Czytam i opisuję, co dusza dyktuje...

Wpisy z tagiem: seria Noir

środa, 12 lipca 2017
Singapur Noir – red. Cheryl Lu-Lien Tan

Singapur Noir – pod redakcją Cheryl Lu-Lien Tan
Przełożył Marcin Wróbel
Wydawnictwo Claroscuro , 2017 , 262 stron
Seria Noir
Literatura singapurska

   Moja wędrówka noir po mrocznych zaułkach miast świata trwa!

   Tym razem czternastu pisarzy zaprosiło mnie do Singapuru. Ich nazwiska mogłam poznać już na okładkowym skrzydełku, a krótkie biogramy na końcu książki.

Wiedziona ciekawością chętnie weszłam w miasto-państwo położone w pobliżu Półwyspu Malajskiego. Niewiele wiedziałam o tej części świata. Nazwę kojarzyłam tylko z piosenką Singapur zespołu 2 plus 1. Dlatego ucieszyłam się ze wstępu redaktorki antologii opowiadań, która przybliżyła mi krótką historię miasta oraz jego specyfikę – położenie, demografię i zasady życia w nim. Ponieważ nie posiadałam żadnych innych skojarzeń poza piosenką, pozostały mi po tym wstępie same zaskoczenia.


By Photo: Marcin Konsek / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0, Link

Pierwsze to trochę bajkowy, a trochę futurystyczny wygląd i czystość miasta z zakazem żucia gumy, co redaktorka podsumowała – mam czasem poczucie, że można tu jeść z chodnika. Drugie to miano „azjatyckiego tygrysa”, w którym spośród wszystkich gospodarstw domowych co szóste (...) dysponowało majątkiem w wysokości przynajmniej miliona dolarów. Po trzecie raj podatkowy dla bogaczy.

   Raj dla wszystkich!

   Tę wizję może nie burzy, ale uzupełnia o to, czego nie widać w pełnym słońcu, jej ciemna strona. Ma je każde miasto. Dualizm charakteru w przypadku tej metropolii zapowiada już jej sama nazwa. Singapur to z sanskrytu Lwie Miasto, ale już w języku angielskim zawiera w sobie grzech – sin. Jakie grzechy można popełnić w mieście tak idealnym do szczęśliwego życia, gdzie woda nadawała się do picia, a przestępczość właściwie nie istniała. (...) Każde drzewo było równo przycięte, chodniki wręcz lśniły czystością, a ruch uliczny odbywał się bez żadnych zakłóceń?

  Oj, można!

   O tym uprzedza redaktorka tomiku, pisząc – Pod tą lśniącą powierzchnią kryje się jednak mroczne rojowisko. Dżungla z przyczajonym niebezpieczeństwem  napotkania tygrysa, w której śmierć nie jest widoczna, ale zawsze obecna. Ta wymierzana przez wymiar sprawiedliwości i ta popełniana w ciemnych zaułkach, niepozornych mieszkaniach, przez pozornie spokojnych mieszkańców. We wszystkich jej, bez wyjątku, dzielnicach, jak pokazała tradycyjnie dołączona mapka prowadząca mnie tropem opisanych zbrodni.

   Mam wrażenie, że na śmiertelnym szlaku wiodły prym przede wszystkim kobiety. To ich destrukcyjnej mocy, seksapilowi, płatnej lub złudnej miłości, a nawet mrocznemu wpływowi, poświęcono pierwszą część opowieści o jakże wiele mówiącym tytule – Syreny. Uważaj na długowłose kobiety, czyhające wśród cieni – ostrzegała matka swojego syna w opowiadaniu Figowiec. Rozwiązłość to jeden z najpowszechniejszych z singapurskich grzechów popełnianych przez wszystkich mieszkańców, bez względu na pochodzenie, stan cywilny czy status materialny,  przekonuje autor opowiadania Detektyw z miasta bez zbrodni. Jej motyw przewija się właściwie przez prawie wszystkie opowiedziane historie, ukazując miejsca miłości sprzedajnej i cudzołożnej zarówno w domach publicznych, jak i w zaciszu prywatnych posesji. Ale to przede wszystkim ludzkie losy wypełniają treść opowiadań stworzonych zarówno przez najlepszych, współczesnych, singapurskich pisarzy, jak i tych, którzy są w jakiś sposób z Singapurem związani. W efekcie powstał obraz miasta mrocznego, ukrytego pod fasadą lśniącego szkła, wielokulturowego, rozbrzmiewającego kilkoma językami, a przez to widzianego zarówno oczami jego mieszkańców, jak i cudzoziemców. Ten uzupełniający się i przenikający się widok emanuje jednak przede wszystkim ludzkimi namiętnościami, obsesjami, emocjami ludzi ze wszystkich warstw społecznych – bogatych elit, bezdomnych, służących czy ludzi wykształconych. Dorosłych i dzieci, zdrowych i opanowanych przez demony. Tych pochodzących z wierzeń i tych tkwiących w psychice ludzkiej.

   Mogłabym powiedzieć – nic nowego!

   Tak było w każdym mieście, które odwiedziłam literacko w serii Noir. Poszukałam więc wyróżników tego miejsca i znalazłam jeden, ale za to przerażający swoją perfidną zwodniczością. Nic w tym mieście nie jest tym, czym się wydaje w pierwszym, miłym, przyjaznym kontakcie. Każde z tych opowiadań buduje urokliwą, fascynującą fasadę opartą na powszechnych, pozytywnych skojarzeniach i przekonaniach, by w bolesny, gwałtowny, a nawet śmiertelny sposób,  nagle zakończyć opowieść, nie pozostawiając możliwości ucieczki. Przypomina to egzotyczne, wesołe miasteczko oferujące wiele atrakcji i dobrą zabawę. Zwiedzającym wydaje się, że znają zasady jego funkcjonowania, by w tracie finału „gry” dowiedzieć się, że Singapur to Disneyland, w którym można dostać karę śmierci.

   W tym kryje się jego koszmar.

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.


Tak sobie kiedyś śpiewałam, nie wiedząc właściwie o czym!

niedziela, 27 grudnia 2015
Petersburg Noir – Julia Goumen , Natalia Smirnowa

Petersburg Noir – pod redakcją Julii Goumen i Natalii Smirnowej
Przełożył Grzegorz Szymczak
Wydawnictwo Claroscuro , 2015 , 352 strony
Seria Strefa Cienia ; podseria Noir
Literatura rosyjska

Wyczekiwałam Petersburga w serii Noir!

 

 

Po Moskwie, Meksyku, Barcelonie i Tel Awiwie nareszcie przyszła kolej na moje (zaraz po Moskwie) marzenie podróżnicze, które znam tylko z opowieści lub informacji z drugiej ręki. To za mało, żeby poczuć je i wiedzieć o nim wszystko. A wszystko to także ta strefa mroku, o której się raczej nie mówi, a w którą również trzeba wejść, by ujrzeć to, czego nie zobaczy się lub nie usłyszy od przewodnika.
Mój czytelniczy szlak turystyczny po zakamarkach dzielnic Petersburga, tradycyjnie zaznaczonych na dołączonej mapce konturami denatów, zawdzięczałam miejscowym.

 

 

Tym, którzy urodzili się w tym mieście lub w nim żyli, a czego dowiedziałam się z krótkich biografii autorów umieszczonych na końcu książki. To dzięki nim dowiedziałam się również, że po niedostępnych dla przeciętnego turysty będą oprowadzać mnie ludzie wyjątkowi - wirtuozi słowa, posiadający sprawdzony dar opowieści:

 

 

W czternastu odsłonach pogrupowanych tematycznie w trzech, głównych rozdziałach, pokazali mi realizm życia petersburżan, naturalizm otaczającej ich groteskowej rzeczywistości, a przede wszystkim jego „ducha”. I o ile dwa pierwsze obrazy zmieniają się, bo ludzie odchodzą i przychodzą, a nazwa miasta ulegała przeobrażeniu od Piotrogrodu poprzez Leningrad po Petersburg na pieszczotliwym kolokwializmie – Piter (nie wspominając wielości egzonimów wariantowych) – skończywszy, o tyle „duch” z mroczną atmosferą miasta pogrążonego w wiecznie płynącej i nieustannie padającej wodzie i tej na dole – w kanałach, rzekach, i na górze – w powietrzu, nie ulegał i nie ulega zmianom.
To właśnie on intensywnie emanuje z tych kilkunastu opowiadań.
Historii bardzo zdradzieckich, hipnotyzujących i niebezpiecznie amnezyjnie wpływających na uprzedzające słowa autorek wstępu Julii Goumen i Natalii Smirnowej, który musiałam ponownie przeczytać po wynurzeniu się z zaułków miasta, by otrzeźwieć i nie dać się ponieść kuszącej fantazji kryminalnego romantyzmu, bo z której strony by nie spojrzeć, z której strony by nie zacząć poznawać Petersburg, „duch”, niczym upiór w operze, będzie zjawiał się przed tymi, którzy zajdą za daleko lub zajrzą za głęboko. Zarówno w ciemne, śmierdzące rzygowinami i moczem, ulice Kwartału Niebieskich Latarń – ze względu na obfitość sinoniebieskich, nierzadko rozbitych fizjonomii, czy w przerębel skutej lodem, pełnej trupów, Newy, czy zwykłego mieszkania nawiedzanego przez zjawę z przeszłości, czy w głąb podziemnych kanałów z mitycznym Dziadkiem do orzechów porywającym dzieci, jak i w głąb mrocznej duszy mieszkańca Pitra, któremu zamiast pytań o tożsamość czy zdolności należy zadać fundamentalne pytania – kto w tobie siedzi? i kiedy dojrzeje do zła? I czy to jest car Piotr Aleksiejewicz, czy niepozorny kustosz w muzeum, czy dziewczyna ludzi Fioki Młodego Kapitalizmu, to każde z nich, w sprzyjających okolicznościach, dawało się ponieść i obezwładnić morderczej pasji lub zabójczej zemście.
Miasto temu sprzyjało.
Kolejny trup niesiony wodnymi kanałami rzeki czy znaleziony na ulicy, nie był wydarzeniem. Po zaginionym dziecku nie pozostawał żaden ślad, a po człowieku dorosłym przybywał wypchany eksponat. Co lub kogo pochłonęło miasto, trzeba było wyrywać własnymi pazurami i zębami, bo nawet układy i znajomości z szemranymi tubylcami nie gwarantowały sukcesu poszukiwań. Czerń miasta i duszy człowieczej była wiecznie głodna i bez dna.
I w tym sensie opowiadania godnie kontynuowały tradycję literatury rosyjskiej z Petersburgiem w tle. Autorzy udanie zastąpili Fiodora Dostojewskiego, Jewgienija Kogana, Mikołaja Gogola i wielu innych klasyków, nawiązując do ich utworów literackich, ale jednocześnie czerpali inspiracje z literatury obcej, wnosząc świeży, nowy element spojrzenia na rodzimą rzeczywistość.
Ale „ducha” zachowali!
I to tak intensywnie go ukazując, że pomimo upiorności, grozy, przemocy, brutalności, mroczności i okrucieństwa, można popaść w zachwyt nad turpizmem miasta i jego ludzi, zapominając, że za nim kryje się realna śmierć. Można zapomnieć o „wiadrze zimnej wody” profilaktycznie wylanym na czytelnika przez autorki opracowania antologii, które lojalnie uprzedzały – Jak to zwykle bywa, rzeczywistość okazuje się znacznie bardziej przerażająca od wymyślonych historii. Przeludnione komunałki w Kołomnie (...), uzależnienie od narkotyków, przemoc seksualna oraz zabójstwa na zamówienie to codzienność „kryminalnej stolicy Rosji” i niewyczerpane źródło artystycznych inspiracji.
Opowiadania są niebezpiecznym efektem tej kompilacji.
Autorzy są niczym wysłannicy Dziadka do orzechów, którzy przebierając słowami, niczym palcami na flecie, czarującą melodią słowa kuszą, wabią i wciągają czytelnika w głąb Petersburga, ukazując jego hipnotyzujące mrocznością piękno. Można zakochać się w nim na odległość i dać się wypełniać po brzegi jego śmiertelnym jadem, jego nasieniem. Musiałam trzymać się nogami i rękoma okładek, by nie pogrążyć się w czerń głębiny między nimi, za cumę z rzeczywistością mając tylko dwa, trzeźwe i przytomne zdania jednego z bohaterów opowieści – To jest jebane królestwo mroku! To pieprzony, zafajdany, jebany noir!
Ale jaki PIĘKNY!- odpowiadałam niezmiennie.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
czwartek, 02 lipca 2015
Tel Awiw Noir – pod redakcją Etgara Kereta i Asafa Gawrona

Tel Awiw Noir – pod redakcją Etgara Kereta i Asafa Gawrona
Przełożyli Tomasz Korzeniowski , Zofia Stanisławska, Daria Boniecka , Juan Diego Ramirez, Agnieszka Maciejowska
Wydawnictwo Claroscuro , 2015 , 320 stron
Seria Strefa Cienia ; Podseria Noir
Literatura izraelska

Nie zrozumcie mnie źle – przez większość czasu i dla większości ludzi Tel Awiw to cudowne, bezpieczne miasto. - napisał Etgar Keret, redaktor i autor jednego z opowiadań, we wstępie do tej antologii.
To dosyć nietypowa zachęta do odwiedzenia jego ukochanego miasta, jak się o nim wyraził. Bo o ile poprzednie wydania książek z serii Strefa Cienia Noir miały zachęcić czytelników do wycieczek literackich, a może i dosłownych, w głąb najpopularniejszych metropolii świata, właśnie poprzez ukazanie ich mrocznej, niebezpiecznej czy wręcz zbrodniczej strony, o tyle w przypadku Tel Awiwu nie trzeba tego robić. Tel Awiw jest niebezpieczny i nie trzeba tego odkrywać. Trzeba wręcz uspokajać, jak uczynił to profilaktycznie autor wstępu, bo motyw zamachu terrorystycznego czy niepokojów społecznych, których najbardziej boją się odwiedzający, przewija się w niektórych opowiadaniach. W jednym staje się nawet wiodącym wątkiem ze spersonifikowaną śmiercią w roli głównej. Opowiadanie Śmierć w piżamie dla mnie najbardziej realistycznie oddało ducha czającej się niepewności i zagrożenia mieszkańców Tel Awiwu. Siła przekazanych emocji przyćmiła pozostałe 13 opowiadań pogrupowanych w trzech rozdziałach – Spotkania, Alienacje i Zwłoki. Były one dla mnie wręcz wskaźnikiem „normalności” i podobieństwa do innych miast opisanych w tej serii – Moskwy, Meksyku i Barcelony. 14 autorów, których dorobek zawodowy mogłam poznać dzięki króciutkim notkom biograficznym umieszczonym na końcu książki i dodatkowo wymienionym na okładkowym skrzydełku,

 

 

pokazało, że pomimo zagrożeń bombowych, życie w mieście toczy się normalnie czyli tak, jak w każdym innym zmagającym się z prostytucją, handlem narkotykami, morderstwami, korupcją, zamieszkami demonstrantów, przestępstwami w cyberprzestrzeni, widmami i duchami z przeszłości, problemem imigrantów, porachunkami gangsterskimi i alienacją ludzi wynikającą z orientacji seksualnej, pochodzenia czy odmiennych stanów świadomości i pojmowania świata. Każdy z wymienionych problemów-tematów, rozwijany w opowiadaniu odmiennym stylem przekazu i rodzajem narracji – dosadnym, realistycznym, oszczędnym lub metaforycznym, rozbudowanym, bogatym w odniesienia i skojarzenia, wprowadzał dynamikę i podkreślał różnorodność spojrzeń. Każde opowiadanie przekonywało mnie, że miasto niczym nie różni się od innych w swojej mroczności, że ma taki sam system „kanałów ściekowych” zbrodni , przestępstw i człowieczych nieszczęść.
A mimo to...
A pomimo tego uspakajającego zdania, otwierającego moje wrażenia z przygody literackiej z Tel Awiwem i dalszych zapewnień autora wstępu, że Tel Awiw nazywany jest Bańka Mydlaną, co symbolizuje odcięcie od targanego konfliktami kraju. W porównaniu z rozdartą wewnętrznie Jerozolimą, tykającą bombą nacjonalizmu, ksenofobii i religijnego fanatyzmu, Tel Awiw jest wyspą spokoju i rozsądku, to cały czas towarzyszyła mi Śmierć w piżamie w wymownym milczeniu obserwująca przy porannej kawie swoje przyszłe ofiary.
Ten wyjątkowy przewodnik po Tel Awiwie, którego siłę przekazu trzeba łagodzić uspokajającymi zapewnieniami o jego względnym bezpieczeństwie, ukazuje najciemniejsze zaułki w różnych dzielnicach zaznaczonych na tradycyjnie dołączonej mapce z miejscami akcji fabuły,

 

 

które tak naprawdę są ludnymi, publicznymi miejscami w pełnym słońcu – place, bulwary, kawiarnie, środki komunikacji, mieszkania. To czyni je przewrotnie najbardziej noir miastem, bo o ile w ślepe uliczki innych wchodziłam na własne życzenie, o tyle tutaj wchodzę do kawiarni, by wypić kawę obok Śmierci. Tak swojskiej, tak spowszedniałej, oswojonej i zawsze obecnej, że prawie niezauważalnej dla mieszkańców, skoro Etgar Keret na propozycję napisania opowiadań noir o Tel Awiwie zareagował – Tel Awiw Noir? To jakaś pomyłka. To najwspanialsze, najbardziej przyjazne i tolerancyjne miasto na świecie. Przyjazne i tolerancyjne do tego stopnia, że przy stoliku kawiarnianym pije się kawę poranną ze Śmiercią w piżamie, jak z dobrą, starą znajomą – muszę dodać od siebie.
Trzeba być obcokrajowcem, by tę nienormalną „normalność” zauważyć i być naprawdę przerażonym.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 

A Etgar Keret nadal zachęca do przyjazdu!
środa, 30 stycznia 2013
Meksyk Noir – pod redakcją Paco Ignacio Taibo II

Meksyk Noir – pod redakcją Paco Ignacio Taibo II
Przełożył Tomasz Pindel
Wydawnictwo Claroscuro , 2012 , 183 strony
Seria Strefa Cienia ; Podseria Noir
Literatura meksykańska


Rozmowa toczyła się następująco:
Mężczyzna pierwszy: - Pchnął tę swoją żonę czterdzieści dwa razy. Czterdzieści dwa, czaisz?
Mężczyzna drugi: - No, pomyśl, ale jej musiał mieć dość...

 

Powyższy urywek dialogu przypadkowych przechodniów komentujących nagłówki gazet na kioskowej wystawie, przytoczony przez żonę autora wstępu, a zarazem redaktora zbioru dwunastu opowiadań, zabrzmiał dla mnie, w pierwszym momencie, jak dobry żart. Tyle że, jak się później okazało, napisany przez życie. Życie w największym mieście świata i stolicy Meksyku o tej samej nazwie, w którym rozmowy podobne do powyższej są przerażającą, jeśli nie makabryczną, normą. Ale zanim zanurzyłam się w półmrok dzielnic, zajrzałam do domów elit społecznych i bezdomów (brak domu - mój neologizm) ludzi mieszkających na ulicy, weszłam w uliczki prowadzące w głąb miejskiej dżungli lub donikąd, po których oprowadzali mnie meksykańscy pisarze, między innymi twórcy literatury neokryminalnej, wymienieni na okładkowym skrzydełku,

 

 

przeczytałam fascynujący (ze względu na sposób przekazu), a zarazem przerażający (ze względu na treść) wstęp redaktora zbioru, wprowadzający mnie w czarne cienie miasta oszalałego od zanieczyszczeń, deszczy, ruchu, oraz kryzysu gospodarczego, który chłoszcze je od dwudziestu pięciu lat. Posiadającego największą kolekcję dowcipów na temat śmierci (...) oraz najbardziej skorumpowaną policję na świecie, która upajając się chorym poczuciem władzy bez skrupułów gwałci, nadużywa, kradnie, napada i morduje. Pełniącego rolę przystanku przed Stanami Zjednoczonymi z milionami ton marihuany, z setkami kilogramów kokainy. W którym króluje bezdomność, przemoc podyktowana głodem i tysiące dziesięcio-, ośmio-, pięcioletnich dzieci ze szklistymi oczami, jąkające się, brudne, ludzkie wraki nazywane chemos, tak jak klej do wąchania.
Po takim preludium sięgającym najgłębszej, najmroczniejszej warstwy meksykańskiego życia, spisie treści o wymownych i mocno sugestywnych tytułach rozdziałów Ponad prawem, Przed egzekucją i Miasto dusiciel oraz przyjrzeniu się tradycyjnej (była również w zbiorze Moskwa Noir) kryminalnej mapce miasta umieszczonej na początku książki,

 

 

bałam się zrobić pierwszy krok i zajrzeć do opowiadania rozpoczynającego moją podróż. Bałam się wyobraźni pisarzy (literackich zawodowców przetrwania, jak nazwał ich redaktor zbioru), bazującej na takim patologicznym materiale, żywej, ale chorej tkance relacji międzyludzkich, mającej swoje określone miejsce w rzeczywistości. Dziejącej się naprawdę. Co innego czytać opracowanie ogólne, opisujące zjawiska społeczne całościowo i syntetycznie, jak zrobił to redaktor zbioru, a co innego wstrzymać oddech, zanurzyć się w miejski syf (to określenie jednego z bohaterów) i przyjrzeć mu się z bliska, spojrzeć na niego od środka oczami konkretnego, czującego człowieka, głównych bohaterów poszczególnych opowiadań. Bezdomnego z premedytacją obarczonego przez policję morderstwem, policjanta popełniającego przestępstwa w imię zmniejszenia już istniejących, szefowej kartelu narkotykowego należącej do elity społecznej, człowieka umierającego od ran postrzałowych, męża mordującego żonę, świadków przemocy sąsiedzkiej, mężczyzny okazującego miłość do kobiety gwałtem, księdza uważającego Boga za fanatyka i wielu, wielu innych głównych postaci historii, jak i tych umieszczonych w tle akcji, drugoplanowych, ale równie ważnych. Dziękowałam autorom za jedno – za to, że żaden z nich nie poruszył tematyki dziecka w tym gęstym, cuchnącym, gnilnym szlamie wypaczonych wartości i norm moralnych, podbarwionych czernią śmierci i czerwienią krwi.
Wymiar społeczny tych opowiadań, ukazany z wielu różnych perspektyw i różnorodnych punktów widzenia, to nie jedyny atut tej publikacji. Drugim jest język narracji (z naciskiem na autentyczny) i sposób narracji od wewnętrznej po zewnętrzną, często przenikający się wzajemnie i zmieniający się nie tylko w jednej historii, ale i w monologu indywidualnego bohatera. To właśnie narracja idealnie dobrana do tematyki fabuły i jej postaci, tworzyła nie tylko sugestywny obraz opisywanego zjawiska, ale przede wszystkim jego gęstą, duszną od negatywnych emocji atmosferę.
A może odwrotnie?
Może to doświadczany przez autorów na co dzień nastrój miasta wymuszał dobór najadekwatniejszej narracji dla bohatera umierającego, kobiety w świecie przemocy, zagubionego w rzeczywistości, kochającego odmiennie, błądzącego wierzącego, pochwyconego w pułapkę sieci zależności? Jakkolwiek by nie było, eksperyment autorów udał się, wywołując we mnie nastrój lęku, zagrożenia, beznadziei, niemocy, autyzmu społecznego (bardzo ciekawe spostrzeżenie socjologiczne) i groteski sytuacji.
Czarnej groteski, z czarnym humorem.
Ten ostatni, to według redaktora zbioru, literacki sposób na powstrzymanie przemocy i odpowiedź na zapotrzebowanie na literaturę społeczną, promowany przez ludzi, którzy kochają swoje miasto mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, a posiadając umiejętność operowania słowem, piszą o tym. Bo mówienie i prowokowanie do dyskusji pozwala na oswajanie demonów, na nabranie dystansu, na wyrwanie się z dna piekła i jego mroku, na jaśniejszą stronę miasta. Tego pokazywanego w folderach turystycznych podkreślających, że jest w nim więcej kin studyjnych niż w Paryżu (...) i więcej uniwersytetów niż w Nowym Jorku.
To też jest ten sam Meksyk.
I książka, która uzupełnia folder turystyczny. Bolesna w odbiorze, ale konieczna, by zrozumieć jedność zachwytu i przerażenia miejscem, w którym czarny humor, absurd i groteska jest smutną rzeczywistością. W tym kontekście przytoczona na początku rozmowa jawi się niczym napis nad bramą do ziemskiego Hadesu.
Autorzy zapraszają do zwiedzania miasta.

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.
czwartek, 29 grudnia 2011
Moskwa Noir – pod redakcją Natalii Smirnowej i Julii Goumen

Moskwa Noir – pod redakcją Natalii Smirnowej i Julii Goumen
Przełożyła Ewa Skórska
Wydawnictwo Claroscuro , 2011 , 283 strony
Seria Strefa Cienia: Noir
Literatura rosyjska


To było bolesne czytanie.
Tak bolesne, jak tylko może być obalanie, obnażanie, demontaż i niszczenie od dawna pielęgnowanych wyobrażeń o obiekcie moich marzeń – Moskwie. Od czasów licealnych była i jest nadal moim jeszcze niezrealizowanym celem podróży. Nie Paryż, nie Rzym (nawet nie w drugiej kolejności, bo zajmuje ją Petersburg), a właśnie Moskwa. Wielka, potężna, przesiąknięta duchem historii i melodią języka, którego brzmienie uwielbiam, pełna zabytków i muzeów z rubinową gwiazdą płonącą nad jej panoramą i przede wszystkim pełna ludzi z rosyjską duszą na ramieniu. Zmienianie takiego obrazu musiało więc boleć. I bolało.
Okrutnie.
Już sam tytuł sugerował, że wejdę w świat mroczny, którego przeciętni turyści nie zwiedzają, a może nawet nie mają życzenia go oglądać, czy docierać do miejsc zaznaczonych na dołączonej do książki mapce:

 

 

charakterystycznym, znanym i wiele mówiącym symbolem stosowanym w kryminalistyce:

 

 

Swoisty szlak turystyczny znaczony ofiarami, który powinien otwierać sparafrazowany napis znad Hadesu – Porzućcie wszelkie wyobrażenie o Moskwie wy, którzy tu wchodzicie!
A ja się odważyłam. Zaufałam jedynej znanej mi pisarce spośród 14 autorów tego zbioru,

 

 

Irinie Dienieżkinie, której zbiór opowiadań Daj mi!,czytałam kilka lat temu.
To dzięki niej i pozostałym pisarzom (niektórzy po raz pierwszy tłumaczeni na język polski) poznałam miasto w 14 różnych odsłonach, w 14 różnych dzielnicach miasta. Tych położonych w centrum i tych funkcjonujących na jego obrzeżach. Obraz jaki ujrzałam był upiorny, trupi, depresyjny, a przy tym jednocześnie tak bardzo realnie prawdopodobny, że z bólem serca dopuszczałam w swojej świadomości możliwość jego istnienia w takiej postaci. Miasta, w którym nie było miejsc związanych z romantycznymi nazwiskami i dawnymi tradycjami kulturalnymi, które teraz, gdy przeżarta naftodolarami Moskwa lada chwila pęknie, rozbryzgując gnój na wszystkie strony, kojarzyła się z niepranymi od miesiąca skarpetkami, a moskiewskie metro porównywane było do lucyferowych chlewów. Miejsce pełne parków zbudowanych na kościach i osiedli na nieistniejących cmentarzach. Z dzielnicami-sypialniami zapełnionymi blokami w kolorze śliny gruźlika albo szaroróżowej cegły, bez wind, ale za to ze schodami prowadzącymi do piekła beznadziei dnia codziennego. Z miejscami ziemi niczyjej, na którą zwożono nierozpoznane ciała, by zgniły, a na rozprawy przyjeżdżała tu lokalna mafia i ludzie w pagonach.
Ludzie? – poddałam w wątpliwość to określenie.
W tym kontekście to określenie zabrzmiało zbyt eufemistycznie. Raczej istoty człekopodobne z góry skazane na klęskę w swoich działaniach, o wypaczonych osobowościach i systemach wartości moralnych, zdolnych zabić dla udziału w grze, miłości, pieniędzy czy władzy. Ogarnięte depresją, manią prześladowczą, rozpaczą bezcelowości istnienia, znienawidzonymi zależnościami społecznymi i nałogami. Karmione codziennie przez media papką kryminalnych wiadomości, niczym nieróżniących się od ich własnego życia. Istot których los człowieka mafii może w jednej chwili zamienić się w los bezdomnych. Spuchniętych, brudnych, odmrożonych, rozkładających się półludzi, którymi można nakarmić psy w schronisku lub trenować na nich chwyty sztuki walki, aż do zejścia. Beztroskiej nastolatki w los narkomanki i prostytutki. Kochającej córki w ojcobójczynię. Męża w kata własnej żony. Właścicielkę psa w jego konsumentkę, a oficera operacyjnego w mordercę kolegi z pracy. A uzupełnieniem tego turpistycznego obrazu miasta i jego mieszkańców był wszechobecny, niemalże namacalny smród krwi, adrenaliny, brudu, strachu, wymiocin, moczu, rozkładających się zwłok, zatęchłych mieszkań, bunkrów i samej śmierci. To jedna z tych książek, przy której nie mogłam jeść, a uniesiona kanapka w dłoni, zastygała nad książką, by ostatecznie wrócić na talerz.
Przerażający widok!
Ale jaki jednocześnie piękny w tej okropności i brzydocie!
Jak sugestywnie i fascynująco opisany! Autorzy wykorzystując naturalizm w opisach, karykaturę, groteskę, przerysowanie, wyolbrzymienie oraz cechy przynależne powieści grozy, kryminałowi i thrillerowi, stworzyli opowiadania różne i różnorodne (z wysokim i bardzo wyrównanym poziomem warsztatu literackiego), ale jednocześnie tworzące spójny, jednorodny i jednolity obraz Moskwy. Ten końcowy efekt zbiór zawdzięcza przemyślanej kolejności ułożenia poszczególnych historii, które niemalże zazębiały się lub uzupełniały oraz pogrupowaniu ich w cztery rozdziały z zapożyczonymi tytułami utworów znanych, rosyjskich klasyków – Fiodora Dostojewskiego, Mikołaja Gogola, Iwana Turgieniewa i Lwa Tołstoja. Tak wiele mówiły i precyzyjnie zapowiadały, stojącą za nimi treścią wybranych powieści (Zbrodnia i kara , Martwe dusze, Ojcowie i dzieci, Wojna i pokój), jaki czeka mnie obraz Moskwy, a jednocześnie nawiązywały do spuścizny literackiej (chociaż redaktorki w autorskim wstępie wyraźnie twierdzą, że w Rosji, a szczególnie w Moskwie, nie ma literackiej tradycji noir) oraz historycznej, bo wszystko już było, zawsze i wszędzie, od północy do rana, to zawsze jest jedna i ta sama historia i ja wiem, co będzie dalej. To samo, wszystko jeszcze się powtórzy, wszystko jeszcze będzie. Beznadziejna przeszłość determinuje beznadziejną teraźniejszość, wyznaczając beznadziejną przyszłość.
I jak nie miało boleć? No jak?

 

Zdania pisane kursywą są cytatami pochodzącymi z książki.

 

 

A tutaj wysłuchałam informacji na temat całego projektu literackiego serii Noir. Będzie więc również mroczna Barcelona, Meksyk, Paryż, Londyn, a nawet Haiti!

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
O autorze
Zakładki:
A autorką blogu jest Maria Akida
A czytam teraz
A planuję przeczytać
A polecam i patronuję...
A rekomenduję własną publikację
A w listopadzie w księgarni
Adres e-mail i moje logo
Czytam czasopisma o książkach
Czytam e-book
Czytelnicze akcje i konkursy
Czytelnicze wyzwania
Geografia literatury przeczytanej
Katalog autorów i 991 tytułów
Mój top czytanych w 2016
Nagrody literackie
Piszących podczytuję
Przeglądam blogi zaczytanych
Przeglądam portale książkowe
Przeglądam prasę
Słucham, jeśli nie czytam
Szablon stworzyła
Tutaj jestem
Wspieram i popieram
Wydawnictwa i księgarnie
Życie pozaksiążkowe
Tagi
Blogi