Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...
niedziela, 21 maja 2017
Portugalka – Iwona Słabuszewska-Krauze



Portugalka – Iwona Słabuszewska-Krauze
Wydawnictwo Prószyński i S-ka , 2017 , 374 strony
Literatura polska


Nie ma przypadków, istnieje tylko cel, którego jeszcze nie znamy.
Taką dedykację umieścił w rodzinnym albumie ojciec głównej bohaterki – Sophie. Dziewczyny, która jej znaczenie odkryła i zrozumiała dopiero po rozwikłaniu rodzinnej zagadki. Niszczącego fatum ciążącego nad jej rodziną.
A miało być tak prosto!
Pojechać do rodzinnej posiadłości w Portugalii. Quinty prowadzonej i zarządzanej przez babkę Gabrielę i wuja Leonardo. Sprzedać kawałek ziemi podarowanej jej przez ojca. Kupić mieszkanie w Anglii. Zamieszkać w nim ze swoim P., którego imienia nie zdradziła, i być nareszcie bezwarunkowo kochaną i szczęśliwą, uciekając przed chłodnymi, toksycznymi relacjami z rodzicami. Ale, ucieczki, jak każdy mechanizm obronny, działają na krótką metę. To przed czym uciekamy, i tak nas w końcu dopadnie. – tłumaczył jej P.
Miał rację!
Sophie została mimo woli wprowadzona w rodzinną tajemnicę, od której ujawnienia zależała jej przyszłość i spełnienie upragnionego marzenia – zamieszkanie wspólnie z ukochanym P. z dala od rodziców. Wprowadzana w jej meandry przez zbiegi okoliczności, intrygi najbliższych, informacje uzyskiwane od babki, wuja i osób spoza rodziny, a także własne śledztwo, nie tylko zmieniała panujące dotychczas relacje w quincie, ale również poznawała kilkusetletnią historię portugalsko-angielsko-polskiej rodziny i swoją w niej rolę. Własne korzenie i prawdziwą tożsamość. Nie było jej łatwo. Kroczyła w labiryncie niedomówień, niedopowiedzeń, przekłamań, subiektywnych interpretacji, zmowy milczenia, próbując znaleźć wyjście z sytuacji, która, wydawałoby się, że jej nie posiada. To odzyskiwanie siebie przez Sophie nie byłoby tak ciekawe, gdyby nie oprawa intrygi. Przepiękne miejsce akcji.
Dolina Douro!

By António Alfarroba - Praca własna, CC BY-SA 3.0, Link

Plastycznie odmalowana słowami w opisach pejzaży i widoków winnych plantacji. Procesów uprawy winorośli i produkcji porto oraz wina. Domu wtopionego w zbocze góry, do którego wejście przypominało przygodę z historią, pełnego korytarzy, zakamarków i pomieszczeń wypełnionych rodzinnymi pamiątkami. Dowodami kilkusetletniej tradycji rodu wprowadzających atmosferę minionych czasów, która sprawiała, że człowiek na ułamek sekundy doznaje poczucia własnej nietrwałości. I wreszcie ludzi zmagających się z nieprzychylną ziemią, nieprzyjaznym klimatem i zmiennymi warunkami politycznymi. Mieszkańców dumnych, twardych, pracowitych, ciężko pracujących, w swojej szlachetności potrafiących jednak popełniać błędy, do których trudno im się było przyznać. A jeszcze ciężej naprawić, bo nienawidzić jest łatwiej niż kochać i wybaczać. Ten trud nieświadomie wzięła na siebie Sophie.
Cel, którego początkowo nie rozumiała, gdy po latach powróciła do krainy swojego dzieciństwa.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Portugalka [Iwona Słabuszewska-Krauze]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 20 maja 2017
Wszyscy ludzie Kremla – Michaił Zygar



Wszyscy ludzie Kremla: tajne życie dworu Władimira Putina – Michaił Zygar
Przełożyła Agnieszka Sowińska
Wydawnictwo Agora , 2017 , 464 stron
Literatura rosyjska


„Kursk”, Chodorkowski, wojny czeczeńskie, zamach na Dubrowce, Biesłan, Politkowska, ukraiński Majdan, Tymoszenko, rosyjskie czołgi w Gruzji, wojna gazowa, przycisk reset, Kaddafi, Pussy Riot, Snowden, olimpiada w Soczi, aneksja Krymu, zestrzelenia Boeinga-777, Niemcow, Syria i wreszcie ISIS. Milowe kroki i zaledwie kilka wierzchołków gór lodowego archipelagu rosyjskiej polityki, za którymi kryje się Władimir Putin. Groźny, rosyjski car!
Czy na pewno?
To pytanie zadaje autor tej publikacji. Rosyjski dziennikarz odwołany z funkcji naczelnego jedynego niezależnego kanału telewizyjnego w Rosji „TV Dożd” – jak przeczytałam na okładkowym skrzydełku. Podobno z powodu ukazania się niniejszej książki.
Nie dziwi mnie ten strach i represja decydentów.
Autor demaskuje Władimira Putina, obnażając jego nieznane, prawdziwe oblicze, a właściwie jego brak. Tak naprawdę Władimira Putina nie ma, a obecny jego wizerunek to efekt kreacji przez ludzi Kremla. Autor rozdział po rozdziale, których głównymi postaciami są osoby z otoczenia rosyjskiego prezydenta, pokazuje linearny, zmienny i dynamiczny rozwój nie tylko rosyjskiej polityki w ciągu ostatnich 15 lat, ale również osoby i wizerunku Władimira Putina. Ostatecznie historię człowieka, który przez przypadek został królem. Autor po kolei, niczym matrioszki, otwiera i wydobywa coraz innego Władimira Putina – Putina Lwie Serce, Putina Wspaniałego, Samozwańca, Groźnego i Putina Świętego. Na końcu pozostaje Putin Obnażony, Król Nagi, którego nazwałam tak sama. Bez charyzmy, który nawet, jeśli na początku kariery chciał prowadzić własną, niezależną, samodzielną politykę, to szybko zabrakło mu siły woli i chęci, by nie dać się z czasem wciągnąć w grę kremlowskiego dworu. Nie bez powodu jego ulubionym serialem polecanym swoim politykom jest House of Cards. Autor tym samym obala mit, któremu ulegli prawie wszyscy na całym świecie, że w Rosji wszystko zależy od Putina, a bez niego wszystko się zmieni. Książka ta pokazuje, że Putin, jakim go sobie wyobrażamy, nie istnieje. I to wcale nie Putin doprowadził Rosję do obecnego stanu – przez długi czas sprzeciwiał się nawet tym metamorfozom. Ale później się poddał. Bo zrozumiał, że tak jest łatwiej.
Więc gra!
Władimir Putin fascynuje, zastanawia, nie daje spokoju i nie pozostawia obojętnym wobec siebie. Wielu próbowało go rozgryźć, rozpracować, zdemaskować czy obnażyć, jak chociażby Walerij Paniuszkin w Rublowce czy Arleta Bojke we Władimirze Putinie. Autorowi tej publikacji udaje się to, chociaż muszę przyznać, że teoria jest rewolucyjna. Nie została jednak wymyślona dzięki własnej wyobraźni i dedukcji reportera. To wnioski płynące z jego dziennikarskiej pracy w sercu Rosji, poparte i wzbogacone kilkuletnimi rozmowami i wywiadami z kilkudziesięcioma osobami z najbliższego otoczenia Władimira Putina: pracownikami administracji prezydenta, członkami rządu, deputowanymi Dumy Państwowej, przedsiębiorcami z listy najbogatszych Rosjan publikowanej przez „Forbesa”, a także z zagranicznymi politykami.
Najbardziej poraża mnie jeden wniosek.
Władimir Putin to nie jedna osoba. To ogromny zbiorowy rozum, który zgaduje, jakie decyzje powinien podjąć prezydent, by całość utrzymać przy władzy, a tym samym przy zgromadzonych majątkach. Napędem jego polityki nie są teorie spiskowe, a... błędy. Nawet nie złe zamiary, o które tak często posądza się Kreml. Może to tutaj tkwi źródło powszechnego przekonania, że Rosjanie są tacy nieprzewidywalni. To prawdziwy, z życia wzięty, rosyjski thriller non political fiction. I tak też się tę książkę czyta!
Kreml of Cards!

Książkę wpisuję na mój top czytanych w 2017 roku.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

niedziela, 14 maja 2017
Twoje zdrowie w twoich rękach – Frédéric Saldmann



Twoje zdrowie w twoich rękach – Frédéric Saldmann
Przełożyła Małgorzata Bochwic-Ivanovska
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza , 2017 , 288 stron
Literatura francuska


Uwielbiam mieć swoje zdrowie we własnych rękach!
To przede wszystkim ten tytuł, który mi to gwarantował, skłonił mnie do zajrzenia do środka. Dodatkowym atutem była informacja umieszczona u dołu tytułowej okładki:

Jakich? Tego dowiedziałam się na odwrocie książki:

Tytuł doktora też był plusem, ale z ograniczonym zaufaniem. Dieta doktora Pierre'a Dukana i kontrowersje wokół niej mocno nadwyrężyły mój entuzjazm do stopni naukowych. Ten doktor był sprawdzony przez francuskie gwiazdy, a na okładkowym skrzydełku dodatkowo przeczytałam, że jest kardiologiem, dietetykiem i specjalistą oraz promotorem profilaktyki medycznej. Jednak przede wszystkim przekonał mnie do siebie jednym, ale ważnym zdaniem – nie istnieje cudowny lek odchudzający, a te, które stosowano w przeszłości, okazały się wręcz niebezpieczne. Święte słowa!
Co proponuje zatem?
Wykorzystanie własnych mocy tkwiących w nas samych, by zdrowiej żyć. Trochę filozoficzne podejście jak na lekarza, ale w medycynie holistyczne traktowanie człowieka nie jest niczym nowym, chociaż rzadkim. Dla mnie bardzo pożądanym.Treścią swojej wiedzy przypomina mi trochę teorię długowieczności, o której czytałam niedawno w Ikigai. Też opiera ją na kilku podobnych filarach. Tyle że jej nie nazywa i, tu ogromna zaleta!, jest dostosowana do człowieka Zachodu. Mówi raczej o radach, które pozwolą każdemu przeciwstawić się wielu chorobom i dbać o siebie, jak należy. Chodzi tutaj o nowy sposób myślenia o medycynie. Dzięki niemu będziemy wykorzystywać zasoby swojego organizmu, by tworzyć i wzmacniać odporność. Nasze ciało i umysł, to prawdziwe skarby. Musimy je poznać i codziennie pielęgnować. Kluczem do wykorzystania tych naturalnych, tkwiących w nas mocy są konkretne zasady, dobre nawyki, odruchy służące zdrowiu, a nawet zwykłe myki oszukujące nasz umysł.
Zaskakująco proste!
Rady te zgrupował w pięciu częściach stanowiących zarazem filary dobrego zdrowia. Są to: odżywianie, zarządzanie ciałem, codzienna pielęgnacja w celu zachowania go w dobrej formie, utrzymywanie kondycji umysłu oraz panowanie nad sobą i optymizm. Każdy rozdział poprzedził myślą celnie oddającą i podsumowującą jego treść:

Każdą radę zawartą w krótkim rozdzialiku uzasadniał medycznie, powołując się na najnowsze badania naukowe. Najlepsze jest to, że nie proponuje katujących diet i ćwiczeń, ale zasady, które może stosować nawet najbardziej leniwy człowiek.
Wystarczy chęć i dobra wola.
Chociaż z doświadczenia wiem, że to właśnie o nie rozbija się większość postanowień. Zwłaszcza że część z nich polega na zmianie złych nawyków. A z tym jest najtrudniej. Warto jednak powalczyć o chociażby wolniejsze przeżuwanie pokarmu czy mycie rąk po przyjściu do domu. Niby oczywiste, ale w praktyce już nie, co autor statystycznie udowadnia. Część jest bardzo odkrywcza w swojej prostocie jak oszukiwanie apetytu aromatem mięty umieszczonej w wazoniku na stole. Część wywołuje uśmiech niedowierzania, jak drapanie kostek (muszę spróbować!) przynoszące rozluźnienie i relaks w sytuacji stresowej. A część trudna do uwierzenia jak śpiewanie, które podobno jest rodzajem sportu! Nic, tylko zapamiętać, stosować codziennie, prowadząc do zmiany nawyków! Być niczym mama, która czujnie troszczy się o niemowlę – jak podsumowuje autor. Wystarczy odrobinę świadomej troski o siebie.
O swoje ciało, umysł i psychikę.
Wiele tych rad znałam i stosuję z korzyścią. Kilka przypomniałam sobie. Część zweryfikowałam, a część wzięłam sobie do serca. Jedną z nich jest ograniczenie ilości codziennie wypijanej kawy. Wprowadziłam jej odpowiednik stosowany przez naszych przodków, gdy nieznana była arabica, sporządzony na bazie topinamburu.

W smaku lekko przypomina kawę zbożową. Natomiast niezwykły aromat zawdzięcza dodanemu cynamonowi i goździkom. Mogą ją pić wszyscy, a zwłaszcza cukrzycy. Jedna wada – trzeba ją gotować 1-2 minuty i odstawić na krótki czas przed wypiciem.
Za to zalet całe mnóstwo!
Autor dał mi do ręki dobre karty do gry o szeroko pojęte zdrowie, podpowiadając, którymi grać, a których w ogóle nie brać do ręki. Resztę pozostawił mojej decyzji, ile wezmę ich z tego poradnika i jak rozegram swoją partię życia.
Dokładnie tak, jak w tytule – moje zdrowie w moich rękach!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Twoje zdrowie w twoich rękach [Frédéric Saldmann]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
sobota, 13 maja 2017
Różnym głosem – Joanna Mizielińska , Justyna Struzik , Agnieszka Król



Różnym głosem: rodziny z wyboru w Polsce – Joanna Mizielińska , Justyna Struzik , Agnieszka Król
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 378 stron
Literatura polska


Tęczowe rodziny!
Są! Istnieją! Funkcjonują! I wcale nie jest im tak kolorowo, jak sugerowałaby ich nazwa. Stanowią punk zapalny wszelkich dyskusji na temat wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Burzą nie tylko powszechnie przyjętą definicję rodziny, nie tylko zmuszają badaczy nauk społecznych do przetasowania pojęć, ale również do otwartości na sposoby ich nowego definiowania. Rodziny LGBT to czubek góry lodowej złożoności przemian rodzinności we współczesnym świecie, w którym nieformalność partnerskich związków homoseksualnych z dziećmi, nazywanych w tej publikacji rodzinami z wyboru, nakłada się na już i tak skomplikowaną rzeczywistość rodzin heteroseksualnych, niekoniecznie sformalizowanych, ale rekonstruowanych, patchworkowych, typu LAT, kohabitacyjnych czy samodzielnych rodzicielsko. W zakresie tej złożoności nie różnią się niczym.
Czynnikiem jednoznacznie je różnicującym jest orientacja płciowa rodziców.
Autorki badając rodziny z wyboru w ramach projektu badawczego Rodziny z wyboru w Polsce w latach 2013-2016, miały na celu przede wszystkim pokazanie właśnie tych różnorodności konfiguracji rodzinnych i intymnych tworzonych przez osoby nieheteroseksualne w Polsce, wynikające z nich problemy oraz zrozumienie wyzwań, z którymi osoby te zmagają się w codziennym życiu. Ze względu na wprowadzenie do polskiej socjologii rodziny temat do tej pory marginalizowany i tabuizowany, musiały wykazać się dużą ostrożnością w podejmowaniu trudnych decyzji, taktownością w pracy badawczej, a przede wszystkim odpowiednim doborem metod badawczych. Zwłaszcza w stosunku do dzieci. To temu zagadnieniu poświęciły pierwszy rozdział opracowania, zawierający bardzo szczegółowy opis metodologii badań. Włącznie z zarysem problemu, opisem grup badawczych oraz uzasadnieniem wyboru dominującej metody fokusowej nad metodami ilościowymi. Dzięki takiemu podejściu, ukazanie rodzin z wyboru miało charakter pogłębiony, pokazujący interakcje zachodzące między członkami rodziny, przyjmowane przez nich normy, wartości, sposoby ich negocjowania, rozwiązywania problemów czy podejmowania decyzji. Pozwoliło to też na zgromadzenie dużej ilości materiału narracyjnego, ilustrującego, w formie licznych cytatów, opisy formułowanych zagadnień, ich analizę, a w konsekwencji wnioskowanie.
Autorki spojrzały na rodziny z wyboru z różnych punktów widzenia – lesbijek, gejów, osób biseksualnych, ich dzieci, rodzeństwa, rodziców, dziadków oraz seniorów i seniorek LGBT. Ta wielowymiarowość oglądu zagadnienia funkcjonowania par homoseksualnych wychowujących dzieci pozwoliła na wyraźne ukazanie problemów, potrzeb oraz oczekiwań wzajemnych, wobec społeczeństwa, a także wobec państwa.
Jak okazuje się, powstały obraz wcale nie jest jednoznaczny.
Ogromny wpływ na tę różnorodność, złożoność, rozbieżność, a czasem nawet sprzeczność, ma homofobia i stereotypy oraz wynikający z nich ostracyzm społeczny z silnym podłożem kulturowym. Bezsilny jednak w walce o dotychczasowy status quo rodziny. Zarówno dynamika rozwoju i przemian rodziny, jak i praktyki oporu przyjmowane przez rodziny z wyboru, a także ich pomysłowość w pokonywaniu barier instytucjonalno-prawnych w zostawaniu rodzicami, z góry skazują społeczeństwo na coraz silniejszą i jawniejszą obecność w nim rodzin jednopłciowych. Sprzyja temu również nauka, której argumenty poparte badaniami polskimi i zagranicznymi, przytaczają autorki, powołując się na konkretne opracowania. Jednogłośnie mówią one, że osiągnięto konsensus naukowy odnośnie do braku negatywnego wpływu rodzicielstwa jednopłciowego na dzieci. Ich pełną listę zamieściły w obszernej bibliografii. Powszechny dostęp do takich publikacji ukróciłby sięganie po dyskurs rozpowszechniony publicznie, w którym szkodliwe stereotypy są powielane – utrzymują autorki.
Publikacja wpisuje się w dyskurs społeczny na temat gender, LGBT i ich funkcjonowania w polskim społeczeństwie. O ile czytana przeze mnie wcześniej publikacja LGB: zdrowie psychiczne i seksualne omawiała to zagadnienie od strony medycznej, to ta stanowi pionierski fenomen socjologiczny nie tylko ze względu na przyjętą metodologię badań, ale również ze względu na tematykę trudną do zaaprobowania dla osób akceptujących homoseksualistów, ale już nie wychowywanie przez nich dzieci.
Wpisuję się w tę grupę dyskutantów jako metodyk wychowania.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Różnym głosem [Agnieszka  Król, Joanna  Mizielińska, Justyna  Struzik]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
poniedziałek, 08 maja 2017
Dwie sekundy przed cudem – Agnès Ledig



Dwie sekundy przed cudem – Agnès Ledig
Przełożyła Eliza Kasprzak-Kozikowska
Wydawnictwo Andromeda , 2017 , 320 stron
Literatura francuska


Koalescencja to clue, esencja, sedno, trop i wskazówka tej emocjonalnej powieści.

Jej początek, bo autorka definicję tego słowa umieściła na początku książki. Jej przesłanie, wokół którego zbudowała przejmującą i pulsującą wszystkimi odcieniami emocji fabułę. Także jej zakończenie, tytułując tym pojęciem ostatni rozdział książki pełniący również rolę epilogu.
Brzmi bardzo naukowo.
Jednak treść temu przeczy, bo jest pełna życia w całej gamie jego bieli, czerni, szarości i pozostałych kolorów. Dla autorki mądrość zawarta w pojęciu była bardzo dobrym materiałem, z którego zbudowała skomplikowaną i jednocześnie szaloną historię trojga ludzi. Osób z traumą do przepracowania. Dwudziestoletniej Julie, kasjerki z dyskontu wychowującej samotnie trzyletniego Ludovica. Jérôme’a, lekarza, który niedawno został wdowcem i pięćdziesięciojednoletniego Paula, ojca Jérôme’a, inżyniera aeronautyki, od którego odeszła żona. Każde z nich zatopione w swoim smutku, próbujące na swój, nieszczęśliwy sposób poradzić sobie z problemami niesionymi przez codzienność. Do momentu, kiedy przy kasie Julie zjawia się Paul. Do chwili, w której zdarzają się tytułowe dwie sekundy przed cudem.
I cud się wydarza!
Zamienia przypadkową znajomość zawartą pod wpływem impulsu w zażyłość przypominającą oswajanie lisa z Małego Księcia Antione’a de Saint-Exupéry’go. Tyle, że w tej powieści oswajanie jest wzajemne, a rodząca się przyjaźń nie prowadzi do romansu. To byłoby zbyt banalne i za proste na tę mądrze poprowadzoną, wspólną podróż splatającą przypadkowe losy ludzkie. Dosłownie, bo w czwórkę wybierają się na wycieczkę do Bretanii, by nad morzem spędzić wspólnie czas. Jednak w tej podróży nie chodzi o geografię i przemierzanie kilometrów. Chodzi raczej o dotarcie do głębi ludzkiego wnętrza i przedarcie się przez niedostępny gąszcz ludzkiej psychiki. O dostrzeżenie w wypalonym psychicznie człowieku, że pod grubą warstwą szarego, zimnego popiołu tli się żar. I nagle, pewnego dnia, delikatne tchnienie i kilka nowych gałązek wystarczą, by ogień znów zapłonął. O naukę umiejętnego wsparcia cierpiącego człowieka, by samemu nie ulec destrukcyjnemu działaniu smutku. O przejawianiu mądrej empatii, która polega na tym, jak podać rękę komuś, kto wpadł do dołu, a nie wskoczyć tam za nim, by wyszedł po twoich plecach. O dostrzeganiu drobiazgów życia codziennego, z których zwykle nie zdajemy sobie sprawy, ale to one, w zależności od tego, jak je przeżywamy, sprawiają, że dana chwila może być przyjemna i dać powody do śmiechu, mimo że serce płacze, a dusza wyje.
Wszystkie budujące... koalescencję.
Tę nową jakość psychoterapeutycznego, wzajemnego wspierania się poranionych osobowości, by znowu móc cieszyć się życiem i wierzyć w bezinteresowne dobro niesione przez innych. Móc znów zapłonąć własnym blaskiem. Aż prosi się, żeby wstawić tutaj kolejną złotą myśl z tekstu, ale powstrzymam się, ponieważ ta opowieść jest nią naszpikowana. Właściwie można tę książkę potraktować jak osobisty notes, do którego zagląda się od czasu do czasu w poszukiwaniu wzmocnienia budującą myślą, kiedy świat dookoła zaczyna szarzeć, a nawet walić się. To jej niezaprzeczalny i silny aspekt terapeutyczny, mimo że sama treść jest dramatyczna. Łagodzona jednak błyskotliwymi dialogami z nutką inteligentnego humoru.
To największe atuty tej powieści.
Autentyzm i siła emocji pochodzą z osobistych przeżyć autorki, zmagającej się z białaczką syna. Swoją autoterapią, w postaci pisanego przez nią dziennika, podzieliła się z innymi, tworząc powieść pełną mocy zdmuchiwania popiołu z ludzi i rozżarzania ich na nowo. Może dlatego wybaczyłam autorce nie do końca sprawny warsztat pisarski, którego braki widziałam w zakończeniu powieści. Bardzo rozpraszające główny temat, powodując odbieganie od wątków. Autorka skupiła się przede wszystkim na chęci przekazania jak najwięcej mądrości życiowych, co widziałam również w coraz krótszych rozdziałach, bardziej przypominających „rozważania na temat” niż kontynuację powieści. Na szczęście to końcowe rozkojarzenie myśli ratuje epilog spinający i kończący wszystkie wątki. Na tylnej okładce książki znalazłam taką informację – Czytelnicy i recenzenci często porównują twórczość Agnès Ledig do książek Nicolasa Sparksa i Anny Gavaldy.
Według mnie to raczej ich kompilacja.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

sobota, 06 maja 2017
Obrońca skarbów – Marta Grzywacz



Obrońca skarbów: Karol Estreicher – w poszukiwaniu zagrabionych dzieł sztuki – Marta Grzywacz
Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 296 stron
Literatura polska


Panie generale, ratuj pan skarbiec wawelski!
Prawie krzyczy w geście rozpaczy Karol Estreicher do gen. Władysława Sikorskiego. Ratuj pan sam, ja muszę ratować rząd Rzeczypospolitej! – odpowiada generał. Proszący nie załamuje się, nie złorzeczy, nie poddaje się w sytuacji nadciągającej barbarzyńskiej grabieży ze strony Niemców. Odpowiada – dobrze - zdając sobie sprawę, że teraz może polegać tylko na sobie.
Ta sytuacja idealnie oddaje położenie historyka sztuki i trudnej jego misji w obliczu wojny, w której wszyscy ratowali Polskę, zapominając, że – jak odnotował Karol Estreicher w swoim dzienniku – istnieją narody bez terytorium, bez języka, bez państwa, ale nie przetrwają narody bez własnej kultury. Potem, w czasach komunizmu, sytuacja powtórzyła się. Rozgoryczony profesor, namawiany do pozostawienia zbiorów Czartoryskich na Zachodzie, znów zadawał sobie pytanie – Dlaczego nie rozumieją, że właśnie teraz tożsamość tego narodu jest bardziej zagrożona niż kiedykolwiek, i jeśli odbierze mu się kulturę, zostanie unicestwiony?
Oto niezłomny żołnierz z pierwszej linii frontu niewidocznej na żadnej mapie militarnej II wojny światowej!
Obrońca naszych dóbr kultury przed ich grabieżą i misjonarz rewindykacji po wojnie, bez którego prawdopodobnie nie oglądalibyśmy współcześnie ołtarza Wita Stwosza w krakowskim kościele Mariackim

Wikipedia

czy bezcennego obrazu Dama z gronostajem Leonarda da Vinci witanego ponownie w Polsce, na krakowskim dworcu w 1946 roku, jak najznamienitszą osobistość.

To o nich była ta opowieść!
O sztuce i oddanemu jej sercem człowiekowi. Niosła ze sobą fakty nie tylko mało znane, ale również emocje im towarzyszące. Autorka „przekopała” ogrom literatury, co widać po obszernej bibliografii umieszczonej na końcu książki, by je wyłuskać z licznych naukowych opracowań, dokumentów, rzetelnych artykułów prasowych i wiarygodnych stron internetowych.
Wszystko ujęła w formę reportażu fabularyzowanego.
Czytałam go jak powieść sensacyjną angażującą mnie nie tylko w poznawanie faktów na froncie walki o sztukę w czasie drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu, ale również dynamiką akcji, pośpiechu, poczuciem ciągłego zagrożenia, niemieckim wyścigiem po wojenne łupy i atmosferą gorączki tamtych czasów, by najpierw ukraść lub ukryć co tylko się da, a potem znowu ukryć lub odzyskać tyle, ile jest to możliwe. Z kolei wątek poszukiwawczy, przewijający się przez całą opowieść z podejmowaniem tropów, napotykaniem na ślady dzieł zagrabionych, z całą masą problemów i przeszkód, rysował wyjątkową sylwetkę niezłomności Karola Estreichera. Historyka sztuki z pasją i misją, który wprowadzał elementy thrillera politycznego z najważniejszymi postaciami ze szczytów władzy oraz groteskę pazerności i chciwości Hitlera i jego ludzi. Wprawdzie autorka zastrzegła w posłowiu, że prezentowana publikacja to niewielki wycinek z życia profesora, ale wystarczający, bym wpisała go do panteonu znaczących Polaków mających wpływ na współczesny obraz polskiej kultury.
A przecież to zaledwie tylko wycinek jego działalności na jej rzecz!

Przyglądając się okładkom całej serii (nie znalazłam nigdzie jej nazwy!), dołączonym do książki, zastanawiam się, czy ona cała jest utrzymana w konwencji reportażu fabularyzowanego. Jeśli tak, to polecam ją wszystkim lubiącym poznawać historię w sposób angażujący umysł i emocje, ciekawy i sensacyjny. To taki papierowy odpowiednik filmów dokumentalnych Bogusława Wołoszańskiego.
Wciąga z kretesem i uczy!

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Dopiero przyglądając się ogromowi ołtarza i jego licznym detalom, można zrozumieć, czego tak naprawdę dokonał Karol Estreicher.
środa, 03 maja 2017
Nadzieja: 10 lat w ciemności – Amanda Berry , Gina DeJesus



Nadzieja: 10 lat w ciemności – Amanda Berry , Gina DeJesus ; współpraca Mary Jordan , Kevin Sullivan
Przełożył Janusz Ochab
Wydawnictwo Agora , 2017 , 382 strony
Seria Prawdziwe Zbrodnie
Literatura amerykańska


Krótko mówiąc, jestem seksualnym drapieżnikiem, który potrzebuje pomocy, ale jej nie szuka.
Tak o sobie napisał Ariel Castro. W oryginale brzmi jeszcze bardziej przerażająco, ponieważ użył słowa "predator".

Psychopata nie musiał szukać, bo znalazł już sposób, by sobie pomóc – niewolnice seksualne. Porwał je z ulicy – Michelle, Amandę i Ginę. Michelle była pierwsza. W dniu porwania miała 21 lat. Rok później, dzień przed siedemnastymi urodzinami, Amandę jako drugą. Gina, dołączając do „haremu”, miała dopiero 14 lat.

Wszystkie uwięzione w domu, początkowo w piwnicy, a potem w dwóch pokojach z zabitymi oknami, położonym w tej samej dzielnicy Cleveland w amerykańskim Ohio, w której mieszkały.

Przez 10 lat nikt nie przypuszczał, że autorem horroru uwięzienia i systematycznych gwałtów był sąsiad z ulicy. Kierowca szkolnego autobusu i członek znanej w okolicy rodziny Castro.
Ciężko emocjonalnie brnęło mi się przez te wspomnienia.
Zwłaszcza czternastoletniej Giny. Właściwie jeszcze dziecka, która pod datą 27 kwietnia 2004 roku odnotowała – Jest niedziela. Ojciec Angie więzi mnie od sześciu dni. Do tej pory zgwałcił mnie dwadzieścia pięć razy. Robi to cztery lub pięć razy dziennie. Wspomnienia były drastyczne, ale nie o epatowanie nimi chodziło autorkom wspomnień. Jak podkreślały obie we wstępie – Nie jest to jednak opowieść tylko o gwałtach. Łańcuchach, kłamstwie i cierpieniu. To był świat Ariela Castro. My chcemy opowiedzieć, jak udało nam się to wszystko przezwyciężyć. O swoich przeżyciach, od dnia porwania do ucieczki z niewoli, opowiadały naprzemiennie, wyraźnie zaznaczając autorkę słów imieniem. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu, przechodząc w lata, dokładnie przedstawiły rozpaczliwą próbę przetrwania w upodleniu, zdobywając zaufanie oprawcy, by nie bił, nie gwałcił, nie głodził, nie przykuwał łańcuchami (Amandzie zdjął łańcuch po 6 latach niewoli!) i by pokochał własne... dziecko. Amanda w niewoli urodziła mu córkę - Jocelyn. Mimo tej wiedzy, pytania o próby ucieczki, nasuwały mi się mimowolnie. Amanda tego typu wątpliwości rozwiewała (miała świadomość, że ludziom z zewnątrz będzie trudno uwierzyć w ten koszmar), notując w swoim, potajemnie pisanym dzienniku na skrawkach papieru z opakowań spożywczych – Wiem, że gdy kiedyś stąd wyjdę, niektórzy ludzie nie będą mogli zrozumieć, dlaczego nie wymyśliłam jakiegoś sposobu, żeby go zabić albo uciec. Mnie samej trudno będzie wyjaśnić, jak bardzo paraliżuje człowieka strach. Muszę też pamiętać o Joce. Gdyby mnie zabił, wychowywałby ją sam, a na to nie mogę pozwolić. Ludzie będą też mówili, że działo się ze mną coś dziwnego, bo pozwoliłam mu zbliżyć się do siebie. Nie poradzę nic na to, co myślą ludzie, ale to ja przez to przeszłam i tylko ja wiem, co musiałam zrobić, żeby przetrwać i zapewnić Jocelyn jak najlepsze życie.
Strach to największy wróg uwięzionych.
Dokładnie to samo czuła i mówiła inna porwana, Natascha Kampusch, której przeżycia poznałam, czytając 3096 dni. O ile jednak kontekst poszukiwań Nataschy prześledziłam w osobnej publikacji Dziewczyna z piwnicy, o tyle ta zawiera w sobie wszystko. Również opis wydarzeń nieznanych autorkom wspomnień - dochodzenie policji i poszukiwania prowadzone przez rodziny porwanych. Zebrane i opracowane przez współpracujących z autorkami dziennikarzy, Kevina i Mary, którzy przeczytali tysiące stron policyjnych raportów i sprawozdań sadowych, obejrzeli nagrania z wielogodzinnych przesłuchań Castro, odwiedzili jego rodzinną miejscowość w Puerto Rico i przeprowadzili rozmowy z członkami jego rodziny i wieloma innymi ludźmi, a wszystko po to, by lepiej zrozumieć, jak doszło do porwań i dlaczego tak długo nikt nie mógł ich znaleźć.
Powstał obraz składający się z trzech odsłon. Pierwszej – psychopaty, który znalazł sposób na „leczenie się” z obsesji seksualnej. Drugiej – piekła, jaki stworzył dziewczynom, zabierając im najpiękniejsze lata dorastania i młodości oraz okaleczając je psychicznie. Trzeciej i najważniejszej – drogi do wolności wyznaczanej przez nadzieję. To dzięki niej przetrwały. To ona dawała im moc i siłę. Zabrakło jej Arielowi Castro, który w uwięzieniu wytrzymał tylko miesiąc, popełniając samobójstwo.
I o tej niezwykłej sile nadziei przede wszystkim są te wspomnienia.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Tutaj można zobaczyć pomieszczenia, w których więzione były dziewczyny.
wtorek, 02 maja 2017
Karmin – Agnieszka Meyer



Karmin – Agnieszka Meyer
Wydawnictwo MG , 2017 , 282 strony
Literatura polska


Jest coś w powieści Meyer, co nie pozwala się od niej oderwać.
Powyższe zdanie autorstwa Sylwii Chutnik, które wybrałam z jej opinii umieszczonej na tylnej okładce tej książki, w pełni oddaje nieuchwytność istoty ducha tej powieści.
Próbowałam dociec i określić ją.
Na pewno nie był to główny wątek - rozpadający się związek Seliny i Maxa oraz próba zbudowania przez każdego z nich kolejnych z innymi partnerami. Dla mnie nic rewelacyjnego. Nie były to też skomplikowane relacje między czworgiem bohaterów. Pełne niedomówień, sekretów i toksyn je niszczących. Znów nic nowego! Mam to w każdej powieści obyczajowej. Nie była to również miłość. Najbanalniejszy temat prawie wszystkich historii. I nie tylko! Opierają się jej jedynie poradniki z fizyki i im podobne.
Więc co?
Narracja! Niebanalny sposób przekazu o banalnych sprawach ludzkich. Niezwykle zmysłowe patrzenie, postrzeganie i ujmowanie rzeczy, obrazów, myśli i zdarzeń. Najdrobniejszy detal materialny i niematerialny widziałam i czułam w ogromnym powiększeniu. Miał swój kształt, zapach, smak, kolor i fakturę przenoszące w czasie i przestrzeni. Każde odczucie rozszczepiało się na odcienie i powidoki. Każdy szczegół pulsował, mienił się i zmieniał barwę, które narrator zamykał w metaforze. Selina nie miała szarych oczu. Jej tęczówki drżały rtęcią. I tak, jak Selina potrafiła uskrzydlić wszystko: herbatę w wyszczerbionym kubku, pojedynczy promień światła wchodzący do pokoju przez szczelinę pod drzwiami, załamanie na jego koszuli, tak ja z zaciekawieniem odkrywałam, jak inaczej można odbierać dobrze sobie znany świat. Zupełnie, jakby narrator przemawiał do mnie innym językiem.
Uskrzydlonym!
Na dodatek każde zdanie obrazujące myśli bohaterów było gęste i brzemienne zawartą w nich wiedzą. Każde wyrażenie otwierało mi drzwi do innej przestrzeni wyobraźni, prowadząc skojarzeniami po labiryntach odmiennych pojęć w nowej odsłonie. Każda opowieść kończyła swój bieg w świecie manuskryptów i starodruków. Selina, będąc konserwatorką papieru i jeżdżąc po świecie za zleceniami, pokazywała mi to, co przeciętny człowiek ma rzadką okazję zobaczyć.

Chociażby taki inkunabuł, dzieło św. Bonawentury, który miałam szczęście ujrzeć w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie tylko dlatego, że był wystawiony dla czytelników przez trzy dni po jego konserwacji, a przed zamknięciem w skarbcu. Takich spotkań z wyjątkowymi i niedostępnymi dla większości księgami było w tej powieści więcej. To właśnie dzięki nim czas w powieści biegł dwutorowo. Leniwie, powoli w naprzemiennie opisywanych chwilach życia poszczególnych bohaterów z niezwykle zmysłowymi scenami erotycznymi, a jednocześnie szybki i dynamiczny w zmieniającej się scenerii historycznej całej ludzkości, będącej tłem oraz przyczyną a zarazem skutkiem czasu teraźniejszego. Dynamikę akcji potęgowały liczne podróże bohaterów i zmiany miejsca zamieszkania, której kwintesencją był tajemniczy David. Postać niezwykle intrygująca. Wprowadzała w opowieść elementy praprzeszłej tajemnicy sięgającej początków świata, metafizyki, historii powszechnej ludzkości, ale też wątki filozoficzne. Ponadczasowe zagadnienia zmuszające do odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne.
Powieść uskrzydlona!
To najbardziej adekwatne określenie, jakie nasuwa mi się jako pierwsze, gdy spoglądam na jej okładkę, a która bardzo mi się nie podoba. Aż prosi się, żeby zamienić jej grafikę na stylizację starej księgi sugerującą obietnicę wzniesienia czytelnika ponad podziały geograficzne (kosmopolityzm bohaterów), narodowościowe (każdy bohater ma inne pochodzenie) i czasowe (przeszłość miesza się z teraźniejszością, która pyta o przyszłość) po to, by pokazać los człowieczy z jego wędrówką w czasie oraz zmienność świata zmierzającemu ku samozagładzie, zatrzymaną w księgach. By dać możliwość wyjrzenia z wąskiej perspektywy swojego ulotnego życia każdemu kurczowo chwytającemu się swoich miłości, obsesji, pasji, pieniędzy, wspomnień..., a którzy są ograniczeni czasem, zaślepieni uczuciami, niewidzący niczego poza swoim krótkim, nieważnym życiem. By uświadomić sobie, że w tym nieubłaganym przemijaniu życia najważniejsze jest pełne i świadome przeżywanie chwili.
Powieść do tego zachęca.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Karmin [Agnieszka  Meyer]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

W taki niezwykły świat wprowadziła mnie ta opowieść, a przy okazji zobaczyłam proces konserwacji oglądanego przeze mnie inkunabułu.
poniedziałek, 01 maja 2017
Randka z wrogiem – Ludwika Zachariasiewicz



Randka z wrogiem – Ludwika Zachariasiewicz
Wydawca Ośrodek Karta , Wydawnictwo Naukowe PWN , 2017 , 133 strony
Seria Literatura Faktu PWN ; Podseria Karty Historii
Literatura polska


Randka z wrogiem nie ma w sobie nic z romantyzmu!
Ku mojemu przerażeniu, próbują wmówić go współczesnym kobietom powieści obyczajowe z wojną w tle. Chociażby takie, jak Dziewczyna komendanta, która bardzo zirytowała mnie fałszowaniem rzeczywistości w okupowanej Polsce. Do tego stopnia, że mentalnie wyrzuciłam ją do kosza. Proszę sobie wyobrazić – ja, książkę do kosza!
Jak było naprawdę z tymi randkującymi dziewczynami?
Do niedawna, do pojawienia się tych wspomnień, można było się tylko domyślać i snuć nierzeczywiste, ale poczytne powieści na ten temat. Dzięki serii Karty Historii odkrywającej nietypowe i powikłane losy ludzkie w wojennej zawierusze, nareszcie możemy poznać konkretne fakty. Nie w celu rozliczeniowym, ale w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie – jak było naprawdę? Daleką od obrazu pokolenia okupacyjnej młodzieży utrwalonego w pomnikowy sposób w pamięci zbiorowej – jak zauważył autor posłowia, dr hab. Janusz Marszalec. To temat omijany w opracowaniach historycznych. Raz – z braku źródeł. Dwa – z delikatności i wrażliwości zagadnienia. Raczej nie publikowano informacji o wykorzystywaniu wdzięków kobiecych do wydobywania informacji od wroga i o polecaniu przez dowódców AK młodziutkim dziewczynom, by pełniły dwuznaczne role przy wrogu w sytuacjach, w których to poradzić sobie mogły tylko dzięki sprytowi i kokieterii.

Młodziutka i śliczna Ludwika Zachariasiewicz nadawała się do tej roli idealnie.
Na polecenie przełożonych z AK, udając towarzyską dziewczynę, bywalczynię kasyna, prowadziła działalność wywiadowczą wśród Niemców, potem jako ”patriotka”, która uważa za swój obowiązek współpracę z wojskiem sojuszniczym, z NKWD, by w czasach PRL-u wniknąć w struktury UB jako pracownica Milicji Obywatelskiej.

Można zakrzyknąć tak, jak nagłówki gazet z 1946 roku – Nowoczesny „Wallenrod” w spódnicy!
Przebywała przecież w jaskini agresorów. Była bezbronną i nieświadomą powagi sytuacji nastolatką, kiedy zaczęła podziemną działalność, a potem bardzo młodą kobietą bez merytorycznego przygotowania konspiracyjnego. Często zdana tylko na siebie, odcięta od współtowarzyszy i pozostawiana bez kontaktu z przełożonymi. Bolesne skutki prowadzonego przez nią stylu życia w ciągłym stresie, niepewności, narażeniu na gwałt, śmierć i zdekonspirowanie oraz jego trybowi poddającemu ją stałemu ostracyzmowi społecznemu (przez nieświadomych niczego Polaków, członków AK i własną rodzinę była uważana za zdrajczynię, kolaborantkę i „dziwkę enkawudowską”), musiały nadejść.
I nadeszły!
Więzienie, w osławionym bydgoskim Fordonie, zweryfikowało jej człowieczeństwo. Depresja i myśli samobójcze - jej granice odporności psychicznej. Podwójne życie agentki - jej poczucie patriotyzmu. Osamotnienie - jej pogląd na sens swojej działalności.
Dokładnie takie były koszty tego „romantyzmu” randki z wrogiem.
Jest w jej losach wiele typowego dla pokolenia wojennego, ale również wiele nowego i wyjątkowego. Na tę unikatowość szczególną uwagę zwrócił wspomniany wcześniej autor posłowia. To dobrze, że Wydawcy nie pozostawili wspomnień bohaterki bez komentarza historyka. Dzięki temu otrzymałam dodatkowe informacje weryfikujące słowa Ludwiki. Wydawcy wzięli pod uwagę obecny wiek autorki wspomnień (95 lat!) i upływ czasu od opisywanych wydarzeń – 70 lat. Historyk przyłożył jej wspomnienia do matrycy historii, wiele wyjaśniając z pogmatwanych losów widzianych wąsko i emocjonalnie przez jej bohaterkę. Maleńkiego trybiku, często nieświadomego szerszego kontekstu, w wielkiej machinie podziemia AK. Takich chłopców i dziewcząt było więcej, ale niewielu opowiedziało publicznie, jak naprawdę było. Niewielu też badaczy zwraca uwagę tak, jak autor posłowia, na instrumentalne traktowanie konspiracyjnej młodzieży przez ich dowódców.
Ludwika jest tego przykładem.
Dlatego autor swoje posłowie kończy zdaniami pełnymi goryczy – Ludwika Zachariasiewicz była jedną z wielu tysięcy zawiedzionych. Ma to odzwierciedlenie w słowach bohaterki wspomnień podsumowującej swoje życie – Nie chciałam stanąć twarzą w twarz z ludźmi, którzy widzieli, co robiłam. Starałam się to wszystko zapomnieć, wyprzeć z pamięci. Czuję się winna i wiem, że nigdy się z tego do końca nie rozliczę. Pod koniec nie było we mnie poczucia patriotyzmu, nie miałam jakiś wzniosłych celów... I najsmutniejsze – Wiem jedno – swojego chłopca wychowam najlepiej jak potrafię, żeby był uczciwy, wrażliwy na ludzi, czuły i dobry. Ale nie będę mu opowiadać o patriotyzmie, jak mnie moja babcia.
Przykro mi to słyszeć – głosu przekonanego o zmarnowanym życiu kobiety, dzięki której, i jej podobnym, mogę pisać tutaj po polsku, czytając polskie książki i świętować kolejny raz Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej oraz Święto Narodowe Trzeciego Maja w niepodległej Polsce.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

Randka z wrogiem [Ludwika Zachariasiewicz]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A w maju w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 925 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi