim Staszku Dolinie. To z perspektywy tego chłopca, wchodzącego w przyśpieszoną dorosłość, przyglądałam się, na poszczególnych etapach zsyłki rodaków w ZSRR, ich codziennemu życiu, walce o jedzenie, problemom, ciężkiej pracy, tragediom, ale i miłościom i radościom, towarzyszącym tułaczce w znalezieniu sobie miejsca do życia po amnestii, a przede wszystkim ogromnej tęsknocie za Polską i pragnieniu powrotu do niej. Parowóz wywożący ludzi z Czerwonego Jaru i przywożący Sybiraków z powrotem do Ojczyzny, tworzył niemalże poetycką klamrę spinającą powieść i ich losy.

   Takich momentów było w niej więcej.

   Zwłaszcza opisujących potęgę i urok tajgi. Piękno i siłę natury, która urzekała wszystkich przybywających na Sybir. I zesłańców (Jeśli zapomnę o nich...), i więźniów (Ile wart jest człowiek), i pilnujących ich strażników (Strażnik GUŁagu). Dokładnie tak samo jest w tej powieści, gdzie tragizm dramatów człowieczych rozgrywał się w urzekająco przepięknej scenerii natury, tworząc ostry kontrast ambiwalentnych odczuć. Taka też jest ta opowieść – piękna i ohydna, pełna życia i śmierci, nadziei i jej braku, wolności i zniewolenia, tęsknoty i spełnienia, miłości i nienawiści, pokory i buntu, dobra i zła.

    Emocjonująca!

   Ta pierwsza część trylogii ma swoją kontynuację w dwóch kolejnych – Czas kukułczych gniazdMłode ciemności.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Syberiada polska [Zbigniew Domino]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Na podstawie powieści powstał film pod tym samym tytułem.

sobota, 09 czerwca 2018
Kraina Proroka – Radosław Lewandowski

Kraina Proroka – Radosław Lewandowski
Wydawnictwo Akurat , 2018 , 510 stron
Tetralogia Wikingowie , tom 4
Literatura  polska
 

   A mówiłam! A uprzedzałam!

   Samą siebie, żeby nie przywiązywać się do bohaterów tej tetralogii o Wikingach pod żadnym pozorem, bo autor jedną ręką hojnie nimi obdarza, a drugą równie hojnie zabiera z kart książki. I stało się! Nie wierzyłam własnym oczom, widząc przerażającą mnie scenę. Muszę dodać, boleśnie skonstruowaną emocjonalnie i fizycznie, w czym autor szczególnie celuje. Nie mogę zdradzić, którego mojego faworyta autor wysłał w zaświaty, by nie odbierać przyjemności/nieprzyjemności zaskoczeń, które w czwartej i ostatniej części połączyły losy wszystkich bohaterów cyklu. Rozdzielone w części pierwszej Wilcze dziedzictwo, część druga Najeźdźcy z Północy i trzecia Topory i sejmitary wiodła szlakiem awanturniczej przygody tylko Oddiego Asgotssona. Wyklętego po zniewoleniu córki znaczącego woja i nieudanej próbie zamachu na tron swego wuja Eryka Zwycięskiego. Dojrzewającego chłopca, a potem mężczyzny kierowanego żądzą zemsty za zniewolenie matki i siostry. Banity, który przebył długą i trudną drogę z rodzinnej, szwedzkiej Birki poprzez Winlandię Dobrą aż do Mklagardu, skąd udal się w kierunku Morza Śródziemnego.

   Tym razem to nie jemu towarzyszyłam w wyprawie w nieznane.

   Jego rolę przejął w ostatniej części drugi z bohaterów początkowego zamieszania – Erik syn Eryka Zwycięskiego. Kuzyn Oddiego, który udał się wraz z paparskim niewolnikiem spisującym jego podróż na życzenie matki Erika, w kierunku Kordoby. Skuszony złotem, jakie miał dostać za pojmanego w niewolę kalifa, ostatecznie trafił aż na Sycylię z misją odbicia wyspy z rąk Maurów. Jego trasę wyprawy tradycyjnie znalazłam na wewnętrznej stronie okładki.

Wydawałoby się, że prosta misja szybkiego i obfitego wzbogacenia się nie będzie trudna. Jednak w miarę zbliżania się do Kordoby, zaczynała komplikować się za sprawą ujawnianych tajemnic, które skrywał niemalże każdy z bohaterów otaczających Erika. Niektóre były zaskakujące, ale niektóre niosące śmierć. Nie byłam w stanie przewidzieć kierunku, skąd nadleci zdradliwa strzała, wyjdzie skrwawione ostrze sejmitara lub nadleci topór najlepszego druha.

   Zdrada była wszędzie!

   Nawet wśród towarzyszy niejednej bitwy i niejednego wspólnie wypitego trunku. Nawet wśród członków własnej rodziny. Erik miał zaciętych wrogów, którzy zagrażali powodzeniu zyskownej wyprawy, ale także jego życiu. Na szczęście miał również wiernych przyjaciół, którzy byli gotowi oddać za niego życie. Ta niepewność w zamęcie stosunków dyplomatycznych, nagłych wydarzeń zmieniających kierunek wątków fabuły i zaskoczeń ujawnianych sekretów, była największym atutem tej części. Siłą napędową dynamiki akcji pełnej zmagań z wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym. To też część, która przybliża islam i historię panowania Maurów w Hiszpanii i na Sycylii. Autor tradycyjnie wpisał historię Erika w ramy historyczne, które przybliżył w posłowiu. Nie zapomniał również o ubarwieniu dialogów celnymi powiedzeniami i adekwatnymi przysłowiami zaczerpniętymi z obu kultur.

   To już jest koniec!

   Zaskakujący i brutalny koniec historii dwóch kuzynów, Erika i Oddiego, pchniętych w dalekie światy odmiennymi motywacjami i powodami. Losów trudnych i niebezpiecznych, jakie były udziałem Wikingów w X wieku. Historii osobistej walki o swoją tożsamość, honor i życie, ale i tej wielkiej, toczącej się w tle – Europy czasów średniowiecza. Odmiennej od obecnej, a przez to pociągającej dla współczesnego czytelnika, ale jakże aktualnej i ponadczasowej pod względem ludzkich emocji – zazdrości, zemsty, chciwości, nienawiści, ale i przyjaźni, honoru i miłości. Wartości budujących mosty ponad podziałami w bardzo zróżnicowanym świecie ścierających się interesów politycznych, różnic kulturowych i światopoglądów religijnych. Koniec pięknej, barwnej, emocjonalnej, chwilami zabawnej, gęstej postaciami i wątkami, brutalnej opowieści o Wikingach. Jednak nie dla samych Wikingów, dla których śmierć była dopiero początkiem wiecznego życia w Walhalli.

   I jeszcze coś!

   Coś, co mnie ujęło - poniższa dedykacja, doceniająca misję bibliotekarzy.

   Dziękuję!

Wikingowie. Kraina Proroka [Radosław Lewandowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

O meandrach tworzenia cyklu Wikingowie opowiada autor.

poniedziałek, 04 czerwca 2018
Ferma blond – Piotr Adamczyk

Ferma blond – Piotr Adamczyk
Wydawnictwo Agora , 2018 , 536 stron
Literatura polska
 

   Stare meble są niebezpieczne!

   Mogą na przykład zabrać komuś tożsamość. Dokładnie to przydarzyło się Michaelowi. Niemieckiemu politykowi, który w toaletce zmarłej matki znalazł tajemnicze dokumenty i listy. O ich przeczytanie, opisanie i odtworzenie historii bohaterów znaleziska poprosił swojego polskiego kuzyna, Piotra. Obaj mieli wspólnego dziadka antykwariusza i kolekcjonera mieszkającego w Berlinie. Ich matki, Charlotte i Helga, były siostrami. Jednak losy obu rozdzieliła wojna i miłość, skazując na życie we wrogich sobie krajach – Niemczech i Polsce. Jak do tego doszło i co było przyczyną podziału i rozpadu niemieckiej rodziny, Piotr opisał w drugiej, najobszerniejszej z trzech części powieści, którą mogę nazwać historyczną, a nawet kryminałem historycznym. Pełnym prawdziwych postaci znanych z historii, z których wiodącą był Adolf Ziegler. Artysta i prezes Izby Sztuk Plastycznych Rzeszy. Malarz, którego uwielbiał i cenił za akty kobiece Adolf Hitler, a pogardzali nim krytycy sztuki, nazywając go „narodowym malarzem włosów łonowych”. To on, uwodząc o dwadzieścia siedem lat młodszą Charlottę, matkę Michaela, wprowadził zamęt sercowy i zamieszanie obyczajowe, z powodu których dziewczyna trafiła do ośrodka Lebensbornu.

   Tajemnica z przeszłości, zapętlone losy bohaterów, morderstwa młodych kobiet seryjnego zabójcy i  miłosne mezaliansy na tle historii III Rzeszy czyniły z niej gęstą opowieść pełną zaskoczeń. 

   Znałam styl autora z Domu tęsknot, którym byłam zachwycona. Najnowsza jego powieść pozostaje wierna tematyce czyli skomplikowanym wojennym i powojennym stosunkom polsko-niemieckim, jednak nie jest tak poetycka, jak ta pierwsza. I nie może być! Powieść, w której dominują bolesne i okrutne fakty z czasów II wojny światowej dla obu narodów – obozy koncentracyjne, eugenika, ideologia nazistowska, rasistowska polityka prokreacyjna – wymaga odmiennej narracji. Autor wybrał delikatną ironię, która z jednej strony przybliżała ideologię III Rzeszy z naciskiem na „hodowlę rasy niemieckiej”, a z drugiej strony ukazywała jej absurdalność i groteskę, w które wpisali się Niemcy idący „z duchem dziejów”. Pokazał to poprzez losy zwykłych mieszkańców Berlina, jakimi była rodzina antykwariusza Helmuta, jak i tych z otoczenia Adolfa Hitlera. To bardzo liczna w fakty, postacie i wątki sensacyjno-kryminalne, powieść, do napisania której autor przygotował się, czytając publikacje wspomnieniowe i popularnonaukowe, a których bibliografię umieścił na końcu książki. Spośród 23 tytułów czytałam Rozmowy z katem Kazimierza Moczarskiego, Mój Auschwitz Władysława Bartoszewskiego i ten najważniejszy w walce o prawdę o Lebensbornie toczoną tuż po wojnie – ”Lebensborn” czyli źródło życia Romana Hrabara. Demaskowała ona rolę i zadania ośrodków Lebensbornu i polityki prokreacyjnej III Rzeszy. Jak się okazuje nie do końca skutecznie, skoro temat ośrodków Lebensbornu w Polsce nadal jest negowany, przemilczany i zaprzeczany przez Niemców, o czym napisał autor w Post scriptum, czyli początek śledztwa dołączonym do książki. Swoją powieść nazwał „próbą rozpoczęcia poszukiwań” w tym kierunku. W Polsce jest pierwszym pisarzem sięgającym po tę tematykę. W literaturze powszechnej podjęła się tego tematu amerykańska pisarka Jo Ann Bender wydaną w Polsce powieścią beletrystyczną, tylko wykorzystującą fakty - Lebensborn: życie i miłość w III Rzeszy. Niestety rozczarowała mnie warsztatem pisarskim.

   Piotr Adamczyk zrobił to dużo lepiej pod każdym względem.

   Przede wszystkim jest wiarygodny. Nic nie wzbudzało moich wątpliwości. Szczegóły z codziennego życia ówczesnych Niemców od ich różnorodnych postaw wobec zachodzących wokół zmian politycznych po prace domowe dzieci zawierające treści eugeniczne, zadziwiały. Ciekawostki wynalazcze prosto z obozów koncentracyjnych robiące karierę w powojennych już seks shopach, zaskakiwały. Cytaty czerpane ze źródeł historycznych zaciekawiały. Zwłaszcza te z Mein Kampf. Warsztat pisarski, który potrafił ten ogrom wiedzy wpleść w przeciekawą fabułę, ujmując historię rodziny berlińskiego antykwariusza w klamrę współczesności, w której jednym z bohaterów autor uczynił siebie samego, dając mu swoje imię i sugerując, że ta fabularyzowana historia, opowiadana z jego punktu widzenia, przydarzyła się mu osobiście, potwierdził swój wysoki poziom. I najważniejsze – uczynił powieść użyteczną społecznie, na tyle zaciekawiając czytelników tematyką, by delikatnie zwrócić ich uwagę w kierunku innych pozycji ją rozwijającą.

   To ważne.

   O jej zaistnienie w historii i w świadomości obu narodów walczył Roman Hrabar, poświęcając jej wiele lat pracy. Zadziwiającym jest natomiast fakt, że Niemcy nadal tę walkę o prawdę, a właściwie o jej fałszowanie, kontynuują. Ferma blond o bardzo wymownym i ironicznym, jak na autora przystało, tytule miała być napisana po to, by znowu zacząć walczyć o prawdę o ośrodkach Lebensbornu w Polsce w czasie wojny.

   A takich książek nie zapomina się.

Ferma blond [Piotr Adamczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
czwartek, 31 maja 2018
Topory i sejmitary – Radosław Lewandowski

Topory i sejmitary – Radosław Lewandowski
Wydawnictwo Akurat , 2017 , 432 strony
Tetralogia Wikingowie , tom 3
Literatura  polska
  

   Kolejna niespodzianka!

   Tym razem kierunek Wielkiej Przygody z wikingiem Oddim Asgotssonem zapowiadało słowo, którego nie znałam – sejmitary. Szybko wrzuciłam pojęcie do wyszukiwarki i oto, co mi wyskoczyło!

Wikipedia

Broń biała rzadko wykorzystywana w literaturze, za to często w grach komputerowych. Ze skrzyżowania północnych toporów i południowych sejmitarów powstała tym razem nie tylko dynamiczna i ciekawa poznawczo opowieść, ale przede wszystkim mieszanka już nie tylko dwóch kultur (wikińskiej i indiańskiej), jak było w drugim tomie Najeźdźcy z Północy, ale kilku, które bohaterowie pod dowództwem Oddiego, napotykali na swojej trudnej i bardzo niebezpiecznej drodze. A szlak wiódł przez rzeki, jeziora i lasy od szwedzkiej Birki do ówczesnego Miklagardu. Bardzo znanego miasta w X wieku i obecnie, ale nie zdradzę jego współczesnej nazwy, ponieważ samodzielne kojarzenie i konfrontowanie wiedzy z historii było dla mnie jedną z zabaw logicznych, jakie dostarczała mi opowieść. Historycznymi zagadkami, które uwielbiałam rozwiązywać, korzystając z podpowiedzi opisowych autora. Nie chcę zabierać tej przyjemności kolejnym czytelnikom. A okazji do odkrywania i zgadywania napotykałam mnóstwo, bo i szlak był bardzo długi. Od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego, jak pokazywała mapka umieszczona na wewnętrznej stronie okładki.

Mijane osady, grody i miasta były jednocześnie tytułami rozdziałów. Oddi wyruszył w tę ryzykowną podróż w nieznane motywowany zemstą. Po przybyciu do rodzinnej Birki dowiedział się, że jego matkę zamordowano, a czternastoletnią siostrę Jofriddę sprzedano w niewolę, wywożąc aż do Gardariki. Chęć jej odnalezienia lub pomszczenia ewentualnej jej śmierci była jedynym powodem wyprawy. Dla jego drużyny współtowarzyszy, która powiększyła się o jomswikingów z Jomsborga, również okazją do zdobycia łupów i wzbogacenia się.

   Ich wędrówka przypominała mi reguły baśni i gry komputerowej.

   Zawierała sporo ich elementów. Wyprawa w nieznane miała jasno określony cel, bardzo trudny do osiągnięcia. Zdobywanie kolejnych etapów podróży przypominało wchodzenie na kolejny level. Cele etapowe były uzależnione od skrajnych warunków spełnianych na poprzednich etapach. Powodzenie było uzależnione od umów, negocjacji lub zadań stawianych przez kluczowe postacie rozwijającej się akcji. Bohaterowie pozytywni i negatywni ścierali się w walce o dobro, w której siła fizyczna liczyła się tak samo, jak spryt i logiczne myślenie. W tyglu kultur pojawiali się bohaterowie, do których nie mogłam się przywiązywać, bo sukcesy wymagały ich ofiar w wyniku zdrady, walk, bitew, potyczek czy patologicznych działań psychopatów posiadających władzę. Sceny sadyzmu autor doprowadził do perfekcji. Czułam niemalże fizycznie zadawany ból i cierpienie. To w nich widać kunszt operowania słowem, by oddać to, co podsunie autorska wyobraźnia. A wszystko to zatopione w w atmosferze nieznanych, ale pięknych rzek, jezior, osad i lądów zamieszkiwanych przez ludy tworzące przebogatą mieszankę współistniejących ze sobą kultur. Ludzi o odmiennych systemach wartości, różnych językach, obyczajach i wierzeniach. Te ostatnie często ze sobą konfrontowanych i porównywanych, by ukochana Oddiego podsumowała to zjawisko dającym do myślenia, jednym pytaniem – może to wszystko było kiedyś jednym? Spośród wierzeń, które reprezentowali pojawiający się bohaterowie, najbardziej zainteresowała mnie wiara naszych przodków. Autor wplótł w historie wyprawy wątek z niewolnikiem Dobrogostem. Synem żercy służącym w przedchrześcijańskiej kątnicy w Płocku. Uczynił z niego źródło o ówczesnym systemie wierzeń słowiańskich, którego wyznawcy w XI wieku w Polsce trzykrotnie powstawali przeciwko ekspansywnemu chrześcijaństwu. To tutaj dowiedziałam się, że bociany przynoszące dzieci, a pierwotnie zaszczepiające duszę w narodzonych, są echem wierzeń naszych praojców. Te i inne fakty zawarte w powieści autor tradycyjnie zaczerpnął z materiałów źródłowych, o czym napisał w posłowiu omawiającym rys historyczny w fabule. Dzięki temu mogłam oddzielić prawdę od fikcji literackiej. Przede mną ostatnia część tetralogii o wiele obiecującym tytule – Kraina Proroka. Znowu będzie się działo!

   I bardzo dobrze!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wikingowie. Topory i sejmitary [Radosław Lewandowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 13 maja 2018
Najeźdźcy z Północy – Radosław Lewandowski

Najeźdźcy z Północy – Radosław Lewandowski
Wydawnictwo Akurat , 2016 , 415 strony
Tetralogia Wikingowie , tom 2
Literatura  polska
  

   Szalony pomysł!

   Zwiastowały go postacie na okładce – Indianina i Wikinga. Zastanawiałam się, czy można połączyć dwie, tak odmienne kultury? Autor udowodnił, że można! W historii zdarzały się takie przypadki, które skrupulatnie wykorzystał w drugim tomie tetralogii Wikingowie. Rozwinął w nim wątek ucieczki Oddiego Asgotsona przed oddziałem pościgowym konunga Eryka Zwycięskiego zapoczątkowany w pierwszym tomie Wilcze dziedzictwo. Rzucił nastoletniego chłopca, ale zaprawionego w boju i przez trudne życie z ojcem, w głąb dzisiejszej Kanady. W rejon Półwyspu Labradorskiego i Nowej Fundlandii w czasie zimowym. Opisy krajobrazów, ich szczegółowość i metafory sprawiły, że mogłam z przyjemnością zachwycać się nimi razem z Oddim. Korzystać z podsuwanych mi map, by samodzielnie tworzyć krajobrazy w wyobraźni.  Te na powierzchni wyspy pełnej lasów i te w głębi mrocznych jaskiń. Zgodnie z dedykacją umieszczoną przez autora na początku książki.

Dosłownie również, ponieważ na wewnętrznej stronie okładki widniała mapa wyspy, po której wędrował, skradał się, uciekał lub gonił Oddi.

Sił i odwagi uciekinierowi dodawała jedna myśl – chciał przeżyć, by wrócić do Szwecji i uwolnić matkę oraz siostrę. Był przekonany, że ojciec zginął, więc ciężar odpowiedzialności za losy bliskich spoczął na nim. Zdany na własne siły, a w większej mierze na szczęście, dokładnie je wykorzystał w pierwszej potyczce z tubylcami. Ratując gwałconą dziewczynę z plemienia Beothuków przed śmiercią ze strony gwałcących ją Indian z plemienia Mikmaków, wkupił się w łaski jej ojca i wodza oraz samej uratowanej. Ten niebezpieczny, ale udany początek rozpoczął życie Oddiego wśród Indian. Ciągłą konfrontację stylu życia, wierzeń, obyczajów dwóch kultur, w której Oddi często musiał ustępować, by przeżyć. Nawet jego bogowie nie mieli już tak wielkiej władzy na obcej ziemi. Jego umiejętności walki i wiedza taktyczna bardziej sprawdzały się w starciach, potyczkach i bitwach z innymi plemionami niż w życiu codziennym. Był jednak otwarty na wiedzę nowych przyjaciół, którzy przyjęli go do swego plemienia. Wśród których stracił serce dla uratowanej przez niego Shaa-naan-dithit, jednocześnie cały czas myśląc o pozostawionych w Szwecji bliskich. Pobyt na obcej ziemi bardzo go zmienił. Wyspa go zmieniła, ukochana Shaa-naan- dithit i Wielki Duch. Nie Odyn, ale Manitou.

   Oddi stał się silniejszy i bardzo niebezpieczny.

   Można potraktować tę część tetralogii jako przeciekawy przewodnik po kulturze indiańskiej i wikińskiej. Zwłaszcza że autor rozdziały poprzedzał cytatami myśli znanych wodzów i czarowników Ameryki Północnej, które wprowadzały i jednocześnie podsumowywały ich treść, zawierając ponadczasową wiedzę o świecie i roli człowieka w nim.

   Można również potraktować tę część jako pełną krwawych, dynamicznych przygód inicjację w dorosłość Oddiego, którego ukształtowało nie tylko własne dziedzictwo, ale również nowo poznana kultura. Jej filozofia poszerzyła jego horyzonty myślowe i pokazała świat z odmiennej perspektywy, zmieniając pojmowanie winy za los, którego doświadczał. Był przekonany, że to on sam jest odpowiedzialny za wszystko, co go spotyka. Nie świat i inni ludzie, jak do tej pory myślał, ale on sam. Zmiana świadomości  radykalnie zmieniła również jego postawę. Z uciekiniera przed Erykiem Zwycięskim na wojownika, który wypłynął mu na spotkanie.

   Będzie się działo w tomie trzecim!

Wikingowie. Najeźdźcy z Północy [Radosław  Lewandowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

sobota, 05 maja 2018
Wilcze dziedzictwo – Radosław Lewandowski

Wilcze dziedzictwo – Radosław Lewandowski
Wydawnictwo Akurat , 2017 , 432 strony
Tetralogia Wikingowie , tom 1
Literatura  polska

   Uwielbiam świat wikińskich wojów!

   Najciekawszy jest w jego przedstawianiu indywidualizm twórczy autora. Filmowy serial Wikingowie wyreżyserowany przez Michaela Hirsta pokazywał brutalną rzeczywistość zarówno mężczyzn, jak i kobiet w ówczesnej Skandynawii. Pochłonął mnie totalnie! Saga Północna Droga to przede wszystkim zmysłowy świat kobiety słabej fizycznie, ale silnej psychicznie w męskim patriarchacie. Może dlatego, że stworzyła ją kobieta, Elżbieta Cherezińska. Również pochłonął mnie totalnie. Pozycja popularnonaukowa Moce wikingów Władysława Duczki, pozwoliły mi oddzielić prawdę historyczną od fikcji literackiej.

   Byłam ciekawa kolejnej wersji o wikingach!

   Z niecierpliwością sięgnęłam po pierwszy tom tetralogii i już po pierwszych stronach prologu  powieści wiedziałam, że czeka mnie przede wszystkim brutalna przygoda skąpana we krwi, balansująca na cienkiej granicy realiów i wierzeń. Początkowo trudno było mi wskazać głównych bohaterów, ponieważ powieść składała się z czterech, wyraźnie oddzielnych ksiąg. Każda wprowadzająca nowe losy kolejnych bohaterów lub umieszczona w odmiennych realiach geograficznych. Z czasem zrozumiałam, że opisanie wielu, ale znaczących dla fabuły wydarzeń dziejących się w pierwszej połowie X wieku, było ważnym i decydującym o kierunkach jej dalszego rozwoju, początkiem wielu wątków, z których dwa były wiodące – dwie wyprawy wikingów ze skandynawskiej Birki. Obie zaznaczone na mapkach umieszczonych na wewnętrznych stronach okładek.

Jedna do Grenlandii pod wodzą Asgota z Krwawą Tarczą, landmana władającego wielkimi połaciami ziemi i stormana z północnej Szwecji, kuzyna samego Eryka Zwycięskiego, trzeciego w linii pretendentów do jego tronu. Druga do królestwa Leóna, w której władał protektor Aragonii , Nawarry i Katalonii Ramiro II. Pierwsza była ucieczką wikinga-renegata obciążonego klątwą Lokiego, który skierował miecz przeciwko własnym braciom, a zarazem pionierską w zakładaniu nowych osad na obcej ziemi. Druga wyprawą najemną szwedzkiego konunga Erika Zwycięskiego przeciwko maurom. W pierwszej bohaterem był syn Asgota z Czerwoną Tarczą, Oddi, , który bardziej kristmadzkiego papara przypomina, a nie wodza wikingów, jego iryjska matka tak napsuła mu w głowie, że częściej po pergamin i inkaust sięga niż po miecz i tarczę. W drugiej Eric Ericsson, syn Eryka Zwycięskiego, truhtina szwedzkiego i Sygrydy Storådy, córki konunga Wenedów Mieszka I i Siostry Bolesława Chrobrego. Obaj nastoletni o bardzo różnych osobowościach, z odmienną przeszłością i rysującą się przyszłością. Na Oddim ciążyła klątwa Jörmunganda, w której popadnięcie  świadkiem byłam w prologu i nienawiść ojca, uważającego go za bezwartościowego potomka. Przyczyna zdrady Asgota i sprawca przymusowej wyprawy. Z kolei Eric Ericsson był synem kochanym. Zwłaszcza przez matkę, dla której prowadził dziennik z wyprawy dyktowany paparowi, bo sam był niepiśmienny. Dzięki jego narracji pierwszoosobowej oglądałam rzeczywistość widzianą oczami dojrzewającego i buntującego się chłopca, który żył przygodą i nieznanym. Gotowym na wszystko, byle tylko być tam, gdzie najgoręcej, najniebezpieczniej, najciekawiej, a czasami najkrwawiej.

   Ta wielość bohaterów i wątków w pierwszej części cyklu była konieczna do ukazania przebogatej kultury i życia społecznego wikingów. Ich obyczajów, wierzeń, ubiorów, uzbrojenia, sposobów walki, polityki między jarlami i z obcymi. To był, pomimo jednorodności, bardzo zróżnicowany świat. Autor ukazał go bardzo mocno osadzonym w tradycji i mitologii, ale jednocześnie czerpiącym dla siebie, na własnych warunkach, to, co najkorzystniejsze  – złoto, niewolników i sojuszników. Tylko bogowie byli niezmienni. To przede wszystkim męski świat honoru, w którym kobiety były jednym z wielu elementów ich życia. Absurdalnie bardzo ważnym, ale mało cenionym. Rzeczywistość, którą wypełniały bitwy, walki i pojedynki na miecze i słowa o dumę, bogów, złoto, kobiety, ziemie, przywództwo i władzę. Bardzo dynamiczny wielością scen militarnych skąpanych we krwi, pocie i urynie. Autor wykorzystywał niektóre fakty historyczne, wokół których obudował fabułę. Opisy wzbogacił terminami skandynawskimi i mitologicznymi, które umieścił w słowniku na końcu książki, a dialogi „kwiecistymi” określeniami metaforycznymi, które pełniły rolę wyzwisk, przekleństw, sposobu okazywania skrajnych emocji lub dobrego humoru.

   Pierwsza część wprowadzająca w niebezpieczne przygody i  skomplikowane losy dwóch chłopców wśród twardych wojów, pozostawiła we mnie niedosyt. Ciekawą zapowiedź dalszego, które czekało na mnie w kolejnych częściach. Ich grafika okładkowa wprawiła mnie w zachwyt.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Wikingowie. Wilcze dziedzictwo [Radosław Lewandowski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

środa, 21 grudnia 2016
Uciekinier – Łukasz Czeszumski

Uciekinier – Łukasz Czeszumski
Wydawnictwo CL Media , 2016 , 422 strony
Cykl Krew Wojowników ; Tom 1
Literatura polska


Na okładce tej książki widnieje taka oto informacja:

To zapowiedź i przedsmak tego, co wydarzy się w późniejszych tomach tego cyklu historycznego. Na razie tom go otwierający to dopiero początek opowieści.
Historii podwójnej.
Pierwszą tworzą losy Jarosława Burzyńskiego, poddanego Korony Polskiej szlacheckiego rodu o niewielkiej ilości posiadanej ziemi, ale za to o wojennej sławie, zdobywającej wprawdzie poparcie wśród wielkich hetmanów, ale i zbierającej kpiny ze strony książąt i biskupów mazowieckich, że Burzyńscy mają zamek i sławę, ale nie mają bogactwa. Mieli za to zupełnie coś innego. Coś co na przełomie wieków XV i XVI, a potem w dobie renesansu, nie było wartością powszechną i nadrzędną – honor własny i dobro Polski. Cele osobiste mazowieckiej szlachty oraz rozgrywki polityczne, w których Burzyńscy nie chcieli brać udziału, doprowadziły do rodzinnej tragedii. Jarosław, jako wyjęty spod prawa,chcąc ratować życie, musiał wyruszyć w świat, szukając zatrudnienia jako najemny wojownik. W tej części cyklu krąży po Europie, której dwie mapki autor umieścił dla mojej wygody śledzenia wędrówki głównego bohatera.

Jego losy to pasmo niekończących się przygód, niebezpiecznych wydarzeń i zaskakujących zbiegów okoliczności. Niekoniecznie dobrych dla Jarosława, ale bardzo dobrych dla mnie. Koniec jednego zdarzenia był początkiem kolejnego. Między nimi, w chwili oddechu od tempa akcji, Jarosław zamieniał się w uważnego obserwatora ówczesnej Europy, której dzieje i zachodzące zmiany społeczne determinowały jego perypetie, kierunek dalszej wyprawy, a nawet szczęście do uchodzenia z życiem i duszą na ramieniu.
Przez pryzmat jego indywidualnego losu i losów osób wszystkich stanów spotykanych na swojej drodze autor opowiedział drugą historię – opowieść o Europie u schyłku średniowiecza i na początku renesansu.
Całość mocno osadził w realiach historycznych.
Wędrując z Jarosławem mogłam prześledzić zmieniającą się sytuację polityczną i gospodarczą, ich wpływ na wszystkie stany społeczne, trudy przemian rycerstwa w arystokrację i wynikające z tego procesu skutki, zwłaszcza dla chłopstwa, w poszczególnych krajach europejskich. Czasami byłam jednak zaskakiwana elementami fantastycznymi opartymi na wierzeniach, podaniach i legendach, które z faktami historycznymi nie miały nic wspólnego, za to pokazały Europę zabobonną, wierzącą w siły nadprzyrodzone, a przez to bojaźliwą i inkwizycyjną. Autorowi udało się odtworzyć realia tamtych czasów we wszystkich aspektach społecznych. Również militarnych. Dużo w tej opowieści scen walk i bitew, w których mogłam uczyć się rodzajów ówczesnego oręża. Autor ułatwiał mi to poprzez przypisy tłumaczące „tajemnicze” nazwy. Zadbał o każdy szczegół – ubiór postaci, jedzenie, system władzy, zależności społeczne, obyczaje, zwyczaje czy wygląd wnętrz. I najważniejsze – pozostawiał mi przestrzeń, którą mogłam zapełniać obrazami.
Potrafiłam to sobie wyobrazić ze szczegółami.
Nie potrzebowałam dodatkowych wyjaśnień o wyraźnie dydaktycznym charakterze, które tu i ówdzie wtrącał autor. Dla mnie zbędne i zupełnie niepotrzebne. Rozumiałabym ten zabieg, gdyby autor nie umiał słowami oddać swoich zamierzeń. Ale on to wszystko potrafił, więc zdania stawiane niczym kropka nad „i”, irytowały mnie. Nie lubię, kiedy traktuje się mnie, dorosłego czytelnika, jak dziecko. Chyba że autor myślał również o czytelniku młodszym, bo faktycznie powieść ta nie ma ograniczeń wiekowych. Zabrakło mi również skomplikowania akcji, przeplatających się, zapętlających i otwartych wątków, które skutecznie trzymałyby moją uwagę na wodzy tylko po to, by odkryć ich wyjaśnienie chociażby na końcu opowieści. Przygody Jarosława były linearne i same w sobie rozpoczęte oraz zakończone niczym supełki na sznurze. Chociaż początek powieści, z intro wyjętym z przeszłości i prowadzącym do teraźniejszości, by poprowadzić w nieznaną przyszłość, takie zagmatwanie zapowiadało. Być może taki był zamysł autora. Nie komplikować, by lepiej ukazać ówczesną Europę. By pokazać, jak napisał w posłowiu, że koniec średniowiecza i rozwój renesansu był epoką wielkiego chaosu i kryzysu wartości. Obfitowały w konflikty, wojny domowe i religijne, a degeneracja i tyrania władców sięgała zenitu. Zdrada, ucisk i zbrodnia były ponurą codziennością.
Ten zamysł w pełni zrealizował.
Na tyle dobrze, że jestem ciekawa dalszych losów i wędrówki Jarosława w drugim tomie, tym razem we Włoszech.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Fragment książki

wtorek, 09 sierpnia 2016
Miła 18 – Leon Uris

Miła 18 – Leon Uris
Przełożył Andrzej Szydłowski
Wydawnictwo Adamski i Bieliński , 1999 , 472 strony
Literatura amerykańska

Miła 18 w Warszawie.
Znałam ten adres. Nie da się go pomylić z żadnym innym. Pierwszą „stolicą” naszego „żydowskiego państwa” jest bunkier przy Miłej 18 – zanotował kronikarz powstania Żydów w Getcie Warszawskim w tej powieści. Z kolei Karol Mórawski, opowiadając o tym adresie w Kartkach z dziejów Żydów warszawskich, przytoczył napis z obelisku mówiący wszystko – "Tu, w ruinach bunkra przy Miłej 18, spoczywają członkowie sztabu Żydowskiej Organizacji Bojowej, wśród nich Mordechaj Anielewicz, dowódca powstania, inni bojownicy, a także osoby cywilne. 8 maja 1943 roku po trzech tygodniach walki, otoczeni przez hitlerowców, zginęli lub odebrali sobie życie..." (s.141)

Wikipedia

To o nich jest ta powieść.
Wprawdzie autor w podziękowaniach zastrzegł sobie, że występujące w książce osoby są postaciami fikcyjnymi, to zaraz dodał – ale jestem ostatnim człowiekiem, który ośmieliłby się stwierdzić, że nie istnieli ludzie, których losy przypominały bardzo wyraźnie losy moich bohaterów.
I przypominają, odtwarzają, naśladują.
Do tego stopnia, że na podstawie tej powieści mogłam nie tylko prześledzić powstanie Żydów dzień po dniu, ale losy narodu żydowskiego w Polsce od momentu pojawienia się w niej do bojowego zrywu w 1943 roku. Autor do napisania tej powieści bardzo dobrze przygotował się merytorycznie. Zbierał materiały do tej książki od dziesiątków osób prywatnych, świadków tamtych wydarzeń i od organizacji oraz instytucji przechowujących pamięć o Holokauście. Z rzeczywistych miejsc, historycznych faktów i prawdziwych wydarzeń zbudował fabułę opowieści, którą wypełnił bohaterami z każdej strony okupacji – Polaków, Żydów i Niemców. By umożliwić mi poznanie i zrozumienie skomplikowanych stosunków między Polakami a Żydami, jak i wśród samych Żydów, każdego z nich wyposażył w inną tożsamość, odmienne spojrzenie na antysemityzm, współpracę AK z Żydami, lojalność wobec partii, sens walki czynnej lub biernej z Niemcami, powinność wobec narodu i rodziny, politykę okupacyjną nazistów i walki z nią czy światopogląd religijny. Ta mozaika różnorodnych postaci uwikłana w intymne, rodzinne, polityczne lub ekonomiczne stosunki i zależności między sobą lub z okupantem w skrajnych warunkach życia, wypełniła tę powieść ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Jego temperaturę podnosiły nie tylko spory polityczne, filozoficzne, religijne czy egzystencjalne toczone między sobą, ale i niepochlebny obraz polskiego społeczeństwa, powoli wyłaniający się z tej książki – Polaków, Kościoła katolickiego, Armii Krajowej i polskiego rządu emigracyjnego, biernego i biorącego udział w zmowie milczenia, bo większość polskiego społeczeństwa nie chciała brać udziału w wojnie niemiecko-żydowskiej. Mniejszość aktywnie występowała przeciwko Żydom. W tych momentach książka boli i zawstydza. Dla niektórych czytelników może być obrazoburcza i wywoływać agresywny sprzeciw.
Może dlatego powieść napisana w 1961 roku, w Polsce ukazała się po raz pierwszy dopiero w 1999 roku.
Całość powieści autor podzielił na cztery rozdziały: Zmierzch, Zmrok, Noc i Świt, odpowiadające chronologicznie czasom tuż przed wybuchem II wojny światowej, utworzeniu getta w Warszawie, jego likwidacji i wybuchowi powstania Żydów w getcie. Przez cały ten czas mogłam śledzić stałe bądź zmienne postawy bohaterów uzależnione od warunków, jakie stwarzała im aktualna sytuacja polityczna. Przyglądać się rzeczywistości okupacyjnej, która dziwnie działa na ludzi. Większość z nich zrobi wszystko, żeby przeżyć. Niektórzy całkowicie tracą zasady moralne i zamieniają się w rozdygotanych tchórzy. Ale nieliczni znajdują w tej sytuacji źródło niewiarygodnej siły. Każdemu z nich dał imię, nazwisko i umieścił na drabinie hierarchii społecznej, abym poznała warunki życia w getcie i po stronie aryjskiej, skutki niemieckiej polityki eksterminacyjnej, rosnącą świadomość braku przyszłości i nadchodzącej zagłady, a w efekcie trudny proces połączenia wszystkich frakcji żydowskich organizacji, by złamać powszechnie obowiązującą zasadę – Żyd musi być cierpliwy, musi się modlić i akceptować swoją sytuację i w końcu przeciwstawić się nazistom w imię honoru i obowiązku wobec historii. By obalić mit o tchórzostwie i uległości. By stanąć do nierównej walki o wolność z góry skazanej na klęskę. Ja ujrzałam niezwykły fenomen, w którym zbieranina nie wyszkolonych, nie uzbrojonych bojowników stawiała opór największej potędze militarnej, jaką kiedykolwiek oglądał świat, przez czterdzieści dwa dni i czterdzieści dwie noce!
I wreszcie, bym w tym piekle ujrzała miłość.
Bo ona tam była. I ta zakazana, bo pozamałżeńska, i ta potępiana między Żydem a Polką i ta nastoletnia, przeżywana w przyśpieszonym tempie, by mogła zdążyć spełnić się przed pewną śmiercią. W tej emocjonalnej warstwie opowieści, trudno było mi uwierzyć, że tak nie było. Zwłaszcza że odkrywałam niezwykłe podobieństwo niektórych bohaterów do postaci historycznych, które posłużyły autorowi za prototyp. Paweł Broński swoją funkcją i rolą w getcie oraz popełnieniem samobójstwa wyraźnie przypominał Adama Czerniakowa, przewodniczącego Judenratu, a Aleksander Brandel piszący kronikę powstania, której fragmenty przeplatały się z treścią powieści, Emanuela Ringelbluma twórcę tak zwanego Archiwum Ringelbluma z Getta Warszawskiego ukrywanego w bańkach do mleka. Kto wie, czyimi odpowiednikami byli pozostali bohaterowie? Czyje rzeczywiste losy, które poznał autor w trakcie gromadzenia wspomnień świadków tamtych dni, posłużyły postaciom fikcyjnym?
Traktuję tę książkę, jak swoisty pomnik wystawiony przez autora tym, którzy w obliczu całkowitej zagłady, podjęli beznadziejną walkę o wolność, kryjąc się w labiryncie bunkrów, z których ten przy Miłej 18 był największy.

Wikipedia

Relatywny do tego rzeczywistego, wzniesionego z gruzów domów przy ulicy Miłej, nazwanego Kopcem Anielewicza, który jest jednocześnie nagrobkiem leżących pod nim 51 bojowników, którzy mówili – Wiemy, że ta walka o wolność jest całkowicie beznadziejna. Ale czy walka o wolność kiedykolwiek naprawdę się kończy?

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w marcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1170 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi