Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
poniedziałek, 02 października 2017
Lekturnik – Grzegorz Janusz , Ernesto Gonzales

Lekturnik – scenariusz Grzegorz Janusz , ilustrował Ernesto Gonzales
Wydawca Narodowe Centrum Kultury , 2016 , 40 stron
Literatura polska

   Uwielbiam literackie zagadki!

   A takie były w tym komiksie. Chciałam się sprawdzić ze znajomości twórczości Henryka Sienkiewicza. Jego tytuł nie był przypadkowy. To metafora nawiązująca do Latarnika, którego główny bohater przysypia podczas pracy nad książką. W konsekwencji nie zapala latarni i powoduje katastrofę morską. Głównym bohaterem komiksu jest lekturnik, który w bibliotece pełnej książek ma czytać utwory Henryka Sienkiewicza ku pokrzepieniu serc ludzi pływających na morzu życia i niczym latarnia rozświetlać mocą słowa mrok duszy. Musi czytać bez przerwy, by nie zgasł rozgrzewający płomień literatury.

   Niestety, lekturnik zasypia.

   We śnie pojawiają się bohaterowie sienkiewiczowskich powieści i nowel, którzy wspólnymi siłami i mocą swoich przygód próbują odeprzeć atak drzemoty.

Wspólnie znajdują sposób, by czytać we śnie, przenosząc się z książki do książki w sam środek najciekawszych momentów opowieści.

Ostatecznie udaje im się ponownie rozniecić światło płynące z czytania.

   To opowieść szkatułkowa zatopiona w onirycznym świecie.

   Jedna historia otwierała drzwi do następnej, nadając fabule dynamikę i nieprzewidywalny kierunek rozwoju akcji. Bawiła lapsusami, żartami słownymi i sytuacyjnymi, nakłaniając do odgadywania tytułów powieści i nowel, do których nawiązywała. Zadanie ułatwiali pojawiający się bohaterowie. Autorzy wyłuskali z sienkiewiczowskiej twórczości to, co najbardziej charakterystyczne i zapamiętane przez czytelników.

Jowialnego Zagłobę

czy Ligię i Nerona nie sposób pomylić. Ukazani humorystycznie, sprawiali, że świetnie się bawiłam. Zwłaszcza, gdy napotykałam takie pytania:

   Najważniejszym jednak dla mnie pytaniem było, ile tytułów zdołam odnaleźć? Naliczyłam 8, ale nie jestem pewna, czy jakiegoś nie przeoczyłam.

   Komiks inspiruje do wykorzystania go w pracy z młodzieżą. Ma w sobie wszystko to, co lubią - trochę zabawy, trochę humoru, rywalizacji w formie konkursu i duuuuuużo obrazków. Nie żartuję. Dla nielubiących czytać to ogromny atut. A przy okazji, po cichutku, takimi metodami, może uda mi się zainteresować kogoś konkretnym tytułem, bo na to liczę najbardziej.

   Muszę nad tym pomyśleć!



poniedziałek, 31 października 2016
Umarły Las – Tomasz Samojlik , Adam Wajrak

Umarły Las – Tomasz Samojlik , Adam Wajrak
Wydawca Agora , 2016 , 128 stron
Literatura polska

Wcale nie jest taki umarły ten las!
Wręcz przeciwnie! Tętni życiem. Obfituje w pożywienie. Kusi tajemnicą i przygodą. Czai się niespodziankami i sekretami do odkrycia. Każdy jego zakątek jest zamieszkany. Każda jego część pełni konkretną funkcję. Każde jego miejsce odgrywa określoną rolę. A wszystkie, nawet te najmniejsze i niepozorne, bardzo ważne, niezbędne i potrzebne w całym ekosystemie leśnym. Można w nim zobaczyć i dowiedzieć się o wiele więcej niż w tych wszystkich nudnych wymuskanych laskach, gdzie nie ma próchna i kornika, martwych drzew, wykrotów, dziupli, zgnilizny i zwierząt, które żyją tylko i wyłącznie w „umarłym lesie”.
Dokładnie tego mają dowiedzieć się dzieci o na pozór martwym lesie.
Do takiego wspólnego wniosku doszli dwaj pasjonaci przyrody dzikiej, naturalnej, pozostawionej samej sobie. Jeden z bogatą wiedzą o niej. Drugi ze zdolnościami plastycznymi potrafiący ją graficznie przedstawić. Obaj z pomysłem na opowieść przygodową dla młodszych i najmłodszych dzieci z głęboko ukrytą wiedzą dydaktyczną, lekko i niepostrzeżenie przyswajaną wraz z rozwojem fabuły. Przedstawili ją w formie komiksu w konwencji westernu. Umarły Las to miasteczko w puszczy na Dzikim Wschodzie.

 

 

To do niego przybywa nowy szeryf, dzięcioł trójpalczasty o imieniu Triko.

 

 

Nie ma lekko w obejmowaniu funkcji. Popełnia gafę za gafą, nie znając realiów Umarłego Lasu oraz zwyczajów jego mieszkańców, które mogą albo rozbawić, albo przyprawić o gęsią skórkę. Zwłaszcza, gdy zajrzy się do dziupli Mogiłczyka czyli sóweczki zwyczajnej. Stary szeryf, dzięcioł czarny o imieniu Markus, nie śpieszy mu z pomocą, podejrzewając Triko o przekręt. Mieszkańcy lasu nie są przychylni nowemu uzurpatorowi z podejrzaną odznaką szyszeczki, a banda szpaków szykuje napad na Umarły Las, by przejąć go w swoje posiadanie.

 

 

Mały czytelnik nie tylko przeżywa przygody wraz z nowym szeryfem Triko, jego niekończące się porażki w zaprowadzeniu porządku, śledząc wątki sensacyjne, ale poprzez zabawę, pełną humoru słownego i sytuacyjnego, poznaje specyfikę lasu naturalnego.

 

 

Obserwuje mechanizmy życia i śmierci nim rządzące (autorzy nie kryją brutalności łańcucha pokarmowego!), do którego rzadko, a może wcale nie ma okazji zajrzeć. Wszyscy bohaterowie mają swoje pierwowzory w rzeczywistości puszczańskiej. Ich nawyki, zachowanie, sposób zdobywania pożywienia, „ubiór”, a nawet „cechy charakteru” tworzące osobowość postaci, mają potwierdzenie w rzeczywistości. Humanizacja zwierząt to dobry pomysł na stworzenie płaszczyzny do zrozumienia ich zachowań i prawa do życia w środowisku naturalnym. Ich pełną listę można zobaczyć już na początku opowieści, a dodatkowo również w formie naklejek.

 

 

Dziecko może samodzielnie budować charakterystykę postaci, czytając i oglądając uważnie komiks, ale może również sprawdzić prawidłowość swoich wniosków w rozdziałach pod wiele mówiącym tytułem Wajrak opowiada oraz porównać kreskówkę z rzeczywistymi zdjęciami z puszczy.

 

 

U dołu tych rozdziałów informacyjnych uważny mały czytelnik odkryje równoległą historię wyprawy autorów przedzierających się przez puszczę, z których jeden czuje się w niej, jak ryba w wodzie, a drugi, jak niezdarny adept sztuki przetrwania. Nietrudno zgadnąć, który jest którym.

 

 

To bardzo dobry pomysł!
Te wstawki informacyjne z realnymi zdjęciami umożliwiają nie tylko uzupełnienie, poszerzenie, a może nawet w ogóle zdobycie nowej wiedzy o lesie na pozór martwym, jego mieszkańcach i roli w ekosystemie, przez dzieci samodzielnie czytające, ale także przez te nieczytające, jednak mogące zaprosić do wspólnego czytania mamę, dziadka czy starsze rodzeństwo. Każdego dorosłego świadomego korzyści płynących z czytania dzieciom, chcącego przekazać dziecku nie tylko wiedzę, szacunek do przyrody, ale i wyjaśnić trudne problemy dorosłych z ekologią. Na przykład, dlaczego ekolodzy bronią lasów przed wycinką? To również dobry początek wspólnej przygody w rzeczywistym lesie. Pomysł na wycieczkę do naturalnego lasu, by odnaleźć podobne miejsce i jego mieszkańców.
Z książką w plecaku!
Można ją śmiało zabrać ze sobą. Książka nie ulegnie tak szybko zniszczeniu lub zaczytaniu, ponieważ jest wydana w twardej oprawie, a kartki są lekko sztywne i grubsze od standardowych. Solidnie przyszyte do kapitałki.
Dla mnie to wymarzona książka do czytania z moimi jeszcze nieczytającymi lub dopiero uczącymi się czytać dziećmi, które zapraszają mnie kilka razy w roku do wspólnego czytania. Ostatnio była to Cholera i inne choroby, której treść poszerzyłam o zabawę z mikroskopem. Tutaj mogę wykorzystać do zabawy edukacyjnej naklejki jako nagrody w konkursie. Jeszcze pomyślę nad jego rodzajem, ale potencjał i materiał do wykorzystania jest idealny.
To nie koniec przygody!
Opowieść ma koniec otwarty. Kontynuację przygód, która ma odpowiedzieć na wszystkie niewyjaśnione pytania, autorzy obiecują w drugiej części Nieumarły Las, która ma się ukazać w 2017 roku.

 

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
sobota, 11 grudnia 2010
90 najważniejszych książek w życiu dla ludzi, którzy nie mają czasu czytać – Henrik Lange

90 najważniejszych książek w życiu dla ludzi, którzy nie mają czasu czytać – Henrik Lange
Przełożył Bohdan Maliborski
Wydawnictwo Świat Książki , 2009 , 187 stron
Literatura szwedzka


Do tego tytułu dodałabym jeszcze - lub mają go za mało. I w tej końcówce mieściłabym się ja. Człowiek, który czyta, ale tocząca się lawina nowych tytułów przez moje życie, tych z klasyki i tych właśnie przechodzących do klasyki, i tych, które się właśnie ukazują i na pewno staną się dziełami znanymi i uznanymi, przekracza limit czasowy jego trwania. Muszę dodać, że w tempie geometrycznym. Wbrew logice i racjonalnemu myśleniu, nie pogodziłam się z tym faktem do dzisiaj. O skutkach tej fiksacji nie napiszę. Zdradzę tylko, że wcale z tym nie walczę i jest mi z tym bardzo dobrze. Uciekam się za to do różnej w skutkach selekcji, a to poprzez osobistą rekomendację innych (te są najtrudniejsze do odrzucenia), a to poprzez recenzje krytyków literackich (czasami kosmicznie zawiłych i z tendencją do kilkakrotnego nicowania w tę i we w tę), a to poprzez zachwyty w portalach i blogach książkowych (te lubię najbardziej) lub właśnie poprzez „bryki” jak ta pozycja. Jakoś muszę sobie radzić, żeby nie usiąść nad brzegiem rzeki mojego umiłowanego końca świata i nie zacząć płakać z powodu niedostatku sił do zamiarów, zwłaszcza tych fizycznych. Moich marnych, potencjalnych, statystycznych jeszcze pięćdziesięciu lat życia (o ile nie oślepnę) wobec setek tysięcy powieści wartych poznania. Stronę finansową tej pasji ukryję pod ciężką kotarą milczenia. Od stycznia 2011 roku narzucę drugą, przykrywając sromotę podatku VAT.
Dlatego skwapliwie sięgnęłam po tę, nazywając rzecz po imieniu, ściągę ściągi, zwłaszcza że napisana jest, a właściwie narysowana, w formie mini komiksów. A żeby było prościej i szybciej oglądać, to w takiej postaci czterech obrazków każdy, z czego pierwszy to tytuł:

 

 

Dla podniesienia poziomu przyjemności odbioru, doprawione naprzemienną dawką lekkiego humoru lub ciężkiej ironii, w zależności od fabuły historii.
Z 90 tytułów przeczytałam 25. Kilku innych oglądałam ekranizację, po której obejrzeniu trudno wrócić mi do druku, chociaż z autopsji wiem, że ten ostatni przeważnie jest naj pod każdym względem. Ogólny wynik oceniam na marność nad marnościami, jak mawiał pewien filozof. Pocieszam się tylko, że nie jest to kanon obowiązkowy, chociaż za taką uważam Biblię (wcale nie ze względów tylko religijnych), której czytanie zakończyłam na Ewangelii według Św. Marka i czekającej na dokończenie kiedyś tam. Jej streszczenie w takim wydaniu jest dla mnie obrazkowym cudem:

 

 

Zastanawiam się, czy prawem serii nie doczytać jeszcze Koranu i Tory. Chociaż kolejność czytania powinna być odwrotna. Koran już mam, ale z Torą może być problem.
Zauważyłam też pewną tendencję autora w charakterystyce tych powieści. Im książka śmieszniejsza w założeniu jej twórcy, tym mniej śmieszniej przedstawiały ją rysunki i odwrotnie. I tutaj moje odczucia idealnie się pokrywały. Na przykład ta:

 

 

Do dzisiaj zastanawiam się, w którym momencie miała mnie rozbawić?
Kilka historii mnie zaciekawiło i zachęciło do odnotowania sobie paru tytułów do przeczytania, w tym ten:

 

 

Nie mam nic przeciwko temu, aby autor opisał kolejnych kilkadziesiąt historii kreską. Zawsze łatwiej będzie mi zrobić sobie taki oto powyższy, czytelniczy rachunek sumienia. Ale czy je uspokoi i rozgrzeszy w moich oczach?
Obawiam się, że nie.
Mam usiąść i płakać?
Nie, będę robić, a właściwie czytać swoje.

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w październiku w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 976 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi