Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
poniedziałek, 18 marca 2019
Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco? – Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galarreta

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco?: nie bój się menopauzy – Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galarreta
Przełożyła Katarzyna Górska
Wydawnictwo Marginesy , 2019 , 344 strony
Literatura hiszpańska

   Zgaduj-zgadula: sięgnęłaś po tę książkę, ponieważ...

   Po czym autorki wymieniły dziesięć powodów. Na siłę mogłabym podać dziesiąty – Interesujesz się sprawami związanymi ze zdrowiem. – bo mądrzy naukowcy donoszą ze swoich poletek badawczych, że na nie pracuje się całe życie, a nie w chwili kryzysu – choroby, zmiany, bólu, dysfunkcji czy złego samopoczucia. W tym podejściu coś było na rzeczy, bo w dalszej części książki przeczytałam, że, aby dobrze wyglądać i czuć się po pięćdziesiątce, trzeba zacząć pracować na to już po dwudziestce.

Gdybym jednak miała podać swój powód sięgnięcia po tę pozycję, mimo że do menopauzy trochę mi brakuje, a dołączony do książki wachlarz na uderzenia gorąca na razie wykorzystam podczas upalnych dni lata, to byłyby to słowa autorek – Bo jest to coś, co spotka cię na pewno, co czeka tuż za rogiem. Jesteś kobietą. Koniec kropka. Skoro, będąc nastolatką, z wypiekami na twarzy w sekrecie podczytywałam starszej kuzynce podręcznik z biologi do siódmej klasy, by poznać tajemnicę dojrzewania, to tym bardziej trzeba tę tajemnicę poznać w okresie przekwitania, które prędzej czy później nadejdzie. Wydawałoby się, że rynek od tamtych czasów zasypany jest publikacjami na ten temat i że można mówić wszędzie i ze wszystkimi o tym otwarcie.

   Otóż, według autorek, nie!

   Krzywda, jaką kobietom wyrządzili nasi przodkowie swoimi przekonaniami jeszcze na początku XX wieku, że menopauza to „kara za przewinienia kobiet”, i doradzano rezygnację z wszelkiej ekscytacji seksualnej, by uniknąć nagromadzenia krwi w mózgu, trwa nadal. Wtórował im sam Zygmunt Freud, który twierdził, że kobiety w okresie przekwitania są „kłótliwymi i upartymi, podłymi i sadystycznymi neurotyczkami”. Pokłosie tych poglądów zbieramy do dzisiaj.

   Menopauza to nadal temat tabu!

   Nadal się o niej nie mówi, chyba że szeptem i to na ucho. Autorki, dwie dziennikarki kochające życie – jak o sobie napisały - postanowiły to zjawisko zbadać, znaleźć przyczyny i rozwiązania, z pełną świadomością, że to zadanie zamieni się w terapię (przede wszystkim dla nas samych), a jej efektami podzielić się z milionami kobiet. Zaprosiły do współpracy i rozmów specjalistów i lekarzy oraz najbliższe przyjaciółki i kobiety, mające odwagę podzielić się własnymi doświadczeniami umieszczonymi w publikacjach, blogach, wideoblogach, a nawet piosenkach czy filmach.

   Efektem tych działań był ten poradnik.

   Szczegółowo omawiający czas przed, w trakcie i po menopauzie. Zmiany fizyczne i psychiczne zachodzące w organizmie kobiety. Charakterystyczne objawy i choroby jej towarzyszące. Profilaktykę działań je łagodzących, jak dieta z podaniem tygodniowego jadłospisu, ćwiczenia z podaniem konkretnych, czynności pielęgnacyjne (włącznie z ubiorem), badania okresowe, leczenie i przede wszystkim praca nad własnym nastawieniem i myśleniem.

   Te ostatnie były bazą motywacyjnego przesłania autorek.

   W tym zakresie w dużej mierze swoje inspiracje opierały na teorii długiego i zdrowego życia zawartej w publikacji Ikigai Hectora Garcii i Francesca Mirallesa. Nie popadały jednak w hurra-optymizm. Były bardzo racjonalne we wszystkim, podkreślając indywidualizm każdej kobiety i prawo do wybiórczości proponowanych działań, a swoje najważniejsze uwagi wyróżniały w ramce.

Według nich menopauza miała stać się sojusznikiem w cieszeniu się życiem. Nie odmłodzić i wyszczuplić ciało, ale uczynić je zdrowszym, pewniejszym siebie, radośniejszym i nadal cieszącym się seksem. Namawiały do odrzucania spełniania cudzych oczekiwań i konwenansów narzuconych przez społeczeństwo, w którym kult młodości, idealnego ciała i seksu jest obecnie wiodącym tematem włącznie z reklamami. Najwyższy czas na powitanie nowego – menopauzy. Na poznanie jej i kontrolowanie, by po prostu cieszyć się życiem w zdrowiu.

   Dobrze czuć się we własnej skórze, bez względu na wiek.

   Zdania piane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Czy mnie się wydaje, czy tu jest bardzo gorąco? [Charo Izquierdo, Laura Ruiz de Galaretta]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

niedziela, 14 października 2018
Żyj lepiej, kochaj mądrzej – Philip G. Zimbardo , Rosmary K. M. Sword

Żyj lepiej, kochaj mądrzej – Philip G. Zimbardo , Rosmary K. M. Sword
Przełożyła Olga Siara
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2018 ,  170 stron
Literatura  amerykańska

   Zaczęło się niewinnie.

   Od ukazania się książki Siła czasu, po której autorzy otrzymali propozycję pisania felietonów, na temat roli postrzegania czasu w życiu, na internetową stronę magazynu Psychology Today. Głównie z myślą o amerykańskich żołnierzach z zespołem stresu pourazowego (PTSD). W ich przypadku, wykorzystanie techniki rozwoju osobistego, jakim jest terapia równoważenia perspektyw postrzegania czasu (TPT), świetnie się sprawdzało. Jednak czytelnikami tej strony byli również ludzie z zaburzeniami niezwiązanymi z PTSD – depresją, stanami lękowymi, silnym stresem lub po prostu nieradzący sobie z problemami doświadczanymi w codziennym życiu. Ich komentarze, pytania, prośby o pomoc i poruszane zagadnienia zainspirowały autorów do stworzenia publikacji przeznaczonej dla właśnie takich odbiorców, którzy z powodu negatywnej przeszłości nie potrafią przełamać schematów myślowych oraz postępowania i stworzyć zdrowych relacji z innymi, by cieszyć się teraźniejszością i planować pozytywną przyszłość. Poszczególne rozdziały poświęcili najbardziej problematycznym dziedzinom życia wskazanych przez czytelników felietonów – relacje z innymi, znęcanie się, ostracyzm, seks, wychowanie, stres, szczęście i sens życia. Ale zanim autorzy przeszli do omawiania tych zagadnień, w których tłumaczyli rolę i zasady działania TPT, podawali przykłady z życia czytelników i własnych, prezentowali narzędzia i metody do stosowania, a także w sposób pozytywny motywowali do działania, najpierw wyjaśnili w pierwszym rozdziale, czym jest TPT i jak pozytywnie wpływa na jakość życia człowieka.

   Zaproponowali również wypełnienie Kwestionariusza Postrzegania Czasu Zimbardo (ZTPI).

   Był konieczny, ponieważ stanowił bazę wyjściową do postępowania w dalszej terapii. Ustalał stopień zaburzenia postrzegania czasu i jego dominantę. Jego wersję w języku angielskim można znaleźć na The Time Paradoks. Autorzy w swojej chęci pomocy ludziom zagubionym w czasach i upowszechniania wiedzy na temat TPT posunęli się jeszcze dalej.

   Stworzyli aplikację telefoniczną AETAS!

   Skierowali ją do osób potrzebujących niewielkiego wsparcia motywacyjnego lub niemających odwagi albo możliwości spotkania się z terapeutą osobiście. Pozwala ona na monitorowanie depresji, zaburzeń lękowych, natężenia stresu i podnoszenie poziomu optymizmu.

   Po prostu relaksuje!

   Do wykorzystania w chwili napięcia lub w momencie wolnego czasu, by nabrać dystansu. Jak widać, skala upowszechniania wiedzy na temat TPT przez najbardziej znanego psychologa na świecie, twarzy amerykańskiej psychologii, jakim jest P. Zimbardo, oraz przyjaznego dostępu poprzez Internet, urządzenia mobilne, kanały YouTube, akcje społeczne jak Projekt Bohaterskiej Wyobraźni realizowany również w Polsce czy publikacje książkowe na jej temat, jest ogromny. To świadczy o istniejącej potrzebie i skali zjawiska nieradzenia sobie z codziennością egzystencji, którego objawami są powszechna agresja i przemoc we wszystkich dziedzinach życia.

   Według autorów skutecznym kluczem jest właśnie TPT.

   By czerpać z pozytywnej przeszłości do tworzenia wymarzonej przyszłości, ciesząc się darem teraźniejszości. By żyło się lepiej.

   Wszystkim.

Bardzo ciekawy wykład autora na temat roli czasu w naszym życiu i perspektyw jego postrzegania.

niedziela, 23 września 2018
Baba Jaga radzi – Taisia Kitaiskaia

Baba Jaga radzi: nieziemskie porady na codzienne troski – Taisia Kitaiskaia
Przełożył Przemysław Hejmej
Wydawnictwo Kobiece , 2018 ,  200 stron
Literatura  amerykańska

   W dzikich, gęstych kniejach Syberii...

   Ten początek pierwszego zdania sugerujący zaczynającą się właśnie baśń dla dorosłych pogubionych w życiu, zaintrygował mnie. Raz, że nawiązywał do rejonów, które darzę zachwytem rusofila, a dwa, że zapraszał do świata wyobraźni, w której gęstwinie mroku

ścieżka prowadziła do chatki na kurzych nóżkach.

Żyła, była w niej Baba Jaga. Tak mądra i dająca tak inteligentne rady, a jak głosi podtytuł książki – nieziemskie porady na codzienne troski, że znajdywali się śmiałkowie ryzykujący życiem, by móc ich wysłuchać. Choć nie były łatwe do oczytania. Nie były proste do zrozumienia. Pełne metafor, porównań, odniesień do świata fauny i flory oraz symboli sięgających artefaktów. Czasami w formie minibajki, historyjki lub przypowieści. Przekazywane językiem ignorującym obowiązujące zasady interpunkcji, gramatyki, a nawet ortografii. Gdzie spójnik „i” zastąpiono znakiem „&”, a zaimki zwrotne i dzierżawcze, skrótami. Gdzie ni z tego, ni z owego w środku zdania pojawiał się dwukropek, nawias otwierający lub zamykający, kropka przed zdaniem lub podwójny łącznik. Wszystko potrzebne, a nawet niezbędne, by nadać rytm odbierania odpowiedzi i, niczym ograniczniki prędkości, wymusić zwolnienie odczytywania rad, a nawet przystanek na pomyślenie nad nimi. Jeśli trzeba, na ich powtórne odczytanie. Czasami treść przekazu nie była dla mnie najważniejsza, bo jej forma porywała poezją tworzenia obrazów słowami w umyśle. Przed umieszczeniem tutaj jednego z nich nie mogłam się powstrzymać, bo jest bardzo motywacyjny i wzmacniający poczucie własnej wartości i wyjątkowości w chwili zwątpienia w swoją jedyność, niepowtarzalność i oryginalność. Coś pięknego dla niekochających siebie i nie tylko, a przy okazji próbka stylu wypowiedzi.

   Wśród mnóstwa rad, znalazłam również coś dla siebie!

   Pytanie, które na pewno zadałabym Babie Jadze – Jak przestać obżerać się słodyczami? Odpowiedź mnie jednocześnie zdeprymowała i rozbawiła – Baba Jaga nie pomaga ogarniętym durnymi zachciankami. I tyle, jeśli chodzi o zakres mocy Baby Jagi, która nie jest cudotwórczynią, wróżką i jasnowidzącą, gdyby przypadkiem komuś wydawało się, że jest wszechmocna. W ten sposób mówi, że nie oferuje łatwej pomocy, że żadnej nie dam ci pociechy, dziewuszko,). Ona tyko podsuwa wskazówki do źródła siły tkwiącej w człowieku właściwie na każdy temat, podzielone w książce na trzy główne rozdziały – miłość, relacje ze sobą i z innymi ludźmi oraz rozwój osobisty i zawodowy. Autorka utrzymuje, że jej magiczny poradnik ma źródła w jej dzieciństwie. Wychowując się w Rosji, przesiąknęła opowieściami o„starej, podstępnej wiedźmie – czasami okrutnej, niekiedy wyrozumiałej, zawsze zaś groźnej. Dorastała w USA, ale nie zapomniała o Babie Jadze, próbując odnaleźć drogę powrotną do jej chatki na kurzych nóżkach w głębokiej, syberyjskiej kniei. Nieustannie zadając jej pytania, powoli nawiązywała z nią kontakt, by „przez dwa lata, raz na tydzień obcować” z nią i notować jej odpowiedzi na maszynie do pisania. Stąd maszynowa czcionka tekstu, ilustrowanego niepokojącą grafiką w tonacji czerni i krwistej czerwieni, który sprawia wrażenie autentycznego przekazu prosto z umysłu wiedźmy, a w którym autorka pełni tylko rolę medium. I jeśli nawet jest to postać fikcyjna, symboliczna, bo kto wierzy w wiedźmy z bajek, to jej przekazy są prawdziwe. Zawierają mądrość starszyzny plemiennej, szamana, pustelnika czy baśni. Instytucji zanikających we współczesnych społeczeństwach i zastępowanych przez psychoanalityków. Jak się okazuje również przez książki, z czego bardzo się cieszę!

   Oto jedna z nich!

   Tym razem pięknie ubrana w szaty graficzne i ze specyficzną narracją, zawierającą perełki mądrości sięgające niczym archeolog duszy ludzkiej do archetypów, o których zapominamy we współczesnej kulturze, gubiąc w świecie obowiązującej mody i urody na przykład rolę matki, bo - Co to znaczy być matką w naszej kulturze? – pyta świeżo upieczona mama, która czuje się pozbawiona seksapilu, nudna i źle ubrana, niezgrabna, bez formy, pogardzana, godna politowania oraz – co najgorsze – traktowana protekcjonalnie. Baba Jaga natychmiast przywraca punkt adekwatnego widzenia siebie w roli matki we współczesnym świecie:

   Pamiętajmy, my matki, o tej mocy, o tym darze, za otrzymanie którego tysiące kobiet zaryzykowałoby życie w drodze przez knieje do Baby Jagi, by uzyskać poradę na poczęcie dziecka, którego nigdy nie będzie im dane posiadać.

   Z takich perełek składa się cała książka!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Książkę wybrałam spośród poradników księgarni Tania Książka.

Baba Jaga radzi [Taisia Kitaiskaia]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

poniedziałek, 21 maja 2018
Spacerownik: Centrum Nauki „Kopernik” – Dariusz Bartoszewicz , Piotr Cieśliński

Spacerownik: Centrum Nauki „Kopernik” – Dariusz Bartoszewicz , Piotr Cieśliński
Wydawnictwo Agora , 2011 , 272 strony
Literatura polska
 

   Nareszcie!

   Stał sobie ten przewodnik na półce siedem lat, czekając na okazję wykorzystania go. Wreszcie doczekał się! Przeczytałam go, a bardziej obejrzałam, bo więcej w nim fotografii i rysunków niż tekstu, tuż przed wyprawą do Centrum Nauki „Kopernik”.

A właściwie przed eksplorowaniem go, bo to wyjątkowe miejsce dla lubiących poznawać i odkrywać samodzielnie. CNK ma jeden cel – zaspokoić potrzebę poszukiwania wiedzy, oddziałując na wszystkie zmysły człowieka i w efekcie zaangażować do pracy umysł. Po co? By stać się obywatelem świata z poczuciem współodpowiedzialności za jego losy w bliższej, dalszej i najdalszej przyszłości. By nie być biernymi konsumentami wytworów cywilizacji sterowanej przez elity, na które nie mamy wpływu. By wreszcie odpowiedzieć sobie na bardziej podstawowe pytanie: jak przeżyć z dnia na dzień? Do takich przemyśleń ma skłonić rewolucja kopernikańska według prof. Aleksandra Wolszczana, autora krótkiego wstępu do spacerownika. W tym miejscu skończyła się powaga pozycji, a zaczęła przyjazna narracja autorów z odrobiną humoru.

   Początkowe rozdziały zawierały podstawowe informacje statystyczne o CNK, pochodzeniu jego nazwy, architekturze budynku, jego usytuowaniu w Warszawie i środowisku go otaczającym, organizacji pracy oraz o savoir-vivre kopernikańskim. Dopiero po tej ogólnej wiedzy mogłam zajrzeć do wnętrza, którego zawartość autorzy podzielili na osiem rozdziałów odpowiadających strefom w CNK. Każdy rozdział poprzedzała mała mapka z zaznaczonym obszarem prezentacji.

Tekst uzupełniały dodatkowe, krótkie informacje o ludziach, pojęciach, ideach lub wydarzeniach związanych tematycznie, wyraźnie wyróżnionych ikonką oraz tłem tekstu.

Na stronach tytułowych rozdziałów zawsze podawano liczbę eksponatów, stąd wiem, że autorzy zaprezentowali tylko ich niewielką część. Jednak na tyle atrakcyjną, że miałam ochotę zobaczyć wszystko! Jeden z rozdziałów przeznaczono dla rodziców, którzy chcieliby pokazać świat nauki dzieciom. To specjalnie dla maluchów do lat sześciu stworzono galerię BZZZ!, w której mogą wyszaleć się, angażując się w gry, zabawy, pokazy i zagadki.

Było w tym spacerowniku wszystko to, co niezbędne do poznawania CNK. A mimo to, po wejściu do środka, okazało się, że bilety wyprzedano. Na szczęście mogłam zaprogramować robot,

zwiedzić galerię o Kosmosie, poobserwować wahadło Foucaulta i obejrzeć ogród na dachu CNK.

Niby niewiele, jak na ofertę pokazaną w spacerowniku, a zajęło mi to ponad godzinę. Stąd wnioski na przyszłość – na zwiedzanie CNK trzeba przeznaczyć cały dzień, a bilety kupić z wyprzedzeniem. Można on-line.

   Pewnie znowu za jakieś kilka lat!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Spacerownik po Centrum Nauki „Kopernik” [Dariusz Bartoszewicz, Piotr Cieśliński]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Obserwacja tylko wahadła Foucaulta zajmuje dużo czasu, a tutaj można je obejrzeć "na skróty".

środa, 07 marca 2018
Opcja B - Sheryl Sandberg , Adam Grant

Opcja B: jak radzić sobie z traumą po stracie, stawić czoła trudnościom i odzyskać radość życia – Sheryl Sandberg , Adam Grant
Przełożył Zbigniew Kościuk
Wydawnictwo Agora , 2018 ,  304 strony
Literatura amerykańska

   Opcja B stanowi próbę (podjętą przeze mnie i Adama) podzielenia się wiedzą na temat tego, czego nauczyliśmy się o odporności psychicznej. – napisali autorzy we wstępie.

   Z całą pewnością wiedzieli, co pisali. Sheryl Sandberg przeszła przez traumę śmierci męża, a Adam Grant, przyjaciel i jednocześnie psycholog, pomógł jej przez tę żałobę przejść. Można pokusić się o posądzenie autorki , kobiety biznesu, o interesowność w wykorzystaniu kolejnej okazji  do pomnożenia majątku. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę jej długoletnią działalność charytatywną, o której wspomina, potrzebę pomagania innym, osobowość wojowniczki na stanowisku dyrektora operacyjnego Facebooka oraz jej deklarację, że zyski ze sprzedaży książki przekazuje na potrzeby fundacji pomagającej innym w potrzebie, to nabiera się przekonania, że to po prostu dobry człowiek. Kobieta taka, jakich wiele, ale z możliwościami, jakie posiada niewiele z nich (medialne nazwisko jej i męża, wysoka pozycja społeczna oraz kontakty ze znanymi ludźmi), która chce po prostu pomóc innym osobom znajdującym się w podobnej sytuacji. Niemającym wsparcia tak, jak ona w rodzinie i wśród przyjaciół. Niekoniecznie w żałobie po stracie męża, ale po każdej stracie, w kryzysie życiowym lub w traumie wywołanej rozwodem, trudnościami finansowymi, utratą pracy, gwałtem, uzależnieniem, przemocą, chorobą czy uwięzieniem. Poprzez opowieść o własnej tragedii, o sposobach i metodach radzenia sobie z negatywnymi, niszczącymi psychikę emocjami, pokazuje, jak krok po koku radziła sobie z bólem, żalem, gniewem i poczuciem bezsensu. Towarzyszył jej w tej drodze, wspierając merytoryczną wiedzą, psycholog. To on jej przeżycia, myślenie, zachowania, postępowanie i mechanizmy psychologiczne kierujące człowiekiem w sytuacjach skrajnych, wyjaśniał, analizował, opisywał i tłumaczył.

   Nie proponowali jednak prostych i cudownych rozwiązań.

   Wręcz przeciwnie. Od początku podkreślali, że nie istnieje prawidłowy ani właściwy sposób opłakiwania lub stawiania czoła wyzwaniom, więc nie dostarczymy doskonałych odpowiedzi. Doskonałe odpowiedzi nie istnieją. Byli przekonani, że radzenie sobie z traumą to przede wszystkim praca nad sobą w myśl zasady Victora Frankla, psychiatry i więźnia obozu koncentracyjnego, który swoje doświadczenia opisał w Człowiek w poszukiwaniu sensu  – Kiedy nie jesteśmy już w stanie zmienić swojej sytuacji, stajemy przed wyzwaniem, aby zmienić siebie. Autorzy, powołując się na podobne autorytety, własne doświadczenia i wiedzę naukową, przełamywali schematy myślenia dotyczące tez, które powszechnie kojarzą się ze sloganami i truizmami typu – W pewnym sensie cierpienie przestaje nim być, gdy zyskuje sens. Nadawali im nowy, pełniejszy wymiar, awansując do niepodważalnego faktu, że każdy może zbudować własną odporność psychiczną. Powoływali się przy tym również na historie osób ze swojego otoczenia lub praktyki zawodowej, które zbudowały swoją odporność psychiczną na przekór stracie, chorobie, wykorzystywaniu i innym przeciwnościom losu. Można je poznać na internetowej stronie optionb.org, powstałej z myślą o stworzeniu grupy wsparcia dla ludzi szukających pomocy.

   Ale nie tylko!

   W pewnym sensie to również pozycja oddziaływająca profilaktycznie. Namawiająca do budowania odporności psychicznej zanim spotka nas tragedia. Autorka już we wstępie napisała – Wierzę również, że można się rozwijać w okresie poprzedzającym traumę, by wzmocnić odporność psychiczną i przygotować się na to, co przed nami. Życie nie ma tylko opcji A. Ma wiele opcji. Dobrze mieć przynajmniej opcję B.

   Ta na poły osobista i intymna opowieść, na poły poradnik zawierający dużą dawkę wiedzy psychologicznej pozwala spojrzeć na osobistą sytuację z dystansu. Podpowiada, jakie kroki należy podjąć, by z niej wyjść, jak o niej rozmawiać, jak wychowywać odporne psychicznie dzieci, jak zacząć ponownie odkrywać radość życia i pokochać siebie oraz innych.

   Może nawet zakochać się ponownie tak, jak autorka.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Opcja B. Jak radzić sobie z traumą po stracie, stawić czoła trudnościom i odzyskać radość życia [Adam Grant, Sheryl Sandberg]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

A tak o swojej książce mówią sami autorzy.

poniedziałek, 29 stycznia 2018
Asertywność – sztuka umiejętnej stanowczości – Mary Hartley

Asertywność – sztuka umiejętnej stanowczości – Mary Hartley
Przełożyła Aleksandra Wejchert-Spodenkiewicz
Wydawnictwo Feeria , 2007 , 186 stron
Seria Psychologia i Dusza
Literatura  angielska

   Asertywność po raz drugi!

   Niedawno czytane przeze mnie opracowanie Gael Lindenfield Asertywność czyli jak być otwartym skutecznym i naturalnym zdecydowanie odpowiadało moim potrzebom. To z kolei opracowanie jej rodaczki, specjalistki od komunikacji (i nie tylko!), również, ale w innym zakresie. Dlatego nie postawię jednego ponad drugim. Pierwsze przedstawiło podstawową wiedzę, a drugie idealnie ją uzupełniło. W części teoretycznej poszerzyło rodzaje postaw (bierna, agresywna, asertywna) o postawę manipulacyjną oraz obaliło narosłe mity wokół asertywności. W części praktycznej dostarczyło jeszcze więcej dodatkowych ćwiczeń. Wprowadziło nowe przykłady kształtowania zachowań za pomocą znanych już technik, ale bardziej je uszczegółowiło i rozpisało na poszczególne role w scenkach sytuacyjnych. Pojawiły się też nowe elementy ułatwiające pracę nad sobą, jak uwielbiane przeze mnie testy badające i diagnozujące własne reakcje, cechy i zachowania na każdym etapie pracy z poradnikiem oraz techniki relaksacyjne ułatwiające fizyczne i psychiczne przygotowanie do praktykowania poznanej wiedzy.

   Uczenie się asertywności jest stresujące!

   Zwłaszcza na początku drogi ku wyzwalaniu siebie z gorsetu niepewności i lęku. Potem staje się nawykiem i stylem zachowania. Autorka nie zapomniała wymienić zalet postawy asertywnej, by zmotywować do poniesienia początkowych kosztów zmiany w postępowaniu. Ale to, co najbardziej spodobało mi się w tej publikacji, to tematyka ostatniego rozdziału o radzeniu sobie z ludźmi trudnymi, przejawiającymi postawę bierną, agresywną lub manipulacyjną. To cenna wiedza, bo z doświadczenia wiem, że spotkanie osoby asertywnej lub „dorosłej” według analizy transakcyjnej, to rzadkość. W tym zakresie rozdział ten bardzo dobrze poszerza i uzupełnia inna znana mi publikacja – Jak sobie radzić z trudnymi ludźmi Gill Hasson. Jednak najważniejszą rzeczą, jaką należy według autorki zapamiętać z przekazanej przez nią wiedzy, to świadomość, co można, a czego nie można dokonać. Ujęła to w tych dwóch zdaniach:

A wszystko po to, by chronić siebie i swoje prawa przed agresją, manipulacją i równie krzywdzącą biernością ze strony innych ludzi, szanując ich.

wtorek, 23 stycznia 2018
Asertywność – Gael Lindenfield

Asertywność: czyli jak być otwartym skutecznym i naturalnym – Gael Lindenfield
Przełożył Mariusz Włoczysiak
Wydawnictwo Ravi , 1996 , 104 strony
Literatura angielska

   Testuję poradnik!

   Poproszono mnie o wybranie przystępnie napisanych publikacji o asertywności do praktycznego i samodzielnego wykorzystania przez zespół samokształceniowy. Z dobrze zaopatrzonej w tę tematykę półki w mojej bibliotece publicznej wybrałam dwa tytuły. To jeden z nich. Spodobało mi się w nim to, że zawarta wiedza była oparta na doświadczeniach psychoterapeutki wyniesionych z prowadzonych przez nią kilkuletnich kursów asertywności. Przekonałam się już wielokrotnie, że takie opracowania są najbardziej „życiowe”, zwłaszcza dla pracujących z nimi samodzielnie. Nie myliłam się.

   Autorka swoją wiedzę podzieliła na dwie części.

   Pierwsza zawierała bardzo zwięzłą, podstawową teorię o istocie asertywności, argumentach za nią przemawiających, sztuce zachowania pozytywnej postawy, umiejętnościach asertywnych, prawach każdej osoby, które zalecała wydrukować i wyeksponować, a co wydawca uczynił, umieszczając je na tylnej okładce książki i na pierwszej stronie.

Myślałam, że w tym zakresie, po kilku kursach i warsztatach, nic już mnie nie zaskoczy. A jednak! Dowiedziałam się, dlaczego pomimo szkoleń, wielu uczestników kompletnie nic z nich nie wynosi poza kolejnym dyplomem wzbogacającym martwą kolekcję zaświadczeń o doskonaleniu zawodowym, a zwiększanie ilości kursów niczego nie zmienia i nie ma prawa zmienić.  Autorka wskazała bardzo ważny powód i jednocześnie warunek decydujący o skuteczności szkolenia, o którym na żadnym moim, w którym uczestniczyłam, nie usłyszałam. Owszem, uczono konkretnych technik i umiejętności opartych na schematach zachowań, ale nie mówiono, że największą przeszkodą w ich opanowaniu, a tym bardziej zastosowaniu, jest potrzeba „bycia lubianym”.

   To największy wróg asertywności!

   O tym powszechnym problemie wyższości potrzeby „bycia lubianym” nad potrzebą „bycia szanowanym” pisał również niemiecki dydaktyk i metodyk wychowania Reinhold Miller w Jak przeżyć w szkole. Oboje jednogłośnie wskazują na tę właśnie przyczynę, jako główny powód porażek komunikacyjnych zarówno w pracy, jak i w życiu osobistym. Na szczęście autorka przytacza mocne argumenty motywujące do zmiany postawy. Do pozbycia się potrzeby „bycia lubianym”. Do bycia sobą bez chowania się za biernością lub agresją. Do przeprogramowania myślenia. Do zastąpienia starych, nieasertywnych wartości, wykorzystując między innymi  wzmacniające myśli z filozofii pozytywnej, które gęsto umieszcza w tekście.

   W drugiej części zawarła mnóstwo konkretnych ćwiczeń odpowiadających poszczególnym rozdziałom teoreycznym i dostosowanych do pracy w grupach samodoskonalenia lub pracujących indywiduwalnie. Podsuwała również pomysły organizacyjne ćwiczeń jak czas trwania, ilość sesji czy dostosowanie do zakresu potrzeb uczestników. Pozostawiła przy tym margines swobody, pisząc – Można – i należy – dostosowywać je do sytuacji, przedstawione zasady skracać lub rozszerzać, a nawet poniechać – zgodnie z własnymi potrzebami.

   Teoretycznie pozycja idealnie wpisuje się w potrzeby proszącej mnie grupy samokształceniowej, ale czy sprawdzi się w roli podręcznika i przewodnika? To się dopiero okaże w myśl kolejnego przysłowia wypatrzonego w treści.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 22 października 2017
Love Vegan – Hanna Stolińska-Fiedorowicz , Violetta Domaradzka , Robert Zakrzewski

Love Vegan: gotowy jadłospis na 21 dni – Hanna Stolińska-Fiedorowicz , Violetta Domaradzka , Robert Zakrzewski
Wydawnictwo Agora , 2017 , 272 strony

Literatura polska   

   Moja pierwsza książka kucharska!

   Pierwsza, którą zatrzymałam dla siebie, pierwsza na kuchennej półce i jedyna nieliteracka, którą dołączam do moich książek top życia. Nie dlatego, że bardziej dbałam do tej pory o umysł i duszę niż ciało, ale dlatego, że nie trafiłam na odpowiadającą moim nawykom żywieniowym – bez soli, bez cukru, bez alkoholu, bez ostrych przypraw, za to z dużą ilością warzyw, owoców i niewielką ilością mięsa, wykluczającym smażenie. Tak! Uwielbiam kuchnię, którą inni nazywają mdłą albo szpitalną. Przyzwyczaiłam się już, że moje zachwyty nad walorami szpitalnego jedzenia innych wprawiają w konsternację. Tak mam, że lubię czuć naturalne zapachy i smaki produktów niezabitych polepszaczami smaku. Odnalazłam je w tej pozycji.

   Trafiłam na nią przypadkowo.

   Szukałam urozmaicenia w postaci koktajli warzywnych, o których nie miałam zielonego pojęcia, a chciałam spróbować skomponować je sama. Pomyślałam, że najlepiej sięgnąć po pozycję wegetariańską, stąd mój wybór tego tytułu, który aż krzyczał, co zawiera w sobie. Znalazłam w niej nie tylko koktajle, ale również sposób mojego odżywania się!

   Po prostu ideał!

   Pozycję celnie trafiającą w mój gust poza drobnymi wyjątkami. To, co przekonało mnie do niej, to warunki wstępne postawione przez autorów – bez soli, bez cukru, bez alkoholu. Troszkę zmartwiłam się obcięciem mięsnego czubka w Piramidzie Zdrowego Żywienia IŻŻ, ale potem przeczytałam zdanie podkreślające elastyczność poradnika, że przepisy przeznaczone są także dla osób, które nie chcą zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego, ale starają się włączyć do swojej diety więcej potraw na bazie roślin. Dokładnie o mnie w tym zdaniu była mowa!

   Byłam gotowa!

   Tak bardzo, że mogłam nawet nie czytać teoretycznej części, by przejść do działania, ale przeczytałam, bo lubię sobie od czasu do czasu przypomnieć, dlaczego te 5 minut przyjemności z batonikiem nie jest warte ceny zdrowia, bo zdarzają mi się „upadki”. Tak, cierpię na cukroholizm od zawsze. Właściwie, gdyby nie zdrowy rozsądek i bunt ciała w postaci senności, mogłabym żyć o słodyczach i kawie. Dlatego była mi potrzebna ta porcja „straszenia” chorobami, którą przekazała jedna z trójki autorów – dietetyczka.

  Ale nie tylko. Wymieniła również zalety i korzyści wynikające ze stosowania diety roślinnej, zwłaszcza w różnego typu chorobach. Powoływała się na konkretne przypadki swoich pacjentów w gabinecie. W kolejnym rozdziale pałeczkę motywacji przejęli od niej pozostali autorzy – praktycy. Podpowiedzieli, jak dietę roślinną wprowadzić w życie bez poczucia szoku. Wskazali co, gdzie, za ile warto kupować, czego unikać, na co zwracać uwagę, jak radzić sobie z żywieniem poza domem, w delegacji, na urlopie czy wakacjach i jak budować zdrowe nawyki krok po kroku i dzień po dniu, włączając w to ruch. Nie byli przy tym na siłę forsującymi treningi. Hołdowali zasadzie ruszania się w ogóle, byle trwało to minimum 30 minut dziennie, o której czytałam w Projekcie zdrowie Andersa Hansena i Carla Johana Sundberga. A potem pokazali, że to, o czym mówią, ma sens i zastosowanie w życiu, oddając głos legendzie polskiego kolarstwa, Czesławowi Langowi. Sportowcowi, który opowiedział o swoim przejściu z diety mięsożernej na dietę roślinną, od złych nawyków do dobrych przyzwyczajeń, od choroby do zdrowia i pełnej aktywności fizycznej, łącznie z aktywnym uprawianiem kolarstwa po zakończeniu kariery zawodowej. Cały ten wstęp miał służyć zmotywowaniu potencjalnego kandydata do podjęcia wysiłku zmiany nie tyle diety, ile nawyków żywieniowych.

   Autorzy postawili sobie bardzo ambitny cel!

   Z doświadczenia koleżanki wiem, jak trudno zmienić przyzwyczajenia żywieniowe. Przypomina to wręcz walkę uzależnionego z używką. Miała chęci, miała świadomość, miała motywację w postaci choroby, była pod profesjonalną opieką dietetyka i miała wsparcie we mnie służącej za przykład skutecznej walki z cukrem, że można. Niestety - przegrała. Uzależnienia i nawyki jedzeniowe okazały się silniejsze od wszystkich czynników przemawiającym za tym, że uda się jej. Nie udało. Wróciła do starego sposobu jedzenia i... choruje. Dlatego dobra motywacja to połowa sukcesu wprowadzania zmian.

   Druga to odpowiednia dieta.

   Tutaj autorzy zaproponowali gotowy jadłospis rozpisany na 21 dni w trzech, zbilansowanych wariantach kalorycznych – 1500, 2000 i 2500, w zależności od aktywności fizycznej. Każdy dzień rozpoczynała lista zakupów zaplanowana na sześć posiłków dziennie w myśl zasady – mało, ale często. Każdy sposób przygotowania dania był ilustrowany zdjęciem oraz poprzedzającym go krótkim, motywującym opisem.

Na samym dole autorzy dodatkowo umieścili poradę dietetyka .

   Z ogromnym zaciekawieniem i uwagą przestudiowałam wszystkie przepisy i wszystkie chciałabym wypróbować, ciesząc się z tak bogatej możliwości urozmaicenia mojego jedzenia. Z radości odkrywania na nowo warzyw, które dotychczas pomijałam, przekonując się, jak smaczny może być seler naciowy, który zaczęłam jeść jako przekąskę.

   Ale nie biorę też tych przepisów w ciemno i bezkrytycznie.

   Powyrzucam przyprawy ostre takie, jak pieprz, czosnek czy papryka, które są w nich właściwie podstawą. Nie szkodzi, mogę zastąpić je ziołami. Na pewno też nie zrezygnuję z mięsa, które właściwie jem w bardzo małych ilościach i sporadycznie, ograniczając się do ryb, drobiu i wołowiny. Dokładnie w takiej kolejności. Na szczęście mogę pić kawę! Również inne napary, oprócz herbaty czarnej, której autorzy nie polecają. Przy okazji odkryłam napoje roślinne (to dla mnie zupełnie nowe pojęcie!) zastępujące mleko, które piłam, bo – pij mleko, będziesz duży! A to nie do końca prawda, jak się okazuje.

   Swoją przygodę z proponowanym jadłospisem zaczęłam od pierwszego przepisu, w pierwszym dniu, pierwszego tygodnia, który od razu mi się spodobał – od naleśników w nowej odsłonie.

Najlepsze było to, że prawie wszystkie składniki miałam w kuchni (oprócz suszonych moreli, które dokupiłam), a wyczarowałam z nich coś zupełnie odmiennego od tych tradycyjnych z twarogiem i cukrem. Wzięłam swoją czarodziejską różdżkę czyli kopyść (fajne, niemal archaiczne już słowo!), pomieszałam w lewo, w prawo (wprawdzie nie było tak łatwo, bo się poparzyłam, ale straty na wojnie muszą być!) i z góry niepozornych produktów wyczarowałam coś przepysznego!

Pachniały przepięknie, a w smaku poczułam kakao z nutą cynamonu w cieście, którego czekoladowe odczucie przełamywał kwaskowo-słodki smak nadzienia z jabłek i moreli, a atrakcyjności dodawała chrupkość marchewki al dente i drobno siekanych orzechów. Po dwóch naleśnikach czułam się przyjemnie syta, ale nie ociężała i senna. Mojej mamie, obiektywnie testującej naleśniki, brakowało tylko soli. No, cóż! Nawyk! Dla mnie idealne, dlatego wprowadzam ten przepis na stałe! Wymaga tyle samo czasu na przygotowanie, co naleśniki tradycyjne, smakują równie dobrze, ale zawierają w sobie to, czego nie posiadają te z serem i cukrem – zdrowie. Warte zamiany! Kolejne przepisy będę testować wybiórczo przez następnych kilka miesięcy, a samą książkę już uważam za swoją przyjaciółkę.

   Tak slogan o książce-przyjacielu stał się faktem!

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

   Książkę wpisuje na mój top czytanych w 2017 roku.

Love Vegan. Gotowy jadłospis na 21 dni [Robert Zakrzewski, Hanna Stolińska-Fiedorowicz, Violetta Domaradzka]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
niedziela, 08 października 2017
Dzieci alkohol narkotyki – Ruth Maxwell

Dzieci alkohol narkotyki – Ruth Maxwell
Przełożyła Jadwiga Węgrodzka
Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne , 2003 , 208 stron , wydanie 2
Literatura amerykańska

   To nie tylko przewodnik dla rodziców!

   Chociaż dokładnie to sugeruje informacja umieszczona u dołu okładki tytułowej oraz sama autorka pisząca we wstępie – Zajmując się problemem picia przez dziecko alkoholu lub używania narkotyków, odkryjesz, że wiedza naprawdę daje siłę. Celem tej książki jest dostarczenie takiej wiedzy rodzicom dzieci poniżej dwudziestego piątego roku życia. Daje nadzieję zdesperowanym, przerażonym i zagubionym rodzicom, twierdząc, że zapobieganie, rozpoznawanie, interwencja, leczenie i wyzdrowienie jest możliwe.

   Deklaracja na wyrost?

   Nie. Autorka z góry zastrzega, że nie jest dobrą wróżką. Za to jest pielęgniarką o specjalności psychologicznej i doradcą do spraw uzależnień od środków odurzających prowadzącą prywatną praktykę, mającą za sobą lata pracy z emocjonalnie niezrównoważoną młodzieżą w szpitalu psychiatrycznym i z uzależnionymi w ośrodkach pomocy. Dysponuje więc wiedzą zarówno teoretyczną jaki i doświadczeniem zawodowym, z którymi dzieli się również w dwóch innych publikacjach. Jest również kobietą, która w młodości miała problem narkotykowy i matką trojga dorosłych już dzieci, z których żadne nie miało i nie ma problemu z uzależnieniem. To właśnie z takiego osobistego i zawodowego doświadczenia wie, że jeśli stosuje się odpowiednią terapię, wyjście z uzależnienia jest możliwe. To czyni ją odważną w dawaniu nadziei poszukującym pomocy rodzicom, ale w zamian żąda trzech rzeczy – odwagi w podejmowaniu bardzo trudnych decyzji (niełatwo wyrzucić dziecko z domu!), pracy nad sobą (zwłaszcza z emocjami) i konsekwencji w egzekwowaniu postanowień. Dokładnie tego, z czym rodzice mają najwięcej problemów. Ale i z tymi wymogami pomaga krok po kroku sobie radzić.

   Wiedzę grupuje w rozdziałach odpowiadających etapom procesu rozwiązywania problemu uzależnienia. Rozpoczyna od przybliżenia okresu dojrzewania, wpływie grupy rówieśniczej oraz wyborów, które stawia przed dziećmi i młodzieżą współczesny świat, by można było odróżnić to, co normalne dla tego okresu, od tego, co powinno wzbudzić niepokój. Pomaga zrozumieć, dlaczego nastolatkowie sięgają po alkohol i narkotyki, burząc mit dominującej częstotliwości zażywania narkotyków nad alkoholem i powodów uzależnień. Jest przy tym brutalnie szczera, podkreślając, że u większości uzależnionych jedynym powodem była po prostu... przyjemność!.  Uzyskana szybko, natychmiast i tanio. Powszechnie uważa się, że konkretne problemy w domu lub w szkole. Druzgocząco dodając, że tej przyjemności nic nie jest w stanie przebić i zrekompensować albo chociaż dorównać. Dlatego nie wystarczy nauczyć dziecko mówić asertywnie „nie”, musimy p o m ó c mu mówić „nie” alkoholowi i wszystkim innym narkotykom. Dzieci powiedzą „nie”, jeśli im pomożemy”.

   To jest główny cel w walce z uzależnieniami.

   Dopiero z tą wiedzą przechodzi do etapu rozpoznawania problemu uzależnienia, podsuwając konkretne narzędzia – charakterystykę środków odurzających oraz testy. Proste w zastosowaniu pozwalają określić zmiany zachowań lub osobowości związane z uzależnieniem oraz oznaki pozwalające podejrzewać używanie alkoholu i narkotyków. Proponuje również dwa warianty interweniowania w każdym stadium uzależnienia w zależności od chęci lub niechęci nastolatka do współpracy. Przy okazji obala kolejny mit mówiący, że nie można pomóc uzależnionemu, który nie chce pomocy. Twierdzi  wręcz coś przeciwnego - można pomóc, nawet jeśli nie chcą pomocy. Podpowiada, jak wspierać dziecko w okresie zdrowienia, jak i gdzie uzyskać pomoc instytucji do tego powołanych, umieszczając ich wykaz na końcu książki i, co bardzo ważne, jak zająć się również sobą, jako rodzicem współuzależnionym. Każdy etap ilustruje historią nastolatków, którzy byli pacjentami autorki o różnych stopniach uzależnienia. Pokazuje, jak przebiegała u nich diagnoza, wybór leczenia, rozmowy prowadzone z nimi i ich rodzinami oraz efekty.

   Nie zawsze skuteczne!

   Nie boi się do tego przyznać, pisząc, że uzależnienie od środków odurzających jest poważną chorobą. Nie wszyscy z niej wychodzą. Nie ma stuprocentowo sprawdzalnej reguły jej leczenia. Zaraz jednak dodaje – Leczenie nie jest gwarancją wyzdrowienia, ale jedyną drogą nadziei.

   JEDYNĄ!

   Bez wykorzystania jej, zabiera się dziecku jedyną szansę na wyzdrowienie.

   To jeden z lepszych poradników dla rodziców, jaki czytałam. Jasny, przejrzysty, wspierający (jeśli nie optymistyczny!), logicznie napisany, z konkretnymi narzędziami do wykorzystania, napisany zrozumiałym językiem, z przykładami wziętymi z życia, z przekazem prewencyjnym dla rodziców, którzy nie tylko mają problem, ale również dla tych, którzy go nie mają, ale chcą być czujni. Chcą nauczyć się obserwować dziecko zanim sięgnie po alkohol lub narkotyki albo właśnie po raz pierwszy to zrobiło. Chcą dostrzegać zachowania dające powody do niepokoju, a nawet wymykające się wszelkiej kontroli. W mojej szkole korzystają z niego również nauczyciele, a zwłaszcza wychowawcy klas oraz pedagog szkolny. O jego ogromnej przydatności świadczy nie tylko fakt, że moja pozycja jest drugim z kolei wydaniem, ale również to, co zobaczyłam w środku.

W pierwszym momencie przeraziłam się jako bibliotekarz, bo tak jest prawie na każdej stronie, ale zaraz potem odezwał się we mnie praktyk cieszący się, że książka żyje, służy, cieszy się „wzięciem”, jest przydatna, wykorzystywana, intensywnie pomaga, jak widać, nie tylko rodzicom.

   A przecież o to chodzi w poradnikach.

   Mam tylko jedną uwagę techniczną. To kolejna pozycja, w której tłumaczka myli pojęcia nastolatkinastolatkowie.  Bardzo irytujące, zwłaszcza, że wydawnictwo jest wyspecjalizowane w tego typu publikacjach, a ta pozycja ma nawet redaktora naukowego.

   Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 02 lipca 2017
Narratologia – Paweł Tkaczyk

Narratologia – Paweł Tkaczyk
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 160 stron
Literatura polska

   Znaczy się – Polacy piszą!

   Nie dlatego, że na rynku wydawniczym pokazują się tego typu publikacje, ale dlatego, że na trudnym sprzedażowo polskim rynku książki, ta pozycja rozeszła się jak ciepłe bułeczki w przedsprzedaży. Mój egzemplarz jest dodrukiem do pierwszego wydania.

   To cieszy!

   To trochę też smuci, że bardziej chcemy pisać i opowiadać (zwłaszcza w marketingu) niż czytać. Wprawdzie nie ma badań statystycznych potwierdzających moje przypuszczenia, ale są badania czytelnictwa. Ostatni raport Biblioteki Narodowej donosi, że czyta 37% Polaków. To niski próg do wyrównania przez piszących, a nawet możliwy do przekroczenia. Wygląda na to, że piszemy dla około 1/3 narodu. A może nawet dla samych siebie (sic!).

   I tu robi się trochę strasznie!

   Bo żeby pisanie  miało sens, ktoś te teksty musi czytać. Jeszcze fajniej byłoby, gdyby o tym dyskutować i... znowu pisać. To też należy potrafić. Wiedzieć – jak?! Po to jest ten poradnik. Dla wszystkich, bo:


Chociaż z wywiadu z autorem wynika, że jest skierowany przede wszystkim do ludzi marketingu. To pozorny wniosek. Gdyby tak było, nie sięgnęłabym po niego i nie byłabym zadowolona. A jestem! Chociaż pisarzem w konwencjonalnym znaczeniu nie jestem. Za to jestem skromną czytelniczką o ambicjach czytelniczki wytrawnej, która chce o książkach opowiadać i pisać.

   To pierwszy powód sięgnięcia po tę publikację.

   Chciałam rozebrać powieść na czynniki pierwsze, by wiedzieć, dlaczego coś mi się podoba lub nie. Znaleźć przyczynę niezadowolenia lub zachwytu. Odróżnić mistrza od rzemieślnika. Umieć nazwać element, który mnie porwał lub zniechęcił. Dostrzec plusy nawet w kiepskiej powieści, by nie skrzywdzić piszącego. Trochę się tej wiwisekcji tekstu obawiałam, mając w pamięci podobne doświadczenie z poznaniem budowy kurzego jaja na biologii. Przez długi czas nie mogłam ich jeść. Na szczęście, w przypadku powieści, moje obawy były nieuzasadnione. Nadal czytam z przyjemnością.

   Drugim powodem jest moja pisząca do szuflady lub blogująca młodzież.

   Dobrze jest podeprzeć się w pracy z nią profesjonalnym poradnikiem. Podsunąć go, wykorzystać i pomóc zrozumieć, bo na tym etapie rozwoju może być troszeczkę za trudny. Może i są łatwiejsze pozycje, ale ta posiada coś, czego nie zawierają inne, a co według mnie i autora jest bardzo ważne. Z zachwytem przeczytałam o tym we wstępie, w tym zdaniu – Musisz zrozumieć ludzki mózg, sposób funkcjonowania języka, zagłębić się w emocje, a w końcu poznać schematy opowieści.

   Emocje!

   Ważne tak samo (a  może nawet bardziej!), jak technika. Autor zrobił wszystko, aby połączyć te dwa elementy razem. Z doświadczenia wiem, że to bardzo trudne, bo wymaga empatii, zrozumienia procesów psychologicznych i umiejętności nazwania tego, co się z własnego wnętrza wyciągnęło. Moja młodzież, kiedy zorganizowałam im warsztaty pisarskie, miała z tym duży problem. Nauczana w pisaniu rozprawek włączających przede wszystkim rozumowanie logiczne, nie bardzo radziła sobie z albo odczytywaniem emocji w scenkach sytuacyjnych na prezentowanych slajdach, albo nazywaniem wrażeń i odczuć oraz ich opisywaniem.

   Ten poradnik jest dla uczniów przeciwwagą nauczania szkolnego.

   Chociaż, jak już podkreślałam,  niełatwą pozycją dla początkujących. Autor  jednak bardzo starał się, by tekst był jak najbardziej przystępny i przyjazny dla każdego. Podzielił go na siedem kroków głównych składających się na proces tworzenia opowieści. Każdy pełen „klocków”, narzędzi i schematów, by móc budować według podszeptów własnej wyobraźni. Pojęcia ważne wytłuszczał.


Czasami dołączał wizualizację w postaci schematów.


Analizował zastosowanie rad na przykładzie znanych bajek (świetnie przedstawione!), filmów i głośnych historii, w których plotka również miała miejsce jako nieocenione źródło i praprzyczyna zaistnienia i rozwoju opowieści. Punktował wady i zalety tworzonej historii. Ukazywał zagadnienia z różnych punktów widzenia - opowiadającego i odbiorcy. Tworzył opowieść, która, pomimo swojego charakteru popularnonaukowego bazującego na wiedzy z literaturoznawstwa, językoznawstwa, psychologii i kulturoznawstwa, była historią angażującą mnie emocjonalnie i intelektualnie, bo sam stosował schematy i reguły, o których pisał. Jednak samo przeczytanie tekstu, pomimo gęstości wiedzy na każdy milimetr papieru, na każdej stronie, nie nauczy tworzenia opowieści. To nie wada. To wskazówka, że należy rozdziały czytać powoli i z przerwami na przemyślenia lub ćwiczenia, do których autor zachęcał pytaniami.

   Ćwiczenia to podstawa!

   Autor podpowiadał od czego zacząć i na jakie platformy internetowe warto wejść, by móc swoje teksty weryfikować. Idealnie byłoby jednak tę pozycję połączyć z warsztatami pisarskimi. Dotyczy to zwłaszcza osób zaczynających przygodę ze słowem. Dla podkreślenia ważności tej uwagi posłużę się przykładem autora, który pokazał różnicę między  tworzeniem instrukcji budowania karmnika dla ptaków a budowania elektrowni wodnej. Taką „instrukcję” budowania karmnika napisał Vargas Llosa w Listach do młodego pisarza, którą polecam przede wszystkim czytającym. Autor natomiast napisał „instrukcję” zbudowania elektrowni wodnej. To obrazowe zestawienie pokazuje, jak trudną sztuką jest narratologia i czego dokonał autor, próbując tę sztukę ująć w słowa i przedstawić ją w postaci książki. Poradnika dla wszystkich! Sceptycy mogą powiedzieć - jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego.

    A ja odpowiadam - oto wyjątek potwierdzający regułę!

    Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Podcast - rozmowa z autorem.

Narratologia [Paweł Tkaczyk]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję
A rekomenduję własną publikację
A w marcu w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 1170 tytułów
Mój top czytanych w 2018
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi