Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
poniedziałek, 15 sierpnia 2016
Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat – Willy Breinholst

Jak cało i zdrowo przyszedłem na świat – Willy Breinholst
Przełożyła Maria Kaczorowska
Wydawnictwo Lekarskie PZWL , 2010 , 135 stron
Literatura duńska

Dzieci i ryby głosu nie mają!
Tak głosi znane powiedzenie. Autor postanowił udowodnić, że dzieci nawet w okresie prenatalnym ten głos posiadają. Udzielił go malutkiemu plemnikowi w drodze do macicy. Troszkę zagubionemu w przepychaniu się wśród sobie podobnych do nowego lokum, a potem zadziwionemu swoim zmieniającym się wyglądem i otaczającym go światem wewnętrznym i zewnętrznym. Rozbawia przy tym swoimi komentarzami wyrażającymi dezaprobatę, radość, zaskoczenie, przykrość lub subiektywną nielogiczność zdarzeń. Otaczający go świat, ten widoczny i ten słyszalny, pokazuje z dziecięcego punktu widzenia w sposób ciekawy, odmienny i ze sporą dawką humoru aż w 56 odsłonach.

 

 

Każda zawiera króciutki tekst z rysunkami ilustrującymi mimiką i językiem ciała dziecka jego tematykę.
Przygody maleństwa rozbawiają!
Ale pod tą uroczą i słodką oprawą przekazu z językiem dostosowanym do małego czytelnika, kryje się bardzo dużo faktów i informacji merytorycznych z zakresu medycyny i psychologii ciąży, które każde dziecko poznaje przy okazji przyjemnej zabawy. Dowiaduje się o drodze plemnika do macicy nazywanej „mieszkaniem do wynajęcia” na 9 miesięcy, o rozwoju organizmu dziecka w czasie ciąży, pierwszych odruchach, czynnościach i biciu serca, wpływie trybu życia mamy na ciążę, roli ojca w okresie oczekiwania, szkodliwych czynnikach na rozwój dziecka, lekarskich badaniach kontrolnych kobiety ciężarnej i przygotowaniach do porodu. Mając świadomość tych walorów i tendencję do angażowania we wszystko, co robię, książek, wykorzystałam kiedyś tę publikację jako uzupełnienie materiału zapoznającego jedenastolatków z budową i cyklem rozrodczym człowieka. Na czytanie fragmentów książeczki chciałam przeznaczyć pół godziny. Nie pozwoliły mi na to. Musiałam przeczytać wszystko!
I to jest najlepsza rekomendacja tej książki.
Dlatego zaskoczyła mnie nieznajomość tej klasycznej już pozycji u koleżanki realizującej podobne tematy. A przecież jej pierwsze wydanie ukazało się w 1981 roku,

 

 

by wraz z kolejnym wydaniem w 1989 roku otrzymać dużo ładniejszą grafikę.

 

 

To z tego wydania korzystałam. Najnowszemu wydaniu Wydawnictwo nadało formę prezentu w twardej oprawie, idealnego dla przyszłych mam, które mogą spersonalizować swój egzemplarz, wpisując imię swojego dziecka,

 

 

wszystkie dane noworodka,

 

 

uzupełnić drzewo genealogiczne,

 

 

a nawet wybrać imię z umieszczonego na końcu kalendarza imieninowego.

 

 

To również doskonała książeczka edukacyjna dla rodzeństwa oczekującego siostry lub brata, pomagająca nie tylko „zajrzeć” mamie do brzuszka, ale przede wszystkim poznać, zrozumieć i przeżyć razem z rodzicami najbardziej fantastyczny, najbardziej niewiarygodny i zadziwiający proces poczęcia i narodzin.
Autor nie poprzestał jedynie na tej pozycji. Książka doczekała się kontynuacji. W Polsce dotychczas ukazało się 9 tytułów opowiadających o dalszych perypetiach dziecka i jego rodziców.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

FRAGMENT KSIĄŻKI

 

 

Książeczkę można czytać, ale i posłuchać razem z dzieckiem.

niedziela, 27 marca 2016
Cholera i inne choroby – Łukasz Kaniewski , ilustracje Karolina Kotowska

Cholera i inne choroby – Łukasz Kaniewski , ilustracje Karolina Kotowska
Wydawnictwo Poradnia K , 2016 , 65 stron
Literatura polska

Będę czytać dzieciom książkę!
Od czasu do czasu ktoś mnie zauważa i prosi o przyjście do placówki opiekuńczej, wychowawczej lub kulturalnej i poczytanie dzieciom. Wybierałam już baśnie i były powieści przygodowe. Pomyślałam, że tym razem przyniosę ze sobą książkę popularnonaukową, ale napisaną z myślą o najmłodszym czytelniku. Wykorzystam dominującą cechę wieku dziecięcego – ciekawość i poczytam im o chorobach.
Brzmi poważnie!
Można nawet zacząć się zastanawiać, czy nie nazbyt poważnie? Zapewniam, że ani trochę! Książka jest napisana i narysowana z myślą właśnie o dzieciach w serii specjalnie dla nich przeznaczonej - Latawiec. Warto zapamiętać to logo. Szkoda że schowane w książce. Koniecznie umieściłabym je na okładce.

 

 

Duży format A4, w twardej oprawie i szytym trzonem książki dodatkowo gwarantuje długowieczność w dziecięcych łapkach. Teksty niewielkie objętościowo, zawierające najważniejsze informacje podane z lekkim humorem i odniesieniami do znanych dziecku sytuacji z otoczenia – nie znużą. Duże litery zachęcą te, które mają problemy z procesem czytania. Czytających im dorosłych z wadami wzroku ucieszą! Treść nie straszy, pomimo rzetelności i nieodpartego odruchu drapania się przy czytaniu o wszawicy. Raczej wskazuje na zachowania profilaktyczne, jak choroby się ustrzec czy zapobiec i co robić, gdy już się przydarzy. Autor pomyślał o tych najczęściej przytrafiających się dzieciom i młodzieży, jak próchnica, trądzik młodzieńczy, pasożyty czy alergia.

 

 

Nie zapomniał jednak i o tych pojawiających się w wieku dorosłym obserwowanych w rodzinie, jak nowotwór, zawał czy nadciśnienie. Zastanawiałam się, czy zasadnym było umieszczenie dżumy i cholery, bo współcześnie to raczej ciekawostki medyczne. W to miejsce koniecznie umieściłabym świerzb, żółtaczkę i świnkę. Ta ostatnia to typowa choroba wieku dziecięcego. Nie ma malucha, który by jej nie przeszedł.
Sam układ zawartości i oprawa graficzna aż prosi się o wspólne czytanie!
Każdy rozdzialik wielkimi literami zapowiada swoją główną bohaterkę-chorobę. Każdy rozpoczyna się krótkim, zabawnym, czasami motywującym do walki, tematycznie nawiązującym wierszykiem.

 

 

I każdy ilustrowany jest grafiką zainspirowaną treścią, ale i zachęcającą do nawiązań, rozszerzeń i uzupełnień – dla dorosłego i dalszych poszukiwań – dla dziecka.

 

 

Dodatkową zaletą są dwa, osobne rozdziały mówiące już nie o chorobach, ale o ich przyczynach – bakteriach i wirusach. Ostatni, profilaktyczny, tłumaczy bardzo żywo dyskutowane w mediach i w społeczeństwie zagadnienie szczepionek. To dobra okazja, by wytłumaczyć dzieciom ten spór. Podczas czytania ostatnich rozdziałów wpadłam na pomysł, aby przynieść ze sobą mikroskop i pokazać dzieciom preparaty z bakteriami. Może obudzę w kimś ducha badacza lub lekarza? Autor nie zapomniał również o bardzo, bardzo ważnej rzeczy, a którą ujął w dwóch zdaniach – Choroby nie są sprawiedliwe. Nie patrzą, czy człowiek jest dobry, czy zły, wszystkich gnębią równie chętnie. Warto to podkreślać przy każdym rozdziale, ponieważ nadal istnieją w świadomości społecznej „choroby wstydliwe”. Wszawica czy owsica nie wywołuje współczucia wśród dzieci, lecz chęć wyśmiania i poniżenia.
Dorośli również mogą się czegoś nowego przy okazji dowiedzieć.
Dla mnie szokiem była informacja, że przy leczeniu ciężkich przypadków depresji nadal stosuje się elektrowstrząsy. Byłam przekonana, że tę metodę, tak krytykowaną, dawno zarzucono. A tu niespodzianka! Do wykorzystania tej książki przekonała mnie również rekomendacja fachowca, mimo merytorycznego przygotowania autora, który specjalizuje się w tematyce naukowej, umieszczona na tylnej okładce.

 

 

Mam tylko jedną uwagę.
Przy następnym wydaniu tej książeczki, warto poprawić błąd pojęciowy nierozróżniający określeń – „nastolatki” i „nastolatkowie”, który zakradł się do tekstu o trądziku młodzieńczym. Tyle moich wrażeń.
Przede mną najbardziej wymagający czytelnik – dzieci!

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Cholera i inne choroby [Łukasz Kaniewski]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 13 marca 2016
Jedyny i Niepowtarzalny Ivan – Katherine Applegate

Jedyny i Niepowtarzalny Ivan – Katherine Applegate
Przełożyła Magdalena Zielińska , ilustrowała Patricia Castelao
Wydawnictwo Czy Tam , 2014 , 317 stron
Literatura amerykańska

Wzruszyłam się!
Tym przyjemnym uczuciem, jakie towarzyszy podczas oglądania animowanych filmów familijnych. Tych, po których czuje się przyjemne ciepło w sercu, a mężczyźni przyznają się do łez. Podobno największym ich wyciskaczem jest niezrównany disnejowski Król Lew.
Ta opowieść ujęta w słowa ma dużo z konwencji tego typu filmów.
Nie bez powodu grafika okładki przedstawia jej bohaterów, zwierzęta, w rysunkowej postaci. Jej twórca musiał mieć takie samo wrażenie, jak ja – obejrzałam książkę niczym animowaną bajkę. Opowieść przeznaczoną i dla dzieci, i dla dorosłych, a najlepiej do wspólnego czytania.
Jej głównym bohaterem jest Ivan.

 

 

Goryl. Jak głosi tytuł – Jedyny i Niepowtarzalny. Jego wyjątkowość kryje się w zdolnościach plastycznych. Ivan rysuje, a jego prace właściciel zwierzęcia sprzedaje turystom odwiedzającym Centrum Handlowe z Automatami do Gry. Ivan wraz z innymi zwierzętami , słonicą Stellą

 

 

i psem Snickersem, zabawia gości odwiedzających centrum. Wraz z właścicielem stanowią najmniejszy cyrk na świecie, a ich występy reklamuje wielki billboard.

 

 

Co czują zwierzęta w niewoli i zaprzyjaźniona z nimi córka jednego z pracowników – Julia,

 

 

dowiaduję się z pierwszoosobowej narracji Ivana. Jego zdania i przytaczane dialogi są krótkie, a jeśli długie, to z prostym przekazem. Rozstrzelone na stronach i ilustrowane rysunkami.

 

 

Razem składają się na krótkie lub bardzo krótkie rozdzialiki.

 

 

Ten dobrze przemyślany układ treści zwalniał moje tempo czytania, bym mogła przeanalizować myśl Ivana. Zastanowić się nad emocjami zwierzęcych bohaterów. Pozwolić na porównanie uczuć, ich zrozumienie i ostatecznie na współodczuwanie. Ze względu na mądrość logiki Ivana od początku byłam po jego stronie. W miarę rozwoju akcji powoli zdobywał moje serce, by na końcu po prostu wzruszyć mnie swoją historią. I na tym etapie mogłabym nazwać tę opowieść ckliwą. Ale...
Ivan istniał rzeczywiście!
Mieszkał w klatce na terenie centrum handlowego przez 27 lat, dopóki nie uwolniły go z tego więzienia protesty ludzi. Złapany w Demokratycznej Republice Konga, był wychowywany w domu, dopóki stał się zbyt trudny do opanowania – wyjaśniła autorka – Chciałam dać Ivanowi (uwięzionemu w ciasnej klatce) jego własny głos i jego własną wersję wydarzeń, choćby tylko na papierze. (...) Podarować mu szansę bycia prawdziwym Srebrnogrzbietym Mocarzem, jakim od początku miał być.
Autorce w pełni udało się to!
Nie tylko pokazała, gdzie powinno być miejsce wszystkich dzikich zwierząt. Nie tylko przekazała ważną informację, że zwierzęta myślą i czują, ale przede wszystkim trafiła opowieścią w najczulsze miejsce psychiki ludzkiej – empatię. To właśnie tę zdolność rozpoznawania i wczuwania się w emocje innych (ludzi i zwierząt) kształtuje ta historia w małych czytelnikach, a pogłębia w dorosłych.
To mądrze przedstawiony los goryla Ivana do poznawania wspólnie z dziećmi. Swoją formą, narracją i przekazem spełnia wszystkie wymogi terapeutyczne, dydaktyczne i wychowawcze pozytywnie wspomagające rozwój psychiczny dziecka.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

Fragment książki

 

Jedyny i Niepowtarzalny Ivan [Katherine Applegate]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

środa, 20 lutego 2013
Patka i Pepe – Aga Szczepańska

Patka i Pepe: pierwsza zagadka – Aga Szczepańska , ilustracje Marsija
Wydawnictwo Studio Moema , 2013 , 128 stron
Cykl z Patką i Pepem ; część 1
Literatura polska


Ośmioletni Piotrek, zwany przez najbliższych Pepe, nie widział niczego atrakcyjnego w rodzinnym wyjeździe w góry, a dokładnie na narty do Karpacza. Był pewien, że zapowiadały się nudy. Okropne, niewyobrażalne nudy. Co on tam będzie robił po nartach? – zastanawiał się całą podróż.
Tego problemu nie miała jego rówieśniczka Patrycja, zwana w rodzinie Patką. Wręcz nie mogła doczekać się celu podróży - ośrodka wczasowego w Karpaczu, w którym jej rodzice zarezerwowali pokój. Całą drogę dopytywała się niecierpliwie, niczym osiołek, przyjaciel Shreka – Daleko jeszcze? Ale to nie znaczy, że się nudziła. O nie! Zdążyła sprawdzić, czy posiada magiczną moc sprowadzającą trochę więcej śniegu do Karpacza (o dziwo, miała!), porównać ośrodek wczasowy do domu prosto z horroru, bo akurat zgasło w nim światło, a w recepcjoniście zobaczyć mutanta, potwora i dziwadło.

 

 

Wszędzie widziała sekrety, dziwy, tajemnicze sprawy, podejrzanych ludzi, drzwi, których nie wolno było otwierać i korytarze, do których wstęp wczasowiczom, a zwłaszcza dzieciom, był surowo zabroniony. A już to, co robili pracownicy ośrodka, kryło na pewno wielką sensację, zwłaszcza że ich podsłuchane rozmowy zawierały przerażające słowa, budzące dreszcz emocji.
Wszędzie wokół pachniało przygodą!
Patce brakowało tylko wspólnika do jej przeżywania i wtedy poznała Pepa. Razem postanowili pomóc w rozwiązaniu afery niczego nieświadomemu kierownikowi ośrodka, że za jego plecami dzieją się niebywałe i niecodzienne sprawy.
Autorka ze zwykłego życia pracowników i wypoczywających wczasowiczów w ośrodku wczasowym zbudowała intrygującą zagadkę, jak głosi podtytuł, wykorzystując naturalną ciekawość dziecka, jego skłonność do nadinterpretacji i swobodnych dopowiedzeń, a nawet konfabulacji oraz głód dziania się wraz z potrzebą uczestniczenia w nim. W efekcie z banalnego ośrodka wczasowego stworzyła miejsce tajemnicze, kryjące sekrety, ciemne zakamarki, niewyjaśnione afery i sensacje z postaciami, którym Patka nadawała własne, charakteryzujące je pseudonimy. Do tego wykreowała bohaterów, znacząco różniących się osobowością (Patka żywiołowa i spontaniczna, a Pepe zrównoważony i metodyczny), tworzących idealny, uzupełniający się tandem, w pełni sprawdzający się w działaniu i myśleniu.

 

 

Przed taką parą kreatywnych dzieciaków, nie było nieciekawych miejsc, przeciętnych ludzi i zwykłych spraw.
Wszystko było jedną, wielką, czekającą na nich tajemnicą do odkrycia!
A całość tekstu wiernie ilustrowana, by podnieść poziom niesamowitości.

 

 

To bardzo dobra pozycja dla tych dzieci, które tak, jak Pepe, z góry zakładają, że wyjazd rodzinny na wczasy, to same nudy. W intrygujący sposób sugeruje, że tak naprawdę przygoda jest wszędzie, w każdym miejscu, za każdym zakrętem i drzwiami. Wystarczy odrobina wyobraźni, którą ta książka porusza, by ją dostrzec, wypatrzyć i nie pozwolić umknąć.
A rodzicom pozostaje tylko wzmóc czujność!

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 

Swoje wrażenia spisałam dla portalu Zbrodnia w Bibliotece.

niedziela, 03 lutego 2013
Migotnik – Roberto Piumini

Migotnik – Roberto Piumini
Przełożyła Ewa Nicewicz-Staszowska , ilustrowała Katarzyna Partyka
Wydawnictwo Bona , 2012 , 133 strony
Literatura włoska


Wygrałam na loterii!
Nie-nie, nie pieniądze. Coś dużo cenniejszego, a właściwie bezcennego – nową, pokrewną duszę, która CZYTA! To od niej trafiła do mnie ta książka z rekomendacją, że pięęęękna. Dokładnie tego słowa użyła. A jeśli coś jest piękne w literaturze, to znaczy, że gra na czułych strunach duszy estetycznej i emocjonalnej. Wtedy fakt, że książka przeznaczona jest dla starszych dzieci lub, jak kto woli, młodszej młodzieży, ponieważ głównym bohaterem jest prawie jedenastoletni chłopiec o imieniu Madurer, nie ma żadnego znaczenia. Są takie historie wymykające się podziałom, które z obopólną korzyścią dla siebie mogą czytać i dzieci, i dorośli. A jeśli w rodzinie lub najbliższym otoczeniu jest chore dziecko, zwłaszcza przewlekle lub śmiertelnie, to tę książkę należy czytać wspólnie.
Powoli wchodzić w świat Madurera cierpiącego na nieuleczalną, dziwną chorobę: szkodzi mu najsłabszy promień słońca, najmniejsza drobinka kurzu. Jego oczy natychmiast puchną, oddech staje się ciężki, skórę pokrywają plamy, a nawet rany. Nie może przebywać na świeżym powietrzu, biegać i bawić się w pałacowym ogrodzie, jak inne dzieci. Jest więźniem w pałacu swego ojca, który w akcie desperacji wobec bezsilności medycyny zaprasza do syna malarza Sakumata. Mężczyznę posiadającego dwie wyjątkowe cechy, dzięki którym mógł zbudować przyjacielską więź z chłopcem. Pierwszą była mądrość życia w przyjaźni z samym sobą, nie tracą przy tym życzliwości innych, a drugą talent malarski. Spod jego pędzli, które były dla niego niczym własne palce, a każde pociągnięcie ożywiał kroplą własnej krwi, wychodziły pejzaże emanujące spokojem przestrzeni:

 

 

To dlatego władca egzotycznej krainy zaprosił go do siebie, by zapełnił obrazami biel ścian synowskich komnat:

 

 

Z czasem te czyste, puste płaszczyzny zapełniły się światem istniejącym poza murami. Szumiącymi falami oceanu pełnymi ryb i pływającymi po nim statkami, na których chłopiec mógł być majtkiem, wypatrującym nowych lądów:

 

 

Dolinami z barwną roślinnością, górami z zamieszkującymi je ludźmi i zwierzętami oraz łąką:

 

 

A wszystko to miało niezwykłą zdolność zmieniania się, przybliżania i oddalania, pojawiania się i znikania, chowania się i ukazywania, zwijania się i rozkwitania i wreszcie, powstawania i obumierania. Jednym słowem – przemijania. To ono jest kluczowym pojęciem tej baśni i najważniejszym jej przesłaniem.
Autor wykorzystał cudowną moc symboliki baśni i metaforyczne możliwości języka sztuki, by opowiedzieć umierającemu dziecku o stałym elemencie wszystkiego co żyje i świata niematerialnego – procesie rozpadu i destrukcji, prowadzącym do unicestwienia, zniknięcia, do... śmierci. O konieczności odejścia, prędzej czy później, wszystkiego i wszystkich, bo czas nie oszczędza nikogo. Jedyne, co możemy zrobić, to przeżyć go najpełniej mając nawet jedenaście lat, a rodzic jest tą osobą, która może dziecku w tym pomóc.
To jedna z tych książek, która oswaja z myślą nie tylko o nieuchronności odejścia dziecka chorego, ale i ze śmiercią dziecka zdrowego, które straciło bliską osobę. Pomaga rodzicowi ująć w słowa abstrakcję trudną do zrozumienia małemu człowiekowi. Wyręcza w tłumaczeniu bolesnych zagadnień, gdy brakuje odwagi spojrzenia w ufne, dziecięce oczy lub gdy emocje blokują zdolność mówienia. To dlatego tę opowieść należy czytać powoli. Niespiesznie. Po jednym rozdziale. Nawet ze śródtekstowymi przerwami na rozmowę, jeśli dziecko jej w danym momencie potrzebuje. Czasami tylko oglądać, jeśli na ten moment padło zbyt wiele słów, bo jest bogato ilustrowana.
Ale to nie wszystko.
Znalazłam w niej również coś dla siebie. Osoby dorosłej. I tutaj muszę nawiązać do tytułowego migotnika. Rośliny wyjątkowej, która w pałacowych komnatach, w ciemną noc, skrzyła się niczym rozgwieżdżone niebo. Jeśli przyjąć, że my, ludzie, wpatrzeni w kosmos, przypominamy uwięzione technologicznie, a przez to ułomne, istoty na planecie Ziemia, niczym bohater tej opowieści w swoich komnatach przez chorobę, to możemy pozbyć się klaustrofobicznego, depresyjnego, ziemskiego zamknięcia, wykorzystując do tego własną wyobraźnię do podróżowania bez ruszania się z miejsca. Do przynoszenia innych wymiarów, innych pozaświatów na Ziemię. Ci którzy to potrafią, bo posiadają nieprzeciętną wyobraźnię i zdolności jej obrazowania na wzór malarza Sakumata - malarze, poeci, pisarze, muzycy, reżyserzy i wielu innych przedstawicieli szeroko pojętej sztuki, pomagają nam zapełnić biel naszej wyobraźni i sterylność duszy. Przebywać w światach niedostępnych zwykłemu człowiekowi. Odkrywać inne wymiary. Przeżywać moc doświadczeń i emocji z nimi związanych. I wreszcie rozwijać się, by zniknąć z tego świata spełnionym i szczęśliwie zmęczonym. Ale, by to osiągnąć, odbiorca musi chcieć, a twórca swoją pasję karmić własną krwią. Jak Sakumat.
Bez tego skazani jesteśmy na życie w depresyjnej bieli, ubodzy duchem i z męką jałowego życia w oczach.
Przesadzam?
Proszę sobie wyobrazić świat bez sztuki. Nie można? Można, bo to nie jest trudne, to jest tylko przerażające. Ja prawdopodobnie przespałabym życie w poszukiwaniu jej substytutu w snach.
Na koniec dodam, że to nie wszystko, co ujrzałam w tej opowieści. Jest jeszcze postać Sakumata, który po odejściu z pałacu, porzuca życie wśród ludzi, by osiąść w pustelniczej chatce niczym eremita. I postać ojca... Ale tę przyjemność wyszukiwania kolejnych, nowych ścieżek i podążania nimi wspólnie z dzieckiem, pozostawiam tym rodzicom, którym zależy na rozwoju wewnętrznym swoich dzieci.
Książkę stawiam na półce obok innej książki-oswajaczki Oskar i pani Róża Érica-Emmanuela Schmitta.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
wtorek, 09 marca 2010
Tajemnica człowieka z blizną – Paweł Beręsewicz

Tajemnica człowieka z blizną – Paweł Beręsewicz
Ilustrowała Olga Reszelska
Wydawnictwo Literatura, 2010 , 183 strony
Seria To Lubię
Literatura polska


Gdyby ten poniższy rysunek

 

text

 

 

został umieszczony na okładce, wystraszyłby mnie, a co dopiero dziecko, które pomyślałoby: błeee, znowu historia i nieśmiertelne twierdzenie dorosłych : ”A jak ja byłem w twoim wieku to....”, ale ludzie (uwielbiam taką kompetencję i profesjonalizm) kierujący projektem jej wydania, mądrze umieścili go w środku, eksponując na okładce tajemniczego brodacza. Tak jak autor tej książki ( a może było odwrotnie?) sprytnie ukrył ważne informacje jego dotyczące w treści opowieści, wysuwając na plan pierwszy szafę. O, tę:

 

text

 

 

kryjącą w swoim wnętrzu przysłowiowego nieboszczyka, bo jak pisarz twierdzi: każda rodzina ma jakiegoś trupa w szafie, jak mawiają Anglicy.
Ja, osoba dorosła, dałam się złapać na ten haczyk, myśląc, że mam przed sobą opowieść z wątkiem co najmniej sensacyjnym jeśli nie nawet kryminalnym, a co dopiero dziecko! Wiedzione wiecznie nienasyconą ciekawością, zrobi wszystko czyli przeczyta książkę (i o to chodzi), żeby zobaczyć tego trupa na własne oczy. Tak jak zrobił wszystko główny bohater, dwunastoletni Jasiek, żeby rozwiązać tajemnicę rodzinną, wpadając po uszy w lawinę bardzo tajemniczych zdarzeń, by tropiony zwierz w ostatniej chwili robił gwałtowny zwrot i dawał nura w krzaki, a szkielet w naszej szafie chichotał, aż klekotały kości. W lawinę piętrzących się pytań czekających niecierpliwie na odpowiedź, zaskakujących informacji o najbliższych krewnych i, co najciekawsze, o własnych rodzicach sprzed ery pojawienia się tropiącego te sensacje, czyli Jaśka, w ich życiu. Poniżej, we własnej osobie:

 

text

 

 

Założę się, że taka książka nie powędruje na półkę, jako kolejna przeczytana fajna przygodówka, ale stanie się powodem tym razem lawiny pytań do własnych rodziców o stan wojenny, o komunizm, o ZOMO, o Solidarność. To te treści pozostaną w umyśle dziecka, tak jak we mnie wywołały lawinę wspomnień i skojarzeń, wzmocnionych grafiką Olgi Reszelskiej, a przypominającą przygody ilustrowane przez Bohdana Butenkę.
Całość (i treść, i rysunki) przeniosła mnie w stary, dobrze znany mi świat z elementami nowości, ale dzieciaki będą wchodzić we współczesny sobie świat z elementami historii.
A teraz ściszam głos, żeby dzieci nie usłyszały: świetna książka na prezent godząca często rozbieżne interesy obdarowującego i obdarowywanego, która bawi, uczy i rozśmiesza, bo zapomniałam dodać o bardzo ważnej rzeczy. O niezwykłym humorze skrzącym się z każdej strony tej historii.

| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w sierpniu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 958 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi